czwartek, 28 czerwca 2012

Na problemy z kręgosłupem

Dzisiaj przyszła zamówiona przeze mnie poduszka dynamiczna "Jeż". Zakupiłam ją kilka dni temu, gdy zorientowałam się, że fatalna postawa, jaką przyjmuję przy biurku ruinuje moje wysiłki związane z utrzymaniem kręgosłupa w dobrej kondycji i unikaniem bólów pleców. Po 8-9 godzinach przy komputerze mimo częstej gimnastyki ból odcinka lędźwiowego naprawdę dawał mi w kość.
Poduszka jest naprawdę fajna - wymusza prawidłową pozycję na krześle i pomaga odciążyć te odcinki kręgosłupa, które są najbardziej narażone na przeciążenia przy długotrwałym siedzeniu. Zamawiając poduszkę do koszyka dorzuciłam jeszcze piłeczkę polecaną przez  "Kobietę w ciąży" na problemy z opuchniętymi nogami (także 8 cm) ale teraz zorientowałam się, że dzięki jeżowatej stronie moja poduszka nadaje się również do masowania stóp. Początkowy plan był taki, że obu rzeczy będę używać w pracy, ale w takiej sytuacji piłeczkę zabiorę do domu.
Na poduszce siedzę od rana i czuję, że to był naprawdę dobry wybór. Muszę jedynie zmieniać jej strony, gdyż siedzenie na jeżowej stronie po jakimś czasie powoduje dyskofort. Ciekawa jestem, czy to kwestia przyzwyczajenia - coś jak z siodełkiem roweru po zimie.
Dzisiaj po pracy idę dodatkowo na gimnastykę kręgosłupa i być może zostanę jeszcze dłużej w klubie fitness by porelaksować się trochę w basenie. Mam nadzieję, że pod koniec dnia mój kręgosłup będzie mi wdzięczny :)
 

wtorek, 26 czerwca 2012

Pękające naczynka cd.

Jestem po wizycie u internisty - wyniki badania krzepliwości krwi są w zasadzie w normie - ciężko więc powiedzieć dlaczego moje naczynka krwionośne na nogach pękają. Na pewno wiąże się to z kruchością ścian naczyń włosowatych, ale ciężko stwierdzić, co może być tego przyczyną. Dostałam skierowanie do chirurga naczyniowego, do którego wybieram się w drugim tygodniu lipca. Lekarka potwierdziła, że Venescin jest bezpieczny dla kobiet w ciąży i właśnie nim mam smarować nogi; dodatkowo mam kupić tabletki Vesescin w tabletkach i łykać trzy razy dziennie; ponadto zaleciła mi rutinoscorbin lub podobny lek (ale z tym mam nie przesadzać - maksymalnie jedna tabletka dziennie).
Zobaczymy - mam nadzieję, że to pomoże. Póki co pogoda nie sprzyja letnim ubraniom, ale mam nadzieję, że się poprawi i będę mogła nosić jakieś sukienki - z nogami całymi w kropki nie czułabym się dobrze.
Jedyne co mnie pociesza to fakt, że pękające naczynka niekoniecznie są zapowiedzią niewydolności żylnej i, że nie muszę jak na razie obawiać się żylaków.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Ciążowe napoje

Jestem herbatoholikiem (a raczej byłam) - przed ciążą wypijałam dziennie niezliczone ilości herbat - czarnej, zielonej białej. Nadal uwielbiam herbatę, ale lekarz przestrzegł mnie, że niestety wypłukuje kwas foliowy i w związku z tym w ciąży powinnam ograniczyć jej ilość. Koszmar ;)
Musiałam więc znaleźć jakieś alternatywy. O wodzie z cytryną lub żurawiną wspominałam już w poście o produktach pomagających ciężarnym przeżyć codzienne dolegliwości. Teraz gdy robi się gorąco wypijam jej jeszcze więcej. Natomiast cały czas pozostaje mi jeszcze ochota na ciepłe napoje - szczególnie do śniadania i kolacji, i w te dni, kiedy lato nas nie rozpieszcza. Herbatę piję nadal, ale staram się nie przekraczać 2-3 filiżanek dziennie. Herbata, którą piję jest także troszkę słabsza niż ta, którą piłam przed ciążą.
Próbowałam pić herbaty ziołowe, jednak większość z nich najzwyczajniej mi nie smakuje - nie znalazłam jeszcze takiej, która urzekła mnie by swoim smakiem i którą mogłabym wprowadzić do codziennego jadłospisu. Ponadto większość herbat owocowych tak naprawdę zrobiona jest głównie na bazie hibiskusa, którego w ciąży także powinno się unikać. Trzeba więc uważnie czytać etykiety.

