piątek, 25 stycznia 2013

O czerpaniu radości z macierzyństwa

Tylko od nas zależy, czy nasza codzienność z dzieckiem to udręka, czy czysta przyjemność. Taka banalna myśl naszła mnie wczoraj gdy czytałam wpis Hafiji o wiszeniu na cycku i zasypianiu. Że ta historia mogłaby wyglądać zupełnie inaczej:
Nie dość, że mam okres, to jeszcze jestem chora. Niestety, nie dane jest mi leczyć się snem - o drugiej dziecku zebrało się na cycusia. W związku z moim stanem mleko siąpiło wąskim strumieniem i dziecko nabrało nerwa przy cycku. I taka zmęczona, cierpiąca, rozdrażniona podaję pierś za piersią, a on wisi i wisi, ssie i ssie, prawa, lewa, prawa. Aż w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam "Synu, umiesz spać bez cycusia. Mama ledwo żyje - idź już spać". I dopiero zasnął. Na szczęście dał mi później pospać do 7.
Ta sama scena, właściwie te same słowa, a jakże inny odbiór.
Albo gdy czytam wpis Tiny o tym jak synek zasnął jej na kolanach, a na nim z kolei zasnął kot. I jak siedziała z tą dwójką przez dwie godziny. Zamiast śmiać się z tej sytuacji i cieszyć, że może czytać książkę na legalu mogłaby narzekać na przepełniający się pęcherz, drętwiejące nogi, ogólne uczucie odebrania wolności. Mogłaby zapisać tę historię i wypomnieć ją kiedyś Filipowi, np gdy kiedyś poprosi ją do tańca podczas swojego wesela "z przyjemnością zatańczyłabym z Tobą, synu, ale nadwyrężyłeś mi ścięgna jako pulchny czteromiesięczniak. Proszę, to link do posta, gdzie to opisałam. A teraz pozwól, że jednak posiedzę".
Jakże łatwo zamienić afirmację macierzyństwa w martyrologię i użalanie się nad sobą.
Nie mówię, że mamy cieszyć się z każdej kupy, która wyleje się na przewijak, składać podziękowania za możliwość odciągania glutów zakatarzonej pociechy, czy zachwycać się każdą minutą spędzoną w nocy na noszeniu nabierającego masy malucha. Warto jednak szukać pozytywnych stron każdego, obfitującego w trudności, dnia spędzonego z dzieckiem. Wtedy na prawdę jest dużo łatwiej....

56 komentarzy:

  1. Nie wiem może jestem mama za krótko zeby wypowiadać sie w temacie macierzyństwa ale jeszcze tak nie miałam zeby coś było dla mnie udreka. Owszem były chwile zwątpienia w sama siebie kręgosłup boli z dnia na dzień coraz bardziej ale tak bardzo pragnelam wstawania w nocy i wcześnie rano , chciałam śmierdzących pieluch i płaczu przy czyczesniu nosa . Tak samo jak chciałam uśmiechu kiedy słyszy moj głos i kiedy przytula sie do mnie kiedy karmie go w nocy kiedy głaszcze mnie po piersi kiedy je :) chciałam tez radości z dnia każdego który przynosi coś nowego !

    Kocham czytać Twoje posty !

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa jestem, jak to będzie ze mną. Nie można z góry założyć scenariusza, on sam się poukłada, ale biorę sobie do serca słowa "Afirmacja, a nie martyrologia" - wypiszę na ścianie i będę biła w nie głową w trudnych chwilach ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. racja..czasami jest ciężko i dopada złość i frustracja...ale przechodzi szybko;)

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak, przecież matki nie mogą narzekać, nie może im być źle nawet przez chwilę. A jeśli już jakaś śmie powiedzieć, że ma dość, to trzeba ją nauczyć,że nie ma prawa być ani zmęczona ani zła, ma obowiązek bycia zadowoloną.

    Nie czuj się urażona,ale takie wpisy są irytujące, bo nie dają prawa do bycia zwykłym człowiekiem , a nie maszyną-super-matką. Jako kobiety powinnyśmy się chyba wspierać, starać się zrozumieć drugą stronę,nie sądzisz?I nawet jeśli taka matka siedzi i się użala, to znaczy,że jest zła i niegodna?

    Może nie sądźmy innych, tylko patrzmy na siebie,nie pokazujmy palcami i nie wyśmiewajmy. I zamiast poniżać, może warto starać się zrozumieć albo pomóc. Jeśli jesteś super i idealną matką, to fajnie, ale daj prawo innym kobietom do popełniania błędów i przeżywania gorszych chwil. Na świecie jest miejsce dla każdego, a matki i tak odczuwają z każdej strony presję.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu się muszę zgodzić, choć też ostro napisane.

