piątek, 8 marca 2013

Czy mamy terror laktacyjny? Czy nachalną promocję mm?

Czy dzisiejszy dzień sponsoruje wsadzanie kija w mrowisko? Nie - dzisiejszy dzień sponsoruje budowanie mostów.
O "terrorze laktacyjnym" i promocji mleka modyfikowanego myślałam sporo. Zastanawiałam się, dlaczego jedni terror widzą, a inni wręcz przeciwnie - skupiają się na tym, że matki karmiące piersią (a szczególnie matki karmiące długo) są dyskryminowane, uważane przez otoczenie za nienowoczesne albo folgujące fanaberiom, a reklamy mleka modyfikowanego są wszędzie i każdy jest nimi bombardowany? Skąd biorą się tak odmienne opinie na temat karmienia piersią i jego promowania?
Zacznę od truizmu - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia (a właściwie karmienia). Mam to szczęście w nieszczęściu, że dane mi było doświadczyć pobytu po obu stronach mlecznej barykady i dzięki temu łatwiej mi o wypośrodkowaną perspektywę na sposób karmienia. W czasie tych tygodni, gdy walczyłam o rozkręcenie laktacji, gdy  padałam ze zmęczenia, gdy coraz trudniej było mi uwierzyć, że to kiedykolwiek się uda wiele godzin poświęciłam na czytanie o żywieniu niemowląt. Czytałam o zaletach karmienia piersią i studiowałam uważnie wyniki badań, aby z jednej strony się zmotywować, a z drugiej - w razie czego usprawiedliwić niepowodzenie (może napiszę o tym jeszcze kiedyś posta - niestety bardzo wiele badań dotyczących żywienia dzieci jest niepoprawna metodologicznie). I wiele razy miałam ochotę "rzucić to wszystko w cholerę", podać maluchowi pełną butelkę mleka modyfikowanego, przestać męczyć i siebie i dziecko i dać nam się wszystkim wyspać. Było mi ciężko. Bardzo ciężko. Do tego wszystkiego dochodziło ogromne poczucie winy, którego mimo prób racjonalizacji nie udawało mi się pokonać - może nie w tak ztrywializowany sposób, ale po głowie chodziły mi myśli typu: "co ze mną jest nie tak, skoro nie potrafię wykarmić dziecka", "dlaczego przez tyle tygodni nie udaje nam się zgrać i rozkręcić laktacji". A w tym czasie zewsząd, ale to zewsząd napływały informacje o tym, jakie to karmienie piersią jest wspaniałe. Jakie łatwe. Jakie wygodne. Jak buduje więź. Wtedy karmienie piersią nie było dla mnie ani łatwe (za każdym razem była to walka o kolejną minutę aktywnego ssania przez malucha; ze względu na ilość godzin poświęconych dziennie karmieniu sutki były tkliwe, a ponieważ laktacja nie była odpowiednio stymulowana i pokarmu było za mało, dziecko często mi się przy piersi złościło, szarpiąc ją niezbyt delikatnie), wygodne (nie mogłam wyjść z domu na dłużej niż godzinę, gdyż moje nie-aktywnie ssące dziecko potrzebowało na posiłek 1.5 h po to tylko by po chwilowej aktywności i krótkiej drzemce zażądać kolejnego posiłku), ani tak naprawdę nie budowało więzi (było to raczej frustrujące - dużo lepiej czuliśmy się razem przytulając, czy też podczas noszenia w chuście niż podczas cycowych sesji). Czułam się wręcz osaczona - na blogach notki o tym jak matkom wspaniale z cycusiowaniem, wizyta u lekarza zaczynała się od pytania "ale chyba Pani karmi?" po którym następował taki grymas, że bardzo się cieszyłam, że mimo wszystko mogłam powiedzieć "tak", jakiejkolwiek gazety poświęconej dzieciom bym nie otworzyła - wszędzie widziałam propagowanie karmienia piersią - i to takie, gdzie podawane są same zalety (niektóre nie znajdujące oparcia w żadnych badaniach), a gdzie ani troszkę nie wspomina się, że karmienie może być trudne,  że nie wszystko zawsze idzie idealnie, gdzie nie podaje się informacji co zrobić, jeśli jakiekolwiek kłopoty się pojawią i do kogo się wtedy zgłosić. Czy widziałam to jako terror laktacyjny? Nie - ale ja od początku byłam nastawiona na karmienie piersią i  bardzo mi na tym zależało. To co mi doskwierało to fakt jak płytka jest promocja karmienia piersią. Ale doskonale rozumiem, jak to mogło wyglądać z perspektywy matki karmiącej mlekiem modyfikowanym - z wyboru, czy też konieczności. Nie da się ukryć - podając mleko modyfikowane noworodkowi kobieta naraża się na krytykę, zdziwione spojrzenia, zarzuty o wygodnictwo (w przypadku matek, które po prostu zdecydowały, że nie chcą karmić piersią), brak wytrwałości i niewystarczające starania (w przypadku matek, które chciały karmić piersią, ale im się nie udało). Są też często dyskryminowane w szpitalach lub lekceważąco traktowane przez niektórych pediatrów.

