Baby blues...
Okropne uczucie. Pocieszam się, że dotyczy większości kobiet po porodzie, mija, a do tego kobiety, które przez to przechodzą rzadziej cierpią później na depresję poporodową (syndrom baby blues następuje krótko po przyjściu dziecka na świat, depresja poporodowa ujawnia się znacznie później).
Jestem płaczliwa, drażliwa i rozchwiana emocjonalnie. Smutek dopada mnie gdy tylko tata opuszcza progi domu i zostaję sama z dzieckiem. Gdybym miała ten stan do czegokolwiek porównać to byłaby to tęsknota za domem na koloniach. Przynajmniej w moim przypadku tak mi się to kojarzy - taki dławiący smutek, który w sumie nie ma istotnej przyczyny. Wszysko idzie dobrze - młody daje nam się wyspać, jest prześliczny, grzeczny i mało płaczliwy (stosunkowo - oczywiście płacz zajmuje mu istotną część doby, ale muszę przyznać, że zawsze jest uzasadniony. No może oprócz niezrozumiałej niechęci do wymiany pieluszki).
Baby blues jest efektem rozchwiania gospodarki hormonalnej, zmęczenia i niepewności związanej z zupełnie nową rolą społeczną. Położna na szkole rodzenia ostrzegała nas, że prawdopodobieństwo, że syndrom nas dopadnie jest duże i w sumie spodziewałam się, że padnę jego ofiarą, ale muszę przyznać, że to "wyłączenie zasilania" jest dosyć przykre.
Wydaje mi się, że w moim przypadku dodatkowo spotęgowane jest brakiem przyzwyczajenia do siedzenia w domu. Do pracy przestałam chodzić 2 tygodnie przed porodem. I były to bardzo aktywne tygodnie wypełnione kompletowaniem wyprawki i remontem. I nagle w domu siedzę 23h na dobę (lub nawet więcej gdy pogoda jest brzydsza i skracamy lub rezygnujemy ze spaceru). Dzień wypełniam sobie sprzątaniem, prasowaniem i innymi czynnościami, które do tej pory robiłam raczej "przy okazji", a właściwie, których starałam się unikać.
Tata wspiera nas bardzo i kiedy jest w domu "wracam na właściwe tory"; staramy się mieć też codziennie lub co drugi dzień jakiś (nieuciążliwych) gości, tak by wyrwać mnie z rutyny, ale pomaga na krótko. No cóż, mam nadzieję, że gdy młody troszeczkę podrośnie i zaczniemy częściej z nim wychodzić dolegliwości ustąpią same. Postanowiłam także powrócić do nauki hiszpańskiego, z której zrezygnowałam na początku ciąży, tak by mieć poczucie, że robię coś dla siebie i że się rozwijam.
Hasta luego!