      Usuń
    2. Ależ mi absolutnie nie chodziło o pokazanie się jako matki idealnej. Nawet nie o to chodzi, że mi do niej daleko, ale ja nawet do niej nie aspiruję. Chodziło mi tylko o pokazanie, że na dokładnie tę samą sytuację można spojrzeć z dwóch kompletnie odmiennych perspektyw. Nie musi być różowo, ale tak naprawdę w prawie każdym dramacie jest potencjał na humor. Fakt, że często czarny...
      I gdy się to dostrzeże łatwiej przez daną sytuację przebrnąć.

      Usuń
    3. Wiem co masz na myśli i rozumiem. Tylko boli mnie to,że od kobiet, a matek przede wszystkim, wymaga się by zawsze była wspaniała, uśmiechnięta, zadowolona i idealna.Wszędzie ta presja i oczekiwania, a jak któraś ma gorszy dzień, albo sobie nie radzi to wpada w doły, przestaje wierzyć w siebie, zamyka się przed innym, bo czuje się nic nie warta i upokorzona. A potem są problemy i dramaty.

      My kobiety jesteśmy dziwne i złe dla siebie.Ranimy się i dołujemy, zamiast wspierać. Odnośnie ciąży i porodu na przykład, wytykamy sobie, że kobiety które miały CC są gorsze i nie wiedzą co to poród, te , które nie karmią piersią to już w ogóle zołzy, a jeśli któraś ośmieli się powiedzieć, że macierzyństwo niekiedy ją dobija i ma dość, to od razu łapiemy kamienie w dłoń. Po co? Czemu od facetów nie oczekujemy tego, by byli super ojcami?

      Jasne, że do wielu sytuacji można podejść na dwa sposoby, użalać się albo wyśmiać,ale często jest tak,że śmiech przychodzi dopiero po czasie, jak się nabierze dystansu. Według mnie macierzyństwo jest drogą i szkoła, a będąc w podróży, nieraz się zgubimy czy potkniemy, co nie przeszkadza nam dojść do celu.

      Jako kobiety wspierajmy się, po prostu :)

      Usuń
    4. A z tym zgadzam się w 100%. Niestety kobieta kobiecie wilkiem. Tych dyskusji CC czy SN, karmienie piersią czy mlekiem modyfikowanym w ogóle nie rozumiem.

      Post napisałam pod wpływem dzisiejszego poranka - wbrew swoim zwyczajom Szkrab wstał o 5:10 i absolutnie nie dał się położyć z powrotem. Próbowałam nosić, tulić, przemówić do rozsądku. Groziłam wystawieniem na balkon. NIC.
      Byłam wściekła, gdyż bolała mnie głowa i już w myślach układałam słowa na narzek-posta. Nie miałam wyjścia - poszliśmy do drugiego pokoju bawić się. Początkowo siedziałam przy macie edukacyjnej wpatrując się ponuro w mojego bobasa nadal myśląc jak go obsmaruję na blogu.
      A po chwili zauważyłam, że w końcu zaczął przekręcać się na boki. I, że jest w tym jakiś urok - siedzę sobie na podłodze, piję kawę zbożową, wyglądam fatalnie z podkrążonymi oczami i zupełnie potarganymi włosami, ale mam pełne prawo tak wyglądać i nikt i tak mnie o tej godzinie nie widzi. I, że ten mały człowiek i tak mnie uwielbia i wpatruje się z zachwytem, bo właśnie udało mu się mnie obejrzeć z innej - przekręconej na bok strony. I, że już nie pamięta że jeszcze przed chwilą straszyłam go wizją wschodu słońca na zimnym balkonie.

      Usuń
    5. Warto "rozmawiać", bo koniec końców okazało się, że mamy to samo zdanie. Gdyby wszystko było tak proste... Pozdrawiam:)

      Usuń
    6. Przekręcił się an boki? Brawooo! Ja nadal czekam.
      Jestem cała w emocjach, bo dokładnie tak samo myślałam dzisiaj w nocy, kiedy poszczepienne wyjce nas nawiedziły i nic nie pomagało, a w cyckach się pusto zrobiło. Już złorzecząc miałam młodego zostawić na pastwę zmęczonego ojca, kiedy niespodziewanie się uśmiechnął przez łzy. I co głupia matka? Sama się popłakała, że stara, a taka głupia :)
      Dzisiaj po płaczkach nie ma śladu, za to są chichotki i skrzekopiski :)
      Pozdrawiam i ślę całusy w Karolkowe boczki :)

      Usuń
    7. Przekręcił się. Ale teraz mamy kolejną sesję na macie i już się nie przekręca. Ja mam chyba dziecię "odhaczające". Wie, że jest jakaś lista czynności do opanowania i od czasu do czasu coś z niej robi. I uważa sprawę za załatwioną. Tak było z głośnym śmiechem. Zaśmiał się po raz pierwszy jakieś 2 tygodnie temu - śmiał się przy każdym chuchaniu w brzuch. A teraz cisza...

