Maluch chyba uparł się, by mnie wykończyć jeszcze przed porodem. Nadal jestem w domu, nadal ze skurczami, a teraz dodatkowo zdezorientowana, kiedy właściwie powinnam jechać do szpitala.
Wytrzymałam cierpliwie cały wczorajszy dzień. Ale do około 2 w nocy skurcze uregulowały się i pojawiały się co 10 minut. Postanowiliśmy jechać do szpitala. Tam KTG - rzezywiście wykazało 3 skurcze w przeciągu 20 minut. Potem badanie i tu zonk - szyjka nadal 2 centymetry i do tego dosyć twarda. Lekarz twierdzi, że nie powinnam urodzić przez najbliższe dni. Mam się pojawić w szpitalu gdy przestanę czuć ruchy dziecka, odejdą mi wody, zacznę krwawić lub ból stanie się nie do zniesienia.
Powrót do domu. Próba snu. Skurcze mam już teraz co 7 minut i już sama nie wiem, co robić. Do tej pory wydawało mi się jasne, że jeśli są silne, regularne skurcze to najwyższy czas udać się do szpitala. U mnie okazuje się, że 2 dni nieregularnych ale silnych skurczy, a następnie dobre już kilka godzin silnych, regularnych wystarczyło by skrócić szyjkę zaledwie minimalnie (coś, co u wielu dzieje się prawie bezboleśnie), bez cienia jakiegoś rozwarcia.
Nie mogę już ani siedzieć, ani leżeć gdyż wtedy po chwili ból staje się nieznośny. Mogę klęczeć, stać i chodzić...
Dobrze, że póki co odkryłam co u mnie pozwala na jako-takie przetrwanie skurczu - powieszenie się komuś na szyji, lub bardzo mocne przytulenie, oddychanie przeponą wydychając powoli powietrze ustami równocześnie mając masowany lekko krzyż. Ale ile tak można?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skurcze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skurcze. Pokaż wszystkie posty
piątek, 28 września 2012
czwartek, 27 września 2012
Wielkie sprzątanie
Nadal w domu. Aby nie zwariować postanowiłam zrobić coś pożytecznego. Ponieważ kończy się lato (a właściwie już się skonczyło) i ewidentnie kończy się moja ciąża stwoerdziłam, że czas posprzątać w szafie. Założyłam wariant optymistyczny - że w dwupaku dotrwam do 6 października (w sumie nie wiem, czy taki optymistyczny - jeszcze kilka dni skurczy może być nieznośne) i zostawiłam sobie odpowiednią ilość ciuchów ciążowych (w które i tak ledwo się już mieszczę). Całą pozostałą zawartość szafy wysypałam na łóżko i teraz segreguję - ciążowe w dobrym stanie - do zachowania, ciążowe w złym stanie - do pojemnika PCK, nie-ciążowe letnie do zapakowania na antresolę, i nie-ciążowe nie-letnie do użytkowania. Co chwila przerywam na pooddychanie w czasie skurczu... Mam otwartego excela, w którym zapisuję godzinę rozpoczęcia skurczu i orientacyjny czas trwania (mierzę go ilością głębokich oddechów). Wychodzi mi, że średnio mam skurcze co 13 minut. Ale powinnam zdąrzyć ze swoim segregowaniem ubrań i pakowaniem w worki. Może jeszcze starczy czasu na dokładne umycie szafy w środku...
PS. Wiem, że nadużywam Excela - takie przyzwyczajenie z pracy... Zapisywanie skurczów to jeszcze małe miki - ja nawet imię wybieram za pomocą arkusza kalkulacyjnego...
PS. Wiem, że nadużywam Excela - takie przyzwyczajenie z pracy... Zapisywanie skurczów to jeszcze małe miki - ja nawet imię wybieram za pomocą arkusza kalkulacyjnego...