W chwili obecnej myślę, że można mnie zakwalifikować do laktoświrusek czy też cyckoholiczek. Nie wyobrażam sobie innego sposobu karmienia niemowlaka, a wizja rychłego zastąpienia jednego posiłku produktami niemlecznymi powoduje u mnie jakiś nieracjonalny skurcz serca  i ściskanie w dołku. I jakoś już nie rzucają mi się w oczy artykuły promujące karmienie piersią, już nie widzę tak bardzo dyskryminacji matek karmiących mlekiem modyfikowanym. Częściej wyłapuję historyjki o lekarzach bezmyślnie wciskających mleko modyfikowane jako lek na wszystkie niemowlęce bolączki - problemy ze snem, kolki, wysypkę; na blogach raczej widzę mrożące krew w żyłach opowieści o szpitalnych położnych zarzucających świeżo upieczonym matkom, że głodzą swe dzieci, a równocześnie stanowczo odmawiające pomocy z prawidłowym przystawianiem, krwawiącymi brodawkami, niedostatkiem pokarmu. Pediatrów i położne, które na każde kwilenie dziecka krzyczą chórem: "dokarmiać!".  Dookoła siebie widzę brak tolerancji dla matek długo karmiących piersią, fatalny stan pokoików do karmienia w miejscach publicznych, pediatrów, którzy twierdzą, że mleko po 6 miesiącu życia nie ma dla dziecka wartości, pracodawców, którzy nie chcą respektować praw matek karmiących piersią.
I gdy zaczyna mnie to irytować przypominam sobie, że ledwie kilka miesięcy temu inne rzeczy dotyczące karmienia mnie irytowały i oburzały. I wtedy emocje trochę słabną i udaje mi się odzyskać równowagę i spojrzeć na ten temat tak jak trzeba - neutralnie. Nie, nie mamy terroru laktacyjnego, i nie - nie jest tak, że karmienie piersią jest według wszystkich passe i promocja mleka modyfikowanego jest wszędobylska i zbyt nachalna. To tylko nasze wyobrażenia i perspektywa wynikająca z tego, że dzieci są dla nas ważne i chcemy dla nich jak najlepiej - bronimy więc obranego przez nas kursu i jesteśmy bardziej wrażliwe na jego krytykę, łatwiej też wyłapujemy artykuły i komentarze niezgodne z naszymi przekonaniami.

Cóż więc pozostaje poradzić - karmmy nasze dzieci jak chcemy i po prostu nie przejmujmy się opiniami innych. Bo - znowu truizm - szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko.

56 komentarzy:

  1. laktoświruska pozdrawia drugą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps. artykuły serwowane w gazetach dzieciowych nie są odpowiednią przestrzenią do serwowania wyników badań, gdyż artykuły powinny być łatwe, lekkie i przyjemne i upstrzone zdjęciami zfotoszopowanych niemowlaczków. natomiast jeżeli kogoś temat zainteresuje to bez problemu znajdzie wyniki badań w profesjonalnym piśmiennictwie np. dzisiaj ukazał się ciekawy raport centrum nauki o laktacji nt. stanu kp w polsce :)polecam :)

      Usuń
    2. z tym, że w moim idealnym świecie popularne gazetki ostrzegałyby o potencjalnych problemach z karmieniem, a nie gloryfikowały je tylko. Postawiona wobec obiektywnego artykułu przyszła mama mogłaby sama zdecydować, czy zgłębiać temat dalej i szukać profesjonalnych pism na ten temat, czy nie. Ponieważ jednak wizja kp serwowana przez większość czasopism to kp lekkie, łatwe i przyjemne mało kto czuje potrzebę dokształcania się w tej dziedzinie (a niestety jako gatunek tak daleko odeszliśmy od korzeni, że kp będzie coraz trudniejsze). Może przesadzam - czasami popularne gazetki poruszają jeszcze temat diety mamy karmiącej - gdzie swoją drogą też szerzy się od niezweryfikowanych założeń...

      Usuń
    3. tak jest, ja myślę, że oni chcą to tylko sprzedać, nie zastanawiają się za bardzo nad treścią...