      Usuń
    8. Wyrafinowane poczucie humoru po rodzicach - byle co go nie rozśmieszy :)

      Usuń
    9. Ach. To wyrafinowane poczucie humoru! A ja podejrzewałam ponuractwo ;)

      Usuń
  5. Pojechałaś ostro! Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że nie każda kobieta ma tyle cierpliwości plus kwestia charakteru - dla jednych - mam domatorek siedzenie w domu z dzieckiem to szczyt szczęścia dla innych zniewolenie i poczucie braku wolności - chociaż jedne i drugie tak samo kochają swoje dzieci. Czasem jednak trudno się przestawić. Jednym potrzeba czasu, innym wsparcia bliskiej osoby, jeszcze innym potrzeba szybkiego powrotu do pracy...
    Ale zgodzę się - samo podejście do różnych sytuacji faktycznie ma ogromne znaczenie. Ja sama też miewam gorsze dni, wtedy macierzyństwo mnie przerasta wręcz i reaguję podobnie jak dziewczyny, o których piszesz. Na szczęście dostaję porządnego kopniaka moralnego od męża, dzięki któremu staram skierować moje myślenie w pozytywnym o kierunku wtedy wszystko nabiera zupełnie innego wyrazu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi kopniakami od męża mam podobnie ;) Ja go kopię przez sen w nocy, on mnie moralnie w dzień...
      Nie wiem, czy gdyby nie M. nie poddałabym się i np. zostawiła płaczącego bobasa, gdy już nie mam siły go usypiać. M.przypomina mi wtedy, co sama mu powiedziałam na temat wypłakiwania się.

      Dla mnie siedzienie z dzieckiem w domu to na pewno nie szczyt szczęścia, ale też nie zniewolenie. Plasuję się gdzieś po środku. I czsami, gdy jest mi już na prawdę bardzo ciężko staram się (ale to nie zawsze wychodzi) spojrzeć na sytuację z dystansu. Dziecko nie przespało w ciągu dnia ani minuty? A cóż to jest wobec wieczności? Nie widziałam się z nikim oprócz M. przez cały tydzień? Niby straszne, ale równocześnie dzięki temu nie słyszałam żadnej dyskusji o polityce.
      Młody zmęczony plakał bez przewry przez prawie godzinę? Ale za to później nauśmiechał się do mnie za cały dzień.
      Dziecię znowu zawisło mi na cycu i ciągle żąda więcej? Ale dzięki temu siedzi cicho, a ja mogę czytać zaległe czasopisma i nikt nie może się przyczepić, że nic nie robię.

      Usuń
  6. Chwile słabości mogą zdarzyć się każdemu, ale dobre nastawienie to podstawa:)

    OdpowiedzUsuń
  7. A moze po prostu nie trzeba brac tak wszystkiego doslownie?

    OdpowiedzUsuń
  8. na żywo nie jest aż taki pulchny hehe :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to mam glistę nie bobasa (wyrasta z niektórych bodziaków 68, a 6 kg dopiero przekracza) i wszystkie inne maluchy wydają mi się pulchne ;)

      Usuń
    2. Ja mam tak samo (jak zwykle) :-)

      Usuń
  9. Mądry, życiowy wpis. Podpisuje się po nim obiema rękami :)
    Wszystko w życiu zależy od naszego podejścia...

    OdpowiedzUsuń
  10. Macierzyństwo to wieczna sinusoida! My wczoraj z Mikołajem w południe razem płakaliśmy a wieczorem razem się śmialiśmy i nie wstydzę się tego, że z niemocy poleciały łzy, ale jaką rekompensatą był ten wieczorny śmiech;-) Każdy dzień na szczęście przynosi coś innego - na szczęście;-) Natomiast w kwestii cierpliwości Mąż ma jej więcej i czasem wstyd mi, że ja tak szybko wpadam w irytację...Pozdrawiamy!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to nawet nie sinusoida tylko raczej fala prostokątna. Mój szkab nie uznaje emocji pośrednich - albo jest super, albo tragicznie.
      I też się cieszę, że Karol ma tatę, który ma więcej cierpliwości...