Pozostają mi więc zioła. Poczytałam, które z nich są bezpieczne w ciąży i jakie mają właściwości. Wybrałam się na zakupy i nabyłam różne opakowania dobroczynnych ziół. Większość niestety także mi nie smakuje i piję je sporadycznie. Dwa, które piję codziennie to mięta i pokrzywa. 

Pokrzywa nie dość, że mi smakuje, ma także dobroczynny wpływ na ciało - poprawia morfologię krwi i ogólnie działa krwiotwórczo (pomaga więc zapobiegać dosyć często występującej rzekomej niedokrwistości ciężarnych. Pokrzywa obniża także poziom cukru we krwi (nadaj jestem przed testem obciążenia glukozą, ale mam nadzieję, że pod tym względem wszystko jest dobrze). Podobno działa moczopędnie, ale ja tego nie zauważyłam.

Staram się pić soki owocowe i warzywne. Mam sokowirówkę i korzystam z niej falami - tzn. mam kilka dni zapału, gdy codziennie produkuję szklankę soku z buraków, marchewki lub jabłka (próbowałam także z pietruszki i bardzo mi smakował), następnie sokowirówka idzie w odstawkę i korzystam z niej ponownie dopiero gdy ruszą mnie wyrzuty sumienia...

Tuż po zorientowaniu się, że jestem w ciąży postanowiłam odstawić kawę. Traktują ją jako lekarstwo na ból głowy i spożywam naprawdę sporadycznie (obawiam się, że jeśli chodzi o ból głowy to działa na mnie na zasadzie placebo, ale nie ma to znaczenia - ważne, że dosyć często działa). Kawę zastąpiłam Inką - przez jakiś czas piłam zbożówkę codziennie - teraz chwilowo mam przerwę, gdyż od Inki jakoś mnie odrzuca. Ale myślę, że wkrótce mi przejdzie.

I na koniec moje ciążowe odkrycie ;) - kakao. Dla mnie to żywa manna - odpędza smutki, koi, ale równocześnie pobudza. Gdy jest mi źle, gdy dzień w pracy był wyjątkowo ciężki, gdy burza hormonalna daje o sobie znać przygotowuję dla nas kakao (ewentualnie, gdy jest już naprawdę bardzo źle przygotowuje je dla nas przyszły tatuś) i po chwili wszystko wraca do normy.


Produkty "ratujące ciężarnym życie" ;)




Moja dieta nie zmieniła się drastycznie wraz z rozpoczęciem ciąży (wydaje mi się, że i tak odżywiałam się dosyć zdrowo). Jest jednak kilka produktów, które wprowadziłam do niej na stałe, i które naprawdę pomagają mi na przeróżne ciążowe bolączki (a właściwie - pozwalają mi ich unikać) bez uciekania się do chemii.