      Usuń
  2. Zasadniczo zgadzam sie z tym postem.
    Ale... niestety, wiedza o kp jest marna wśród personelu medycznego - to fakt. Wiedza o sztucznym - wręcz przeciwnie.
    Kolejny fakt - reklam sztucznego jest tryliard i na każdym kroku, natomiast promocja kp raczkuje.
    Uważam też, że szerzenie wiedzy o kp jest niezwykle istotne tak, aby matki - jak juz muszą koniecznie - to wybierały sposób karmienia z pełna świadomością konsekwencji tego wyboru. Niestety, sztuczne mleko nie jest idealnym zamiennikiem ludzkiego, jak nam się wmawia w reklamach. Pewnie, że nie jest trucizną, ale powinno być stosowane w wyjątkowych sytuacjach. Natomiast koncerny walczą o każdą zagubioną czy wątpiącą duszyczkę. Przy wsparciu lekarzy i ich totalnej ignorancji - są z reguły na wygranej pozycji.

    Ja osobiście nie czuję się sterroryzowana, choć wiem, że moja postawa (kp czterolatki) może budzić kontrowersje.
    Przestałam tez "terroryzować", czyli szerzyć wiedzę o kp, bo... już mi się nie chce "kopać z koniami".
    Ale nigdy nie zgodzę sie z tezą, że w zasadzie wszystko jedno, czym się karmi dziecko, oby było szczęśliwe.
    Bo analogia mi się taka kojarzy - karmie swoje dziecko zupkami w proszku i słodyczami - nie tracę czasu, jestem szczęśliwa, dziecko szczęśliwe - czego chcieć więcej? taka postawa tez jest ok? Przecież zupki w proszku i słodycze to nie trucizna, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z każdym słowem!

      Usuń
    2. A moim zdaniem to głupie porównanie i zupełnie się nie da tego porównać z karmieniem piersią a mm.
      Mówimy o takich samych posiłkach tylko z innym "składnikiem głownym", sorry za głupie wyrażenie ale inne póki co nie przychodzi mi na myśl.
      Moim zdaniem żeby było sensownie bardziej pasuje porównanie: karmienie warzywami i owocami eko, z własnej uprawy, a karmienie warzywami kupionymi w supermarkecie.

      Usuń
    3. Wybacz, ale jabłko z marketu jest nadal jabłkiem.
      Natomiast mleko od krowy nieco "podrasowane" NIGDY nie będzie mlekiem ludzkim, choćby pińcet pi-arowców starało się nas o tym przekonać.
      Zresztą szczerze mówiąc, to mnie nie zależny na przekonaniu kogokolwiek. Osobistego zdania jednakowoż nie zmienię :]

      Usuń
    4. sztuczne to sztuczne, ja nie wpierniczam zupy pomidorowej winiary w proszku, która obok pomidora nie leżała, nie podaję dziecku mm, które obok mleka matki nie leżało

      Usuń
    5. Wydaje mi się, że z tych porównań najlepsze jest to o zupie z proszku i własnoręcznie ugotowanej. Warto też wziąć pod uwagę fakt, że czasami zupa w proszku jest najlepszym wyjściem.

      A co do karmienia dziecka słodyczami, frytkami i zupą w proszku - czasami wolałabym by niektóre matki podały takie mniej zdrowe jedzenie za to spędziły czas z dzieckiem.

      Usuń
    6. Chyba przesadzasz Mamo Kangurzyco, Twoje wypowiedzi na temat karmienia mm, według mnie, są agresywne i oceniające. Zaraz powiesz, że butelka to dzieło szatana.

      Nie chciałam wchodzić w takie dyskusje, bo ta wojenka trwa od lat,ale nie przesadzaj Mamo Kangurzyco, bo wszystkie matki chcą dla swoich dzieci jak najlepiej.

      Pozdro.

      Usuń
    7. Wyrażam swoje zdanie. Mam prawo. Nie musisz się z nim zgadzać - to Twoje prawo.
      Agresji jednak w swoich postach nie dostrzegam, ale fakt - nie jestem "poprawna politycznie".

      Usuń
  3. We wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek. Wszystko jest dla ludzi/mam/dzieci ale w rozsądnych ilościach. Przede wszystkim trzeba myśleć o sobie i dziecku a nie o tym co powiedzą/ pomyślą inni. Zatyrać się, zamęczyć i psychicznie i fizycznie tylko dlatego że "wszystkie mamy muszą karmić piersią" ? Przecież gdy przyjdzie pora, same doskonale wiemy ile możemy, a co przekracza nasze granice

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Gdy czytałam "Warto karmić piersią" bardzo dużo przedstawionych tam case studies była dla mnie niemalże przerażająca i miała przeciwny wpływ - gdy czytałam o poświęceniu niektórych kobiet by karmić piersią często zastanawiałam się, czy jest to na pewno tego warte.

