czwartek, 23 sierpnia 2012

2 Zajęcia w Szkole Rodzenia - sygnały porodu

Wczoraj byliśmy na 2 zajęciach w szkole rodzenia. Poświęcone były pierwszym fazom porodu - przede wszystkim temu, jak rozpoznać, czy już czas jechać do szpitala.
Chyba, żadna z informacji, które usłyszałam nie była dla mnie zaskoczeniem - wiem, że do szpitala mam jechać gdy skurcze będą przynajmniej trwały po około 45 sekund, co najmniej co 10 minut przez 2 godziny. Dopóki są krótsze, nieregularne, nie występują ciągle przez 2 godziny to skurcze przepowiadające, które oznaczają, że poród się zbliża, ale jest jeszcze za wcześnie by jechać do szpitala. W takiej sytuacji dobrze wziąć ciepłą, ale nie gorącą kąpiel i zjeść jakiś lekki posiłek (podczas porodu można pić wodę, ale nie jeść - dobrze być więc przygotowanym i mieć w zapasie trochę kalorii ;)).
Jeśli mija termin porodu w większości szpitali czeka się 7-8 dni zanim spróbuje się go wywołać. W naszym przypadku będzie trochę inaczej - o ile maluch nie urodzi się o czasie mam do szpitala zgłosić się w planowanym dniu porodu i wtedy będzie on wywołany. Trochę mnie to cieszy, gdyż podobno oczekiwanie na dziecko po terminie jest naprawdę stresujące - widać więc, że konflikt serologiczny ma chociaż jedną pozytywną stronę - taki stres będzie mi zaoszczędzony. Nie ma to jak na siłę znaleźć sobie pozytywną stronę zjawiska ;) 
Część zajęć była poświęcona także planowi porodu - ważne jest by był rozsądny, a wtedy mamy szanse, że uda się go zrealizować. Informacje jak przygotować plan porodu można zlaleźć na stronie Fundacji Rodzić po Ludzku.
Zabieram się za to dzisiaj po południu!

9 komentarzy:

  1. Też jestem bardzo zadowolona ze swojej szkoły rodzenia. Sporo spraw mi się uporządkowało w głowie, jestem też spokojniejsza przed porodem.
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie polecam każdemu zajęcia w szkole rodzenia. Większość mam prowadzących blogi pewnie i tak jest już nieźle dokształcona w większości kwestii ale usłyszenie tego samego od kogoś z dużym doświadczeniem nadaje sprawom odpowiednią perspektywę.
    To były dopiero drugie zajęcia a naprawdę czuję się dużo, dużo spokojniej...

    OdpowiedzUsuń
  3. taaak... przypominam sobie te "nauki" na mojej szkole rodzenia, jak jeszcze chodziłam w pierwszej ciąży... a i tak wszystko było inaczej... chociażby z tymi skurczami ;) wiedzieliśmy z teorii, że najpierw prawdopodobnie będą co 20-15 minut, potem co 10, a jak już będą co 5 minut, to najwyższa pora jechać do szpitala... i guzik. Moje pierwsze skurcze były co 2-3 minuty, od razu... i od razu regularne... jedyne, co się zmieniało z czasem, to ich siła. I co robić? Nie wiedzieliśmy ;) Posiedziałam prawie godzinę w gorącej kąpieli (jak się teraz dowiaduję - lepiej aby to był jednak prysznic, a nie kąpiel, tym bardziej, że byłam już po odejściu wód...). Po tej blisko godzinie skurcze dalej były co 2-3 minuty, tyle, że tak silne, że ledwo mogłam się poruszać i wyjść z wanny - stwierdziliśmy, że to chyba jednak już poród i pora jechać do szpitala, do którego swoją drogą mamy 20km ;) dojechaliśmy o 6 rano, urodziłam o 8:20 - nie wiem czy w szpitalu skurcze zwiększyły swoją częstotliwość, bo nie pamiętam...
    W drugiej ciąży pierwsze skurcze miałam co 3-4 minuty i znacznie szybciej się nasilały, niż w pierwszej, o kąpieli to nawet nie zdążyłam pomyśleć... pierwsze, b. delikatne miałam o godzinie 6 rano, jeszcze na 7 wysłałam męża do pracy i powiedziałam, że zadzwonię jak przyjdzie pora - ledwo dojechał na miejsce, a ja już dzwoniłam ;) zanim wrócił do domu, zanim odwiózł starszą córkę do dziadków, zanim się wybraliśmy i dojechaliśmy te 20km do szpitala była już godzina 9, a o 9:55 powitaliśmy już kolejną córkę... ;)
    Teoria na nic, zachodzę tylko w głowę jak będzie teraz ;))))
    Pamiętam tylko jak na porodówce przy drugim porodzie położna robiła ze mną wywiad i pyta: "o której godzinie były skurcze co 10 minut?" - ja jej odpowiadam, że o godzinie 6 były skurcze co 3-4 minuty - ona bardzo oburzona i niemiła: "ale ja pytam o której były co 10!"... no to się powtarzam już dobitniej: "PIERWSZE skurcze były co 3-4 minuty". Nie rozumiała... jestem aż tak odosobnionym przypadkiem? Nie wiem ;)

    cdn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cd.

