wtorek, 30 października 2012

Kołysanki Utulanki

Odkrycie dzisiejszego dnia - Kołysanki - Utulanki  by Grzegorz Turnau i Magda Umer. Trzy piosenki i kluska śpi snem prawie kamiennym. 
Obawiam się, że to rozwiązanie na krótko (tak jak pisałam w poprzednim poście - gdy tylko coś idzie dobrze, lub gdy odkryję jakiś schemat natychmiast przestaje działać), ale póki co jestem przeszczęśliwa. Młode śpi jak zabite, a mnie te piosenki nawet nie denerwują :)
Płytę można kupić w Empiku. A dla tych, którzy chcieliby wcześniej wypróbować  - 3 kołysnaki na YouTube:
http://www.youtube.com/watch?v=eqAHpa2vX_Y

poniedziałek, 29 października 2012

Wcale nie chwalę ;)

Dni coraz krótsze, a dodatkowo po zmianie czasu zachody słońca następują wcześniej. Wcześniej więc można chwalić dzień ;)
Staram się tego nie robić, gdyż jak tylko stwierdzę, że idzie nam świetnie coś się psuje, i gdy tata wraca do domu zastaje nas oboje we łzach. Ale dzisiaj rzeczywiście mamy dobry dzień. Przez ostatnie kilka dni już zastanawiałam się, czy ktoś nam nie podmienił naszego aniołkowatego dziecka na jakiegoś diabełka. Weekend minął nam pod znakiem noszenia marudzącego (a często nawet zanoszącego się płaczem) bobasa. O ile przez pierwsze tygodnie życia dosyć często sam zasypiał ostatnio wogóle się to nie udawało i usypianie kluski trwało niesamowicie długo. Oznaczało to, że zasypiał na zaledwie moment, bo później budził go głód. To z kolei powodowało u mnie stres - ze względu na płacz młodego nie udawało mi się ściągnąć mleka na kolejny posiłek więc musieliśmy wrócić częściowo do MM (BTW - dzisiaj znowu idziemy do przychodni na ważenie by sprawdzić, czy klucha dobrze przybiera na wadze). To z kolei powodowało błędne koło złego nastroju, gdyż bobas wyczuwał, że nie jestem wystarczająco pogodna. 
Ale dzisiaj znowu mamy naszego kochanego, grzecznego i pasionego tylko mlekiem matki bobasa. Poranna drzemka nadal trwa - mam posprzątane w kuchni, umytą podłogę i zrobione pranie. Ściągnięty zapas mleka i przejrzane blogi (blogi przeglądam głównie podczas pracy z laktatorem by na niego nie patrzeć).
Jest co prawda dopiero 10, ale mam nadzieję, że skoro dzień tak dobrze się zaczął dalej też będzie nieźle. A w razie czego zachód słońca już za 6 godzin :) 

EDIT: Udało mi się nawet nałożyć podkład na twarz. Tak dawno go nie używałam, że trochę przyschnął. Reszty makijażu niestety nie udało się zrobić, ale i tak czuję się lepiej. 

niedziela, 28 października 2012

4 tygodnie

Nasza kluska jest już z nami 4 tygodnie. I dużo, i mało. Z jednej strony mam wrażenie, że to były najdłuższe 4 tygodnie mojego życia, z drugiej tak naprawdę minęły błyskawicznie. Wszystko zależy od perspektywy, z której się patrzy na czas. Każy dzień był dosyć podobny do poprzedniego - karmienie, przewijanie, robienie min, usypianie, a z drugiej strony każdy był zupełnie niepowtarzalny i przynoszący coś nowego. Nasze postępy póki co:
  • młody polubił kąpiele. Pierwsze kilka razy to czarna rozpacz - krzyk, wyginanie się, a przynajmniej wyraźne niezadowolenie. Okazało się, że nasz synek jest ciepłolubny - gdy zwiększyliśmy temperaturę do 38, a nawet więcej stopni okazało się, że kąpiel może być przyjemna
  • mniej darcia się przy przewijaniu. Płacz słyszymy teraz mniej więcej co 2-3 kupę ;)
  • Młody potrafi już skupić uwagę na czymś przez dłużej niż kilkanaście sekund
  • Mamy pierwszą zabawkę - słonika Lamaze. Bardzo kolorowy i zdecydowanie wzbudza zainteresowanie naszego małego człowieka
  • Waga - około 3850g - czyli w końcu udało się przekroczyć wagę urodzeniową. Mam nadzieję, że teraz będziemy już obserwować ładne przyrosty ;)
  • zaliczyliśmy pierwszą imprezę z małym. Co prawda bez szaleństw - były to urodziny 11 letniej bratanicy, więc atmosfera raczej spokojna i rodzinna. Klucha poskwierczała trochę po dotarcie na miejsce, a pozostały czas przespała w ramionach wujka robiąc do niego słodkie minki i udając, że już się uśmiecha ;)
A co u mamy?
Pogodziłam się z prasowaniem...