Pierwszym z tych produktów jest cytryna. Ponieważ zapotrzebowanie na wodę w ciąży zwiększa się (a już samo picie 2 litrów wody dziennie pozwala uniknąć/zmniejszyć uciążliwość puchnięcia nóg), natomiast ja nie przepadam za piciem samej wody (mogę wypić 2 szklanki i na więcej nie mam ochoty), dosmaczenie jej cytryną pozwala mi na przyjmowanie odpowiedniej ilości płynów. Cytryna dostarcza witaminy C, zakwasza mocz (dzięki czemu środowisko w pęcherzu nie sprzyja bakteriom), dzięki czemu możemy uniknąć infekcji dróg moczowych. Na początku ciąży piłam jeszcze na czczo wodę z cytryną i miodem - jako środek przeciw mdłościom. Mdłości nie doświadczyłam - podejrzewam, że miałam szczęście, a nie ze względu na napój, ale nie żałuję, gdyż dodatkowo letnia woda z cytryną i miodem pomaga z innymi problemami pokarmowymi - z zaparciami.



Ponieważ akurat zaparcia mi się zdarzały o tej dolegliwości przeczytałam najwięcej, i także najwięcej produktów włączyłam właśnie ze względu na nie.
Sa to m.in. suszone śliwki. Wylądowały one w szufladzie mojego biurka w pracy - podgryzam, gdy mam ochotę na coś słodkiego lub zgłodnieję, a w perspektywie nie mam innego posiłku. Piekę w ten sposób dwie pieczenie na jednym ogniu - unikam zaparć i mam naturalną przegryzkę, zastępującą słodycze.





Do pracy przyniosłam sobie także len w dwóch wersjach - lekko skruszonego siemienia lnianego oraz lnu zmielonego. Dodaję je do różych posiłków. - bardziej całe nasionka dodaję do jogurtów, zmielonym lnem posypuję sałatki i makarony. Siemię lniane jest wręcz super zdrowe - dostarcza naprawdę ogromnej ilości składników odżywczych, w tym nienasyconych kwasów tłuszczowych, obniża cholesterol, działa przeciwutleniająco. Wspomaga perystaltykę jelit, łagodzi podrażnienia układu pokarmowego. 



Żurawina - tę także spożywam w dwóch wersjach. Podstawowa to sok, który dolewam do wody. Druga to suszona żurawina, którą dorzucam do różnych dań. Tutaj uwaga - bardzo ciężko kupić porządną suszoną żurawinę - to co jest dostępne w większości sklepów, to jakaś kpina - słodkie, napuchnięte kulki, aż błyszczące od oleju i cukru. Oprócz  sklepów z żywnością ekologiczną nie widziałam żurawiny, której nie bałabym się kupić. Te pseudo- żurawiny mogą nas co najwyżej utuczyć, a ze względu na niebywałą ilośc cukru, obawiam się, że nie pełnią one swojej podstawowej funkcji - chronienia pęcherza przed infekcjami. Żurawina zakwasza mocz ale dodatkowo hamuje także przyleganie bakterii E.coli do ścian komórkowych dróg moczowych, ogranicza ich namnażanie i ułatwia wydalanie. Po pierwszym badaniu okazało się, że mam bakteriomocz, ale po leczeniu i wprowadzeniu żurawiny i większych ilości cytryny do diety problemy więcej się nie powtórzyły. 
 
Z innych drobnych zmian w mojej diecie - trochę więcej jajek (ekologicznych!) oraz jogurtów (szczególnie probiotycznych). Ostatnio dramatycznie rośnie ilość owoców (ale to pewnie u wszystkich). Póki co wszystkie wyniki w normie, a samopoczucie - naprawdę dobre :)