      Co do planu porodu - nie słyszałam - tzn. ostatnio obiło mi się parę razy o uszy zagadnienie, ale nie zagłębiałam tematu - teraz zajrzałam z ciekawości na "rodzić po ludzku" poczytać... już wiem czemu nie słyszałam, bo ostatni raz rodziłam w październiku 2010, a wtedy jeszcze nie było takiego "wynalazku" :) nie mniej jednak poczytałam zagadnienia i - szczerze - nie bardzo wiem po co taki plan, tym bardziej pierworódce... Która nie wie tak naprawdę czego ma się spodziewać i co jej najlepiej w takim "momencie" jak poród będzie odpowiadało... to takie - dla mnie - bezsensowne troszkę "gdybanie"... bo niektóre rzeczy wydają mi się bardzo oczywiste, jak np. to, że każda kobieta chciałaby być informowana o bieżącym postępie porodu, a niektóre takie, które dopiero "wyjdą w praniu" - jak chociażby:
      – Chciałabym móc złagodzić głód w trakcie porodu.
      – Chciałabym pić w trakcie porodu.
      - Chciałabym mieć możliwość urodzenia dziecka na podłodze, na materacu lub skorzystać ze stołka porodowego.
      – Chciałabym urodzić na fotelu porodowym.
      – Chciałabym mieć możliwość posłuchania swojej muzyki
      – Chciałabym, aby w sali porodowej było przyciemnione światło, panowała cisza.

      Bo czy faktycznie jesteśmy w stanie przewidzeć, szczególnie rodząc po raz pierwszy, czy będzie nam się chciało jeść/pić, czy wygodniej będzie nam dziecko rodzić w jakiejś konkretnej pozycji albo np. na materacu czy na fotelu? Czy cisza, muzyka i przyciemnione światło będą ok czy będą nas drażnić na przykład?

      Podobnie z nacinaniem krocza - wydaje mi się, że "z góry" nikt tego nie chce - szczególnie jak jeszcze nie rodził. Z doświadczenia - nie wzbraniałabym się. Ja będę rodzić po raz trzeci, ale szczerze mówiąc ten plan porodu w ogóle mnie nie przekonuje ;) poza tym wydaje mi się, że położne czy lekarze nie będą mieć czasu na analizowanie tego czy chce się mieć to czy tamto, tylko będą widzieć jak postępuje poród i co ewentualnie jest konieczne/wskazane, co możliwe a co nie i zaproponują to czy tamto albo sama rodząca może zapytać o dane możliwości... ;/ może mam takie podejście, bo na porodówce spędziłam za pierwszym razem 2h20min, a za drugim jakieś 55minut... myślałam o tym, że będę rodzić np. na stojąco, bo podobno najmniej boli, że będę korzystać z worków sako czy piłek, drabinek, prysznica... ale na to wszystko nie było po pierwsze za bardzo czasu - a co przede wszystkim - siły i ochoty - kiedy położyli mnie na łóżku, to tak leżałam i nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby się podnieść czy wstać... kiedy dowiedziałam się, że pełne rozwarcie i pora rodzić, to tylko podsunięto mi podstawki pod nogi, kazano zarzucić, a właściwie nawet mi zarzucono nogi na nie i w odpowiednich momentach usłyszałam, że mam przeć... nie wyobrażam sobie, że w tym momencie np. wstaję z łóżka i rodzę, bo ledwo już sił miałam ;)

      Ale to tylko takie moje dygresje...

      Usuń
  4. Moim zdaniem to jednak ma sens. O ile taki plan porodu będzie naprawdę przemyślany i najlepiej ułożony razem z położną. Lista jest straszliwie długa i na 100% dla pierworódki wiele z tych zagadnień jest zupełnie asbtrakcyjna - i w takich przypadkach nie ma sensu umieszczać ich w planie. Według mnie plan powinen zawierać zaledwie kilka podpunktów na których mi naprawdę zależy - wydaje mi się, że wtedy jest też szansa, że będą one wzięte pod uwagę. Sama jako położna, lekarz przyjmujący poród zignorowałabym fanaberie i próbowała wyjaśnić, że porodu nie da się zaplanować w 100%. Natomiast jeśli lista jest krótka wskazuje ona na czym kobiecie tak naprawdę zależy - wszystkie pozostałe decyzje mogą być podejmowane za nią, lub może być tylko informowana o różnych rzeczach, a i tak poród powinen przebiec w satysfakcjonujący (na ile to możliwe) sposób. I ja właśnie zamierzam ułożyć taki bardzo krótki plan porodu, który skonsultuję z położną w szkole rodzenia.

    Sama lista ze strony fundacji jednak mi pomogła bo uświadomiła mi jak wiele jest decyzji, które muszą być podjęte przez położne i lekarzy w trakcie porodu i jak wiele zmiennych może na niego wpływać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy ograniczeniach, znacznych, możliwe, że sens jest ;) Nie widziałam go po prostu w "ogóle" tego planu...

      Usuń
  5. czasami poród może na totalnie zaskoczyć;) w trakcie porodu wszystko może się zdarzyć niezależnie od planów i naszych chęci;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. O, Ognista! Jak tam nowy członek rodziny?

    OdpowiedzUsuń

Podobne posty