piątek, 26 października 2012

Biszkopcik :)

Jak pachną wasze maleństwa? Oprócz tego, że najpiękniej na świecie?
Zapach naszego malutka najbardziej przypomina mi biszkopt świeżo wyjęty z pieca. 
Czasami jest w nim nuta poziomek - nie wiem skąd.
 

czwartek, 25 października 2012

Wieści z frontu :)

Jest lepiej :) Co prawda karmienie nadal trwa bardzo długo, ale udało nam się praktycznie wyeliminować mleko modyfikowane. Wczoraj bobas był praktycznie na samym cycu - MM dostał  w nocy i to tylko dlatego, że w sennym nieogarnięciu tata nie zajrzał do lodówki i nie wypatrzył owocu wysiłków gruczołów moich i z automatu przygotował mieszankę. Mleka ściągam znacznie więcej - cały czas nie jest to jakaś imponująca ilość, ale widać wyraźny postęp - dzięki temu jestem też spokojniejsza. I mamy taki pozytywny biofeedback - produkuję więcej mleka bo produkuję więcej mleka ;)
Mam nadzieję, że jeszcze kilka dni i kryzys laktacyjny będzie za nami. 
Konieczność dokarmiania bardzo ogranicza naszą mobilność - oprócz codziennych spacerów do lasu nie bardzo wyobrażam sobie wyjście gdziekolwiek biorąc pod uwagę, że powinnam zabrać cały ekwipunek do karmienia, jakoś sterylizować butelkę, a najlepiej jeszcze zabrać ze sobą laktator. Nie wiem, jak sobie radzą mamy karmiące tylko butelką. Na pewno to kwestia organizacji i odpowiednich przyzwyczajeń - jak dla mnie póki co byłoby to bardzo trudne i kłopotliwe. Póki co siedzimy więc w domu i ewentualnie przyjmujemy gości. 
Ja skupiam się praktycznie na samym karmieniu, co skutkuje tym, że w kątach zaczynają gromadzić się koty, parawan prysznica niedługo przestanie być przezroczysty od nagromadzenia kropek z bogatej w wapń wody, a na balkonie mamy już niezłą kolekcję liści (to akurat mnie cieszy - mamy dąb czerwony za oknem i liście są bardzo ładne...). 
Ale na sprzątanie jeszcze przyjdzie czas...


