czwartek, 29 listopada 2012

Jak wychować syna

Dzisiaj Karol kończy 2 miesiące. Był to dla nas cudowny czas docierania się i uczenia siebie nawzajem. I teraz gdy leży na mojej piersi uświadamiam sobie, że pochrapuje na mnie nie tylko słodki bobas, ale też przyszły mężczyzna. I że moim zadaniem jest tego mężczyznę wychować. 
Nie miałam preferencji co do płci dziecka - nie zastanawiałam się też nigdy nad tym jak to jest mieć syna lub córkę. Biorąc pod uwagę moją własną płeć, wspomnienia z dzieciństwa i analizę mojego dotychczasowego życia wiem, jakich błędów nie chcialabym popełnić wychowując córkę - byłby to brak afirmacji kobiecości, pokochania własnego ciała i tego jak funkcjonuje. Wychowując syna nie mogę bazować na własnym doświadczeniu. Wiem, że na pewno popełnię mnóstwo błędów, ale chciałabym wychować kogoś wrażliwego, czułego, ale równocześnie nie-maminysynkowatego. Chciałabym by Karol w przyszłości był stanowczy, ale potrafił pójść na kompromis. By jak już znajdzie kobietę swojego życia dawał jej oparcie i by wiedział kiedy należy się wycofać, kiedy trzeba przymknąć ucho na to co mówi i najzwyczajniej w świecie przytulić. 
Chcę by umiał okazywać emocje - by nie wstydził się swoich słabości. Co nie znaczy, że ma płakać przy byle okazji. W sumie "chłopaki nie płaczą"...
Chcę by miał poczucie humoru i dystans do siebie, ale żeby nie był błaznem. Chcę by szanował samego siebie i innych. 
By wiedział kiedy mówić prawdę. By wiedział, kiedy należy kobiecie ustąpić czy nawet ulec, a kiedy należy postawić na swoim dla wspólnego dobra.
Nie chcę by był pedantem, ale by umiał uprasować sobie koszulę i by dostrzegał, że od czasu do czasu trzeba odkurzyć coś tak absurdalnego jak włącznik światła. 
Chcę by kiedyś był gotowy na ojcostwo, i żeby było to ojcostwo świadome i aktywne - by nie dał sobie wmówić, że jego rola w wychowaniu dziecka jest mniejsza.
Chciałabym by był obiektem zazdrości koleżanek jego dziewczyny, partnerki, żony, ale by sam nie popadał w paranoję zazdrości.
Jak to wszystko osiągnąć? Jeszcze nie wiem, ale myślę, że te 2 miesiące razem były dobrym startem - mam nadzieję, że kolejne będą jeszcze lepsze...

środa, 28 listopada 2012

Listen On Repeat

Prawdopodobnie odkrywam Amerykę w konserwie, ale może są inne świeże mamy, które podobnie jak ja, nie znały wcześniej tej strony.
Często puszczam Karolowi muzykę z YouTube i frustruje mnie brak funkcji funkcji "loop", która bardzo by się przydała, szczególnie gdy puszcza się jakąś usypiającą melodię, która kończy się zanim dziecko zaśnie. Dzisiaj odkryłam, że wystarczy podmienić w adresie "youtube" na "listenonrepeat" i możemy cieszyć się zapętlonym utworem. W ten sposób kołysanka może trwać w nieskończoność ;)

Czas na drzemkę

Gdzie wasze pociechy ucinają sobie drzemkę w ciągu dnia? Kluskowe drzemki do niedawna odbywały się w jego łóżeczku. Do niedawna, gdyż ostatnio bobas zastrajkował i zbojkotował dzienny sen w swoim łóżeczku. W nocy śpi tam bez protestów, ale w dzień nie ma mowy by zasnął. Położony do łóżeczka śmieje się, gada, a czasami skwierczy. Czasami też zanosi się płaczem i trzeba go z łózeczka wyjąć i pocieszyć. Jeszcze kilka dni temu wystarczyło zmęczonego, ale pogodnego bobasa włożyć do łóżeczka, poklepać po pleckach, pośpiewać, poszeleścić i z reguły udawało się go uśpić. Teraz w najlepszym razie udaje się go doprowadzić do stanu pół-snu, gdy oczy są już przymknięte, ale dziecko pozostaje czujne. Po chwili budzi się i wydaje się być zupełnie wypoczęty. To scenariusz optymistyczny - wiele razy maluch zaczyna po prostu płakać i całą procedurę uspakajania trzeba zacząć od początku co potrafi trwać aż do następnego posiłku.
Poniżej zdjęcie Kluski po półgodzinnym usypianiu. 

