wtorek, 19 czerwca 2012

Huśtawki

Ech, ciąża to jednak ciągłe zmiany. Nigdy nie wiadomo, czym zaskoczy nas nasze ciało. Od jakiegoś czasu obserwowałam małe czerwone plamki na swoich łydkach. Początkowo myślałam, że to podrażnienie po goleniu (ginekolog ostrzegała mnie, że skóra może zrobić się znacznie bardziej wrażliwa) - smarowałam łydki jakimiś łagodzącymi kremami, ale kropeczki nie znikały. Zaczęłam się niepokoić, szczególnie, że po jakimś czasie zrobiło się ich więcej i zaczęły pojawiać się na udach. Akurat miałam planową wizytę u lekarza i postanowiłam jej je pokazać. W międzyczasie poczytałam o pękających naczynkach krwionośnych i mój niepokój zaczął narastać (co odbiło się na ogólnym samopoczuciu). Apogeum stresu przeżyłam wczoraj, gdy zaczęłam opowiadać o tych naczynkach i ginekolog przeraziła mnie, że popękane naczynka nie znikają po ciąży i trzeba je usuwać laserowo. Po chwili obejrzała mnie i stwierdziła, że to nie popękane naczynka tylko zwykła pokrzywka. Pożartowałyśmy, pogadałyśmy o uczuleniach, a ja odetchnęłam z ulgą.
Nastrój się poprawił i mimo upału miło spędziłam wieczór (upiekłam pyszne jagodzianki z serem - z własnoręcznie, pracowicie zbieranych jagód).
Dzisiaj w dobrym humorze poszłam do dermatologa pokazać moją "pokrzywkę". Niestety, okazało się, że to jednak popękane naczynka. Jutro idę zrobić całą serię badań związanych z krzepliwością krwi (co oznacza, że znowu na czczo muszę się dotelepać do przychodni - jak ja tego nie lubię!) aby zobaczyć, co może być przyczyną pękania naczynek. Warto wiedzieć, że pękanie naczynek jest jedynie objawem ogólnych problemów z krzepliwością i kruchością naczynek, a nie chorobą samą w sobie. Póki co mam zrezygnować z łykania witamin (i przerzucić się na samo żelazo, gdyż z nim mam problemy) i smarować nogi czymś na żylaki. Co później - zobaczymy, gdy będę już miała wyniki badań.
Swoją drogą wkurzyłam się - poszłam do apteki i poprosiłam farmaceutkę o maść na żylaki i pękające naczynka, którą można stosować w ciąży. Przyniosła 3 i zaczęła przeglądać ulotki. Dwie z maści miały wyraźną adnotację, że w ciąży można stosować tylko pod kontrolą lekarza, więc z nich zrezygnowała. Zapewniła mnie, że trzecia (Venscin) jest zupełnie bezpieczna i tę właśnie kupiłam. Wróciłam do pracy i udałam się do łazienki na pierwsze smarowanie. Przejrzałam ulotkę, a tam jak byk stoi, że maśc nie powinna być stosowana w ciąży. Poirytowana wróciłam do biurka i poszukałam opinii - wydaje się, że maść jednak rzeczywiście nie powinna szkodzić, ale jednak bez wyraźnego pozwolenia lekarza nie zamierzam jej stosować.
Póki co będę więc żyła w stresie.
Dobrze, że chociaż pogoda jest ładna....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podobne posty