piątek, 31 sierpnia 2012

Ból pachwin - znowu

Trochę żałuję, że na blogu narzekałam już na ból w pachwinach. Co prawda wtedy byłam zaniepokojona tym, że odczuwam go na tak wczesnym etapie ciąży, ale teraz już wiem, że nie warto było o nim w ogóle pisać - jego natężenie to pikuś.
Wczoraj zrobiłam najwyraźniej głupią rzecz - próbowałam podbiec do uciekającego mi autobusu. Po kilku krochach poczułam koszmarny ból pachwin - musiałam się zatrzymać, a moje poruszanie się od tej pory to raczej pełzanie w porównaniu z moim naturalnym tempem.
Zrozumiałam wreszcie staruszki, które walczą o siedzące miejsca na przystankach blisko miejsca zatrzymania się autobusu, zamiast wygodnie usiąść pod wiatką. Teraz już wiem dlaczego one to robią -wiedzą, że nie zdążą przejść tych 10 kroków gdy podjedzie autobus.
Wczorajszy pobyt w pracy był dla mnie koszmarem - nie siedzę daleko od łazienki i kuchni, ale każde pójście po wodę/herbatę i związana z tym późniejsza wizyta w toalecie przyprawiały mnie o dreszcze - o nie, znowu muszę spróbować się podnieść i noga, za nogą dowlec się do wybranego pomieszczenia.
Po południu zrobiło się trochę lepiej - ból przy chodzeniu zaczął być znośny, natomiast wstawanie pozostało bolesne. Podobnie jest dzisiaj - gdy już wstanę, chodzenie jakoś mi idzie.
Natomiast ciężko było w nocy - każde przekręcanie się z boku na bok trwało około 5 minut i wiązało się z długą serią dziwacznych ruchów ograniczających ból.
Wygląda na to, że główka dziecka nacisnęła na wiązadła w momencie, kiedy były one naciągnięte i spowodowała ich nadwyrężenie. Mam nadzieję, że największy ból skończy się wkrótce - nie wyobrażam sobie, że nie będę mogła się swobodnie poruszać przez pozostałe 5 tygodni ciąży...
W przyszłym tygodniu mam wizytę u ginekolog - z pewnością poproszę ją wtedy o zwolnienie lekarskie. Niby moja praca jest umysłowa i teoretycznie mogłabym pracować z domu, zamiast jeździć do biura, ale odczuwany dyskomfort i ból jednak wpływają na jakość mojego myślenia i wydaje mi się, że nie ma sensu bym walczyła ze sobą. 

wtorek, 28 sierpnia 2012

Czyżby brzuch się obniżał?

Dzisiaj w pracy kilka osób zwróciło mi uwagę, że mój brzuch wydaje się być niżej. Ja nie mam pewności - może odrobinę, ale w sumie nie zauważyłam by był jakoś znacząco niżej - ponieważ nie miałam jakiś problemów z oddychaniem nie zauważyłam także by jakoś nagle oddychało mi się lżej.
Nie mogę się doczekać powrotu do domu co by przyszły tatuś potwierdził, czy brzuch jest niżej, czy też tylko moim współpracownikom tak się wydaje. Faktem jest, że dzsiaj wyjątkowo ciężko mi się chodzi ze względu na ból w pachwinach i wyraźny nacisk bobasa na moje różne kawałki.
U pierworódek brzuch obniża się podobno około 36 tygodnia. Ja jestem w 34, ale młody jest o około 2 tygodnie większy niż to wynika z jego wieku, więc wydaje mi się, że mógłby to być odpowiedni czas dla niego by zacząć się wpasowywać w kanał rodny.
Następna wizyta u lekarza - za tydzień. Mam nadzieję, że nawet  jeśli rzeczywiście brzuch zaczął się obniżać szyjka jest w porządku i młody przyjdzie na czas raczej o czasie, niż wcześniej.

