Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BLW. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BLW. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 kwietnia 2013

BLWowy przegląd komórkowy

Śniadanie. Skromniutko - papryka i kawałek jabłka

Całkiem fajna. Twarda. Obślinić można


Mamo patrz! Jem bez rąk!


Aperitif. Natka pietruszki
Ale czad! Łaskocze w podniebienie!


Obiad. To co rodzice tylko inaczej - brokuł, marchewka, indyk, makaron
Zacznę od tego dziwnego. Ale coś mi ta tasiemka na jedzenie nie wygląda...

 
A nie, Jednak da się zjeść - ma sos, który można wylizać!
Obiad. Wyjdzie na to, że żadne tam BLW tylko Bobas Wybiera Pomiędzy Marchewką i Brokułem 
Nie, nie będę wybierał. Zjem równocześnie i brokuła, i marchewkę i skórkę od chleba!


Obiad. Co by nie było, że wszystkie zdjęcia cyknięte na początku posiłku
Brokuł zjedzony. Kurak -do połowy zjedzony. Marchewka -w trakcie. Ziemniaki - olewam!

Resztki z obiadu wieczorową porą. Ostał się indyk i brokuł.
Mięso - Lubię To! A teraz wezmę brokuła, co to na końcu tacki leży
Mama! Ratuj! Ten brokuł mnie zaatakował!!!

wtorek, 9 kwietnia 2013

BLW = Bobas Lubi Wszystko :)

Bobas Lubi Wszystko. Tak póki co wygląda u nas BLW - każdy nowy pokarm to nowy zachwyt. Pewnie za jakiś czas wkroczymy w etap większej wybredności i dzielenia pokarmów na te lubiane i mniej lubiane, ale póki co nasz Szkrab równie entuzjastycznie podchodzi do każdego nowego jedzenia. Chociaż muszę przyznać, że na topie nadal jest marchewka.
Od początku nastawiałam się na wprowadzanie pokarmów metodą BLW i cieszę się, że rzeczywiście wprowadziliśmy to w życie. BLW pozwala nam na wspólne jedzenie posiłków, zwiększa zdolności manualne dziecka i dostarcza mnóstwo zabawy.
Przejrzałam mnóstwo wpisów na blogach dotyczących tej metody, kupiłam i przeczytałam książkę (sfinansowanej dzięki wygranej u  herbaty), pytałam, drążyłam, dociekałam, wpatrywałam się w schematy żywienia niemowlaka. Wyciągnęłam wnioski i dostosowałam do nich sposób żywienia naszego malucha. Podstawą jest i przez długi czas jeszcze będzie mleko. Pokarmy stałe  póki co zastępują mleczny posiłek tylko w wyjątkowych sytuacjach - gdy z jakiegoś powodu nie uda mi się ściągnąć w pracy mleka, gdy takie ściągnięte się wyleje, gdy Szkrabu ma większy apetyt podczas mojej nieobecności i konieczny jest kolejny posiłek, a w lodówce nie ma już mojego mleka. Na takie awaryjne sytuacje mamy zmagazynowane słoiczki z jedzeniem - kupne lub też z babcinej hodowli dynią. Od czasu do czasu tata Szkraba gotuje mu także kleik ryżowy lub też kaszę jaglaną.