      Usuń
  11. a ja jak każdy człowiek mam zły dzień, i nie znaczy to że nie kocham chłopców czy bycia z nimi, na szczęście nawet gdy jest mi kiepsko ich uśmiech potrafi zdziałać cuda :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wpis ciekawy i ważny.
    Jednakże według mnie czasem nie do spełnienia. Kobieta-matka ma wiele takich chwil, w których po prostu trzeźwe spojrzenie na sytuację nie pomaga i trzeba odejść na bok, odsapnąć, by za moment ponownie wrócić i zacząć cieszyć się życiem-macierzyństwem. Ja osobiście miewam chwile załamania, ale staram się wyjść z nich na prosto i cieszyć się w pełni z czasu spędzanego z córką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale właśnie o to mi chodzi. Jasne, że nie można być zadowolonym cały czas. I tak jest w każdej roli społecznej - dziecka, pracownika, rodzica, przyjaciela. Ale nie można popadać w marazm.

      Usuń
  13. No jasne, że podejście ważne jest. Jednak nie oceniałabym posta Hafiji, której bloga czytam i znam, która naprawdę celebruje macierzyństwo, która jest mamą karmiącą i pracującą, za wiejącego martyrologią. Dobra mama, to szczęśliwa i zadowolona. Jeżeli czuła się rozdrażniona i zmęczona to lepiej, że "położyła" Konuska spać niżby miała silić się na wylewność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja chyba muszę trochę jaśniej wyrażać myśli. Post Hafiji jest dla mnie właśnie tą afirmacją macierzyństwa. To co jest u mnie to parafraza pokazująca, że dokładnie ta sytuacja mogłaby być opisana negatywnie

      Usuń
    2. To chyba ja muszę czytać wnikliwiej. Ale rozumiesz - tu gary, tu dziecko, a blogi w międzyczasie ;0)

      Usuń
  14. PS. Zbliża się wesele znajomych, z miłą chęcią wykorzystam ten patent, jak mnie poprosi do tańca jakiś spocony, starszy pan w stanie wskazującym. Ubawiłaś mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak szukajmy pozytywów! :)No choram i wisiał na cycku ale jak ładnie sam zasnął :D to było the best :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to chodzi. Mam nadzieję, że nie masz nic pzeciwko temu, że wykorzystałam twój post. Ale właśnie wczoraj uderzyło mnie, gdy w pierwszej chwili po zobaczeniu tutułu posta pomyślałam - "no nie, znana matka karmiąca skarży się na wiszenie przy cycu? niemożliwe", a dopiero gdy przeczytałam właściwą treść posta zrozumiałam, że i to jest źródełm radości

      Usuń
  16. Prawda, mądry post. Ja na "wybryki" Małej staram się patrzeć pozytywnie, a mój mąż na przykład tak nie umie. Kiedy mała się wysmaruje bananem , wyciśnie go we włosy - ja śmieję się że używa naturalnego żelu, mąż irytuje się bałaganem, jak nasiusia niechcący na podłogę i tapczan ja się śmieję z takiej sytuacji bo wiem że wypadki chodzą po ludziach a ze zdwojoną siłą po dzieciach ;) , kiedy mała dorwie kłębek włóczki i rozwinie ja po pokoju, kiedy naciapie farbami, rozkruszy jedzenie, ja wspieram ją w takim "poznawaniu świata", wiem że ona nie robi mi po złości, wiem że od tego nie umrę i kiedyś z tego wyrośnie. A dzięki takiemu myśleniu żyje mi się dużo łatwiej i przyjemniej :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja jestem taka, że nawet kupkami się zachwycam! :D
    Świetny post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja nie. A póki co młody jest na diecie mlecznej. Już się boję co będzie, gdy zaczniemy ją rozszerzać...Brr

      Usuń
    2. Ja też nie. Mam też podobne obawy jak zacznie jesc mieso. Bleeeeee :-D Ale uwaga wlączmy pozytywne myslenie. Kupy powinny nabrac twardsza konsystencje :-P

      Usuń
    3. Tu mnie masz ;) W kupowych sprawach nigdy nie znajdę żadnych pozytywów - co z tego, że będą miały twardszą konsystencję, jak będą większe. A autor bardziej ruchliwy i mniej chetny do leżnia plackiem na przewijaku...