środa, 24 października 2012

Porady laktacyjne

Na razie bardzo daleko nam do ogłoszenia zwycięstwa jeśli chodzi o prawidłowe i efektywne karmienie. Ale nie poddajemy się ;) Dzisiaj piękna pogoda i jakoś łatwiej spojrzeć na świat pozytywnie.
Poniżej kilka notatek ze spotkania z doradcą laktacyjnym - może przyda się mamom z podobnym problemem. Pierwsza porada - być nastawionym pozytywnie i spodziewać się poprawy. Nie przejmować się, jeśli nie wychodzi. Mleko modyfikowane to nie klęska, a każda ilość mleka matki jest cenna. Jeśli okaże się, że ostatecznie mleko modyfikowane dominuje w diecie - trudno - ważne by maluch dostawał chociaż trochę naszego mleka nafaszerowanego przeciwciałami i innymi dobrociami.
  • Prawidłowy przyrost wagi malucha do 3 m-ca to około 20g na dobę. Nie ma co ważyć malucha codziennie, ale gdy mamy problemy warto ważyć co kilka dni, by uspokoić się, że maluch przybiera na wadze
  • Dobowe zapotrzebowanie na mleko to około 140 ml na 1kg masy ciała. Oczywiście jest to sprawa indywidualna, są maluchy które potrzebują trochę więcej i niejadki, które nie zjadają nawet tego. W każdym razie np dla naszej kluski, która waży 3700 będzie to ~520 ml dziennie. Zakładając karmienie co 3h mamy około 65 ml na jedno karmienie. Nie aż tak dużo... Jeśli mamy mniej pokarmu częstotliwość karmienia można zwiększyć tak by maluch zjadał tyle ile mamy w cyckach ;) Ja musiałabym karmić 12 razy na dobę. To trochę za dużo, więc częściowo posiłkuję się mlekiem modyfikowanym. 
  • Ogólnie zalecane jest przynajmniej 8 karmień na dobę. Jeśli trzeba - budzimy śpiocha (szczególnie w nocy)
  • Przystawiamy do jednej piersi na 20-30 min, a następnie na 15 do drugiej. Przy następnym  karmieniu - zmiana piersi.
  • Po karmieniu odciągamy laktatorem mleko z obu piersi.
  • Jeśli problemem jest brak aktywnego ssania (jak w naszym przypadku) warto zastosować ćwiczenia na palcu. Przed karmieniem wkładamy paliczek palca wskazującego do paszczy noworodka (paznokciem do dołu) i dajemu mu possać
  • Bezwzględnie aktywizujemy leniwca. Smyramy, zaczepiamy, głaszczemy. Jeśli widzimy, że zupełnie zasypia wyjmujemy sutka, pionizujemy dziecko i przystawiamy znowu. Przydaje się też odrobina mleka w strzykawce. Co jakiś czas wsuwamy końcówkę strzykawki w kącik ust i wyciskamy kilka kropelek - zmusi to malucha do przełknięcia, i możliwe, że zachęci go to do ssania.
  • Jeśli czujemy się zupełnie niepewnie ile maluch zjada warto wypożyczyć na tydzień dokładną wagę. Ważymy dziecko przed karmieniem, a następnie po podaniu piersi. Nie rozbieramy malucha - ważymy w tym, w czym jest - i tak różnica pomiędzy wagą po karmieniu i przed pokaże nam ile mały człowiek wyssał. Następnie dokarmiamy brakującą ilością (jeśli udało nam się po poprzednim karmieniu tyle ściągnąć - podajemy mleko mamy, jeśli nie - dajemy mieszankę).
 U nas niestety póki co nie widać wielkich postępów, ale cały czas mam nadzieję, że się uda. A teraz idę karmić ;)  

