Pokazywanie postów oznaczonych etykietą laktacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą laktacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 grudnia 2012

O mlecznej ewangelizacji, doradztwie i ocenianiu innych

Dwa tygodnie temu byłej żonie mojego brata ciotecznego, urodził się maluszek. Z dziewczyną nie utrzymywałabym kontaktów, gdyby nie to, że mają z moim bratem córkę. Ostatnio gdy odwiedziła mnie moja własna siostra, która mieszka niedaleko rzeczonej dziewczyny zapytałam ją, co u niej słychać, czy wszystko w porządku, jak radzi sobie z dzieckiem i czego potrzebuje (mam sporo rzeczy, z których Karol już wyrósł - część z nich nigdy nie używanych). Okazuje się, że szczęśliwie trafił jej się dzieciak o regularnym trybie życia i do tego raczej spokojny. Dobrze - domyślam się jak ciężko byłoby samotnej matce opiekować się trudnym dzieckiem. Siostra dodała, że maluch potrafi ładnie naprawdę długo spać, co pozwala Monice spokojnie wyjść załatwiać swoje sprawy. I tu zapaliła mi się po raz pierwszy czerwona lampka - zostawiać 2 tygodniowe dziecko pod opieką 11-latki?
Zapytałam się o karmienie - i tu druga lampka - Monika ma za mało pokarmu i stopniowo przechodzi na mleko modyfikowane. Moja pierwsza myśl "g... prawda - po prostu za rzadko go karmi". Poczułam autentyczne oburzenie. Kurcze, przecież to wcześniak (urodził się na przełomie 36 i 37 tygodnia), jak można tak go traktować - pozwalać by omijał swoje posiłki i w zamian podawać mu MM. Druga myśl - jak łatwo przyszła mi ocenienie i to negatywnie tej dziewczyny. Od razu założyłam, że konieczność dokarmiania to jej wina, i że robi źle. I robi to osoba, która niecały miesiąc temu sama przestała dokarmiać swoje dziecko, i która z tytułu problemów z laktacją wylała mnóstwo łez. Wtedy świadomość, że jestem oceniana negatywnie na 100% by mi nie pomogła.
Kolejna myśl - trzeba do niej natychmiast jechać wyjaśnić jak działa laktacja i jak ma ją rozkręcić.
I tę moją myśl wyłapał chyba M. i rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie. Przedyskutowaliśmy wtedy sprawę - i uświadomiłam sobie, że zamierzałam zrobić to, co mnie trochę irytowało - ewangelizować i przekonywać do jedynej słusznej racji czyli KP. Może w jej przypadku MM jest lepszym wyjściem? Po pierwsze ma córkę, która ma problemy w szkole, i której należy się sporo uwagi. Dzięki MM maluch będzie dłużej spał i lepiej przesypiał noce - dzięki temu dziewczynka będzie miała większe szanse na wysypianie się i spokojne odrabianie lekcji. Po drugie - nie sądzę by Monika powstrzymała się całkowicie od picia alkoholu. Nie podejrzewam jej o jakieś większe wybryki, ale obawiam się, że jakieś piwo od czasu do czasu wypije. Jestem też prawie pewna, że pali papierosy - gdy odwiedzałam ją jakiś miesiąc temu wyczaiłam popielniczkę na zewnętrznym parapecie w łazience. Może się okazać, że jej mleko wcale nie będzie takie zdrowe dla dziecka. Po trzecie - rzeczywiście może jej być ciężko samej - nie jest to co prawda usprawiedliwienie, gdyż mnóstwo samotnych matek radzi sobie doskonale karmiąc piersią - ale mimo wszystko możliwość zostawienia dziecka pod czyjąś opieką (byleby to była raczej jej matka, niż 11 letnia córka) jest ułatwieniem.
Rozkręcenie laktacji wymaga poświęceń. Jest to pot, łzy i jeśli problemem jest nieprawidłowe przystawianie - także krew. Mi się udało, gdyż oprócz tego, że cechuje mnie upór, wierzyłam, że warto o KP walczyć, umiem czytać ze zrozumieniem, miałam ogromne wsparcie - w domu i w świecie wirtualnym. Możliwe, że bez takiego wsparcia ten trud i tak okazałby się być daremnym...
W związku z tym ostatecznie jutro jedziemy do niej by zorientować się, czy jest nastawiona na KP i wtedy jej doradzać jak zwiększyć produkcję mleka, czy też chce karmić mlekiem modyfikowanym i stopniowo na nie przejść - i wtedy uszanować ten wybór, bo może w jej kontekście rodzinnym jest on lepszy...

