Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeziębienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeziębienie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 stycznia 2013

Smoczek do inhalacji

Ktoś próbował? Przeglądałam wczoraj stronę Smyka (mają 70% wyprzedaż) i zauważyłam takie coś. U nas katar już się skończył, więc tym razem nie wypróbuję, ale zastanawiam się nad zakupem. Do tej pory stosowaliśmy bardziej tradycyjne metody inhalacji przy pomocy samodzielnie wykonanych naparów - tutaj trzebaby kupić olejek eteryczny. Może, jeśli już mam używać olejku lepiej po prostu skropić nim pościel młodego? Czy takie olejki eteryczne to na pewno dobry pomysł?
A jak inhalowaliśmy się do tej pory? Jako naparu używaliśmy przede wszystkim majeranku. Dodatkowo stosowałam także sodę oczyszczoną - gdy przygotowywałam napar z majeranku (łyżeczka na mniej więcej szklankę wody), dodałam jeszcze łyżeczkę sody oczyszczonej, która działa przeciwobrzękowo, i dzięki temu ułatwia oddychanie. Taką inhalację robiliśmy 2-3 razy dziennie, a dodatkowo garnek z gorącym naparem stawiałam koło łóżeczka młodego gdy wieczorem szedł spać. W garnek wdepnęłam tylko raz - nie wiem, jak to się stało, gdyż teoretycznie stał w miejscu stopo-odpornym. Później zmieniłam metodę i na noc naparem polewałam ręcznik, który następnie kładłam na grzejniku - dzięki temu nie tylko mlody się inhalował, ale powietrze w pokoju było mniej suche.
Robiliśmy także inhalacje z pary wodnej - lokowaliśmy się z młodym w łazience - odkręcałam gorącą wodę pod prysznicem i siedzieliśmy sobie wi takiej mini-saunie przez jakieś 10 minut.
Wiem, że wiele mam poleca nebulizatory, nie wiem jednak, czy nie jest to zbędny wydatek. Zobaczymy jak często Szkrab będzie chorował. Liczę na to, że po tym jak taka zdradliwa pogoda się skończy odporność mu się poprawi i przeziębienia będą u nas rzadkością - mam nadzieję, że genetyka była dla nas łaskawa i odporność bobas odziedziczył po mnie, a nie po ojcu (który to na szczęście choroby znosi w mało męski sposób i nie umiera przy katarze).


niedziela, 6 stycznia 2013

Przeziębienie

Znowu złapaliśmy lekkie przeziębienie. Karol ma katar i leciutko podwyższoną temperaturę, a ja uczucie rozbicia i mechate gardło. Chyba muszę być nieźle osłabiona, skoro łapią mnie takie rzeczy - moja odporność była do tej pory wręcz legendarna (gdy w 9 miesiącu ciąży poszłam w końcu na zwolnienie lekarskie nie wiedziałam co z nim należy zrobić, gdyż w całej swojej karierze nigdy nie byłam chora). Ominęło nas w związku z tym szczepienie, które zostało przełożone na za 10 dni.
Siedzimy w domu i się kurujmy. Karol - woda morska w sprayu Marimer, do której w końcu się przekonałam, i której aplikacja nie stanowi już dla nas problemu. Młody zaakceptował już zabieg - nie jest może szczęśliwy, ale też nie płacze.

Po kilku minutach od aplikacji wody w ruch idzie Frida. Ja nadal mam odruch wymiotny podczas odciągania (czysta paranoja - doskonale wiem, jak działa aspirator, ale nic nie mogę na swoje odruchy poradzić. Odruchu nabawiłałam się gdy po jakiejś sterylizacji urządzenia nie wysuszyłam rurki, co spowodowało, że przy kolejnym użyciu zassałam wodę), ale też mam już niezłą wprawę w odciąganiu glutów. Potem maść majerankowa. Pediatra przepisałam nam także witaminę C dla dzieci - Cebion. Na początku wpuszczałam kropelki do ściągniętego mleka, teraz aplikuję witaminę bezpośrednio do pyszczka. Bobas otwiera buzię gdy tylko coś do niej zbliżamy, więc nie ma z tym problemu. Jest trochę zdziwiony kwaśnym smakiem, ale nie protestuje.
Obydwoje się inhalujemy - w garnku zagotowuję wodę z łyżeczką majeranku i taki gorący napar stawiam koło łóżka, na którym spędzamy prawie cały dzień - ja próbuję spać lub czytać, a bobas mnie na przemian maltretuje (szarpie za ubranie lub włosy) i przymila się (uśmiecha się szeroko i dzieli się obślinioną łapką).


Teraz czekam na powrót DT, który wiezie dla mnie babciny soki: malinowy i z czarnego bzu, oraz suszone kwiaty lipy do robienia naparów. Pewnie dobrze by było, gdybym zjadła czosnek, ale nie wiem, czy młodemu to posmakuje (z drugiej strony w ciąży nie stroniłam od czosnku, cebuli i innych przypraw, więc powinien być przyzwyczajony).



poniedziałek, 3 grudnia 2012

Katarek

Niestety katar dopadł też Karola. Nie jest na szczęście jakiś silny ale i tak daje się we znaki. Praktycznie cały dziń bobas spędza w chuście, gdyź inaczej strasznie marudzi i nie może zasnąć.. Musieliśmy wyciągnąć z szuflady Fridę. Przez pierwsze kilka razy udało nam się utrzymać atmosferę zabawy i wyciąganie smarków nawet się Karolowi podobało. Teraz już niestety zaczyna płakać już po wkropleniu soli fizjologicznej. Próbowaliśmy używać soli w sprayu Merimar, ale próba aplikacji wywołała histerię więc wpuszczamy po prostu kilka kropel ze zwykłej ampułki soli fizjologicznej. Ponadto robimy inchalacje z rumianku - stawiam miseczkę z naparem koło łóżeczka. Nie wiem, czy to na pewno coś daje. 
Mały nie ma gorączki i oprócz kataru nic mu nie dolega - zastanawiam się czy wyjść z nim na spacer - zimne powietrze może ładnie obkurczyć naczynia krwionośne, ale wilgotność powietrza jet dosyć duża i łatwo o dodatkową porcję zarazków.
A co poza tym? Kluska wreszczie przekroczyła 5kg! Ja podczas wizyty u rodziców też się zważyłam - 52.5 kg. Czyli jeszcze 2 kg i wracam do wagi z przed ciąży. Jeśli Karol będzie tak ładnie przybierał na wadze jak w ostatnich tygodniach myślę, że to szybko nastąpi...
W związku z tym bez krępacji obżeram się szarlotką z babcinych jabłek ;)
Karol już ładnie utrzymuje się na łapkach keżąc na brzuchu. Nadal nie lubi tej pozycji więc długo nie trenuje, ale i tak widać postępy. Chłopak nam mężnieje. Zaczął też używać spółgłosek - teraz coraz częściej słyszę a-gu, zamiast a-u. Jest już na etapie gdy można odwrócić jego uwagę, łatwiej więc o przejście od skwierczenia czy nawet płaczu do śmiechu. Moja mama twierdzi, że ani ja, ani moja siostra nie byłyśmy tak kapujące w jego wieku - nie wiem czy cieszyć się, czy obrażać ;) Ale racze cieszyć -  końcu mimo wszystko jakoś wyszłyśmy na ludzi...
 
Podobne posty
Suwaczek z babyboom.pl
Suwaczek z babyboom.pl