czwartek, 23 sierpnia 2012

2 Zajęcia w Szkole Rodzenia - sygnały porodu

Wczoraj byliśmy na 2 zajęciach w szkole rodzenia. Poświęcone były pierwszym fazom porodu - przede wszystkim temu, jak rozpoznać, czy już czas jechać do szpitala.
Chyba, żadna z informacji, które usłyszałam nie była dla mnie zaskoczeniem - wiem, że do szpitala mam jechać gdy skurcze będą przynajmniej trwały po około 45 sekund, co najmniej co 10 minut przez 2 godziny. Dopóki są krótsze, nieregularne, nie występują ciągle przez 2 godziny to skurcze przepowiadające, które oznaczają, że poród się zbliża, ale jest jeszcze za wcześnie by jechać do szpitala. W takiej sytuacji dobrze wziąć ciepłą, ale nie gorącą kąpiel i zjeść jakiś lekki posiłek (podczas porodu można pić wodę, ale nie jeść - dobrze być więc przygotowanym i mieć w zapasie trochę kalorii ;)).
Jeśli mija termin porodu w większości szpitali czeka się 7-8 dni zanim spróbuje się go wywołać. W naszym przypadku będzie trochę inaczej - o ile maluch nie urodzi się o czasie mam do szpitala zgłosić się w planowanym dniu porodu i wtedy będzie on wywołany. Trochę mnie to cieszy, gdyż podobno oczekiwanie na dziecko po terminie jest naprawdę stresujące - widać więc, że konflikt serologiczny ma chociaż jedną pozytywną stronę - taki stres będzie mi zaoszczędzony. Nie ma to jak na siłę znaleźć sobie pozytywną stronę zjawiska ;) 
Część zajęć była poświęcona także planowi porodu - ważne jest by był rozsądny, a wtedy mamy szanse, że uda się go zrealizować. Informacje jak przygotować plan porodu można zlaleźć na stronie Fundacji Rodzić po Ludzku.
Zabieram się za to dzisiaj po południu!

wtorek, 21 sierpnia 2012

Taki to ciężar :)

Wróciłam właśnie z badania USG (jestem na przełomie 33 i 34 tygodnia). Wszystko w porządku  - brak śladów jakiejkolwiek choroby hemolitycznej :)
Łożysko osiągnęło już II stopień Grannuma - trochę za wcześnie, ale przepływy pępowinowe i ilość płynu owodniowego są w normie więc nie ma powodów do niepokoju.
Maluch waży już ponad 2700g!!! Tyle ile niektóre dzieci przy porodzie. Mam nadzieję, że teraz trochę zwolni tempo wzrostu - rośnie z niego niezły klocek. Lekarz jednak twierdzi, że mam się nastawiać na dużego chłopaka - jak do tej pory rósł bardzo równomiernie, a nie skokami, więc pewnie nadal będzie przybierał na wadze w zbliżonym tempie.
Mam nadzieję, że za 7 tygodni damy radę ;)

1 Zajęcia w Szkole Rodzenia - ogólne informacje

Wczoraj wreszcie zaczęły się zajęcia w Szkole Rodzenia do której się zapisałam. Start przesuwany był kilka razy i byłam już przestraszona, że nie zdążę dowiedzieć się wystarczająco dużo przed porodem. Ale udało się. Zajęcia będą odbywały się 2 razy w tygodniu przez 5 tygodni, tak więc o ile mlody będzie się nadal trzymał mocno macicy powinniśmy zdążyć przed wielkim dniem ;)
Na pierwszych zajęciah poruszyliśmy tematykę patologi ciąży (na szczęście żadna z wymienionych dolegliwości nas nie dotknęła), wyznaczania terminu ciąży oraz  badań USG. Ostatnia część to pakowanie torby.

O ciąży i jej przebiegu czytam dosyć sporo więc obawiałam się, że na dużej części takich teoretycznych zajęć będę się nudzić, ale okazało się, że dowiedziałam się całkiem sporej ilości ciekawych rzeczy.

Przede wszystkim - termin porodu. Okazuje się, że najbardziej rzetelne i sprawdzające się predykcje co do tego, kiedy nastąpi odczytuje się z pierwszego USG - tego, wykonywanego około 10-13 tygodnia. Oczywiście późniejsze USG też jest brane pod uwagę (nie wspominając już o terminie wyznaczanym na zgodnie z regułą Naegelego - czyli na podstawie daty rozpoczęcia ostatniej miesiączki), ale w przypadku dużych rozbiezności pomiędzy tymi datami to pierwsze USG sprawdza się najlepiej. Jeśli minął wam więc termin porodu warto spojrzeć na wyniki i sprawdzić, czy według tego badania termin nie powinen wypadać dużo później.

W naszym przypadku rozbieżność jest znikoma - według USG termin ma wypaść tylko 3 dni przed terminem wyznaczonym wg. Naegelego.