Przez ostatnie kilka dni Karol praktycznie wcale nie spał w dzień. Jedyną drzemkę ucinał sobie tylko w czasie spaceru. Zaczęłam się martwić, czy mu to nie zaszkodzi - w końcu takie maluchy powinny spać ok 16h...
  
Dzisiaj za to mieliśmy już 3 drzemki (trzecia właśnie trwa). Pierwsza w chuście - ze względu na brak drzemek w poprzednich dniach bałagan urósł do nieakceptowalnych rozmiarów (zaczęłam bać się, że nam się za łóżkiem 6-kilowe pająki zalęgną), poza tym straszyła sterta nieuprasowanych ubranek Młodego. Zapakowałam go więc w chustę by chociaż trochę ogarnąć. Kluska przespała w chuście całe moje sprzątanie. Przy wyjmowaniu z chusty oczywiście się obudził, ale przełożony do łózeczka natychmiast zasnął. 
Kolejna drzemka to standardowo spacerowa. A obecna jest zupełnie nieplanowana - Młody tak twardo zasnął przy cycu, że przy odbijaniu nie raczył nawet otworzyć pół oka. Odłożyłam go na rogalu na nasze łóżko zakładając, że zaraz się obudzi i będzie domagał się kontunuacji posiłu. A tu niespodzianka - mija 1.5h a Karol nadal śpi.
Chyba aż go obudzę. Nuda z takim grzecznym dzieckiem 
A jak wasze maluchy spędzają drzemki? W łóżeczkach, czy też w innych miejscach?
Zastanawiam się, co byłoby najlepsze dla naszego malucha. Na pewno wolę drzemki w dowolnych miejscach niż brak drzemek, ale zastanawiam się, czy chusta czy wózek gwarantują pełnowartościowy sen.

wtorek, 27 listopada 2012

O niektórych kawałkach...

To właściwie też mógłby być post z serii "dialogi rodzinne". Leżymy sobie na łóżku, a kluska wykąpana, wymasowana, przebrana dwukrotnie i ululana śpi w swoim łóżeczku.
DT: Dziwne jest gdy tłumaczysz mu co robisz i mówisz "penis"
JA: Ale on ma penisa, przecież to chłopczyk
DT: No wiem, ale jakoś mi nie pasuje. 
JA: To jak mam mówić?
DT: No nie wiem. Niemowlaki mają raczej siusiaki. Penis kojarzy mi się z siedemnastolatkiem.
DT: I to jakimś nad wiek poważnym
JA:???

A jak to wygląda u Was?

Dialogi rodzinne: zasypianie przy pasztecie

Scena 1 - o nie ocenianiu pochopnie

Popołudnie. Dumny Tata ma uśpić bobasa, a ja mam mieć chwilę zupełnie dla siebie. Moi mężczyźni znikają w sypialni, ja zaparzam Inkę, włączam Trójkę i zabieram się za pisanie pewnego zaległego posta. Cudownie. Pełen relaks. Po chwili słyszę z sypialni:
DT: Kasiu...
Ja lekki wkurw. Nie minęło jeszcze 10 minut i już jestem potrzebna a to miał być czas relaksu. Człapię do sypialni, staję w progu i już mam uprzejmie zagaić "- Czego?", gdy widzę uśmiech i wyciągniętą rękę.
DT: Czy mogę liczyć na 5 minut przytulaka?
I po chwili przytulamy się (bym ja po kolejnych 5 zasnęła snem kamiennym).

Scena 2 - tytułowa
 
Jednym ze sposobów uspokojenia naszej Kluski jest "zającowanie" - specjalny lekko kołyszący, skokowy krok - wymaga rytmicznego przenoszenia ciężaru z nogi na nogę przy czym nogi sprężynują. 
Ja w sypialni próbuję uciąć sobie krótką drzemkę, Dumny Tata w salonie wycisza bobasa chodząc z nim wyżej opisanym krokiem. Początkowo słyszę tylko kroki, ale wymęczony mózg DT najwyraźniej wymagał przypominania co też właściwie należy robić i do odgłosów podskakiwania dołączyło rytmiczne skandowanie:
DT: Zając, zając, zając...Zając, zając, zając

Młody nalad skwierczy, jeden zając nie wystarcza. Kroki przyspieszają i do akcji wkracza więcej zajęcy

DT: Zające, zające, zające...Zające, zające, zające

Nadal słychać skwierczenie. Tata wyciąga cięższą artlerię:

DT: Zając, zając, zając... kangur, kangur, kangur
DT: Zające, zające, zające...zające, zające, zające...i kan-gu-ry

Mózg zaczyna się wyłączać i doprasza się o jakieś urozmaicenie.

