czwartek, 8 listopada 2012

Mleko motorem napędowym gospodarki ;)

Nasza walka o bezproblemowe karmienie piersią trwa. Co prawda nie liczę na odtrąbienie sukcesu zbyt szybko (szczególnie, że zbliża się 6 tydzień życia naszego bąbla, czyli kolejny czas szybkiego wzrostu, gdy można się spodziewać skumulowanego karmienia i kryzysu laktacyjnego), ale póki co widzę pewną poprawę zarówno po mojej (ilość mleka) jak i kluski (aktywniejsze ssanie) stronie. Kosztuje nas to mnóstwo wysiłku i czasu spędzonych na karmieniu i ściąganiu mleka laktatorem. Ponadto to ostatnie kosztuje nas także w zwykły, finansowy sposób ;) A jak? Wyjaśnienie poniżej:
Aby jakoś uprzyjemnić sobie czas podczas ściągania mleka przeglądam wtedy Internet. Sprawdzam pocztę, odwiedzam blogi, sprawdzam co nowego u kolejnych maluchów, co z kolei często powoduje wizyty w sklepach Internetowych i na Allegro. Jestem trochę gadżeciarą, a właściwie skryto-gadżeciarą - łatwo się nakręcam na zakup czegoś, ale jeśli chodzi o rzeczy dla mnie, to (oprócz książek) rzadko dokonuję jakiś zakupów. Inaczej sprawa wygląda w przypadku rzeczy dla malucha. Podczas ciąży nie kupowałam niczego dla młodego - minimalną wyprawkę skompletowaliśmy dosłownie w ostatnich chwilach. Przez pierwsze tygodnie młode nie miało żadnych zabawek czy gadżetów. Ale teraz podczas tego nieszczęsnego ściągania mleka po pierwsze odkrywam coraz więcej ciekawych rzeczy dla maluchów, po drugie włącza mi się potrzeba natychmiastowej gratyfikacji i ilość dziecięcych rzeczy w naszym domu niebezpiecznie rośnie. Na wszelki wypadek nie sprawdzam stanu swojego konta ;)
Teraz rozpoczynam poszukiwania fajnego ekologicznego termoforka...
I tylko cieszę się, że mój kryzys laktacyjny przyczynia się do zażegnania kryzysu ekonomicznego kraju...

10 komentarzy:

  1. w końcu ktoś zdiagnozował i opisał mój problem, dzisiaj podczas karmienia kupiłam książkę, wczoraj body modelujące, przedwczoraj sukienkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na coś w końcu przydało się te 5 lat studiowania psychologii ;)

      Usuń
  2. Jak bym czytała o mnie... Wczoraj nabyłam dresik, dzis sweterek, a owoce obcowania z laktatorem w poprzednim tygodniu własnie odebrałam hurtowo z poczty...
    Na konto bankowe boje sie logowac...
    A kryzys laktacyjny i tak nas nie minął:(((

    OdpowiedzUsuń
  3. A bałam się, że ten syndrom występuje tylko u mnie. Jak widać to powszechna sprawa i rzeczywiście mleko może wspomóc gospodarkę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahaha, uśmiechnęłam się. ;)
    Ja dla siebie kupuję coś do ubrania raz na kilka/kilkanaście miesięcy, ale dla córy też lubię szperac i wyszukiwać na allegro różne pyszności. :)

    Życzę udanej walki!
    Ja po kryzysach laktacyjnych przez kilka miesięcy ściągałam codziennie dodatkowo 50 ml, jak nadchodził kolejny kryzys to zapas był jak znalazł. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie dokładnie to samo - także w temacie zakupów!!! Wszyscy kurierzy już mnie znają.
    Aktualnie przeżywam kryzys wiary - again :( Problemy ze spaniem, zasypianiem małej... Masakra.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kupiłam taki, podczas jednej z sesji z laktatorem: http://allegro.pl/boskas-termofor-termofory-z-pestkami-wisni-i2754917033.html

    OdpowiedzUsuń

Podobne posty