      Usuń
  4. Brawo super tekst, ale ja raczej do laktoświrusek też należę;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekałam na taki post u Ciebie
    Ja jestem neutralna, niech każdy robi co chce

    OdpowiedzUsuń
  6. Pisałam dość podobny post kilka miesięcy temu. Doskonale też poznałam trudy kp, zresztą o tym właśnie teraz piszę. Uważam jednak, że to co kobiety kb nazywają terrorem laktacyjnym to po prostu próba przekonania ich, że kp jest najlepsze i że warto o nie walczyć, co akurat jest prawdą. Natomiast w drugą stronę czyli nazwany przeze mnie terror butelkowy to po prostu bardzo nachalny PR firm produkujących mieszanki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się wydaje, że terror widzimy wtedy gdy ktoś przekonuje nas na siłę. Gdy ciągle złyszy się argumenty za jakąś opcją, a osoba/strona wypowiadająca je nie bierze pod uwagę naszego zdania i perspektywy. Z terrorem mamy też do czynienia gdy kp jest sugerowane na siłę. Będę o tym pisała jeszcze ale świetnym przykładem czegoś, co nazwałabym terrorem występowało w szpitalu w którym rodziłam (i nie będę tu ukrywać nazwy - Bielański w Warszawie). Rodziłam w weekend - nie było wtedy doradcy laktacyjnego. W pokoju miałam dziewczynę, której dziecko było dokarmiane w pierwszej dobie życia i niestety pokochało butelkę - mauch absolutnie nie chciał pić z piersi - prężył się, krzyczał, wyginał. Kolejne położne tylko przychodziły i krzyczały "przystawiać", "pewnie źle go pani przystawia! dobrze przystawiać". Dziewczyna wręcz błagała by jej dziecko dokarmić - słyszała - przyjść wieczorem, to dokarmimy, teraz przystawiać! inaczej laktacja się nie rozkręci a maluch już tylko z buteli będzie chciał",

      Usuń
  7. Bardzo fajny post.
    Ja swoje też przeżyłam karmiąc piersią, było tragicznie i kilka tygodni mam wycięte z życiorysu przez to, no ale wytrzymałam co wcale nie jest bohaterstwem, raczej byłam w takiej depresji że się poddałam temu terrorowi laktacyjnemu. Bo ja to przeżyłam, z "drugiej strony" nie zauwazyłam tego zjawiska.

    Dlatego po prostu każdy powinien zachować równowagę, każdy wie na co go stać i ile jest w stanie znieść.
    Ale dopóki matka dziecku krzywdy nie robi to nie ma co się wtrącać w to, czym karmi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie te tygodnie walki o kp ciągnęły się jak wieczność. Teraz wydają mi się mgnieniem. Ale staram się pamiętać o tym, co wtedy czułam, by zachęcając inne mamy do kp być w stanie wczuć się w to, przez co przechodzą. I dzięki temu też jest we mnie dużo więcej akceptacji dla innych i ich wyborów.

      Usuń
    2. Oj tak, ja teraz jak któraś znajoma pyta o radę to mówię, że warto karmić ale nie za wszelką cenę.
      Ja przez miesiąc miałam poranione sutki do krwi i takie strupy, że Mała nie dawała rady ciągnąć... miała od urodzenia obniżone napięcie ale nikt tego wcześniej nie zauwazył, własnie problemy z karmieniem były jednym z objawów.
      Ja ciągle słyszałam że każda kobieta karmiąca piersią to przeżywa co okazało się nieprawdą-żadna tak długo nie miała strupów na sutkach, bo każdej innej kobiecie przechodziło po kilku dniach a nie kilku tygodniach ;/
      W dodatku nigdy nie byłam dobrą mleczarnią i wystarczyło, że w dzień mniej wody wypiłam i już pokarmu miałam mniej, kryzysy zdarzały się dośc często a wtedy karmienie trwało nawet 3 godziny.
      I ciągle tylko słyszałam że każda przez to przechodzi a jakoś karmi.

      Moim zdaniem to wszystko nie było tego warte w tamtym momencie bo teraz nie żałuję, karmiłam 15 miesięcy moim mlekiem.
      Ale dużo czasu mi zajęło żeby polubić własne dziecko.