DT: Zające na łące, zające, na łące, zające na łące... i kan-gu-ry

Skwierczenie cichnie. Znowu wystarcza już tylko jeden zając.

DT: Zając, zając, zając...Zając, zając, zając

Nie słychać już skwierczenia ale mózg DT zdążył zwątpić i wyłączył się. 


DT: Zając, zając, zając...Zając, zając, zając...pasztetowy

Kroki zbliżają się do sypialni. Młody został zapakowany do łóżka,  DT nadal powtarza:


DT: Zając, zając, zając...Zając, zając, zając...pasztetowy

Mózg odmówił dalszej współpracy, DT szepcze w małe uszko

DT: Zając, zając, zając...pasztet, pasztet, pasztet
DT: pasztet, pasztet, pasztet...pasztet, pasztet, pasztet
DT: pasztet, pasztet, pasztet...pasztet, pasztet, pasztet
DT: pasztet, pasztet, pasztet...z SO-CZE-WI-CY

Kurtyna. Dziecko śpi. 

Nie ma jak wpajać zdrowe zasady żywieniowe od małego.



 

piątek, 23 listopada 2012

Ech, listopad

Dzisiaj jeden z tych dni, gdy Kluska potrzebuje więcej przytulania i cała jego postawa mówi - ja chcę z powrotem do środka!
Nosimy, tulimy i pocieszamy. I sami robimy się markotni - szarość za oknami nie sprzyja radosnym nastrojom. Na szczęście listopad już niedługo się kończy.

Szaro-listpadowo - tak mija nam dzień

Ech mama nie przesadzaj - zdarza mi się dzisiaj też cieszyć. Tylko dlaczego założyłaś mi takiego brzydkiego pajaca???

I może nie męcz mnie tym leżeniem na brzuchu to będę się częściej cieszył...
Życzę wam miłego weekendu!. Nam on minie znowu pod znakiem gości. A dzisiaj jedziemy po kanapę - może wreszcie będziemy mieli na czym gości posadzić...

czwartek, 22 listopada 2012

Seria: Dialogi Rodzinne

Nie wiem, jak długa będzie ta seria, gdyż biorąc pod uwagę jak niektóre dialogi wyglądają może się okazać, że ktoś nie przeżyje ;)

Scena 1 - Węchowo
Wracam z młodym ze spaceru. Zdażyłam rozebrać siebie i kluskę oraz skorzystać z łazienki, gdy do domu wpada Dumny Tata (DT). Chciałam mu powiedzieć, że dobrze trafił bo dopiero wróciliśmy gdy słyszę:
DT: Chyba właśnie wróciliście ze spaceru?
JA: Tak, skład wiesz?
DT: Winda była na 3 piętrze i pachniało w niej niemowlakiem.


Scena 2 - sama słodycz
Jeden z tych niespokojnych dni, gdy młody słabo śpi i sporo marudzi. Siadamy zmęczeni do obiadu - ja pocieszaniem młodego, Dumny Tata cięższym dniem w pracy. Po kilku widelcach słychać płacz z sypialni. Wstaję z ciężkim sercem. Usypiam. Wracam. Próbuję jeść. Scena powtarza się 3-krotnie
DT (półprzytomnie): To może ja zjem za Ciebie, żebyś mogła się nim spokojnie zająć?
JA: Tak, świetny pomysł. To skorzystaj jeszcze za mnie z łazienki...


Scena 3 - z tych co mogą skończyć się morderstwem
Chodzę z młodym po mieszkaniu pokazując mu w jakie fascynujące sprzęty jest wyposażone. Dumny Tata przygląda nam się - na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że z dumą.
DT: Ależ on ślicznie wygląda.
Po chwili:
DT: Jak małpiatka...
Patrzę groźnie. Nie porównuje się mojego dziecka do małpiatki!!!
DT: ...wczepiona w dużą małpę.