piątek, 19 października 2012

Dokarmianie

Ktoś, kto czytał ostatnie posty na moim blogu z łatwością zauważy, że nasze życie i mój nastrój nadal przypomina trochę huśtawkę. Dzisiaj będzie pozytywnie ;)
Od wczoraj dokarmiamy naszą kluskę po każdym posiłku - na zmianę moim ściągniętym mlekiem i mlekiem modyfikowanym. Widać, że jest mu to potrzebne, gdyż po opróżnieniu obu piersi zjada całkiem spore porcje. Pierwsze godziny po tym, gdy okazało się, że bobas nie przybiera na wadze to był dla mnie koszmar wypełniony poczuciem winy. Chyba tak już jest, że rodzicielstwo w dużej mierze jest wypełnione tym uczuciem - przynajmniej w przypadku pierwszego dziecka, gdy naprawdę nie wiadomo, co robi się dobrze, a co źle. Gdy już się uspokoiłam zaczęłam patrzeć na sprawy z bardziej pozytywnej strony. I wydaje mi się, że wszystkim nam wyszło to na dobre. Zakładam, że dokarmianie to rozwiązanie tylko tymczasowe i niedługo uda nam się pokonać problemy z laktacją i aktywnym ssaniem i wrócimy do samego karmienia piersią. 
Miałam mieszane uczucia kupując mleko modyfikowane. Ale muszę przyznać, że posiadanie opakowania bardzo pozytywnie na mnie wpływa gdyż redukuje znaczną część stresu - wiem, że na 100% nie głodzę teraz naszego noworodka - i jeśli stwierdzę, że jest głodny zawsze mam zapas. Myślę, że redukcja stresu wpłynie pozytywnie na laktację. Tak więc porada dla mam, które mają podobny problem - nie obawiajcie się mleka modyfikowanego. O ile traktuje się je tylko jako dodatkowy posiłek odciąży was po prostu, co pozwoli na spokojniejszą "produkcję własnego mleka". Ja już zauważyłam, że udaje mi się ściągnąć trochę więcej.
Na ten przejściowy czas trochę zaostrzyliśmy harmonogram naszego dnia. Nasz plan wygląda tak, że po karmieniu (obie piersi, a następnie powrót do tej, od której zaczynałam) następuje butelka. Około 1:15-1:30h po karmienu ściągam mleko laktatorem i spokojnie czekam na pobudkę. Jeśli nie nastąpi po około 3h (w dzień) lub 4h (w nocy) delikatnie budzę malucha i znowu karmimy. 
W poniedziałek idziemy na kontrolę wagi do przychodni, będziemy go także ważyć jutro. Ja mam kontrolować ilość ściąganego mleka. Gdy okaże się, że ściągam pełne porcje, lub gdy młody sam zacznie odrzucać butelkę po kilku łykach wracamy do samej piersi.
Poniżej kilka porad, w co warto się zaopatrzyć w przypadku podobnego problemu jak nasz:
  • laktator. My mamy Medela Mini Electric oraz ręczny laktator Aventu. Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o ilość ściągniętego pokarmu w naszym przypadku laktator elektryczny nie daje jakiejś wielkiej przewagi (wydaje mi się, że to kwestia kształtu piersi i sutka), ale i tak raczej korzystam z elektrycznego, ze względu na własną wygodę - wystarczy przystawić do piersi, nie trzeba się jeszcze namachać)
  • butelka ze smoczkiem aktywnym. U nas Lovi. Butelka nie tylko wymaga aktywizacji mięśni paszczy - dodatkowo ma system odpowietrzający, więc zmniejsza ilość łykanego z pokarmem powietrza. Niestety wbrew zapewnieniom producenta, że smoczek jest tak ukształtowany, że dziecko go nie zagryza nasza klucha mimo braku zębów róbi to. Koniec smoczka zupełnie się spłaszcza i musimy go prostować szczypczykami. Ale i tak z butelki jestem dosyć zadowolona
  • napoje wspomagające laktację. Ja piję herbatkę Hipp i dodatkowo piję napar z kopru włoskiego. Nie jestem przekonana, że rzeczywiście zwiększa to bezpośrednio ilość produkowanego mleka. Zakładam, że działa raczej jak placebo. Ale jak dla mnie jest to w porządku - mam poczucie, że robię coś dla laktacji ;) i liczę, że ona się odwdzięczy zwiększając się...
  • wsparcie :) Będę to powtarzała wielokrotnie - to podstawa pierwszych tygodni z dzieckiem w domu. Miłe słowa,przytulaki i zapewnienia, że jest się super mamą naprawdę wiele dają. Samotnym mamom zalecam założenie własnych blogów - wsparcie od innych mam udzielone w komentarzach także pomagają. Tu chciałabym podziękować wszystkim za słowa otuchy :)