środa, 19 grudnia 2012

Zgadnij kim będę?

Mata edukacyjna mojego synka leży w rogu pokoju. Obok niej leży silniczek od laktatora podłączony do kontaktu. Wiem - nieekologicznie i nieoszczędnie jest zostawiać zasilacz podłączony do prądu, ale gdy odciągam mleko w nocy nie jestem w stanie zbyt wielu rzeczy ogarnąć na raz. Dzisiaj zauważyłam, że zamiast patrzeć na kolorowe zabawki umieszczone na macie, Karol długie minuty wpatruje się w żółty i pozornie nie interesujący dla dziecka przedmiot. Olał słonika, olał żyrafkę, olał nawet ukochanego smoka - jego uwagę przykuł silniczek laktatora. To musi coś znaczyć ;)
Albo rośnie mi przyszły inżynier, albo doradca laktacyjny.
Jak myślicie???

PS. Gdy go znowu na tym przyłapię cyknę fotkę, co by przesłać w odpowiednim momencie do poradni zawodowej (czy jak się to tam nazywa)

piątek, 14 grudnia 2012

Uwielbiam :) :) :)



Mrowienie w piersiach...









PS.Wybaczcie tę miernej jakości ilustrację posta...mój mózg jest już w trybie weekendowym:)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Długa, kręta, ale zwycięska


Moja droga mleczna.