      Usuń
  8. Bardzo potrzebny post! ciągle walczę z karmieniem, łzy, pot i doły towarzyszą prawie codziennie, ale tylko ja i moi najbliżsi wiedzą co przeżywam i ile mnie to koszuje, ale zaparłam się i cały czas walczę, chcę karmić nawet jak to będzie 100/200 ml dziennie, czasem jest więcej a czasem mniej. Ciągle jednak mam takie poczucie winy jak muszę dokarmić Małego mm, ale nie mogę głodzic dziecka. Blogi na których Mamy fotografują się z cycem po prostu frustrują mnie a nie dodają siły, wcale nie pomagają, ale jestem z siebie dumna, że nie porzuciłam tematu. Potrafię zrozumieć kobiety, które tą walkę przegrały i tak, jak napisałaś szczęśliwa Mama to szczęśliwe dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej. Nie wiedziałam, że u Ciebie nadal problem trwa. I doskonale rozumiem frustrację przy zdjęciach mam z cycem (swoją drogą ja też pewnie takie niedługo opublikuję). Radziłaś się już blogowych ekspertek w tej sprawie? Może uda się jeszcze w pełni rozkręcić laktację?
      Teraz już powinno być Ci łatwiej, gdyż Miko zacznie jeść i inne rzeczy niż mleko- jeśli uda Ci się utrzymać chociaż obecny poziom laktacji to uzupełniając warzywkami i kleikami wyjdzie Ci zupełnie normalny program karmienia.

      Usuń
    2. liczę na to, że będzie lepiej, nie ma opcji, ze się poddam, ale problem jest na wielu płaszczyznach, ale tu się nie będę publicznie uzewnętrzniała, w każdym razie proszę o trzymanie kciuków! Może faktycznie powinnam poradzić się którejś z blogowych mam, albo do Ciebie napiszę na priv, bo podejrzewam, że wszystko to przerabiałaś;-)

      Usuń
    3. To napisz na priv - jak nie będę potrafiła Ci pomóc zgłosimy Cię do blogowych ekspertek. Będzie dobrze - teraz, gdy Miko zacznyna jeść już inne rzeczy chodzi głównie o to by jak najdłużej dostawał chociaż trochę Twojego mleka - a kalorie można uzupełniać niemlecznymi posiłkami.

      Usuń
  9. Nie wiem gdzie Ty widzisz reklamy mm, bo ja od siedmiu miesięcy wypatruję i nie widziałam ani jednej! Ale może to dlatego, że nie oglądam tv (zresztą czy reklama mleka początkowego nie jest przypadkiem zabroniona prawnie?) :)
    Co do braku wsparcia dla kobiet mających problemy z laktacją, owszem, to jest dramat. Personel nie ma żadnej wiedzy, z lekarzami włącznie, na przykład panaceum na brak pokarmu uważają płyny, cztery litry dziennie, akurat to pomoże jeśli poziom hormonów jest niewystarczający, a dziecko na przykład źle ssie, wiec nie stymuluje odpowiednio brodawek. O akceptowaniu decyzji rodziców nie wspomnę, bo z tym jest jeszcze gorzej. Nie mogłam się doczekać, aż mała skończy pół roku, bo wtedy "terror laktacyjny" znika z dnia na dzień i zaczyna się "terror antylaktacyjny", żeby był śmieszniej - stosowany przez te same osoby. Teraz mnie to śmieszy, ale w ciąży się trochę tego bałam. Na szczęście w szpitalu trafiłam na mądrą babkę od laktacji, która była tak serdeczna i miła, że mimo kłopotów byłam uśmiechnięta i dobrej myśli. Starcie z pediatrą wspominam średnio, ale też było jasne, że dziecko dokarmiać trzeba przy tak niskim przyroście wagi, niezależnie od moich i pediatry poglądów, co mnie w sumie uratowało przed niepotrzebnymi awanturami kilka miesięcy później (planowałam karmić tylko 3 miesiące).
    Nie rozumiem poczucia winy, mm jest naprawdę bardzo dobrym pokarmem, dzieci rosną po nich zdrowe jak rydz i nie mają niedoborów żelaza ani witamin (poza d3, którą i tak trzeba trochę dodawać, zwłaszcza zimą). To właśnie pochodna cichego terroru laktacyjnego, który wmawia kobietom że mm jest gorsze zatem one są gorsze, bo nim karmią. Nonsens. Mleko matki ani nie chroni przed infekcjami, ani nie chroni przed alergiami, po prostu jest lepiej przyswajalne przez organizm dziecka, co ma na przykład fundamentalne znaczenie przy słabych dzieciach, np. wcześniakach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja je widzę w tv, na co drugiej stronie każdej gazety dzieciowej, w materiałach szkoły rodzenia - i TAK są to reklamy mleka następnego, które również nie musi być podawane dzieciom, bo po 6 m.ż. można z powodzeniem karmić piersią...