czwartek, 18 października 2012

Chudzinka :(

Byliśmy dzisiaj u pediatry i okazało się, że bobas nie odzyskał wagi urodzeniowej. Ba - gorzej - waży tyle, co przy wypisie ze szpitala :(
Pani pediatra stwierdziła, że dawno nie miała takiego przypadku, i że sprawa jest poważna - młody ma już 20 dni i zdecydowanie jego waga powinna być wyższa. Dostaliśmy przykazanie dokarmiania butelką po każdym karmieniu piersią. Sprawa jest o tyle dziwna, że bobas produkuje przepisową ilość kup i moczy tyle pieluszek ile powinien. Dodatkowo jest w stanie przespać spokojnie 4 h - nic więc, oprócz wagi nie wskazuje na niedożywienie i odwodnienie. Skóra jest w dobrej kondycji, ciemiączko niezapadnięte. Mamy zważyć go ponownie w sobotę i zobaczyć, czy po intensywnym dokarmianiu waga wzrasta. Jeśli nie - mamy zgłosić się na izbę przyjęć szpitala na Niekłańskiej celem zrobienia badań - możliwe, że to jakieś zaburzenia metabolizmu :(
Zobaczymy.
Póki co, po powrocie do domu młody dostał dwa cyce i 60ml mieszanki NAN 1. Zjadł całą, co wskazuje, że rzeczywiście pokarmu może być za mało.
Jutro zgłaszam się do poradni laktacyjnej by sprawdzić, czy jeśli chodzi o karmienie piersią wszystko robię jak należy i co w razie czego trzeba poprawić.
Okropne uczucie wiedzieć, że głodziło się dziecko i, że nie jest mu się w stanie zapewnić odpowiedniej ilości pokarmu...

niedziela, 14 października 2012

Dopadł nas :(

Baby blues...
Okropne uczucie. Pocieszam się, że dotyczy większości kobiet po porodzie, mija, a do tego kobiety, które przez to przechodzą rzadziej cierpią później na depresję poporodową (syndrom baby blues następuje krótko po przyjściu dziecka na świat, depresja poporodowa ujawnia się znacznie później). 
Jestem płaczliwa, drażliwa i rozchwiana emocjonalnie. Smutek dopada mnie gdy tylko tata opuszcza progi domu i zostaję sama z dzieckiem. Gdybym miała ten stan do czegokolwiek porównać to byłaby to tęsknota za domem na koloniach. Przynajmniej w moim przypadku tak mi się to kojarzy - taki dławiący smutek, który w sumie nie ma istotnej przyczyny. Wszysko idzie dobrze - młody daje nam się wyspać, jest prześliczny, grzeczny i mało płaczliwy (stosunkowo - oczywiście płacz zajmuje mu istotną część doby, ale muszę przyznać, że zawsze jest uzasadniony. No może oprócz niezrozumiałej niechęci do wymiany pieluszki).
Baby blues jest efektem rozchwiania gospodarki hormonalnej, zmęczenia i niepewności związanej z zupełnie nową rolą społeczną. Położna na szkole rodzenia ostrzegała nas, że prawdopodobieństwo, że syndrom nas dopadnie jest duże i w sumie spodziewałam się, że padnę jego ofiarą, ale muszę przyznać, że to "wyłączenie zasilania" jest dosyć przykre.
Wydaje mi się, że w moim przypadku dodatkowo spotęgowane jest brakiem przyzwyczajenia do siedzenia w domu. Do pracy przestałam chodzić 2 tygodnie przed porodem. I były to bardzo aktywne tygodnie wypełnione kompletowaniem wyprawki i remontem. I nagle w domu siedzę 23h na dobę (lub nawet więcej gdy pogoda jest brzydsza i skracamy lub rezygnujemy ze spaceru). Dzień wypełniam sobie sprzątaniem, prasowaniem i innymi czynnościami, które do tej pory robiłam raczej "przy okazji", a właściwie, których starałam się unikać.
Tata wspiera nas bardzo i kiedy jest w domu "wracam na właściwe tory"; staramy się mieć też codziennie lub co drugi dzień jakiś (nieuciążliwych) gości, tak by wyrwać mnie z rutyny, ale pomaga na krótko. No cóż, mam nadzieję, że gdy młody troszeczkę podrośnie i zaczniemy częściej z nim wychodzić dolegliwości ustąpią same. Postanowiłam także powrócić do nauki hiszpańskiego, z której zrezygnowałam na początku ciąży, tak by mieć poczucie, że robię coś dla siebie i że się rozwijam.
Hasta luego!

