Po dzisiejszej nocy już wiem, że to co do tej pory brałam za skurcze przepowiadające to zwykłe pobolewnia brzucha - coś w stylu skurczy przepowiadających skurcze przepowiadające ;)
Nie przespałam praktycznie całej nocy, gdyż mniej więcej co godzinę odczuwałam bardzo silny ból podbrzusza trwający średnio 20-40 sekund. Pomiędzy skurczami nie mogłam zasnąć, gdyż stresowałam się, czy ich częstotliwość i czas trwania zwiększy się czy nie.
Dodatkowo M. pochrapywał. Nie chciałam go budzić, by gdyby przyszła konieczność zawiezienia mnie do szpitala był jak najbardziej wyspany.
Nad ranem skurcze praktycznie ustąpiły i przeszły znowu w lekkie pobolewania. Zaraz chyba spróbuje zapakować się z powrotem do łóżka by odespać noc. W każdym razie teraz już wiem, że odpowiedni oddech naprawdę pomaga - warto było chodzić na szkołę rodzenia by dowiedzieć się o tym, jak oddychać w czasie skurczu...
EDIT:
Zdrzemnęłam się trochę. Obudził mnie telefon od M. Poszłam do łazienki i zobaczyłam, że nieznacznie plamię. Szyjka się rozwiera. Oj, to już chyba niedługo. Zaczynam się bać...