BLW stosujemy w czasie naszego obiadu i śniadania - najczęściej około 40 minut do godziny po mlecznym posiłku. Szkrabowe śniadania są bardzo skromne - BLW najczęściej stosujemy tak naprawdę tylko po to, byśmy sami byli w spokoju zjeść i wypić kawę. Karol dostaje wtedy najczęściej kawałek jabłka, jakiegoś warzywa, skórkę od chleba. Ciut większe i bardziej urozmaicone są BLWowe obiady, ale i przy nich stosuję się raczej do schematu żywienia niemowląt - czyli Karol dostaje to, co normalnie według schematów dostawałoby 6-miesięczne niemowlę, z tym, że podajemy mu to w kawałkach, a nie w postaci papki. Czasami na jego blacie ląduje troszkę naszego obiadu, ale póki co poza schemat żywienia bardzo nie wychodzimy. W związku z tym w dużej mierze gotujemy oddzielnie dla siebie i dla Szkraba. Jednym z powodów dla których nie dzielimy się po prostu swoim obiadem z dzieckiem jest to, że my póki co jeszcze dosyć mocno solimy swoje jedzenie. Już od czasów ciąży staram się trochę sól ograniczyć i myślę, że jesteśmy już poniżej średniej krajowej jej spożycia, ale jednak jest to za dużo, jak na takiego malucha. Wiem, że większość potraw można posolić już na talerzu ale muszę przyznać, że jakoś ciężko pozbyć mi się przyzwyczajeń. Produkty obiadowe mamy takie same - jemy te same warzywa, to samo mięso, ale inaczej przyrządzone - kawałki dla Karola gotuję po prostu z innymi warzywami; czasami dorzucam jakieś delikatne zioła.
Ogólnie jestem więc dosyć ostrożna jeśli chodzi o to, co Karol w ramach BLW dostaje. Powodem jest to, że od pierwszej marchewki i brokuła Szkrabu od razu załapał, o co w tym wszystkim chodzi i nie tylko bawi się jedzeniem, ale i sporo z tego w brzuszku ląduje. Widać to w zawartości pieluszki. W tejże zawartości widać także, że jego organizm nie do końca sobie radzi z trawieniem obiadkowych produktów - z tego względu staram się nie dawać mu takich rzeczy, których dziecko w jego wieku nie dostałoby w swojej papce. Trzymam się także zasady podawania na początku warzyw i owoców krajowych i sezonowych - a niestety na przednówku ich wybór jest dosyć ograniczony. Nie mogę już doczekać się lata i mnogości rzeczy, które przyjdzie Karolowi spróbować. Bo w BLW piękne jest to, że posiłki to zabawa, oczekiwanie i przyjemność zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców.
A jutro - BLWowy  Przegląd Komórkowy (niestety od tygodnia nie mam aparatu fotograficznego).

poniedziałek, 4 marca 2013

Siateczka do karmienia

Po raz pierwszy przeczytałam o tym ustrojstwie na którymś z blogów. Uznałam za poroniony pomysł i natychmiast o nim zapomniałam. Jakiś czas później zadzwoniła do mnie moja siostra mówiąc, że kupiła Karolowi taki gryzaczko-smoczek z siateczką do podawania owoców i warzyw. Zrugałam ją strasznie za bezsensowne wydawanie pieniędzy i wyjaśniłam, że moje dziecko to nie sarna i z żadnej lizawki korzystać nie będzie. W kilka dni po tym znowu spotkałam się z opisem gadżetu na blogu Kitki i Pompona. I okazało się, że wcale toto nie takie głupie jest i dzieciom się podoba. Zadzwoniłam więc do siostry, przeprosiłam i powiedziałam, że przy okazji najbliższej wizyty może siatkę do karmienia wziąć ze sobą. Wizyta się odbyła, siatka została wręczona Karolowi. Wypróbowaliśmy ją dzisiaj z kawałkiem jabłka i muszę przyznać, że dla naszego dziecka to strzał w dziesiątkę - obgryzanie jabłka w siatce bardzo mu się podobało i zabrał się do tego z ochotą. Udało mu się wsunąć całkiem spory kawałek jabłka (i jak się okazuje odgłos wydawany przez bobasa jedzącego jabłko jest identyczny jak szczura jedzącego jabłko). Jutro wypróbujemy gadżet z marchewką.

Wydaje mi się, że obrazek tłumaczy zasadę działania - mamy siateczkę, która przykręcana jest nakrętką do uchwytu. Warzywo lub owoc wkładamy do siatki, zakręcamy uchwyt i gotowe. Dziecko poznaje nowe smaki, masuje sobie dziąsła, uczy się odruchu gryzienia a wszystko to nie ryzykując zaksztuszenia.
Podejrzewam, że u nas siatka będzie w użyciu przez (prawdopodobnie) najbliższy miesiąc czyli do czasu, gdy  Karol będzie siedział samodzielnie i gdy będzie mu już swobodnie podać kawałki jedzenia - nie wydaje mi się, by gadżet ten był przydatny później, gdy już dziecko może jeść samodzielnie siedząc w krzesełku. W chwili obecnej to dla niego bardzo ciekawe doświadczenie, a dodatkowo pewna ulga od dolegliwości spowodowanych ząbkowaniem.
Jeśli bobas nie zaakceptuje siateczki lub z niej wyrośnie, zawsze możemy mu pokazać "jak to za PRLu było", do środka wsadzić mydełko i dekoracyjnie powiesić na kranie w łazience...
Podobne posty
Suwaczek z babyboom.pl
Suwaczek z babyboom.pl