 

wtorek, 9 października 2012

Prawie dorosły

Nasza mała kluska jest już prawie dorosła ;) Wczoraj odpadła mu pępowina. Aby to uczcić skorzystamy z pięknej pogody i pójdziemy na dłuższy spacer. Pospacerujemy do naszego domu co by mama mogła zobaczyć jak wyglądają wybrane przez nią kafelki do przedpokoju. Podobno bardzo ładnie. Dzięki temu będę dokładnie wiedziała, jaka szafa będzie tam pasować - niby miałam wizję, jak to ma wyglądać, ale zupełnie inaczej prezentuje się gres na wizaulazacjach, inne wyobrażenie daje pojedynczy kafelek, a zupełnie inaczej, gdy już wszystko leży na podłodze. Wybrałam płytki imitujące beton -do tego chcę szafę z częściowo lustrzanymi drzwiami obramowaną grubymi pasami drewna. 
Zobaczymy.
A u nas ogólnie słabszy dzień - nie możemy wyjść z zaklętego kręgu przekąsek. Mały zjada troszkę i zasypia. Wybudzam go, a on znowu ciamka troszkę i odpływa. Po kilku próbach odkładam go do łóżeczka, gdzie grzecznie śpi przez jakieś 45 minut - na dłużej nie starcza mu kalorii. Ale ponieważ jadł niedawno znowu zjada tylko troszkę. Staram się przedłużać czas pomiędzy kolejnymi karmieniami zabawiając go i pielęgnując i wymusić troszkę dłuższe jedzenie, ale idzie to zdecydowanie opornie. A chciałabym by przed spacerem najadł się porządnie, co by była to przyjemność dla nas dwojga. 
Rozważam także zakup smoczka - wydaje mi się, że w dużej mierze przedłużający się czas przy cycu wynika z tego, że mała pijawka ma potrzebę ssania, a gdy już jest przy cycu troszkę sobie podjada. Muszę także kupić laktator aby upewnić się, że mam wystarczająco dużo pokarmu - być może mleka jest po prostu mało i maluch wypija to, co jest dostępne, a dalej sobie tylko ciamka przez sen. Z drugiej strony w nocy jest w stanie wytrzymać 4h bez jedzenia, więc raczej się najada...
Ech, dlaczego one rodzą się bez instrukcji obsługi. Zobaczymy - może jutro, jako juz prawie dorosły chłop będzie się zachowywał lepiej