środa, 26 września 2012
Skurcze przepowiadające
Po dzisiejszej nocy już wiem, że to co do tej pory brałam za skurcze przepowiadające to zwykłe pobolewnia brzucha - coś w stylu skurczy przepowiadających skurcze przepowiadające ;)
Nie przespałam praktycznie całej nocy, gdyż mniej więcej co godzinę odczuwałam bardzo silny ból podbrzusza trwający średnio 20-40 sekund. Pomiędzy skurczami nie mogłam zasnąć, gdyż stresowałam się, czy ich częstotliwość i czas trwania zwiększy się czy nie.
Dodatkowo M. pochrapywał. Nie chciałam go budzić, by gdyby przyszła konieczność zawiezienia mnie do szpitala był jak najbardziej wyspany.
Nad ranem skurcze praktycznie ustąpiły i przeszły znowu w lekkie pobolewania. Zaraz chyba spróbuje zapakować się z powrotem do łóżka by odespać noc. W każdym razie teraz już wiem, że odpowiedni oddech naprawdę pomaga - warto było chodzić na szkołę rodzenia by dowiedzieć się o tym, jak oddychać w czasie skurczu...
EDIT:
Zdrzemnęłam się trochę. Obudził mnie telefon od M. Poszłam do łazienki i zobaczyłam, że nieznacznie plamię. Szyjka się rozwiera. Oj, to już chyba niedługo. Zaczynam się bać...
Nie przespałam praktycznie całej nocy, gdyż mniej więcej co godzinę odczuwałam bardzo silny ból podbrzusza trwający średnio 20-40 sekund. Pomiędzy skurczami nie mogłam zasnąć, gdyż stresowałam się, czy ich częstotliwość i czas trwania zwiększy się czy nie.
Dodatkowo M. pochrapywał. Nie chciałam go budzić, by gdyby przyszła konieczność zawiezienia mnie do szpitala był jak najbardziej wyspany.
Nad ranem skurcze praktycznie ustąpiły i przeszły znowu w lekkie pobolewania. Zaraz chyba spróbuje zapakować się z powrotem do łóżka by odespać noc. W każdym razie teraz już wiem, że odpowiedni oddech naprawdę pomaga - warto było chodzić na szkołę rodzenia by dowiedzieć się o tym, jak oddychać w czasie skurczu...
EDIT:
Zdrzemnęłam się trochę. Obudził mnie telefon od M. Poszłam do łazienki i zobaczyłam, że nieznacznie plamię. Szyjka się rozwiera. Oj, to już chyba niedługo. Zaczynam się bać...
wtorek, 25 września 2012
Jeszcze nie teraz
Jestem po ostatniej wizycie u lekarza przed porodem:) Póki co bobas nie śpieszy się na świat (pewnie chce przytyć jeszcze trochę by już na pewno przekroczyć 4kg...) - szyjka zasklepiona, bez śladów wygładzania. Wszystkie wyniki w porządku. Miałam robione pierwsze KTG - chyba głównie po to, bym wiedziała jak to wygląda, a nie z rzeczywistej potrzeby. Straszna nuda - przez kilkanaście minut lezy się na boku, urządzenie monitoruje tętno płodu i sprawdza, czy występują skurcze. Gdy maluch się poruszy należy wcisnąć przycisk. W nasyzm przypadku tych przyciśnięć nie było dużo - młody najwyraźniej nie lubi być monitorowany i stwoerdził, że to świetny czas na drzemkę.
Strasznie się cieszę, bo mamy bilety na Malickiego na piątek i ze względu na odczuwane dosyć często skurcze przepowiadające obawiałam się, że będę musiała je komuś oddać. Co prawda nie ma gwarancji, że np. nie odejdą mi w międzyczasie wody, ale póki co mogę się nastawiać, że do piątku nic nie powinno się dziać. Ważę 62 kg, czyli w ciąży przytyłam 12kg - mam nadzieję, że uda się to zrzucić dosyć szybko. Nic mi nie puchnie, nie widzę bym zatrzymywała wodę, ogólnie oprócz skurczy, które potrafią być całkiem bolesne nic mi nie dolega.
