piątek, 16 listopada 2012

Wieści z frontu II

Po braku postów w ostatnim czasie można się domyślić, że nie jest łatwo... Za nami ciężki tydzień - młode rozwija się najwyraźniej książkowo więc zaliczyliśmy skok wzrostu, co oznacza, że do i tak trudnego karmienia dołączył kolejny kryzys laktacyjny. Dodatkowo w poniedziałek byliśmy na szczepieniu, które zrobiło z naszej kochanej kluski straszną niedającą się łatwo uśpić marudę. Tydzień minął pod znakiem karmienia i lulania. 
Ogólnie teraz jest już lepiej - prawie nie dokarmiam (30-60ml dziennie).  Niestety jeśli dokarmiam to MM - przy podawaniu w nieskończoność kolejnych cycków często nie mam czasu iść do łazienki, nie mówiąc już o sesjach z laktatorem. Dokarmiam jednak tylko w podbramkowych sytuacjach - gdy już naprawdę nie daję rady i stres związany z brakiem pokarmu jest tak duży, że zaczyna blokować odruch oksytocynowy. Wiem, że każde takie podanie MM powoduje, że ta brakująca ilość nie zostanie doprodukowana danego dnia, ale dochodzę do wniosku, że karmienie przez łzy nie ma sensu i że lepiej przedłużyć walkę z kryzysem niż doprowadzić się do takiego stanu, że zupełnie zrezygnuję z KP. Mleko podaję SNS Medeli więc i tak trochę powinno się doprodukować.
Karmienie zajmuje nam znaczną część dnia, a ponieważ bobas jednak wysypia się trochę przy piersi potem mam problemy z położeniem go spać - ma tylko jedną dłuższą drzemkę. W nocy jest dużo lepiej - w czasie pobudek dosyć szybko zjada, co jest do zjedzenia i daje się położyć do łóżeczka gdzie sam zasypia. Nie wiem jak to działa, że w nocy wystarczają mu 2 piersi a w dzień i 6 się nienajada... 
Łącznie w ciągu dnia  śpi ok 4h - poranna drzemka jest dosyć długa (ok 2h), reszta przypada na spacer (który przesypia prawie w całości) i popołudniowe krótkie momenty snu zanim obudzi się z płaczem.
Muszę przyznać, że jestem wyczerpana i zrezygnowana - karmię całymi popołudniami i wieczorami, z krótkimi przerwami na próbę odłożenia do łóżeczka. Z jednej strony cudowne jest to, że w sumie jestem w stanie wykarmić swoje dziecko, ale z drugiej strony to naprawdę wymaga ode mnie dużo wysiłku. I podając n-tą pierś, która zaczyna już boleć od wielogodzinnego ciągania mam ochotę się poddać. Nie wiem, tylko, co to "poddać się" miałoby znaczyć. Póki co ustaliłam sama ze sobą, że próbuję tej metody dostosowania laktacji do potrzeb kluski do przyszłej soboty, kiedy to kończy 8 tygodni. Jeśli nie uda się ograniczyć karmienia do jakiejś sensownej ilości godzin i piersi będę myślała nad innym rozwiązaniem. Póki co przychodzą mi do głowy dwie metody - albo coś jak u Mandarynkowej Mamy - czyli laktator najczęściej jak się da i podawanie mleka butelką, albo coś jak u Salomei (Czas Łucji) - ograniczone karmienie piersią, a następnie dokarmienie (mlekiem własnym lub MM) - czyli np - daję max 4 piersi i jeśli bobas nadal jest głodny to wtedy butla. 
Obawiam się, że żadna z powyższych nie będzie dla nas idealna i ostatecznie spowoduje zmniejszenie laktacji - laktatorem nie jestem w stanie ściągnąć więcej niż 30-40ml z jednej piersi - czyli zakładając ściąganie 8 razy dziennie mogę wyciągnąć maksymalnie 640ml - czyli musiałabym dokarmiać i stopniowo mleko MM stanowiłoby większy i większy procent posiłków. Podobnie w przypadku ograniczenia ilości podawanych piersi - ta metoda podoba mi się bardziej, gdyż jednak wolę mieć przy piersi dziecko, niż laktator. Poza tym nie muszę uspakajać laktatora, gdy karmię...W drugą stronę to niestety nie działa, więc obawiam się, że byłyby dni, gdy nie udałoby się ściągnąć 8 razy na dobę.
Ale do decyzji mamy jeszcze ponad tydzień i być może sprawy same się rozwiążą. Chociaż muszę przyznać, że coraz trudniej u mnie o optymizm (możliwe, że wiąże się to z aurą na zewnątrz). 
Rodzina i znajomi starają się mnie wspierać, ale ich starania z reguły przynoszą przeciwny skutek niż oczekiwany. Z jednej strony są ci, którzy widząc jak podaję 6 cyca mówią - dokarm już go, nie męcz siebie i jego. Doceniają moje starania, ale nie są w stanie zrozumieć, że każde dokarmienie to dla mnie porażka i, że czuję się po nim fatalnie. Z drugiej strony mam tych, którzy gdy skarżę się, że już nie daję rady, że siedzę przy cycu 5 godzinę mówią - "przecież po to masz urlop macierzyński - nikt Ci nie dał go po to, by sprzątać w domu lub gotować". I mają rację, ale z kolei nie widzą, że przez wielogodzinne karmienia ja nie spędzam radośnie czasu z dzieckiem. Że zamiast poznawać świat ono w najlepszym przpadku wgapia mi się w cycek... Że ostatecznie to zaczyna boleć i, że karmienie zaczyna napawać mnie lękiem i nie jest radosne. 
Ale dość użalania się nad sobą - powinnam korzystać z tego, że kluska już od 30 minut słodko śpi - mogę iść się relaksować przy desce do prasowania :)