USG połówkowe (o ile jest wykonane w 20 tygodniu) jest z kolei w miarę dobrym predyktorem wagi dziecka przy urodzeniu. Oczywiście badanie jest robione w połowie ciąży i przez te 20 tygodni wiele może się zmienić ale średnio waga urodzeniowa jest o rząd wielkości większa niż odczytana w tym badaniu. Oznacza to, że jeśli nasz maluch ważył wtedy np 450 gramów prawdopodobnie przy porodzie będzie miał powyżej 4 kilogramów. I niestety tak to wygląda u nas. Bobas wtedy kwalifikował się na Bobasillę i z wymiarów wymierzonych przez lekarza wychodziło, że waży około 500 gramów! Ponieważ ze względu na konflikt serologiczny badanie mam powtarzane dosyć często wiem, że nadal waży więcej niż przeciętne dziecko w jego wieku. Mam nadzieję, że trochę zwolni na koniec i poród odbędzie się siłami natury...

Jeśli chodzi opakowanie torby spodziewałam się, że lista będzie identyczna jak ta, którą widziałam już wielokrotnie na blogach i innych stronach poświęconych ciąży i porodowi.

Okazuje się, że jest jednak krótsza. Pani Ania doradziła nam tylko by zadzwonić do szpitala, gdzie zamierzamy rodzić i ja potwierdzić - szpitale różnią się bardzo pod względem standardów i tego, co oferują matkom i dzieciom. W niektórych np szpital oferuje ubranka dla maluszka i o ile ktoś nie ma preferencji co do ubierania we własne ubranka może skorzystać z tych szpitalnych. W zależności, czy w szpitalu jest doradca laktacyjny możemy spodziewać się również różnych gadżetów ułatwiających karmienie - są szpitale gdzie nie dostaniemy niczego, ale są takie, gdzie w razie potrzeby zostanie nam zaoferowany laktator.

Jako rzeczy, które zawsze należy ze sobą zabrać wymienione zostały:

Dla Mamy
  • trzy koszule w tym jedna do porodu. Wszystkie koszule (w tym porodowa) powinny umożliwić karmienie co w najprostszej wersji oznacza po prostu większy dekold (np. w serek)
  • klapki, ręcznik (najlepiej duży i mały), ulubiony płyn pod prysznic (chociaż środki czystości powinny w szpitalu być)
  • ręczniki papierowe. Mamy myć ręce jak najczęściej, a już na pewno przed dotykaniem maluszka. Najlepiej wtedy wytrzeć ręce ręcznikiem papierowym, który się wyrzuca niż zwykłym materiałowym by nie gromadzić na nim bakterii. Ręczniki papierowe przydadzą się także do wycierania krocza
  • Płyn do higieny intymnej lub mydło biały jeleń - podobno powinny wystarczyć i np. płyn tamtum rosa nie jest niezbędny. 
  • Podkłady higieniczne (takie duże podpaski)
  • Majtki siateczkowe
  • Niezbyt gruby szlafrok
  • Pomadka do ust, woda do picia (najlepiej w małych butelkach z dzióbkiem), jedzenie dla tatusia
  • Ubrania na powrót do domu (luźne - brzuch nie zniknie od razu)
  • Książka, płyta, komputer, gry - coś co umili nam czas oczekiwania
  • Wygodna/ulubiona poduszka
Dla maluszka
  • jeśli szpital nie oferuje/nie chcemy korzystać ze szpitalnych - zestaw ubranek dla dzieci w tym czapeczki i rękawiczki (by dziecko nie podrapało sobie buzi). Podobno w większości szpitali i taki pierwszymi cuiszkami jakie są zakładane przy porodzie są te szpitalne - dopier kolejne to te, przyniesione przez nas. Ze względu na kikut pępowiny ubranka powinny być odpowienio luźne lub krótkie (koszulki), tak by go nie podrażniać
  • Rożek i kocyk (z rożka należy wyjąć tę kokosową twardą część). Malucha ma mieć miękko.
  • Pieluchy
  • Kosmetyki (jakie dokładnie będzie wymienione na późniejszych zajęchach, ale podobno będzie to raczej krótsza niż dłuższa lista). Maść do pupy (linomag, alantan)
  • Poduszka fasolka do karmienia
 Torba (a właściwie 2 - jedna, duża dla mamy i mniejsza dla maluszka) powinna być spakowana od około 36 tygodnia. Tatuś powinen aktywnie uczestniczyć w jej pakowaniu, tak by później mógł się łatwiej połapać co gdzie jest. Przed zbliżającym się porodem warto ją jeszcze raz przejrzeć i "odświeżyć".