Zamordowałabym, gdyby nie dziecko na rękach.

 

poniedziałek, 19 listopada 2012

Śpimy

Nie starałam się o to, nie robiłam nic w tym kierunku (a wręcz przeciwnie) i nie spodziewałam się w najbliższym czasie, ale wydaje się, że nasz bobas postanowił przesypiać noce. Przedwczorajszy dzień był trudny - kluska była marudna cały dzien i wieczór (wydaje mi sie, że to cały czas echo szczepionki), przewisiała na cycku prawie cały czas (ja już byłam ledwie żywa, moje sutki niemalże uciekały widząc zbliżającą się paszczę) i ostatecznie udało się ułożyć do snu ok. 12 w nocy. Spodziewałam się, że się obudzi najpóźniej o 2 (w sumie nie wiedziałam, czy jest najedzony - miałam wrażenie, że ssie nieodżywczo - ja cały czas mam problemy z laktacją, więc nie byłam pewna czy się najadł). Cycki obudziły mnie o 5, a młody nadal spał. Poszłam ściągnąć trochę mleka, zakładając, że zaraz się obudzi. Tymczasem obudził się dopiero o 7:30! Oczywiście wygłodniały. 
Myśleliśmy, że tak długi sen to wynik nieprzespanego poprzedniego dnia, ale dzisiaj było podobnie - ostatnie karmienie o 23. Ściąganie mleka o 1 i następnie pobudka o 6:30. Miałam jeszcze budzik nastawiony na 4 by ściągnąć mleko, ale go wyłączyłam :(.
Młody zjadł jedną pierś i twardo zasnął, położyłam go więc międz nami, gdzie pospał jeszcze do 8. 
Zobaczymy jak będzie jutro.

sobota, 17 listopada 2012

Liebster Blog

Tak jak pisałam przy poprzednim poście - czasu u nas ostatnio coś mało - zjada go karmienie (sic!) i usypianie. Dzisiaj minęła mnie atrakcja - ślub kolegi M. (no i pośrednio mój). Kluska nie chciała spać całe popołudnie i wieczór - karmiłam i lulaliśmy na zmianę do prawie 1 w nocy. Następnie obudził się o 4. Karmiłam do piątej i do szóstej zeszło mi się z usypianiem (aż plecy mnie rozbolały od pochylania się nad łóżeczkiem. Nie nastawiałam budzika bo zakładałam, że obudzi nas kwilenie około 8. Tymczasem kluska spała twardo do prawie 10 - a my wraz z nią. Ślub miał się odbyć o 12.Nie było najmniejszych szans bym zdążyła z karmieniem, myciem włosów i innymi koniecznymi zabiegami, więc tata wyruszył na ślub sam. A ja korzystam z chwili wolnego czasu. I wreszcie mogę odpowiedzieć na pytania Łucji (szybko, gdyż kluska ma bardzo nieposkojny sen i mogę się spodziewać pobudki w każdej chwili). 
Pytanka:
1. Ulubiony deser

Nie wiem, czy na pewno można to nazwać ulubionym deserem, ale moje słodkie comfort food to domowy budyń. Nic tak nie koi moich skołatanych nerwów jak miseczka ciepłego waniliowego budyniu. Dlatego w domu zawsze mam mleko, jajka i mąkę ziemniaczaną.
2. Ciąża była: przygodą/dobrze, że to już za mną

Zdecydownie przygodą. Ciążę zniosłam znakomicie i na pewno będę dobrze wspominać ten czas.
3. Idealny weekend to...

weekend w górach
4. Makijaż zapracowanej mamy to...

Co najwyżej podkład. Ja i tak praktycznie się nie maluję, ale od czasu narodzin Karola nałożenie podkładu to wszystko co mi się udało.
5. Mój sposób na relaks

Pieczenie chleba, robienie budyniu (patrz punkt 1.), spacer
6. Zwierzęta w domu...

2 szczury. Alfred i Balbin. W tej chwili pod opieką teściowej in-spe.
7. Piosenka do której wracam

Autoportret Witkacego. W wykonaniu Gintrowskiego lub Bończyka
8. Zmierzch - pora dnia/saga, a dziś premiera ostatniej części filmu

Tego pytania nie rozumiem. Z sagi Zmierzch czytałam pierwszą część. Jeśli chodzi o moją ulubioną porę dnia - to jest to noc. Zdecydowanie jestem sową.
9. Na moje dziecko czekałam...