poniedziałek, 8 października 2012

Plan dnia

Zgodnie z tym co zaleca "zaklinaczka dzieci" Tracy Hogg od pierwszego dnia staramy się bobasowi wprowadzić plan dnia. "Staramy się" do dobre słowo w tym miejscu, gdyż młody człowiek póki co stawia lekki opór regularności. Ale z drugiej strony, kto by chciał kompletnie przewidywalnego niemowlaka? Równie dobrze możnaby sobie kupić Tamagotchi.
W każdym razie staramy się by w życiu naszego bobasa był jakiś rytm, tak by łatwiej mu zrozumieć świat. I tak byśmy my mogli także w życiu coś zaplanować.
Nasz plan jest póki co trochę zaburzony przez nieporozumienia na linii pierś - dziecko. Mam jeszcze drobne problemy z laktacją (albo tylko tak panikuję), młody nie ssie zbyt efektywnie, co powoduje, że karmienie trwa czasami wielokrotnie dłużej niż byśmy wszyscy chcieli.
Tracy zaleca wprowadzenie maluchom planu PROSTE - Posiłek - Rozrywka - Spanie - Teraz czas dla Siebie, przy czym w pierwszych tygodniach Rozrywka to głównie zmiany pieluchy i inne zabiegi pielęgnacjyjne. Tracy nie precyzuje co mamy robić w Czasie dla Siebie (sugeruje by się wyspać) - nasz plan poniżej pokazuje, jak my wykorzystujemy te chwile.
Nasz dzień, w zależności od tego jak nam pójdzie nocne karmienie zaczyna się o 7 lub 9. Przy czym dni zaczynające się o 7 są zasadniczo lepsze. Ja staram się wstać troszkę przed maluchem co by zdążyć iść do łazienki i zrobić sobie jakieś picie, zanim utknę przy cycu. W tym czasie tata robi nam śniadanie. Czasami udaje nam się je zjeść zanim bobas się obudzi, ale częściej jemy równocześnie. Po pierwszym jedzeniu jest czas "dla domu" - zmywanie, sprzątanie, pranie, czsamiu prasowanie. Ewentualnie mój ultra-krótki prysznic (przy otwartych drzwiach łazienki - ciekawa jestem, czy to mi kiedyś przejdzie). Dzięki temu, nawet jeśli reszta planu nie wypali mam chociaż czysto w domu i gdy tata wraca z odsieczą ma przygotowane już pole do popisu jeśli chodzi o produkcję obiadu. Następna przerwa pojedzeniowa to czas "dla mnie" plus ewentualnie wstęp do przygotowywania obiadu. To te minuty kiedy idę pod prysznic jeśli nie zdążyłam w poprzedniej przerwie, robię sobie okłady na bolące piersi, przeglądam Internet, piszę posty, wystawiam się na balkon na słońce. Kolejna przerwa to obiad - produkcja i utylizacja ;)
Reszta dnia jest trochę mniej przewidywalna - albo wizyty gości, albo Scrabble, albo różności związane z remontem domu - czyli zakupy przez Internet, poprawianie planów, dobieranie kolorów itd. Ze względu na to, że wieczory mamy mniej przewidywalne, bobas jest również mniej przewidywalny. W związku z tym nie zawsze udaje nam się znaleźć czas na kąpiel. Nagle po prostu okazuje się, że nie wiadomo kiedy zrobiła się 11 i jest za późno by kąpać maluszka. Wtedy ograniczamy się do higieny chusteczkami i oliwkowania. To jest ten element planu, który zamierzam zmienić - kąpiel właśnie ma się stać stałym elementem dnia i być może jedynym, w przypadku którego ustalamy godzinę, kiedy się odbywa.
Jeśli chodzi o element PROS z PROSTE wygląda to u nas tak:
  • jeśli bobas jest spokojny podglądamy pieluchę. Gdy ma czysto - przystępujemy do karmienia, gdy ma brudno - oczywiście zmieniamy pieluchę, a później karmimy
  • jeśli bobas histeryzuje najpierw delikatnie podkarmiam. Nasz bobas z reguły na początku robi kilka szybkich łyków, po czym robi przerwę i wypluwa sutka. Wyłapuję ten moment i wtedy sprawdzam pieluchę. I dalej jak wyżej w zależności od stanu.
  • Po karmieniu (które u nas trwa dosyć długo bo mały przysypia w trakcie i trzeba go smyrać by się obudził) czekamy na odbicie. Wtedy chodzę z nim po mieszkaniu i zagaduje, realizując część rozrywkową.
  • Następnie sprawdzam jeszcze raz pieluchę. Jeśli młody się przy tym rozhisteryzuję dodatkowo przystawiam go jeszcze na chwilę by się uspokoił i ląduje w łóżeczku.
Być może nie jest to idealny plan i sposób postępowania z noworodkiem. Zdarzają nam się problemy - głównie związane z tym, że niemowlak śpi podczas karmienia i nie je efektywnie. Powoduje to, że często muszę powtarzać wszystkie procedury, gdyż po odłożeniu małego do łóżeczka okazuje się, że on nadal jest głodny.
Nie wiem, czy wynika to z za małej ilości mleka - ciężko mu się zsie, więc zmęczony zasypia, czy z tego, że jeszcze ma żółtaczkę i po prostu jest typem śpiocha, czy też może plan działania nie jest idealny. Zobaczymy - mam nadzieję, że wraz z wiekiem efektywność zsania mu się zwiększy i uda nam się skrócić czas karmienia.
 