Ten post miał powstać już jakiś czas temu, ale bałam się, że zapeszę i dlatego z dość dużym opóźnieniem informuję - udało się - po wielu tygodniach, licznych próbach, hektolitrach przelanych łez - nasze trudności z karmieniem piersią zostały pokonane. Nie jest idealnie - Karol nadal nie je super-aktywnie i długość naszych posiłków plasowałaby się gdzieś w górze siatki centylowej;), moje piersi cały czas ledwie nadążają z produkcją odpowiedniej ilości pokarmu i w pewnym sensie ciągle żyjemy w lekkim kryzysie laktacyjnym, ale mleko modyfikowane odeszło już dawno w odstawkę, a podawanie mojego ściągniętego mleka przestaje być koniecznością. Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej. W następnym poście napiszę jak dokładnie udało nam się przejść z karmienia mieszanego do samej piersi.
Co mi pomogło?
  • Wiedza. Na pewno nie przeczytałam wszystkiego, co napisano o karmieniu piersią, ale myślę, że byłam blisko ;) Namiętnie czytałam blogi, fora i porady ekspertów zamieszczone w Internecie. zebrałam niezłą kolekcję broszur o karmieniu. Ponadto uważnie przestudiowałam każdy fragment poświęcony KP, który znajdował się w moich książkach o niemowlakach (w tym rozdziały z "Pierwszego roku życia dziecka" H. Murkoff, A. Eisenberg). I przede wszystkim "Warto karmić piersią" Magdaleny Nehring-Gugulskiej. Czy wiedza jest niezbędna do karmienia piersią? Na pewno nie, w normalnej sytuacji - ale mi, osobie, która musi nie tylko czuć, ale i rozumieć, dokładne przestudiowanie literatury na ten temat bardzo pomogło - dzięki temu rozumiałam, skąd się brały niektóre porady doradców laktacyjnych, i co dokładnie jest przyczyną kłopotów.
  • Doradztwo. Korzystałam zarówno z porad profesjonalnych doradców laktacyjnych, jak i blogowych ekspertów oraz osób, które problemów z KP nie miały (duże podziękowania dla Matrioszki). Nie to, że którakolwiek z tych osób powiedziała mi coś zupelnie nowatorskiego lub udzieliła "zwycięskiej" porady, ale pomoc ta utwierdziła mnie w przekonaniu, że jestem na dobrej drodze, że sposoby zwiększenia laktacji, które stosuję mają sens, i, że o ile będę wytrwała - uda się. Przy okazji zorientowałam się także, jak niewie wie większość tzw. doradców laktacyjnych - gdy porada "przystawiać często" nie działa rozkładają bezradnie ręce. Ponadto większość z nich to nie doradcy, a propagatorzy i na dodatek fanatyczni - informacja, że dokarmiam butelką (Medela Calma) powodowała, że przechodzili w tryb "sama jest Pani sobie winna - proszę odstawić butelkę i karmić po palcu a problemy same się rozwiążą. No chyba, że jest już na to za późno". Dokształcenie się samodzielnie pomogło mi decydować, co może zaszkodzić, a co, może pomóc. 
  • Wyznaczenie daty. Nie poddałam się w mojej walce o karmienie piersią tylko dlatego, że wyznaczyłam sobie wyraźną datę, do kiedy walczę pełną parą. Na początku było to 7 tygodni, wynikające z tego, że około 6 tygodnia życia organizm dziecka zaczyna być bardziej efektywny w wytwarzaniu własnych przeciwciał. Ponieważ dla mnie największą zaletą KP jest wspomaganie odporności dziecka i przekazywanie mu przeciwciał, uznałam, że muszę koniecznie starać się dostarczyć ich jak najwięcej zanim moja Kluska jest w stanie efektywnie walczyć z zarazami tego świata. Później ten termin przesunęłam na skończone 2 miesiące Karola, i gdy zbliżałam się do tej daty planowałam przesunąć to na 3 miesiące (co okazało się nie być konieczne, gdyż sukces udało się osiągnąć przed dwumiesięcznicą bobasa). Co ważne - te daty nie wyznaczały końca karmienia piersią, tylko koniec walki na 100, czy nawet 120%. Dzięki temu, że miałam wyznaczone jakieś realistyczne terminy łatwiej mi było pokonać chwilowe słabości - mówiłam sobie - jeszcze tylko 3, 2, tygodnie; jeszcze tylko kilka dni. Gdyby nie to myślę, że któregoś gorszego dnia, wykończona i zrezygnowana odpuściłabym zupełnie.
  • Blogi mam karmiących MM. Paradoksalnie blogi i wpisy chwalące KP, mówiące o tym, jakie jest dobroczynne, proste i wspaniałe w ogóle mi nie pomagały. Wręcz przeciwnie - często wywoływały frustrację. Czasami dlatego, że były naiwne, czasami przez zwykłą przyziemną zazdrość. Z kolei czytanie perypetii mam karmiących mlekiem - obserwowanie jakimi są cudownymi matkami, pomogło mi nabrać dystansu do całej sprawy. W ferworze walki łatwo zapomnieć, że karmienie to tylko jeden, i to niekoniecznie najważniejszy element relacji z dzieckiem. Że jeśli mi się nie uda nic się nie stanie - dołączę po prostu do grona matek, które głębszą więź z dzieckiem nawiązują poprzez inne czynności niż karmienie.
  • SNS Medela.  Mleko modyfikowane, którym Karol był dokarmiany podawane było za pomocą buteleczki zawieszonej na szyi, i drenów podlepianych do sutka. Dzięki temu nawet w sytuacji, gdy takie mleko było podawane laktacja w jakimś tam stopniu była stymulowana, a Karol uczył się aktywnie ssać (aby mleko płynęło malec i tak musi ssać, ale płynie ono dosyć szybko co daje bobasowi natychmiastową gratyfikację - jego wysiłek włożony w ssanie jest natychmiast nagrodzony), a ja nie miałam strasznych wyrzutów sumienia, że podaje MM.
  • Spacery. Mój model niemowlaka do "bobas śpiący zewnętrznie". Zabranie go na spacer często było jedynym sposobem by lekko niedojedzony (ale nie umierający z głodu) zasnął. Gdy nie dawałam już rady podawać kolejnych piersi zabierałam go po prostu do lasu, gdzie przez mniej więcej godzinę spokojnie sobie spacerowaliśmy. Pozwalało mi to odetchnąć, mleku zgromadzić się w piersiach, a bobasowi spokojnie pospać. Zbierałam wtedy myśli, relaksowałam się, a mleko samo napływało.  
Teraz bobas ładnie przybiera na wadze i wydaje się być dosyć zadowolony z życia. Karmienia są częste, a ponieważ każdy posiłek też do najkrótszych nie należy, w wielu wypadkach nie ma mowy o tym, by między jednym, a drugim znalazł się czas na drzemkę.  Ale prawie każdego dnia widzę poprawę i teraz podczas karmienia mogę czytać książkę, przeglądać Internet i tylko co jakiś czas sprawdzać, czy Kluska je aktywnie. Nie muszę już skupiać całej mojej uwagi na nim i aktywizować co chwilę. Na razie nie odważyłabym się na karmienie w jakimś miejscu publicznym, nie chciałabym też zająć pokoju do karmienia na czas pozwalający 3 innym bobasom na zjedzenie posiłku, ale mogę już sobie pozwolić na dłuższe wyjścia do znajomych czy rodziny. A za jakiś czas mam nadzieję doświaczyć wszystkich wygód karmienia piersią :)