piątek, 22 czerwca 2012

Ćwieczenia dla kobiet w ciąży


O tym, że aktywność w ciąży jest bardzo ważna można przeczytać w każdej książce czy podręczniku dla przyszłych mam.  Wspomina także o tym pewnie większość ginekologów prowadzących ciąże. Ale w tym stanie także najłatwiej znaleźć wymówki by nic nie robić. Sama tego doświadczyłam - często po powrocie z pracy do domu jestem tak zmęczona, że łóżko kusi znacznie bardziej niż wizja jakiś wygibasów. Niestety  brak aktywności fizycznej przy zmieniających się proporcjach ciała właściwie musi skończyć się jakimiś dolegliwościami i bólem. Ja pierwsze bóle pleców poczułam już na początku piątego miesiąca i przestraszyło mnie to nie na żarty - brzuch nie był jeszcze wtedy duży i gdy myśl co mnie czeka, gdy już naprawdę urośnie zmobilizowała mnie do natychmiastowego działania. Ponieważ znam siebie i wiem, że o ile coś nie jest zorganizowane łatwiej mi o tym zapomnieć postanowiłam znaleźć jakieś zajęcia dedykowane kobietom w ciąży. Postawiłam 2 warunki - zajęcia muszą odbywać się popopłudniami lub wieczorem, w pobliżu pracy, domu lub na trasie z jednego do drugiego. Mimo, że mieszkam w Warszawie okazało się, że wcale nie jest tak łatwo - co prawda większość klubów fitness organizuje zajęcia dla kobiet w ciąży, ale większość zakłada też, że każda ciężarna jest na L4 i może w nich uczestniczyć o 11 lub 13. Stwierdziłam więc, że nie pozostaje mi nic innego, niż uczestniczyć w innych zajęciach, niekoniecznie dedykowanym przyszłym mamom, które pomagają rozwijać mięśnie głębokie, wzmacniają kręgosłup i zwiększają ogólną wydolnośc organizmu. Ponadto kupiłam sobie nieduże ciężarki i matę do ćwiczenia w domu. Znalzałam bardzo fainy zestaw ćwiczeń 10 minutes prenatel pilates. Zestaw rozbity jest na 4 części - pierwsza to "standing pilates" - i tę serię wykonuję najczęściej ;)
Elementy ćwiczeń wprowadziłam do różnych czynności wykonywanych w pracy i w domu. Kręcę biodrami przy myciu naczyń, robię wymachy nóg myjąc zęby. Gdy w pracy idę do łazienki i jestem tam sama staram się wykonać kilka ćwiczeń. W ten sposób nie poświęcając na to dodatkowego czasu ruszam się więcej.
Jadąc do pracy wysiadam przystanek wcześniej i zyskuję dodatkowe kilka minut spaceru; staram się także więcej ruszać będąc już w biurze - wstawać, robić krótkie rundki po biurze.

Na zorganizowane ćwiczenia chodzę póki co 2 razy w tygodniu do niedużego klubu fitness na Ochocie 'GlobaFittness". Wybrałam go, gdyż w czasie gdy byłam na etapie poszukiwań oferował zajęcia dla kobiet w ciąży po godzinie 17. W momencie gdy się zdecydowałam ten cykl ćwiczeń się skończył ;(
 W poniedziałki uczęszczam na "Zdrowy Kręgosłup" - z zajęć jestem bardzo zadowolona. Prowadząca zawsze daje mi zygnał, które ćwiczenia nie są dla mnie, lub które mam wykonywać inaczej. Chodzę tekże na Aqua Fitness - te ćwiczenia mniej mi się podobają i cały czas mam wątpliwości, czy na 100% wszystkie powinnam robić, ale  zdrugiej strony wydaje mi się, że godzina w wodzie sama w sobie może naprawdę pomóc w odciążaniu kręgosłupa.

Myślę, że poszukam jednak jakiś specjalnych zajęć dla ciężarnych by mieć pewność, że mam silne te wszystkie mięśnie, które wkrótce okażą się dla mnie najbardziej przydatne.

Życzę wam miłego aktywnego weekendu!