Może rzeczywiście jak stwierdziła pewna dziewczyna ode mnie z pracy, jestem maszynką do robienia dzieci. Wtedy obraziłam się na nią i stwierdziłam, że z kimś, kto nie ma za grosz taktu nie będę w ogóle rozmawiać (powiedziała mi wtedy jeszcze kilka rzeczy, które były dla mnie przykre - jej pewnie wydawały się zabawne), ale może było w tym ziarenko prawdy ;)
A dzisiaj glazurnicy układają nam podłogę w łazience - pojadę dzisiaj na plac boju zobaczyć, jak wybrane przeze mnie kafelki wyglądają w realu...
Strasznie się cieszę, bo mamy bilety na Malickiego na piątek i ze względu na odczuwane dosyć często skurcze przepowiadające obawiałam się, że będę musiała je komuś oddać. Co prawda nie ma gwarancji, że np. nie odejdą mi w międzyczasie wody, ale póki co mogę się nastawiać, że do piątku nic nie powinno się dziać. Ważę 62 kg, czyli w ciąży przytyłam 12kg - mam nadzieję, że uda się to zrzucić dosyć szybko. Nic mi nie puchnie, nie widzę bym zatrzymywała wodę, ogólnie oprócz skurczy, które potrafią być całkiem bolesne nic mi nie dolega.
Może rzeczywiście jak stwierdziła pewna dziewczyna ode mnie z pracy, jestem maszynką do robienia dzieci. Wtedy obraziłam się na nią i stwierdziłam, że z kimś, kto nie ma za grosz taktu nie będę w ogóle rozmawiać (powiedziała mi wtedy jeszcze kilka rzeczy, które były dla mnie przykre - jej pewnie wydawały się zabawne), ale może było w tym ziarenko prawdy ;)
A dzisiaj glazurnicy układają nam podłogę w łazience - pojadę dzisiaj na plac boju zobaczyć, jak wybrane przeze mnie kafelki wyglądają w realu...
czwartek, 20 września 2012
Huśtawki 2
Tak jak mogłam przewidzieć - skoro wczoraj był udany dzień, dzisiaj nie mogło być tak pięknie. Nie ma to jak mieć zaburzoną gospodarkę hormonalną ;)
Niby udało mi się zrobić całkiem sporo, ale mimo wszystko dzisiejszy dzień oceniam paskudnie.
Na plus:
Niby udało mi się zrobić całkiem sporo, ale mimo wszystko dzisiejszy dzień oceniam paskudnie.
Na plus:
- odebraliśmy zamówione kibelki i wyglądają dokładnie tak, jak zakładałam :)
- zakupiliśmy większość kafelków do łazienki
- obejrzałam wannę, która przyszła wczoraj i wygląda ok. Parawan trochę gorzej, ale dalej akceptowalnie
- zupełnie się nie wyspałam (co pewnie jest bezpośrednią przyczyną ogólnie gorszego humoru)
- nie udało się kupić wszystkich kafelków, które chcieliśmy - w sklepie były tylko 3 listwy dekoracyjne, a my potrzebujemy znacznie więcej - czeka nas więc jutro powtórna wyprawa do sklepu
- młody koniecznie chce mnie wpędzić w paranoję i znacznie mniej się dzisiaj poruszał. Wiem, że robi mu się ciasno, i że należy się spodziewać mniejszej częstości ruchów, ale mimo wszystko jeśli przez dłuższy czas nie czuję nic z jego strony poziom kortyzolu mu rośnie. Teraz pod wieczór troszkę zwiększył aktywność, ale i tak jest ona znacznie mniejsza niż np. wczoraj. Ale reaguje na zaczepki więc staram się nie panikować
- zaczynam rozumieć jeden z komentarzy pod wpisem dotyczącym szkoły rodzenia i tego co się dowiedziałam na temat oznak zbliżającego się porodu. Naprawdę każda z nas jest inna i mimo doszkalania się, gdy przechodzi się przez to wszystko po raz pierwszy ciężko jest wszystko poprawnie zinterpretować. Zagwozdkę, którą mam teraz to czy bóle w dole brzucha, które odczuwam to są, czy nie są skurcze przepowiadające. Spodziewałam się, że będę miała dylematy czy skurcze, które będę odczuwać to przepowiadające, czy porodowe, tymczasem nie wiem, czy to co czuję to w ogóle jest skurcz...