piątek, 16 listopada 2012

Wieści z frontu II

Po braku postów w ostatnim czasie można się domyślić, że nie jest łatwo... Za nami ciężki tydzień - młode rozwija się najwyraźniej książkowo więc zaliczyliśmy skok wzrostu, co oznacza, że do i tak trudnego karmienia dołączył kolejny kryzys laktacyjny. Dodatkowo w poniedziałek byliśmy na szczepieniu, które zrobiło z naszej kochanej kluski straszną niedającą się łatwo uśpić marudę. Tydzień minął pod znakiem karmienia i lulania. 
Ogólnie teraz jest już lepiej - prawie nie dokarmiam (30-60ml dziennie).  Niestety jeśli dokarmiam to MM - przy podawaniu w nieskończoność kolejnych cycków często nie mam czasu iść do łazienki, nie mówiąc już o sesjach z laktatorem. Dokarmiam jednak tylko w podbramkowych sytuacjach - gdy już naprawdę nie daję rady i stres związany z brakiem pokarmu jest tak duży, że zaczyna blokować odruch oksytocynowy. Wiem, że każde takie podanie MM powoduje, że ta brakująca ilość nie zostanie doprodukowana danego dnia, ale dochodzę do wniosku, że karmienie przez łzy nie ma sensu i że lepiej przedłużyć walkę z kryzysem niż doprowadzić się do takiego stanu, że zupełnie zrezygnuję z KP. Mleko podaję SNS Medeli więc i tak trochę powinno się doprodukować.
Karmienie zajmuje nam znaczną część dnia, a ponieważ bobas jednak wysypia się trochę przy piersi potem mam problemy z położeniem go spać - ma tylko jedną dłuższą drzemkę. W nocy jest dużo lepiej - w czasie pobudek dosyć szybko zjada, co jest do zjedzenia i daje się położyć do łóżeczka gdzie sam zasypia. Nie wiem jak to działa, że w nocy wystarczają mu 2 piersi a w dzień i 6 się nienajada... 
Łącznie w ciągu dnia  śpi ok 4h - poranna drzemka jest dosyć długa (ok 2h), reszta przypada na spacer (który przesypia prawie w całości) i popołudniowe krótkie momenty snu zanim obudzi się z płaczem.
Muszę przyznać, że jestem wyczerpana i zrezygnowana - karmię całymi popołudniami i wieczorami, z krótkimi przerwami na próbę odłożenia do łóżeczka. Z jednej strony cudowne jest to, że w sumie jestem w stanie wykarmić swoje dziecko, ale z drugiej strony to naprawdę wymaga ode mnie dużo wysiłku. I podając n-tą pierś, która zaczyna już boleć od wielogodzinnego ciągania mam ochotę się poddać. Nie wiem, tylko, co to "poddać się" miałoby znaczyć. Póki co ustaliłam sama ze sobą, że próbuję tej metody dostosowania laktacji do potrzeb kluski do przyszłej soboty, kiedy to kończy 8 tygodni. Jeśli nie uda się ograniczyć karmienia do jakiejś sensownej ilości godzin i piersi będę myślała nad innym rozwiązaniem. Póki co przychodzą mi do głowy dwie metody - albo coś jak u Mandarynkowej Mamy - czyli laktator najczęściej jak się da i podawanie mleka butelką, albo coś jak u Salomei (Czas Łucji) - ograniczone karmienie piersią, a następnie dokarmienie (mlekiem własnym lub MM) - czyli np - daję max 4 piersi i jeśli bobas nadal jest głodny to wtedy butla. 
Obawiam się, że żadna z powyższych nie będzie dla nas idealna i ostatecznie spowoduje zmniejszenie laktacji - laktatorem nie jestem w stanie ściągnąć więcej niż 30-40ml z jednej piersi - czyli zakładając ściąganie 8 razy dziennie mogę wyciągnąć maksymalnie 640ml - czyli musiałabym dokarmiać i stopniowo mleko MM stanowiłoby większy i większy procent posiłków. Podobnie w przypadku ograniczenia ilości podawanych piersi - ta metoda podoba mi się bardziej, gdyż jednak wolę mieć przy piersi dziecko, niż laktator. Poza tym nie muszę uspakajać laktatora, gdy karmię...W drugą stronę to niestety nie działa, więc obawiam się, że byłyby dni, gdy nie udałoby się ściągnąć 8 razy na dobę.
Ale do decyzji mamy jeszcze ponad tydzień i być może sprawy same się rozwiążą. Chociaż muszę przyznać, że coraz trudniej u mnie o optymizm (możliwe, że wiąże się to z aurą na zewnątrz). 
Rodzina i znajomi starają się mnie wspierać, ale ich starania z reguły przynoszą przeciwny skutek niż oczekiwany. Z jednej strony są ci, którzy widząc jak podaję 6 cyca mówią - dokarm już go, nie męcz siebie i jego. Doceniają moje starania, ale nie są w stanie zrozumieć, że każde dokarmienie to dla mnie porażka i, że czuję się po nim fatalnie. Z drugiej strony mam tych, którzy gdy skarżę się, że już nie daję rady, że siedzę przy cycu 5 godzinę mówią - "przecież po to masz urlop macierzyński - nikt Ci nie dał go po to, by sprzątać w domu lub gotować". I mają rację, ale z kolei nie widzą, że przez wielogodzinne karmienia ja nie spędzam radośnie czasu z dzieckiem. Że zamiast poznawać świat ono w najlepszym przpadku wgapia mi się w cycek... Że ostatecznie to zaczyna boleć i, że karmienie zaczyna napawać mnie lękiem i nie jest radosne. 
Ale dość użalania się nad sobą - powinnam korzystać z tego, że kluska już od 30 minut słodko śpi - mogę iść się relaksować przy desce do prasowania :)