wtorek, 19 czerwca 2012

Ależ ten czas leci


Niesamowite jak szybko potrafi upływać czas (mam wrażenie, że coś mi go zjada. Dopiero założyłam bloga i napisałam post o 24 tygodniu, zdążyłam zamknąć i otworzyć oczy a ten tydzień już się kończy. Chyba więc czas na jakieś podsumowania. Póki co moja ciąża przebiegała niemalże wzorcowo (chociaż ciąży nade mną widmo choroby hemolitycznej - o tym w innym poście - jak na razie oznacza ona tylko to, że USG muszę wykonywać co 2-3 tygodnie). Teraz zaczynam się martwić krzepliwością krwi, nie wiem, czy to szczęście, czy nieszczęście, ale w pracy mam tyle zajęć, że nie mam czasu doczytać o tym więcej - nastąpi to dopiero, gdy otrzymam wyniki, co chyba jest lepszym pomysłem, niż czytanie poradników medycznych nie wiedząc, czy mnie dotyczą czy nie. 
Wczorajsze ważenie wskazuje, że od początku ciąży przybyło mi 5.5 kg. Jak na ten tydzień to podobno sporo (przynajmniej według mojej ginekolog, gdy sprawdzam kalkulator wagi w ciąży  wydaje się, że przybyło mi trochę mniej niż wykazywałaby średnia), ale nie zamierzam się tym martwić. Wydaje mi się, że wszystkie te kilogramy są w brzuchu (no, może cyckom też się troszkę dostało), a nie rozrzucone po innych kluczowych elementach ciała - mam nadzieję, że nie będę miała problemów ze zrzuceniem ich po ciąży. Nie wiem jaki obwód brzucha miałam przed ciążą (teraz dopiero uświadamiam sobie, jaka "niedomierzona" byłam). Obecnie jest to 88cm, co oznacza, że caly czas przyszły tatuś jest szerszy w tym miejscu, i nie powinen nazywać mnie "brzuchaczem" ;)
Czuję się dobrze, w mojej własnej ocenie jestem zupełnie niemarudna i przez większość czasu zadowolona (może oprócz tych momentów, gdy pogryzą mnie komary, których koło domu mamy zatrzęsienie - wtedy naprawdę wychodzi ze mnie złośnica). 
Wydaje mi się, że jestem trochę za bardzo skupiona na sobie - póki co bardziej interesują mnie ubrania, kosmetyki i gadżety dla mnie, niż dla dziecka (nie to, że mnie jakoś bardzo interesują...). Ale myślę, że to się szybko zmieni.  

Huśtawki

Ech, ciąża to jednak ciągłe zmiany. Nigdy nie wiadomo, czym zaskoczy nas nasze ciało. Od jakiegoś czasu obserwowałam małe czerwone plamki na swoich łydkach. Początkowo myślałam, że to podrażnienie po goleniu (ginekolog ostrzegała mnie, że skóra może zrobić się znacznie bardziej wrażliwa) - smarowałam łydki jakimiś łagodzącymi kremami, ale kropeczki nie znikały. Zaczęłam się niepokoić, szczególnie, że po jakimś czasie zrobiło się ich więcej i zaczęły pojawiać się na udach. Akurat miałam planową wizytę u lekarza i postanowiłam jej je pokazać. W międzyczasie poczytałam o pękających naczynkach krwionośnych i mój niepokój zaczął narastać (co odbiło się na ogólnym samopoczuciu). Apogeum stresu przeżyłam wczoraj, gdy zaczęłam opowiadać o tych naczynkach i ginekolog przeraziła mnie, że popękane naczynka nie znikają po ciąży i trzeba je usuwać laserowo. Po chwili obejrzała mnie i stwierdziła, że to nie popękane naczynka tylko zwykła pokrzywka. Pożartowałyśmy, pogadałyśmy o uczuleniach, a ja odetchnęłam z ulgą.
Nastrój się poprawił i mimo upału miło spędziłam wieczór (upiekłam pyszne jagodzianki z serem - z własnoręcznie, pracowicie zbieranych jagód).
Dzisiaj w dobrym humorze poszłam do dermatologa pokazać moją "pokrzywkę". Niestety, okazało się, że to jednak popękane naczynka. Jutro idę zrobić całą serię badań związanych z krzepliwością krwi (co oznacza, że znowu na czczo muszę się dotelepać do przychodni - jak ja tego nie lubię!) aby zobaczyć, co może być przyczyną pękania naczynek. Warto wiedzieć, że pękanie naczynek jest jedynie objawem ogólnych problemów z krzepliwością i kruchością naczynek, a nie chorobą samą w sobie. Póki co mam zrezygnować z łykania witamin (i przerzucić się na samo żelazo, gdyż z nim mam problemy) i smarować nogi czymś na żylaki. Co później - zobaczymy, gdy będę już miała wyniki badań.
Swoją drogą wkurzyłam się - poszłam do apteki i poprosiłam farmaceutkę o maść na żylaki i pękające naczynka, którą można stosować w ciąży. Przyniosła 3 i zaczęła przeglądać ulotki. Dwie z maści miały wyraźną adnotację, że w ciąży można stosować tylko pod kontrolą lekarza, więc z nich zrezygnowała. Zapewniła mnie, że trzecia (Venscin) jest zupełnie bezpieczna i tę właśnie kupiłam. Wróciłam do pracy i udałam się do łazienki na pierwsze smarowanie. Przejrzałam ulotkę, a tam jak byk stoi, że maśc nie powinna być stosowana w ciąży. Poirytowana wróciłam do biurka i poszukałam opinii - wydaje się, że maść jednak rzeczywiście nie powinna szkodzić, ale jednak bez wyraźnego pozwolenia lekarza nie zamierzam jej stosować.
Póki co będę więc żyła w stresie.
Dobrze, że chociaż pogoda jest ładna....