Zależy jak na to patrzeć - 39 tygodni lub 30 lat
10. Czwarta nad ranem...

Ostatnio - czas karmienia. Nie znoszę blues'a o czwartej nad ranem ;)
11. Plan czy spontan?  

Coś pomiędzy. Ale chyba częściej spontan a potem żale, że się czegoś nie zaplanowało. Jeśli chodzi o wakacje to zdecydownie spontan. Na palcach jednej ręki (z kawałkiem) mogę policzyć przypadki gdy z wyprzedzeniem rezerwowałam nocleg.

 

piątek, 16 listopada 2012

Wieści z frontu II

Po braku postów w ostatnim czasie można się domyślić, że nie jest łatwo... Za nami ciężki tydzień - młode rozwija się najwyraźniej książkowo więc zaliczyliśmy skok wzrostu, co oznacza, że do i tak trudnego karmienia dołączył kolejny kryzys laktacyjny. Dodatkowo w poniedziałek byliśmy na szczepieniu, które zrobiło z naszej kochanej kluski straszną niedającą się łatwo uśpić marudę. Tydzień minął pod znakiem karmienia i lulania. 
Ogólnie teraz jest już lepiej - prawie nie dokarmiam (30-60ml dziennie).  Niestety jeśli dokarmiam to MM - przy podawaniu w nieskończoność kolejnych cycków często nie mam czasu iść do łazienki, nie mówiąc już o sesjach z laktatorem. Dokarmiam jednak tylko w podbramkowych sytuacjach - gdy już naprawdę nie daję rady i stres związany z brakiem pokarmu jest tak duży, że zaczyna blokować odruch oksytocynowy. Wiem, że każde takie podanie MM powoduje, że ta brakująca ilość nie zostanie doprodukowana danego dnia, ale dochodzę do wniosku, że karmienie przez łzy nie ma sensu i że lepiej przedłużyć walkę z kryzysem niż doprowadzić się do takiego stanu, że zupełnie zrezygnuję z KP. Mleko podaję SNS Medeli więc i tak trochę powinno się doprodukować.
Karmienie zajmuje nam znaczną część dnia, a ponieważ bobas jednak wysypia się trochę przy piersi potem mam problemy z położeniem go spać - ma tylko jedną dłuższą drzemkę. W nocy jest dużo lepiej - w czasie pobudek dosyć szybko zjada, co jest do zjedzenia i daje się położyć do łóżeczka gdzie sam zasypia. Nie wiem jak to działa, że w nocy wystarczają mu 2 piersi a w dzień i 6 się nienajada... 
Łącznie w ciągu dnia  śpi ok 4h - poranna drzemka jest dosyć długa (ok 2h), reszta przypada na spacer (który przesypia prawie w całości) i popołudniowe krótkie momenty snu zanim obudzi się z płaczem.
Muszę przyznać, że jestem wyczerpana i zrezygnowana - karmię całymi popołudniami i wieczorami, z krótkimi przerwami na próbę odłożenia do łóżeczka. Z jednej strony cudowne jest to, że w sumie jestem w stanie wykarmić swoje dziecko, ale z drugiej strony to naprawdę wymaga ode mnie dużo wysiłku. I podając n-tą pierś, która zaczyna już boleć od wielogodzinnego ciągania mam ochotę się poddać. Nie wiem, tylko, co to "poddać się" miałoby znaczyć. Póki co ustaliłam sama ze sobą, że próbuję tej metody dostosowania laktacji do potrzeb kluski do przyszłej soboty, kiedy to kończy 8 tygodni. Jeśli nie uda się ograniczyć karmienia do jakiejś sensownej ilości godzin i piersi będę myślała nad innym rozwiązaniem. Póki co przychodzą mi do głowy dwie metody - albo coś jak u Mandarynkowej Mamy - czyli laktator najczęściej jak się da i podawanie mleka butelką, albo coś jak u Salomei (Czas Łucji) - ograniczone karmienie piersią, a następnie dokarmienie (mlekiem własnym lub MM) - czyli np - daję max 4 piersi i jeśli bobas nadal jest głodny to wtedy butla. 
Obawiam się, że żadna z powyższych nie będzie dla nas idealna i ostatecznie spowoduje zmniejszenie laktacji - laktatorem nie jestem w stanie ściągnąć więcej niż 30-40ml z jednej piersi - czyli zakładając ściąganie 8 razy dziennie mogę wyciągnąć maksymalnie 640ml - czyli musiałabym dokarmiać i stopniowo mleko MM stanowiłoby większy i większy procent posiłków. Podobnie w przypadku ograniczenia ilości podawanych piersi - ta metoda podoba mi się bardziej, gdyż jednak wolę mieć przy piersi dziecko, niż laktator. Poza tym nie muszę uspakajać laktatora, gdy karmię...W drugą stronę to niestety nie działa, więc obawiam się, że byłyby dni, gdy nie udałoby się ściągnąć 8 razy na dobę.
Ale do decyzji mamy jeszcze ponad tydzień i być może sprawy same się rozwiążą. Chociaż muszę przyznać, że coraz trudniej u mnie o optymizm (możliwe, że wiąże się to z aurą na zewnątrz). 
Rodzina i znajomi starają się mnie wspierać, ale ich starania z reguły przynoszą przeciwny skutek niż oczekiwany. Z jednej strony są ci, którzy widząc jak podaję 6 cyca mówią - dokarm już go, nie męcz siebie i jego. Doceniają moje starania, ale nie są w stanie zrozumieć, że każde dokarmienie to dla mnie porażka i, że czuję się po nim fatalnie. Z drugiej strony mam tych, którzy gdy skarżę się, że już nie daję rady, że siedzę przy cycu 5 godzinę mówią - "przecież po to masz urlop macierzyński - nikt Ci nie dał go po to, by sprzątać w domu lub gotować". I mają rację, ale z kolei nie widzą, że przez wielogodzinne karmienia ja nie spędzam radośnie czasu z dzieckiem. Że zamiast poznawać świat ono w najlepszym przpadku wgapia mi się w cycek... Że ostatecznie to zaczyna boleć i, że karmienie zaczyna napawać mnie lękiem i nie jest radosne. 
Ale dość użalania się nad sobą - powinnam korzystać z tego, że kluska już od 30 minut słodko śpi - mogę iść się relaksować przy desce do prasowania :)