11 komentarzy:

  1. Wczoraj tak mieliśmy. Ale to sie wiązało z dość dużym bólem brzuszka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli u Ciebie jest mało pokarmu i ciągle walczysz?
    Ja karmię piersią 6-tygodniową córeczkę też często w dzień - na żądanie, w nocy 2 razy(od jakiegoś czasu). I od samego początku bałam się czy się najada. Nie wiem czy tak jest dobrze, ale skoro przybiera na wadze to jest ok.
    Może Twój maluszek potrzebuje oprócz mleczka Twojej bliskości? I woli częściej, a mniej zjeść?
    A jeśli chodzi o sen w dzień to u mnie też jest różnie, czasami krótko, innym razem śpi dłużej.
    I co na to pediatra?

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo bym chciała by on wolał jeść często, a mniej - zupełnie by mi to odpowiadało. Wydaje się jednak, że on preferuje większe, a rzadsze posiłki. Na 100% z moich piersi powinien jednorazowo wyciągnąć ok 80 ml. Powinno to spokojnie starczyć na 2h. Tymczasem najwyraźniej próbuje wydusić 120. Niestety moje piersi najwyraźniej nie są w stanie tyle pomieścić. Ponieważ młody ssie mało aktywnie opróżnianie piersi trwa bardzo długo - więc w międzyczasie głodnieje i przy kolejnych piersiach musi wyciągnąć więcej niż te brakujące 40 ml.
    Przyrosty wagi ma dobre,i tylko tyle interesuje pediatrę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj ciężki temat. Ja niestety karmiłam piersią tylko 2 tyg (dłuższa historia)i pamiętam jak mały dostał tylko butle bez piersi to miałam straszny żal do siebie. Ale teraz widzę, ze rozwija się prawidłowo i oboje jesteśmy szczęśliwi. Dacie rade !
    nati blog

