Wracam po
krótkiej przerwie spowodowanej brakiem dostępu do Internetu. Podglądałam was
trochę przez telefon, ale to zdecydowanie nie „to”. Stęskniłam się trochę za
tym wirtualnym światem, chociaż muszę przyznać, że taka przerwa zdecydowanie mi
się przydała – przeczytałam zaległą stertę czasopism historycznych, dokończyłam
porozpoczynane książki i trochę więcej czasu poświęcałam na sprzątanie.
A co u nas się
działo w międzczasie? Przede wszystkim zaczęliśmy Karolowi podawać produkty
stałe w postaci rozgniecionej widelcem marchewki. Nie jest to jeszcze "żywienie" i prawdziwe rozszerzanie diety, - marchew traktujemy teraz "leczniczo".
Wcześniej pisałam, że pod koniec lutego idziemy do pediatry poradzić się, jak mamy rozszerzać dietę Karola biorąc pod uwagę fakt, że mój urlop macierzyński się kończy. Wtedy zakładałam, że najprawdopodobniej usłyszymy, że mamy czekać do 6 miesiąca życia i póki co po prostu robić zapasy mleka tak by na pewno to się udało po moim powrocie do pracy. W międzyczasie jednak przyplątała nam się biegunka (czy właściwie stan biegunkopodobny), z powodu której odwiedziliśmy kilku pediatrów. Hipotezy były różne – od mniej do bardziej poważnych. Ostatecznie jednak jej przyczyną okazało się być ząbkowanie. Ponieważ Karol, który i tak zawsze był raczej drobny, z powodu tych częstszych kup spadł wagowo grubo poniżej 3 centyla pediatra zasugerowała, by już teraz (czyli tuż przed ukończeniem przez niego 5 miesiąca życia) zacząć wprowadzać do jego diety marchewkę m.in. po to by te jego kupy „związać”. Równocześnie podajemy probiotyki aby wspierać wyjaławiany układ pokarmowy.
Wcześniej pisałam, że pod koniec lutego idziemy do pediatry poradzić się, jak mamy rozszerzać dietę Karola biorąc pod uwagę fakt, że mój urlop macierzyński się kończy. Wtedy zakładałam, że najprawdopodobniej usłyszymy, że mamy czekać do 6 miesiąca życia i póki co po prostu robić zapasy mleka tak by na pewno to się udało po moim powrocie do pracy. W międzyczasie jednak przyplątała nam się biegunka (czy właściwie stan biegunkopodobny), z powodu której odwiedziliśmy kilku pediatrów. Hipotezy były różne – od mniej do bardziej poważnych. Ostatecznie jednak jej przyczyną okazało się być ząbkowanie. Ponieważ Karol, który i tak zawsze był raczej drobny, z powodu tych częstszych kup spadł wagowo grubo poniżej 3 centyla pediatra zasugerowała, by już teraz (czyli tuż przed ukończeniem przez niego 5 miesiąca życia) zacząć wprowadzać do jego diety marchewkę m.in. po to by te jego kupy „związać”. Równocześnie podajemy probiotyki aby wspierać wyjaławiany układ pokarmowy.
Po tych kilku
pierwszych próbach już wiem, że BLW będzie dla nas. Pierwszego dnia mieliśmy
podać Karolowi jedną łyżeczkę rozgniecionej marchewki. Myślałam, że potrwa to
moment. Okazało się jednak, że młody musi najpierw wyrwać mi łyżkę i sam się
nią bawić, następnie, gdy daliśmy mu do łapy widelczyk, co by mógł go obracać w
tym czasie gdy my manewrujemy łyżką okazało się, że zauważył,że marchewki mamy
całą miseczkę. Wzbudziło to jego zainteresowanie, upuścił widelec i obie łapy
zapakował w marchew. Dopiero gdy się nią znudził mogliśmy mu tę jedną łyżeczkę
marchewki na trzy razy podać. Nie wiem czy cokolwiek jednak połknął – większośc
zmagazynował w policzkach i po chwili wraz ze śliną „wybąblował”. Ale zabawa mu
się podobała.
Teraz dostaje dziennie 3 łyżeczki marchewki - wsuwa aż miło, chociaż wcześniej musi być element zabawy. W międzyczasie próbuje wylizywać śliniak z tego, co na niego spadnie - a spada dużo - zdecydowanie brakje mi wprawy w karmieniu. Ale coś czuję, że jedzenie to będzie wielka przygoda ;)