czwartek, 16 sierpnia 2012

Wózek

Ech, znowu czekają mnie decyzje - właśnie okazało się, że moja cioteczna siostra od której miałam odkupić wózek jednak go już sprzedała. Nie wiem, nawet jaki to był model, ale wiem, że była z niego bardzo zadowolona, cieszyłam się więc, że chociaż jeden sprzęt będę miała bez męczącego mnie wybierania, czytania recenzji i porównywania. A teraz okazuje się, że jednak trzeba będzie to zrobić. Grr.
Wiem, że wiele osób uwielbia te przygotowania na przyjście bobasa. Ja nie. Cieszę się niezwykle na jego przyjście i w sumie już nie mogę się doczekać, ale całe przygotowania po prostu mnie przerastają.No trudno. Dzisiaj po pracy zacznę przeglądać znajome blogi pod kątem wpisów na temat wózków....

A co poza tym? Nadal czuję się dobrze. Dzisiaj mam jakąś gastrofazę - jest jeszcze przedpołudnie, a ja oprócz śniadania (2.5 kanapki zamiast 1.5 jak zwykle) wciągnęłam już nektarynkę i jabłko i nadal jestem głodna. W pogotowiu mam jeszcze przyniesioną z domu gotowaną na parze marchewkę, a przed chwilą od "Pana Kanapki" zakupiłam naleśniki z morelami. 
I coś czuję, że niedoczekają do mojej zwykłej obiadowej pory. 

Wczoraj byłam u mamy, która ogarnięta fazą pomiarów wyciągnęła z szafki centymetr i zmierzyła mnie w pasie. Co prawda nie raczyłam do tej czynności wstać i byłam w grubym swetrze (nie, w ogóle nie po to by mieć wymówkę w razie czego ;)) ale i tak efekt mnie zaskoczył - 102 cm!!! 
Nie wiem, ile miałam wcześniej, więc ciężko mi powiedzieć ile przybyło, ale z pewnością mnóstwo! Więc póki co +8kg i jakaś niezliczona ilość centymetrów w pasie na plusie.

Ciekawa jestem, jak długo będę się tego pozbywać. 

Czuję się trochę winna tak skupiając się na swoich rozmiarach - nie to powinno być teraz najważniejsze - ale nie mogę się powstrzymać. Nigdy za dużo nie myślałam o takich tematach - od skończenia liceum (czyli już bardzo, bardzo, bardzo dawno) moja waga była zasadniczo stabilna, chodziłam w mniej więcej tych samych ubraniach (tak - mam jeszcze jedne dżinsy z czasów liceum, które są w wystarczająco dobrym stanie by je nosić - magia!). Nigdy nie musiałam przejmować się wagą, nie byłam na diecie, w związku z tym moje myśli nie krążyły wokół tematu rozmiarów. Teraz jest pierwszy raz gdy coś się dzieje - i to zdecydowanie wpływa na mózg. Pewnie osobom, które tyły i chudły coś takiego przychodzi łatwiej - dla mnie to zupełna nowość...

Ok - to zmykam jeść!

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Gdzie są moje piersi???

Dzisiaj luźniejszy dzień w pracy (w zasadzie wszędzie wszyscy są na urlopach - co do kogoś nie napiszę to okazuje się, że odpowiedź dostanę najwcześniej za tydzień...) i zabijam czas na przeglądaniu blogów ciążowych. Przewija się przez nie jeden wątek, który zdaje się mnie nie dotyczyć. Piersi. Wszystkim urosły - o 1,2, ba nawet 4 rozmiary. A moje? W pierwszym trymestrze dawały jakieś nadzieje na wzrost - zrobiły się trochę nabrzmiałe i bardzo bolesne. Wtedy nie miałam jeszcze brzucha i wydawało mi się, że rosną. Ale to były tylko płonne nadzieje - cycki jak tylko przestały boleć wróciły do poprzedniego (małe B) rozmiaru
Dzisiaj  koleżanka, z którą na temat marnego biustu ostatnio rozmawiałam wysłała mi taki obrazek:
 

Teraz jestem już zupełnie załamana - ja nawet nie mogę spać na brzuchu!!!

czwartek, 9 sierpnia 2012

Zszedł mi z pęcherza ;)