niedziela, 7 października 2012

Pean na cześć samotnych matek

Jestem "samotną mamą" przez większość dnia. I znoszę to dobrze tylko dlatego, że nie jest to praca na pełen etat. Abstrahując od tego, że nie wiem, czy przeżyłabym poród, gdybym była sama, nie wyobrażam sobie, jak bym przetrwała ten pierwszy tydzień gdyby nie tata...
Pobyt z maluszkiem w domu to mnóstwo radości i naprawdę się cieszę z (prawie) każdej minuty spędzonej z nim, ale nie wiem, czy tak by było, gdyby nie wsparcie, które otrzymuję. I nie chodzi nawet o samą opiekę nad maluchem - chodzi o pomoc w bardzo przyziemnych sprawach, które są łatwe i nieproblematyczne, dopóki nie ma się w domu kogoś, kto jest od nas całkowicie zależny.
Pewnie poradziłabym sobie z zakupami - mieszkam w mieście, więc mam mnóstwo opcji zakupów przez Internet. Ostatnio nawet Tesco uruchomiło taką usługę. Ale nie wiem jak np. w tym pierwszym tygodniu, gdy jest się uziemionym w domu, wyniosłabym śmieci...
Nasze maleństwo jest stosunkowo grzeczne, i o ile nie ma fazy na wiszenie przy cycu przez 4 godziny jest naprawdę bezproblemowy - do tego stopnia, że momentami nudzę się. Mamy wprowadzony jakiś plan dnia, dzięki któremu do południa z reguły wszystko, co mogę posprzątać jest już posprzątane. Póki co żywimy się zapasami, więc obiad to raczej odgrzewanie, z którym także radzę sobie nieźle. Ale są rzeczy, które robię dopiero gdy tata wróci do domu. Jest to między innymi picie gorącej herbaty. Bobasy mają chyba wbudowane detektory gorących napojów i gdy tylko zaparzę sobie herbatę słyszę, że młodemu coś dolega, co powoduje, że w ciągu dnia piję raczej letnie, chłodne i zimne napoje.
Dzięki temu, że mamy tatę mogę sobie pozwolić na relaksujący, ciepły prysznic pod koniec dnia. W ciągu dnia wskakuję do kabiny dosłownie na kilka minut aby dokonać niezbędnych zabiegów higienicznych - mam paranoję, że gdy ja się pluskam, młody zaczyna płakać (mieszkamy w nowowybudowanym bloku - póki co wprowadziło się zaledwie kilka rodzin, a w reszcie mieszkań buszują ekipy remontowe. Nie wiem, dlaczego, ale gdy jestem pod prysznicem dźwięk wiertarki do złudzenia przypomina mi początek płaczu niemowlaka).
Nie wiem, jak wytrzymałabym częściową izolację od ludzi i życia, gdyby miała trwać cały dzień, a nie tylko kilka, kilkanaście godzin. Pod koniec dnia naprawdę jestem spragniona rozmowy, kontaktu z ludźmi, dźwięków innych niż kwilenie i płacz (i wiertarka).
Oczywiście wpadają do nas goście, ale też raczej dzieje się to wieczorem, a nie w ciągu dnia - wszyscy nasi znajomi i rodzina pracują i dopiero popołudniami mogą się do nas wybrać.
I nie wiem, jak poradziłabym sobie bez ogólnego psychicznego wsparcia, przytulania, pochwał, wycierania łez (troszkę mi się ich przytrafia) i przekonywania mnie, że jestem super mamą...

sobota, 6 października 2012

Hello World!

Już jesteśmy. A właściwie jeteśmy już dosyć długo, gdyż dzisiaj nasz maluszek kończy tydzień. Okazało się, że jednak słusznie mówili i skurcze co 5 minut są właściwym czasem by pojechać do szpitala.
Nasza kluska urodziła się w sobotę, tuż przed 1 w nocy. Ostatnie USG troszkę zawyżyło mu wagę; w rzeczywistości urodził się ważąc 3720g dzięki czemu poród był naturalny (chociaż dosyć ciężki). Mamy się dobrze (raz lepiej, raz gorzej) i uczymy się siebie nawzajem.
Oczywiście kluska jest najpiękniejszym noworodkiem na świecie :)
Napiszę więcej później - dzisiaj jest pierwszy dzień, gdy mam znowu dostęp do internetu - mam mnóstwo zaległych spraw i przelewów do zrobienia...
Podobne posty