czwartek, 8 listopada 2012

Mleko motorem napędowym gospodarki ;)

Nasza walka o bezproblemowe karmienie piersią trwa. Co prawda nie liczę na odtrąbienie sukcesu zbyt szybko (szczególnie, że zbliża się 6 tydzień życia naszego bąbla, czyli kolejny czas szybkiego wzrostu, gdy można się spodziewać skumulowanego karmienia i kryzysu laktacyjnego), ale póki co widzę pewną poprawę zarówno po mojej (ilość mleka) jak i kluski (aktywniejsze ssanie) stronie. Kosztuje nas to mnóstwo wysiłku i czasu spędzonych na karmieniu i ściąganiu mleka laktatorem. Ponadto to ostatnie kosztuje nas także w zwykły, finansowy sposób ;) A jak? Wyjaśnienie poniżej:
Aby jakoś uprzyjemnić sobie czas podczas ściągania mleka przeglądam wtedy Internet. Sprawdzam pocztę, odwiedzam blogi, sprawdzam co nowego u kolejnych maluchów, co z kolei często powoduje wizyty w sklepach Internetowych i na Allegro. Jestem trochę gadżeciarą, a właściwie skryto-gadżeciarą - łatwo się nakręcam na zakup czegoś, ale jeśli chodzi o rzeczy dla mnie, to (oprócz książek) rzadko dokonuję jakiś zakupów. Inaczej sprawa wygląda w przypadku rzeczy dla malucha. Podczas ciąży nie kupowałam niczego dla młodego - minimalną wyprawkę skompletowaliśmy dosłownie w ostatnich chwilach. Przez pierwsze tygodnie młode nie miało żadnych zabawek czy gadżetów. Ale teraz podczas tego nieszczęsnego ściągania mleka po pierwsze odkrywam coraz więcej ciekawych rzeczy dla maluchów, po drugie włącza mi się potrzeba natychmiastowej gratyfikacji i ilość dziecięcych rzeczy w naszym domu niebezpiecznie rośnie. Na wszelki wypadek nie sprawdzam stanu swojego konta ;)
Teraz rozpoczynam poszukiwania fajnego ekologicznego termoforka...
I tylko cieszę się, że mój kryzys laktacyjny przyczynia się do zażegnania kryzysu ekonomicznego kraju...