czwartek, 8 listopada 2012

Mleko motorem napędowym gospodarki ;)

Nasza walka o bezproblemowe karmienie piersią trwa. Co prawda nie liczę na odtrąbienie sukcesu zbyt szybko (szczególnie, że zbliża się 6 tydzień życia naszego bąbla, czyli kolejny czas szybkiego wzrostu, gdy można się spodziewać skumulowanego karmienia i kryzysu laktacyjnego), ale póki co widzę pewną poprawę zarówno po mojej (ilość mleka) jak i kluski (aktywniejsze ssanie) stronie. Kosztuje nas to mnóstwo wysiłku i czasu spędzonych na karmieniu i ściąganiu mleka laktatorem. Ponadto to ostatnie kosztuje nas także w zwykły, finansowy sposób ;) A jak? Wyjaśnienie poniżej:
Aby jakoś uprzyjemnić sobie czas podczas ściągania mleka przeglądam wtedy Internet. Sprawdzam pocztę, odwiedzam blogi, sprawdzam co nowego u kolejnych maluchów, co z kolei często powoduje wizyty w sklepach Internetowych i na Allegro. Jestem trochę gadżeciarą, a właściwie skryto-gadżeciarą - łatwo się nakręcam na zakup czegoś, ale jeśli chodzi o rzeczy dla mnie, to (oprócz książek) rzadko dokonuję jakiś zakupów. Inaczej sprawa wygląda w przypadku rzeczy dla malucha. Podczas ciąży nie kupowałam niczego dla młodego - minimalną wyprawkę skompletowaliśmy dosłownie w ostatnich chwilach. Przez pierwsze tygodnie młode nie miało żadnych zabawek czy gadżetów. Ale teraz podczas tego nieszczęsnego ściągania mleka po pierwsze odkrywam coraz więcej ciekawych rzeczy dla maluchów, po drugie włącza mi się potrzeba natychmiastowej gratyfikacji i ilość dziecięcych rzeczy w naszym domu niebezpiecznie rośnie. Na wszelki wypadek nie sprawdzam stanu swojego konta ;)
Teraz rozpoczynam poszukiwania fajnego ekologicznego termoforka...
I tylko cieszę się, że mój kryzys laktacyjny przyczynia się do zażegnania kryzysu ekonomicznego kraju...
Podobne posty