- nie udało nam się wynająć tego mieszkania. Facet przestał odbierać telefony, a gdy w końcu przyjechaliśmy na umówione spotkanie powiadomił, że mieszkanie jest już wynajęte... To z kolei spowodowało u mnie ogromnego stresa, że nie zdążymy z tym wszystkim
czwartek, 23 sierpnia 2012
2 Zajęcia w Szkole Rodzenia - sygnały porodu
Wczoraj byliśmy na 2 zajęciach w szkole rodzenia. Poświęcone były pierwszym fazom porodu - przede wszystkim temu, jak rozpoznać, czy już czas jechać do szpitala.
Chyba, żadna z informacji, które usłyszałam nie była dla mnie zaskoczeniem - wiem, że do szpitala mam jechać gdy skurcze będą przynajmniej trwały po około 45 sekund, co najmniej co 10 minut przez 2 godziny. Dopóki są krótsze, nieregularne, nie występują ciągle przez 2 godziny to skurcze przepowiadające, które oznaczają, że poród się zbliża, ale jest jeszcze za wcześnie by jechać do szpitala. W takiej sytuacji dobrze wziąć ciepłą, ale nie gorącą kąpiel i zjeść jakiś lekki posiłek (podczas porodu można pić wodę, ale nie jeść - dobrze być więc przygotowanym i mieć w zapasie trochę kalorii ;)).
Jeśli mija termin porodu w większości szpitali czeka się 7-8 dni zanim spróbuje się go wywołać. W naszym przypadku będzie trochę inaczej - o ile maluch nie urodzi się o czasie mam do szpitala zgłosić się w planowanym dniu porodu i wtedy będzie on wywołany. Trochę mnie to cieszy, gdyż podobno oczekiwanie na dziecko po terminie jest naprawdę stresujące - widać więc, że konflikt serologiczny ma chociaż jedną pozytywną stronę - taki stres będzie mi zaoszczędzony. Nie ma to jak na siłę znaleźć sobie pozytywną stronę zjawiska ;)
Część zajęć była poświęcona także planowi porodu - ważne jest by był rozsądny, a wtedy mamy szanse, że uda się go zrealizować. Informacje jak przygotować plan porodu można zlaleźć na stronie Fundacji Rodzić po Ludzku.
Zabieram się za to dzisiaj po południu!
Chyba, żadna z informacji, które usłyszałam nie była dla mnie zaskoczeniem - wiem, że do szpitala mam jechać gdy skurcze będą przynajmniej trwały po około 45 sekund, co najmniej co 10 minut przez 2 godziny. Dopóki są krótsze, nieregularne, nie występują ciągle przez 2 godziny to skurcze przepowiadające, które oznaczają, że poród się zbliża, ale jest jeszcze za wcześnie by jechać do szpitala. W takiej sytuacji dobrze wziąć ciepłą, ale nie gorącą kąpiel i zjeść jakiś lekki posiłek (podczas porodu można pić wodę, ale nie jeść - dobrze być więc przygotowanym i mieć w zapasie trochę kalorii ;)).
Jeśli mija termin porodu w większości szpitali czeka się 7-8 dni zanim spróbuje się go wywołać. W naszym przypadku będzie trochę inaczej - o ile maluch nie urodzi się o czasie mam do szpitala zgłosić się w planowanym dniu porodu i wtedy będzie on wywołany. Trochę mnie to cieszy, gdyż podobno oczekiwanie na dziecko po terminie jest naprawdę stresujące - widać więc, że konflikt serologiczny ma chociaż jedną pozytywną stronę - taki stres będzie mi zaoszczędzony. Nie ma to jak na siłę znaleźć sobie pozytywną stronę zjawiska ;)
Część zajęć była poświęcona także planowi porodu - ważne jest by był rozsądny, a wtedy mamy szanse, że uda się go zrealizować. Informacje jak przygotować plan porodu można zlaleźć na stronie Fundacji Rodzić po Ludzku.
Zabieram się za to dzisiaj po południu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





