Zanim Karol urodził się zakładałam, że na samym początku swojego życia będzie miał minimalną ilość zabawek. I, że jeśli już jakieś będzie miał będą raczej wykonane z naturalnych materiałów. Żadnych plastików, żadnych sztucznych pluszaków i żadnych zabawek z Chińskiej Republiki Ludowej. Udało się częściowo - w pierwszych tygodniach mieliśmy tylko własnoręcznie zrobiony odpowiednich Sokolich Oczek. Potem stopniowo ilość zabawek zwiększała się (w sumie każdy odwiedzający nas po raz pierwszy przynosił coś dla szkraba). Część z nich leży w szafie czekając aż Karol do nich dorośnie, z części jednak korzystamy. I tą, która jest zabawką podstawową i najczęściej używaną do zabawiania Kluska jest smok Lamaze.
Smok jest z Chin i jest różowy, co w pierwszej chwili spowodowało u mnie odruch chowania do szuflady. Ale powstrzymałam go, i jak się okazuje - słusznie. Karol zakochał się w smoku (na tyle, na ile jest to możliwe u niemowlaka). Smok pomógł obłaskawić przewijak (teraz to ulubione miejsce - wystarczy bobasa położyć tam i już się śmieje), był pierwszą zabawką, której Karol spuścił łomot na macie i teraz jest pierwszą zabawką, którą zaczął świadomie dotykać i badać.
Muszę przyznać, że projektanci smoka rzeczywiście wzięli pod uwagę preferencje maluchów i ich sposób postrzegania świata. Każdy kawałek smoka jest w jakiś sposób interesujący dla niemowlaków - szeleści, lub daje się łatwo schwytać.
Karol zaciska piąstkę na nodze smoka , podoba mu się także samo dotykanie spodu stopy dzięki temu, że szeleści. Absolutnym hitem jest mini-lusterko na końcu ogona. Co prawda działa bardziej jak błyskotka, niż lustro, ale Szkrabowi bardzo się podoba. Często łapie też smoka za skrzydła - i potrafi nim wtedy nieźle tarmosić. Grzechotka, którą smok ma w łapie przykuwała uwagę, gdy smokiem bawiliśmy się na macie - dawała efekt dźwiękowy uderzeniom małej piąstki. Obecnie Karol zaczyna dostrzegać detale smoka - zęby, paluchy stóp, uszka. Jeszcze niedawno większość interakcji ze smokiem była przypadkowa, ale dostarczała dziecku sporo radości, a ja widziałam, że naprawdę działało to stymulująco.Teraz Karol już ciut bardziej świadomie się nim bawi i odpowiednio przekręca by dostać się do ulubionych kawałków (ale może to już moja nadinterpretacja)
Mimo początkowych oporów jestem naprawdę zadowolona z zabawki - podejrzewam, że pozostałe zabawki Lamaze są równie fajne (i może mniej różowe) - tak więc jeśli szukacie maskotki dla swoich maluchów spokojnie mogę polecić tę firmę. BTW - nie jest to wpis sponsorowany - naprawdę wydaje mi się, że mimo chińskości jest to niezła zabawka. I kolejny dowód, że maluszki niekoniecznie mają taki gust jak mama...