      Usuń
    2. Nic nie mam do kobiet i nie zamierzam w nikim wywoływać poczucia winy czy "gorszości", ale sztuczne mleko JEST gorsze. Jest podróbką. Jest namiastką. Zostało opracowane po to, by ratować życie dzieci w sytuacjach wyjątkowych, a nie, by było stosowane tak, jak jest stosowane obecnie - jako "norma".
      Wiadomo jednak - jest to niewyobrażalne źródło kasy, podczas gdy mleko matki jest za darmo...
      Polecam przeczytanie "Polityki karmienia piersią".

      Usuń
    3. Co do reklam - nie mam telewizora więc ich tam nie widzę. Ale bardzo liczne ulotki są u mnie w lokalnej przychodni i aptece. Większość materiałów na temat opieki nad maluchem, które dostałam od pediatró są sponsorowane przez producentów mm. Sama gaze dla rodziców nie czytam, ale gdy przejrzałam kilka - reklam mleka następnego było sporo.
      Rzeczywiście mleka początkowego nikt nie reklamuje - ten zakaz jest przestrzegany.
      Co do wypowiedzi Mamy Kangurzycy - niestety w bardzo wielu przypadkach osoby postronne widzą matkę podającą ten "gorszy" pokarm, jako gorszą. Co gorsza (sic!) naprawdę wiele kobiet wpada w depresję, a przynajmniej doła ze względu na presję otoczenia związaną z kp.

      Usuń
  10. Ja karmię mm i mam gdzieś opinie innych, tylko wkurza mnie,że ciągle mnie wypytują czy karmie piersią, a jak mówię,że nie to następuje cisza i złowrogie pytanie czemu. A co to kogo obchodzi? Czy ja pytam obcych kobiet czy maja ogoloną cipkę?

    Bardzo mało informacji jest na temat mm, próbowałam szukać książek i gazet i pustka, jedyne informacje ,to te od innych mam na forach. I to mnie boli, bo na temat karmienia piersią napisano tomy, a na temat karmienia mm jedynie ochłapy.

    Takie posty były już chyba na wszystkich blogach, jedyne co z tego wyniknie to ostre dyskusje i zgadywanie kto jest lepszy. Polecam blog :http://butelkowy.blox.pl/html.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednym się zgodzę - ogólnie brakuje rzetelnych, łatwodostępnych informacji na temat karmienia w ogóle.
      Gdy okazało się, że Szkraba (wtedy jeszcze Kluskę) musimy dokarmiać zorientowałam się, że nie wiem jak ;) O tym jak karmić piersią wiedziała (teoretycznie) dużo, ale rzeczywiście ani w szkole rodzenia, ani w materiałach, które dostałam nie było nic o tym, jak karmić butelką. Teraz wydaje mi się to głupie, ale googlałam, jak trzymać butelkę z mlekiem...

      Usuń
  11. W zasadzie gówno nas powinno obchodzić, która matka karmi piersią, a która mlekiem modyfikowanym, a mimo to wciąż da się wyczuć wrogość albo jednej, albo drugiej strony. Chciałabym karmić piersią, ale jeśli mi się nie uda, nie zamierzam się zadręczać.

    Ostatnio u Sedny przeczytałam krótki dialog:

    - Karmisz?
    - Nie. Głodzę.

    I moim zdaniem podsumowuje on WSZYTKO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super tekst. Rzeczywiście czasami zapominamy, że w karmieniu chodzi z grubsza o to by dziecko nie było głodne...

      Usuń
    2. I tu wyjdzie moja lekka schizofrenia. Chciałabym by kobiety były ostrzegane o potencjalnych problemach, ale martwi mnie, że więcej i więcej przyszłych matek zakłada, że karmienie może im się "nie udać". W większości przypadków nie ma medycznych podstaw do "nieudania się"

      Usuń
    3. Nie wiem, jak to wygląda w istocie. Wiem za to, że moja mama nie miała pokarmu ani przy mnie, ani przy moim bracie. Podejrzewam, że po prostu nie wiedziała, że powinna nad laktacją pracować? Pojęcia nie mam, w maju przekonam się na sobie :)

      Usuń
    4. Limonka, piękne! Wykorzystam:)

      Usuń
  12. Jak już kiedyś Ci pisałam, też mam doświadczenia z obu stron tej mlecznej barykady. Zgadzam się z postem, z jednym "ale" odnoszącym się do konkluzji- w naszej służbie zdrowia musi być wsparcie dla kobiet chcących karmić piersią, i to prawdziwe, sensowne wsparcie, praktyczne a nie pogadanki "proszę karmić, bo...". Żeby wybór sposobu karmienia był rzeczywiście decyzją kobiety, a nie pogodzeniem się z faktem, że "nie udało się", "nie mam mleka" itp., itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym się zgadzam. Chociaż pewnie reformowanie służby zdrowia to ciężka sprawa. Mam wrażenie, że wiele położnych jest okopanych w swojej nienawiści świata, i absolutnie zamknięta na rozszerzanie kompetencji. Bo ONE wiedzą lepiej...