    OdpowiedzUsuń
  5. Co jakiś czas kusi mnie by rzucić to wszystko w diabły i przejść na mleko modyfikowane i butlę. Dlatego wyznaczyłam sobie jasne terminy - próba wyrównania laktacji do 8 tygodnia i potem próba z inną metodą (zakładam, że 3 tyg). Gdy już nie wytrzymuję nerwowo przypominam sobie, że jeszcze tylko trochę czasu więc warto się pomęczyć i póki co dawać z siebie wszystko by utrzymać KP.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wreszcie mam nadzieję, uda mi się troszkę napisać, bo czasu jak na lekarstwo - z resztą sama wiesz jak jest - bo mamy chyba podobny model niemowlaka.
      Chciałam Ci wyjaśnić kilka kwestii odnośnie naszego karmienia, żebyś wiedziała, czy warto porywać się z motyką na słońce. Otóż u nas schemat karmienia 30min pierś + dokarmiania trwa nadal, choć też mnie czasami szlag trafia. To już trwa chyba 3 tygodnie, ale na razie końca nie widać. W dzień staram się karmić co 3 godziny: godzina na karmienie (pierś + butla) i 2 godziny niby przerwy, ale zwykle 1 godzinę lub mniej mała jest spokojna i aktywna, druga godzina to walka z nią, bo ona już chce do piersi. W efekcie często nie mam kiedy ściągnąć mleka... i albo podaję MM (co nie zawsze oznacza, że koniec marudzenia) albo wraca do piersi i karmienie rozpoczynam, znowu... W praktyce wygląda to tak, że czasu wolnego na zrobienie czegokolwiek poza małą - BRAK. Ja mam o tyle dobrą sytuację, że mój maż pracuje zmianowo i często jest w domu - bierze małą, a ja walczę z laktatorem. Nasza doradczyni kazała nam schodzić z dokarmiania, ale to też tak wcale nie idzie jak byśmy chcieli, bo zmniejszenie ilości dokarmiania w praktyce kończy się przedłużeniem czasu przy piersi i błędne koło się zamyka. Babka mówiła, że będą kryzysy, ale trzeba je przetrwać. Bywa, że 3 dni są lepsze, a potem jest nagłe cofnięcie, ale podobno tak może być. Szukam w sobie tą wytrwałość, ale jest jej coraz mniej. Daję nam czas do końca roku. Jak osiągnięmy 3 miesiące - wtedy niech się dzieje co chce.

      Usuń
  7. Aha - odnośnie metody 'ściąganie mleka laktatorem i podawanie butelką' - też nad tym myślałam. Wiem, że to jest do zrobienia i można zyskać trochę czasu. Niestety ściąganie nie gwarantuje wyeliminowania MM, bo często laktatorem nie ściągniesz tyle ile małe by samo wyssało ;) Poza tym właśnie cały czas łudzę się, że nasza metoda nas do czegoś doprowadzi i nie mam serca małą odłączać od piersi, bo nawet lubię te nasze sesje karmieniowe...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ech, myślałam, że u was to bardziej się sprawdza... Widzę bardzo dużo podobieństw - u nas także mamy tatę dosyć często w domu i wtedy mogę coś ściągnąć laktatorem. I także podobnie z tymi gorszymi i lepszymi dniami - zdarzają się takie, że w ogóle nie potrzebe jest dokarmianie i już mam ogłosić sukces i wygraną walkę o KP a tymczasem kolejny dzień przynosi regres...
    Teraz trochę wyluzowałam - stwierdziłam, że jeśli nie uda się przejść na samą pierś nie ma tragedii - ważne by udalo się karmić piersią jak najdlużej, nawet jeśli moje mleko będzie stanowiło mniejszy procent tego, co dziecko zjada i tak dostanie przeciwciała. Ważne prz tym jest to, bym ja się nie umordowała i by zamiast patrzeć się przez cały dzień na pierś niemowlak miał też czas na zabawę i sen.
    Bo to mnie martwi - tych chwil gdy Karol bawi się lub śpi spokojnie (nie przy piersi) w dzień jest moim zdaniem za mało...

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć! odkryłam przez przypadek Twojego bloga i ..wsiąkłam! Temat karmienia piersią i problemy które przechodzisz, są mi dobrze znane.. Tak samo jak Ty walczyłam z laktacją, chwytając sie wszystkich możliwych sposobów. I jak przeczytałam Twoje posty to aż mi się płakać chce, kiedy sobie pomyślę o tym co sama przeszłam. Karmiłam swoją córcie 2 miesiące, kilka dni temu przestałam już definitywnie. Tu opisałam swoje zmagania: http://fajnaferajna.wordpress.com/2012/09/30/operacja-laktacja/
    Mi się niestety nie udało i choć wiem, że przejście na mm dla wszystkich wyszło na dobre ( mam jeszcze dwulatka ktory tez mnie potrzebuje) to są wieczory kiedy potrafię po prostu popłakać sobie z tej bezradności, ze tak bardzo chciałam karmić, a mi sie nie udało. Dlatego kibicuję Tobie ogromnie i trzymam mocno kciuki!!!Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój plan jest taki by do końca 2 miesiąca utrzymać pełną walkę o KP, a później (jeśli się nie uda) stopniowo ustępować - tzn karmić piersią ile się da bez cierpień (czyli np. podawać 2 piersi i dalej już MM)

      Usuń

Podobne posty