czwartek, 14 czerwca 2012

24 tydzień

Dzisiaj zaczęłam 24 tydzień. Nie dzieje się w nim nic szczególnego - dziecko nadal jest pomarszczone, pokryte mazią i włoskami. Ale skóra jest już mniej przezroczysta i uszy nabierają charakterystycznego kształtu (takich szczegółów nie widać chyba na USG - mam nadzieję, że nasz maluch ma śliczne, nieodstające uszka...)

To okres największej aktywności dziecka - jest już bardzo sprawne i przy tym cały czas ma mnóstwo miejsca na wygibasy. Co ważne dla mnie - są one póki co raczej przyjemne, niż bolesne. Uwielbiam zgadywać, gdzie będzie najbliższe kopnięcie.


Póki co czuję się dobrze, chociaż od czasu do czasu dokuczają mi bóle pleców. Myślę nad zakupem takiej dużej piłki do fitnessu, aby chociaż na kilka godzin zastępowała mi fotel w pracy. Mam paskudne przyzwyczajenia jeśli chodzi o pozycję, którą zajmuję przy biurku - na pewno nie pomaga to moim plecom i tak nadwyrężonym przez dźwiganie brzucha. Mam nadzieję, że piłka zmusi mnie do zajęcia bardziej wyprostowanej pozycji, plus będzie okazją do jakiś ćwiczeń.




środa, 13 czerwca 2012

W proszku




W proszku - tak właśnie się czuję. Kończę właśnie 23 tydzień ciąży, która jak do tej pory przebiega bezproblemowo. Od mniej więcej tygodnia czytam blogi innych "mothers-to-be" i od tego tygodnia wiem, że w porównaniu z innymi jestem znacznie mniej przygotowana na przyjście brzdąca na świat. Z niemym przerażeniem czytam posty o praniu ubranek, kolekcjonowaniu zabawek, kupowaniu kosmetyków do pielęgnacji maluszka, pakowaniu torby.
Do tej pory wydawało mi się, że na wszystko jest jeszcze mnóstwo czasu, natomiast teraz zaczynam się stresować - czy na pewno ze wszystkim zdążę? Równocześnie czuję jakąś wewnętrzną blokadę, która nie pozwala mi rozpocząć tych przygotowań, mimo stresu.
Zobaczymy - może któregoś dnia trafi mnie nieodparta potrzeba dziecięcych zakupów. Na razie skupię się na zapewnianiu maluchowi tego, co mu jest niezbędne w tej chwili i utrzymaniu siebie we względnej kondycji, tak by gdy zacznie się faza zakupowa mieć siłę na bieganie po sklepach z wielkim brzuchem...
Podobne posty