środa, 24 października 2012

Porady laktacyjne

Na razie bardzo daleko nam do ogłoszenia zwycięstwa jeśli chodzi o prawidłowe i efektywne karmienie. Ale nie poddajemy się ;) Dzisiaj piękna pogoda i jakoś łatwiej spojrzeć na świat pozytywnie.
Poniżej kilka notatek ze spotkania z doradcą laktacyjnym - może przyda się mamom z podobnym problemem. Pierwsza porada - być nastawionym pozytywnie i spodziewać się poprawy. Nie przejmować się, jeśli nie wychodzi. Mleko modyfikowane to nie klęska, a każda ilość mleka matki jest cenna. Jeśli okaże się, że ostatecznie mleko modyfikowane dominuje w diecie - trudno - ważne by maluch dostawał chociaż trochę naszego mleka nafaszerowanego przeciwciałami i innymi dobrociami.
  • Prawidłowy przyrost wagi malucha do 3 m-ca to około 20g na dobę. Nie ma co ważyć malucha codziennie, ale gdy mamy problemy warto ważyć co kilka dni, by uspokoić się, że maluch przybiera na wadze
  • Dobowe zapotrzebowanie na mleko to około 140 ml na 1kg masy ciała. Oczywiście jest to sprawa indywidualna, są maluchy które potrzebują trochę więcej i niejadki, które nie zjadają nawet tego. W każdym razie np dla naszej kluski, która waży 3700 będzie to ~520 ml dziennie. Zakładając karmienie co 3h mamy około 65 ml na jedno karmienie. Nie aż tak dużo... Jeśli mamy mniej pokarmu częstotliwość karmienia można zwiększyć tak by maluch zjadał tyle ile mamy w cyckach ;) Ja musiałabym karmić 12 razy na dobę. To trochę za dużo, więc częściowo posiłkuję się mlekiem modyfikowanym. 
  • Ogólnie zalecane jest przynajmniej 8 karmień na dobę. Jeśli trzeba - budzimy śpiocha (szczególnie w nocy)
  • Przystawiamy do jednej piersi na 20-30 min, a następnie na 15 do drugiej. Przy następnym  karmieniu - zmiana piersi.
  • Po karmieniu odciągamy laktatorem mleko z obu piersi.
  • Jeśli problemem jest brak aktywnego ssania (jak w naszym przypadku) warto zastosować ćwiczenia na palcu. Przed karmieniem wkładamy paliczek palca wskazującego do paszczy noworodka (paznokciem do dołu) i dajemu mu possać
  • Bezwzględnie aktywizujemy leniwca. Smyramy, zaczepiamy, głaszczemy. Jeśli widzimy, że zupełnie zasypia wyjmujemy sutka, pionizujemy dziecko i przystawiamy znowu. Przydaje się też odrobina mleka w strzykawce. Co jakiś czas wsuwamy końcówkę strzykawki w kącik ust i wyciskamy kilka kropelek - zmusi to malucha do przełknięcia, i możliwe, że zachęci go to do ssania.
  • Jeśli czujemy się zupełnie niepewnie ile maluch zjada warto wypożyczyć na tydzień dokładną wagę. Ważymy dziecko przed karmieniem, a następnie po podaniu piersi. Nie rozbieramy malucha - ważymy w tym, w czym jest - i tak różnica pomiędzy wagą po karmieniu i przed pokaże nam ile mały człowiek wyssał. Następnie dokarmiamy brakującą ilością (jeśli udało nam się po poprzednim karmieniu tyle ściągnąć - podajemy mleko mamy, jeśli nie - dajemy mieszankę).
 U nas niestety póki co nie widać wielkich postępów, ale cały czas mam nadzieję, że się uda. A teraz idę karmić ;)  