      Usuń
  13. Cyckoświruska pozdrawia inną cyckoświruskę ;)

    Co do reklam, to ostatnio przeglądałam gazetę dla mam, dział: Karmienie piersią, a pod spodem reklama MM :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dostałam poradnik rozszerzania diety dziecka karmionego piersią sponsorowany przez producenta MM. bardzo się zdziwiałam. Ale w sumie dobrze, że popularyzują jakąś wiedzę. Tylko mimo wszystko jest w tym jakiś zgrzyt.

      Usuń
  14. Ja tam nie krytykuje kobiet karmiacych mm. To ich wybór lub właśnie brak wyboru. Nie mnie to oceniać... Fakt jest taki, ze zanim zaszła w ciaze nie wiedziałam nic o KP. Myślałam, ze odrazu po urodzeniu w cyckach pojawia sie mleko. A miałam juz koleżanki z dziećmi... Słyszałam o czymś takim jak nawal ale o braku mleka w piersiach i o walce nie.. Ja tez walczyłam. Na szczescie krótko. Udało sie po tyg od CC. A zdjecie z cycem na blogu tez mam. Nie dlatego, by pokazywać ze trzeba, reklamować KP... To pamiątka dla mnie i mojej córki, gdyż dumna jestem ze sie udało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam nic do zdjęć z cycem. Wręcz przeciwnie. Tylko gdy miałam problemy z kp te zdjęcia mnie drażniły bo wywoływały zazdrość

      Usuń
  15. Tak już jest, że często ocenia się wybraną drogę, w tym przypadku mleczną, jako jedyną słuszną. Sama też musiałam w pierwszych dniach życia malca zawalczyć o naturalne karmienie. Mleko lało się strumieniami ale mały nie chciał jeść. Myślisz, że uzyskałam jakąś pomoc od personelu szpitala? Zero empatii i butla modyfikowanego, "dokarmiać!". Jakoś sobie jednak poradziłam choć padałam na nos ze zmęczenia szczególnie, że poród miałam bardzo ciężki. Z kolei, gdy po 8 miesiącach wspaniałej przygody maluch zrezygnował z mojego mleka - nie rozpaczałam - choć przeżycie psychiczne niełatwe. I nie mam wyrzutów sumienia, że teraz je mm.
    Post szlachetny i empatyczny ale obawiam się, że mostu nigdy nie będzie. Co najwyżej licha kładka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie liczyłam na to, że jednym postem most wybuduję. Ale patrząc na komentarze do postów zaczynam się obawiać, że nawet kładki nie będzie...

      Usuń
  16. tak po mojemu napisane:)nie dajmy się zwariować, w żadną stronę...
    rozmawiałam ostatnio z dziewczyną która widząc , że jej sześcioletni syn nieprawidłowo trzyma kredke, zastanawia się czy to przez to, że nie był karmiony piersią!!!zasługa położnej laktacyjnej ze szptala wyróżnionego jako przyjazny Matce i Dziecku...Jej syn urodził się z rozszczepem podniebienia, przez tydzien po porodzie trzymano ich w szpitalu, nie podając mm butelką by dziecko nauczyło się ssać... w Centrum w warszawie dowiedziała się póżniej, że istnieje tylko 2% szans na karmienie piersią dzieci z taką wadą..lecz argumenty polożnej, że będzie miała " gorsze" dziecko, bo nie karmione piersią chyba do dzisiaj w niej siedzą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie strasz takimi historiami. Ale rzeczywiście jest tak, że w promocji kp uwaga tak jest skupiona na wymienieniu jak największej ilości zalet, że nikt nie myśli, czy one wszystkie na pewno mają sens

      Usuń
  17. bardzo ciekawie napisane, w PL dokładnie tak jest, że czym dłużej się karmi malucha własnym mlekiem, własną daną od BOGA cycą, to już coś nie tak, a. bo za długo b. pokarmu już takiego wartościowego nie masz c. nie wypada ci w wielu miejscach publicznie karmić maleństwo d. jesteś ograniczona ale nikt nie pyta się nas czy my jesteśmy świadome takiej decyzji czy też nie e. początek kiedy noworodek tuli się do cycy i potrzebuje bliskości matki, pierś uspokaja że niby maluszek się nie najada, "dziecko ty wprowadź mleko modyfikowane" bo ciągle szuka cycy...