Niewiarygodne jakie rzeczy mogą cieszyć w ciąży ;)
Młody przesunął się chyba trochę i przestał tak bardzo naciskać mi na pęcherz. Dzięki temu moja częstotliwość wyjść do łazienki zmalała z 1 na 40-50 minut do bardziej akceptowalnej - mieści mi się w pęcherzu teraz znacznie więcej i jakoś ciśnienie także się poprawiło. Nigdy nie przypuszczałam, że będę się cieszyć z silnej strużki moczu ;) Ostatni tydzień był pod tym względem kiepski - każdą wizytę w dowolnym miejscu zaczynałam i kończyłam odwiedzeniem toalety. Ja, osoba nienawidząca publicznych toalet... Było to uciążliwe także w pracy - przeciętnie spotkania, w których muszę uczestniczyć trwają godzinę - dla mnie każde ostatnie ich minuty były tylko wyczekiwaniem, kiedy wreszcie będę mogła pójść do toalety.
Jedno jest pewne. Ciąża to czas naprawdę przyziemnych problemów...

środa, 8 sierpnia 2012

32 tydzień

Zniknęło mi się na jakiś czas. Ale wracam i mam nadzieję, że uda mi się pisać coś bardziej regularnie. To był ciężki miesiąc dla mnie i okazuje się, że nie potrafię wykorzystać bloga do celów auto-terapuetycznych. Jak mi źle to się nie odzywam. I już!
Ale teraz jest już wszystko w porządku i z uśmiechem wkraczam w 8 miesiąc ciąży. Ostatnie badania wyszły dobrze i nawet hemoglobina raczyła podskoczyć :)
Na plusie trochę ponad 8 kilogramów (ale zwalam to na to, że ważyłam się w chłodny dzień i miałam na sobie wyjątkowo grube dżinsy ;))
Bobas rośnie jak na drożdżach. Zdecydowanie nie jest to już fasolka - teraz to raczej klocek...
Jest żwawy i tylko trochę obawiam się o gust muzyczny - wydaje mi się, że tańczy "kaczuszki". A ja tylko raz byłam z nim na weselu i tam akurat "kaczuszek" nie było. Nie wiem skąd mu się to wzięło...
Tak jak wspomniałam ostatni miesiąc był ciężki i mimo, że do tej pory nie miałam w sumie żadnych nieprzyjemnych objawów ciąży to pod wpływem stresu włączyły mi się niemalże wszystkie.
Na wstepie muszę zaznaczyć, że bobas jest zagrożony chorobą hemolityczną - okazuje się, że mimo, że jest to moja pierwsz ciąża, nie miałam nigdy transfuzji, poronień ani innych nieprzyjemności mój orgaznim produkuje przeciwciała, których nie powinien. I niestety badania krwi ojca wykazują, że o ile bobas odziedziczył krew po nim (na co ma 60% szansy) są to przeciwciała, które jak to przeciwciała mogą zacząć przeciw bobasowi działać. Ten potencjalny konflikt serologiczny występuje w jakimś egzotycznej grupie krwi (tak, tak oprócz AOB, RH krew może różnić się jeszcze innymi parametrami) MNS. Szczęście w nieszczęściu przeciwciała te żadko mają znaczenie kliniczne niemniej jednak muszę co 2-3 tygodnie jeździć do szpitala Bielańskiego na badanie przepływów krwi w mózgu dziecka, gdzie sprawdzane jest jak szybko ona płynie. Jeśli płynie zbyt szybko oznacza to, że najprawdopodobniej moje przeciwciała zaczęły tłuc krwinki czerwone dziecka i by nadążyć z dostarczaniem tlenu i składników odżywczych do mózgu krew musi płynąć szybciej.
I na jednym z tych regularnych badań wyszło, że taka sytuacja rzeczywiście ma miejsce. Dostałam skierowanie na powtórne badanie krwi i kolejne badanie za tydzień by upewnić się, że to nie jednorazowy skok prędkości, tylko rzeczywiście coś się dzieje. Mimo, iż w pewnym sensie byłam przygotowana na taką sytuację okazało się, że znoszę to bardzo ciężko. To był chyba najdłuższy tydzień w moim życiu - pełen niepokoju, nerwów, nieuzasadnionego burczenia na innych w pracy i odcięcia się od jakichkolwiek kontaktów ze znajomymi - naprawdę nie miałam ochoty nikogo widzieć i każda rozmowa z innym czlowiekiem była dla mnie męczarnią. Na szczęście kolejne badanie i badanie krwi wykazały, że stres był niepotrzebny. Przeciwciała nadal są klasy IGM, czyli nie przechodzą przez łożysko, a przepływy krwi wróciły do normy.
Następne badanie za 2 tygodnie. Ale myślę, że wszystko będzie dobrze :)
Podobne posty