piątek, 19 października 2012

Dokarmianie

Ktoś, kto czytał ostatnie posty na moim blogu z łatwością zauważy, że nasze życie i mój nastrój nadal przypomina trochę huśtawkę. Dzisiaj będzie pozytywnie ;)
Od wczoraj dokarmiamy naszą kluskę po każdym posiłku - na zmianę moim ściągniętym mlekiem i mlekiem modyfikowanym. Widać, że jest mu to potrzebne, gdyż po opróżnieniu obu piersi zjada całkiem spore porcje. Pierwsze godziny po tym, gdy okazało się, że bobas nie przybiera na wadze to był dla mnie koszmar wypełniony poczuciem winy. Chyba tak już jest, że rodzicielstwo w dużej mierze jest wypełnione tym uczuciem - przynajmniej w przypadku pierwszego dziecka, gdy naprawdę nie wiadomo, co robi się dobrze, a co źle. Gdy już się uspokoiłam zaczęłam patrzeć na sprawy z bardziej pozytywnej strony. I wydaje mi się, że wszystkim nam wyszło to na dobre. Zakładam, że dokarmianie to rozwiązanie tylko tymczasowe i niedługo uda nam się pokonać problemy z laktacją i aktywnym ssaniem i wrócimy do samego karmienia piersią. 
Miałam mieszane uczucia kupując mleko modyfikowane. Ale muszę przyznać, że posiadanie opakowania bardzo pozytywnie na mnie wpływa gdyż redukuje znaczną część stresu - wiem, że na 100% nie głodzę teraz naszego noworodka - i jeśli stwierdzę, że jest głodny zawsze mam zapas. Myślę, że redukcja stresu wpłynie pozytywnie na laktację. Tak więc porada dla mam, które mają podobny problem - nie obawiajcie się mleka modyfikowanego. O ile traktuje się je tylko jako dodatkowy posiłek odciąży was po prostu, co pozwoli na spokojniejszą "produkcję własnego mleka". Ja już zauważyłam, że udaje mi się ściągnąć trochę więcej.
Na ten przejściowy czas trochę zaostrzyliśmy harmonogram naszego dnia. Nasz plan wygląda tak, że po karmieniu (obie piersi, a następnie powrót do tej, od której zaczynałam) następuje butelka. Około 1:15-1:30h po karmienu ściągam mleko laktatorem i spokojnie czekam na pobudkę. Jeśli nie nastąpi po około 3h (w dzień) lub 4h (w nocy) delikatnie budzę malucha i znowu karmimy. 
W poniedziałek idziemy na kontrolę wagi do przychodni, będziemy go także ważyć jutro. Ja mam kontrolować ilość ściąganego mleka. Gdy okaże się, że ściągam pełne porcje, lub gdy młody sam zacznie odrzucać butelkę po kilku łykach wracamy do samej piersi.
Poniżej kilka porad, w co warto się zaopatrzyć w przypadku podobnego problemu jak nasz:
  • laktator. My mamy Medela Mini Electric oraz ręczny laktator Aventu. Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o ilość ściągniętego pokarmu w naszym przypadku laktator elektryczny nie daje jakiejś wielkiej przewagi (wydaje mi się, że to kwestia kształtu piersi i sutka), ale i tak raczej korzystam z elektrycznego, ze względu na własną wygodę - wystarczy przystawić do piersi, nie trzeba się jeszcze namachać)
  • butelka ze smoczkiem aktywnym. U nas Lovi. Butelka nie tylko wymaga aktywizacji mięśni paszczy - dodatkowo ma system odpowietrzający, więc zmniejsza ilość łykanego z pokarmem powietrza. Niestety wbrew zapewnieniom producenta, że smoczek jest tak ukształtowany, że dziecko go nie zagryza nasza klucha mimo braku zębów róbi to. Koniec smoczka zupełnie się spłaszcza i musimy go prostować szczypczykami. Ale i tak z butelki jestem dosyć zadowolona
  • napoje wspomagające laktację. Ja piję herbatkę Hipp i dodatkowo piję napar z kopru włoskiego. Nie jestem przekonana, że rzeczywiście zwiększa to bezpośrednio ilość produkowanego mleka. Zakładam, że działa raczej jak placebo. Ale jak dla mnie jest to w porządku - mam poczucie, że robię coś dla laktacji ;) i liczę, że ona się odwdzięczy zwiększając się...
  • wsparcie :) Będę to powtarzała wielokrotnie - to podstawa pierwszych tygodni z dzieckiem w domu. Miłe słowa,przytulaki i zapewnienia, że jest się super mamą naprawdę wiele dają. Samotnym mamom zalecam założenie własnych blogów - wsparcie od innych mam udzielone w komentarzach także pomagają. Tu chciałabym podziękować wszystkim za słowa otuchy :)
Podobne posty
Suwaczek z babyboom.pl
Suwaczek z babyboom.pl