    Swojego synka karmiłam piersią od pierwszych chwil, jednak u mnie było trudniej, bo malucha urodziłam w 33 tyg ciązy, dzięki Bogu zdrowy jednak urodzil się bez odruchu ssania, bez stałej temperatury ciała i z niską wagą (ale nie najniższą na te tygodnie) tak więc ja swoje piersi musiałam zmuszać do produkcji mleka poprzez laktatory, mleko matki podawano mu przez sondkę... Siara również była w ten sposób podana. Także zmęczenie komulowało we mnie więcej energii i ochoty do tego żeby Adaś mógł szybciej dojrzeć i wyjść ze szpitala do domu (rodziłam w londynie Londynie)

    Położne w UK bardziej przekonują do karmienia piersią, są zachwycone tym że dana matka karmi np rok czy dwa bo tutaj kobiety żyją szybciej i wielu paniom nie chce się ciągle być przy piersi... Mleko modyfikowane chyba łatwiej podać niż co chwile maluszek przy piersi. Jednak są kobiety silne i wytrwałe, które się nie poddają, ale muszę na zakończenie napisać że każda pani ma swoją wartość nie chce nikogo obrażać czy coś w tym stylu, bo karmienie to indywidualna sprawa, bardzo!
    Trzeba też pamiętać że mleko bez odpowiedniej diety zanika, jest mniej wartościowe, dziecko się może faktycznie nie najadać. Jak sobie przypomnę ciśnienei mleka u mnie w piersi, samo tryskające, to nikt nie mógł uwierzyć że w tak niewielkich piersiach może być tak wiele pokarmu, sam schodził, miałam ulgę na chwilę, i to tak przez wiele miesięcy.
    Tak jak ty miałam podobne odczucia co do karmienia, pokochałaś to i uzyskałaś głęboką więź między maluszkiem a tobą, dla matki to piękne jest... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jest to, co piszesz o UK. Ciekawa jestem jak wygląda porównanie odsetka matek karmiących piersią tuż po porodzie, po 6 tygodniach, po 3, 6 i 12 miesiącach w UK i Polsce. Podejrzewam, że tuż po porodzie może być wyższe w Polsce ze względu na presją, a niższe później ze względu na brak dobreg programu wsparcia laktacyjnego - łatwo dostępnego i bezpłatnego.

      Usuń
  18. Którego matka by miejsca siedzenia/karmienia nie obrała i tak spotka się z krytyką - mądrze piszesz. Najbardziej walczyłabym chyba z tym,ale to pewnie walka z wiatrakami.
    Na razie uparłam się, by karmić piersią choć należę do tego grona, które musiało o to trochę powalczyć nie tylko z naturą, ale przede wszystkim chyba z położnymi.. Warto było:) I mam nadzieję, że wytrwam w tym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze wszystkich walk, ta o to, by matki nie były krytykowane za wszystko co robią jest najbardziej "wiatraczna". Niestety...

      Usuń
  19. Byłam ostatnio na badaniu rynku dotyczącym bobovity. Trzeba było powiedzieć czy karmi sie piersią a jak tak to jak długo ma sie zamiar karmic. Na osiem mam tylko ja powiedziałam ze karmie i ze mam zamiar karmic długo ile sie da i ile mały będzie chciał . Spojrzaly na mnie z wielka pogarda i nazwały laktoholiczka ;(

    OdpowiedzUsuń
  20. a ja tam stoję pośrodku.
    Uważam, że KP jest super, bo jest wygoda i co naturalne to naturalne.
    Karmię KP, ale uważam że matki MM są dyskryminowane.
    Widziałam koleżankę,która nie miała żadnego wsparcia psychicznego po tym jak się załamała, że jest złą matką, bo nie ma mleka.
    Widziałam płaczącą do telefonu dziewczynę w szpitalu, która po porodzie nie miała wcale pokarmu, a matka przez telefon ją strofowała za to, że dziecku MM dała.
    Widziałam wzrok ludzi, którzy patrzyli na moją koleżankę w ciąży, która od razu stwierdziła, że będzie karmić MM.

    OdpowiedzUsuń
  21. Dobrze napisane... Na ten temat nigdy za mało! Już się zastanawiam, jaką postawę przyjmie nasz pediatra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mamy dwóch pediatrów - lokalnego, zasadniczo dla nas chyba tylko od szczepień i w Medicoverze - gdyby lekarz bł potrzebny. Ta pierwsza zlewa temat. Na pytanie o rozszerzanie diety dała mi ulotkę produkowaną przez zdaje się Bebilon, gdzie z jednej strony był schemat żywienia niemowląt karionch piersią, a z drugiej mlekiem modyfikowanym. I dopiero po chwili poprosiła o przypomnienie jak ja, karmię...

      Usuń

Podobne posty