      Usuń
  18. ja staram się cieszyć każda chwilą i być właśnie taka nie marudząca matką. Nieskromnie mowiąc idzie mi naprawdę nieźle:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wiem czy czytałaś "W głębi kontinuum", ale tak jest właśnie świetnie pokazany przykład jak nasza cywilizacja potrafi się użalać nad wszystkim zamiast szukać pozytywnych aspektów danej chwili. Po przeczytaniu tego rozdziału w książce postanowiłam, że od tej pory w każdej sytuacji postaram się znaleźć jakiś pozytyw :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie czytałam. I przekroczyłam limit kupionych książek na ten miesiąc...
      Może w lutym ;)

      Usuń
  20. Co racja to racja... Czasem ma się dość toatalnie i tylko uciec ale mimo to są i piękne chwile :))

    OdpowiedzUsuń
  21. kocham być mamą :) kochałam też to "wiszenie na cycku" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to różnie. Zasadniczo lubię wiszenie na cycu. Oprócz tych momntów, gdy pęcherz mi się już przepłnia, a wiem, że nie pójdę do łazienki zanim młody nie skończy.

      Usuń
    2. Ty, ja to zaczynam tęsknić za wiszeniem na cycu, bo młoda zaczęła skracać sesyjki jedzeniowe...

      Usuń
  22. Podpisuję się dwiema rękami pod tym co napisałaś. Bo to po prostu chodzi o to, że trzeba cieszyć się życiem, brać je takim jest i potrafić dostrzegać pozytywne i radosne strony, a nie rozczulać się i użalać wiecznie nad tym co złe, gorsze i.t.d. Macierzyństwo to wspaniała sprawa, to setki wzruszeń, niezapomnianych momentów i radości takiej, że aż człowieka zatyka. I to jest najważniejsze. A nieprzespane noce? W porównaniu z tymi wszystkimi przespanymi w naszym życiu okażą się małym, nic nieznaczącym procencikiem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się skojarzyło ze słowami Aloszy Awdiejewa - brzydota ma ta przewage nad uroda, ze nigdy nie przemija. Tych przespanych nocy raczej się nie pamięta, a te nieprzespane tak ;)

      Usuń
  23. jesteśmy tylko Kobietami,żywymi istotami i Nam może czasem braknąć sił,cierpliwości,
    ja na codzien jestem nerwus,i choleryk,do małej mam tyle spokoju,że czasem się zastanawiam jak to możliwe,ale były momenty że mnie szlag trafił,i musiałam wyjść w środku nocy na spacer,oh jakie ja miałam wtedy wyrzuty sumienia,ale czasem kilka wdechów wydechów jest Nam potrzebne jak jasna cholera:)
    ja na ogól z tych narzekajacych,taki typ:)ale na małą narzekać nie potrafię,za to na męża już tak:)!http://www.onelittlehappiness.pl/

    OdpowiedzUsuń
  24. wpisik jakże waży, wiadomo każda z nas ma czasem chwilkę zwątpienia...a może i ma nawet czasami dość. Ale to miją w kilka sekund i dalej czerpiemy radość z macierzyństwa:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Wszystko zalezy od człowieka i jego usposobienia. Ale gdyby każdy w zapachu kupy czuł kwiatki to świat byłby nudny. Wg mnie sa potrzebne osoby, które wszędzie widzą pozytywy jaki i te które dostrzegają więcej negatywów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby każdy w zapachu kupy czuł kwiatki świat ostatecznie pogrążyłby się w niezłym smorodku. I nie chodzi o to by wszędzie widzieć pozytywy (to już byłoby chore), tylko szukać ich w tych trudnych chwilach właśnie po to by łatwiej przez nie przebrnąć.

      Usuń
  26. Macierzyństwo jest cudowne ale trzeba też pamiętać, że matka to też kobieta, która może mieć gorsze dni, że może jej też brakować cierpliwości, że może być zmęczona, że może mieć dosyć. Takie odczucia są normalne i nie robią z kobiety złej Matki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100%. Ja mam przez przynajmniej moment dosyć każdego dnia. I cierpliwości też mi brakuje. Oj bardzo. Ale bez tych gorszych dni czy chwil trudno docenić te dobre. 40 minutowa drzemka dziecka nie byłaby tak piękna, gdyby na codzień przesypiało całe dnie ;)

      Usuń
  27. Mądrze napisane:)
    dokładnie, szukaj pozytywnych stron.Ja tak robię, od pewnego czasu, odkąd dostałam od życia porządnego kopa..
    My Polacy, mentalnie, lubimy narzekać.Nie generalizuję, ale większość. Sama czasem lubię trochę ponarzekać:)
    Życie jest zbyt krótkie i piękne tylko trzeba umieć dostrzegać te pozytywne strony, nie tylko wyłacznie negatywne....
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Podobne posty