Jestem herbatoholikiem (a raczej byłam) - przed ciążą wypijałam dziennie niezliczone ilości herbat - czarnej, zielonej białej. Nadal uwielbiam herbatę, ale lekarz przestrzegł mnie, że niestety wypłukuje kwas foliowy i w związku z tym w ciąży powinnam ograniczyć jej ilość. Koszmar ;)
Musiałam więc znaleźć jakieś alternatywy. O wodzie z cytryną lub żurawiną wspominałam już w poście o produktach pomagających ciężarnym przeżyć codzienne dolegliwości. Teraz gdy robi się gorąco wypijam jej jeszcze więcej. Natomiast cały czas pozostaje mi jeszcze ochota na ciepłe napoje - szczególnie do śniadania i kolacji, i w te dni, kiedy lato nas nie rozpieszcza. Herbatę piję nadal, ale staram się nie przekraczać 2-3 filiżanek dziennie. Herbata, którą piję jest także troszkę słabsza niż ta, którą piłam przed ciążą.
Próbowałam pić herbaty ziołowe, jednak większość z nich najzwyczajniej mi nie smakuje - nie znalazłam jeszcze takiej, która urzekła mnie by swoim smakiem i którą mogłabym wprowadzić do codziennego jadłospisu. Ponadto większość herbat owocowych tak naprawdę zrobiona jest głównie na bazie hibiskusa, którego w ciąży także powinno się unikać. Trzeba więc uważnie czytać etykiety.
Pozostają mi więc zioła. Poczytałam, które z nich są bezpieczne w ciąży i jakie mają właściwości. Wybrałam się na zakupy i nabyłam różne opakowania dobroczynnych ziół. Większość niestety także mi nie smakuje i piję je sporadycznie. Dwa, które piję codziennie to mięta i pokrzywa.
Pokrzywa nie dość, że mi smakuje, ma także dobroczynny wpływ na ciało - poprawia morfologię krwi i ogólnie działa krwiotwórczo (pomaga więc zapobiegać dosyć często występującej rzekomej niedokrwistości ciężarnych. Pokrzywa obniża także poziom cukru we krwi (nadaj jestem przed testem obciążenia glukozą, ale mam nadzieję, że pod tym względem wszystko jest dobrze). Podobno działa moczopędnie, ale ja tego nie zauważyłam.
Staram się pić soki owocowe i warzywne. Mam sokowirówkę i korzystam z niej falami - tzn. mam kilka dni zapału, gdy codziennie produkuję szklankę soku z buraków, marchewki lub jabłka (próbowałam także z pietruszki i bardzo mi smakował), następnie sokowirówka idzie w odstawkę i korzystam z niej ponownie dopiero gdy ruszą mnie wyrzuty sumienia...
Tuż po zorientowaniu się, że jestem w ciąży postanowiłam odstawić kawę. Traktują ją jako lekarstwo na ból głowy i spożywam naprawdę sporadycznie (obawiam się, że jeśli chodzi o ból głowy to działa na mnie na zasadzie placebo, ale nie ma to znaczenia - ważne, że dosyć często działa). Kawę zastąpiłam Inką - przez jakiś czas piłam zbożówkę codziennie - teraz chwilowo mam przerwę, gdyż od Inki jakoś mnie odrzuca. Ale myślę, że wkrótce mi przejdzie.
I na koniec moje ciążowe odkrycie ;) - kakao. Dla mnie to żywa manna - odpędza smutki, koi, ale równocześnie pobudza. Gdy jest mi źle, gdy dzień w pracy był wyjątkowo ciężki, gdy burza hormonalna daje o sobie znać przygotowuję dla nas kakao (ewentualnie, gdy jest już naprawdę bardzo źle przygotowuje je dla nas przyszły tatuś) i po chwili wszystko wraca do normy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Produkty "ratujące ciężarnym życie" ;)

Moja dieta nie zmieniła się drastycznie wraz z rozpoczęciem ciąży (wydaje mi się, że i tak odżywiałam się dosyć zdrowo). Jest jednak kilka produktów, które wprowadziłam do niej na stałe, i które naprawdę pomagają mi na przeróżne ciążowe bolączki (a właściwie - pozwalają mi ich unikać) bez uciekania się do chemii.
Pierwszym z tych produktów jest cytryna. Ponieważ zapotrzebowanie na wodę w ciąży zwiększa się (a już samo picie 2 litrów wody dziennie pozwala uniknąć/zmniejszyć uciążliwość puchnięcia nóg), natomiast ja nie przepadam za piciem samej wody (mogę wypić 2 szklanki i na więcej nie mam ochoty), dosmaczenie jej cytryną pozwala mi na przyjmowanie odpowiedniej ilości płynów. Cytryna dostarcza witaminy C, zakwasza mocz (dzięki czemu środowisko w pęcherzu nie sprzyja bakteriom), dzięki czemu możemy uniknąć infekcji dróg moczowych. Na początku ciąży piłam jeszcze na czczo wodę z cytryną i miodem - jako środek przeciw mdłościom. Mdłości nie doświadczyłam - podejrzewam, że miałam szczęście, a nie ze względu na napój, ale nie żałuję, gdyż dodatkowo letnia woda z cytryną i miodem pomaga z innymi problemami pokarmowymi - z zaparciami.
Ponieważ akurat zaparcia mi się zdarzały o tej dolegliwości przeczytałam najwięcej, i także najwięcej produktów włączyłam właśnie ze względu na nie.
Sa to m.in. suszone śliwki. Wylądowały one w szufladzie mojego biurka w pracy - podgryzam, gdy mam ochotę na coś słodkiego lub zgłodnieję, a w perspektywie nie mam innego posiłku. Piekę w ten sposób dwie pieczenie na jednym ogniu - unikam zaparć i mam naturalną przegryzkę, zastępującą słodycze.
Żurawina - tę także spożywam w dwóch wersjach. Podstawowa to sok, który dolewam do wody. Druga to suszona żurawina, którą dorzucam do różnych dań. Tutaj uwaga - bardzo ciężko kupić porządną suszoną żurawinę - to co jest dostępne w większości sklepów, to jakaś kpina - słodkie, napuchnięte kulki, aż błyszczące od oleju i cukru. Oprócz sklepów z żywnością ekologiczną nie widziałam żurawiny, której nie bałabym się kupić. Te pseudo- żurawiny mogą nas co najwyżej utuczyć, a ze względu na niebywałą ilośc cukru, obawiam się, że nie pełnią one swojej podstawowej funkcji - chronienia pęcherza przed infekcjami. Żurawina zakwasza mocz ale dodatkowo hamuje także przyleganie bakterii E.coli do ścian komórkowych dróg moczowych, ogranicza ich namnażanie i ułatwia wydalanie. Po pierwszym badaniu okazało się, że mam bakteriomocz, ale po leczeniu i wprowadzeniu żurawiny i większych ilości cytryny do diety problemy więcej się nie powtórzyły.
Z innych drobnych zmian w mojej diecie - trochę więcej jajek (ekologicznych!) oraz jogurtów (szczególnie probiotycznych). Ostatnio dramatycznie rośnie ilość owoców (ale to pewnie u wszystkich). Póki co wszystkie wyniki w normie, a samopoczucie - naprawdę dobre :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


