środa, 19 września 2012

Pięknie jest :)

Co prawda nie powinno się chwalić dnia przed zachodem słońca, ale coś czuję, że to będą kolejne udane 24h - podobnie jak dwa poprzednie dni. Fantastycznie jest nie chodzić do pracy - wstawać trochę przed 8, a nie bladym świtem. Jeść nieśpieszne śniadania (dzisiaj kanapki z pastą rybno-jajeczną - źródło łatwo przyswajalnego białka i kwasów omega 3 :)), nastepnie zjeść truflę pomarańczową do łyka kawy (na łyka przecież mogę sobie pozwolić). Dać wyschnąć włosom samym, a nie grzać je suszarką. Od rana mieć pościelone łóżko (na co często nie było czasu).
Tak naprawdę poprzednie dni i tak miałam wypchane i zaplanowane od rana do wieczora - dzisiaj jest pierwszy dzień, na który na dobrą sprawę nie mam planu ;)  Tzn mam, ale prawie wyłącznie stacjonarne - muszę przeliczyć ile kafelków potrzeba na podłogę w salonie, kuchni, przedpokoju i łazience, ile trzeba cokołów i innych takich i zamówić je w sklepie internetowym. Wcześniej muszę wpisać ilości do magicznego pliku excela, który utworzyłam wczoraj, który mi te zakupy zoptymalizuje pod względem cenowym ;)
Muszę także podjąć ostateczne decyzje dotyczące umywalek i posprawdzać, czy moje ustawienia kafelków będą wyglądały dobrze.
I w końcu zabrać się za dopieszczanie projektu kuchni. To dla mnie niesamowicie ważne miejsce w domu - tak ważne, że nie mogę podjąć żadnej decyzji - bo przecież nie mogę popełnić błędu przy tak istotnym pomieszczeniu ;)

Czekam także na maila ze sklepu, w którym zamawiałam stelaże i miski ustępowe, czy są już na magazynie i ewentualnie po nie pojechać (co by nie tracić czasu na dostawę - nienawidzę czekać na kurierów).

Oczekuję także na telefon od pana, od którego mamy wynająć mieszkanie na najbliższe kilka miesięcy (zanim nie skończy się remont). Mieszkanie jest w porządku (i blisko nowego domu - dla normalnej osoby "walking" dystans. Dla mnie - do zrobienia, ale już z możliwym "telefonem do przyjaciela" - ratuj, podwieź!) natomiast sam Pan jest jakiś dziwny - po tym jak wczoraj wszystko już ustaliliśmy stwierdził, że musi się jeszcze z żoną skonsultować, i że da nam znać, czy żona się zgadza. Nie wiem, może mu patologicznie wyglądaliśmy - w sumie nie na co dzień widzi się kogoś z tak dużym brzuchem. Może bał się, że mu tynki poobgryzam...

Wieczorem mamy wpaść do koleżanki po jakieś ubrania dla maluszka, które ostatnio dla nas zapakowała.
Z dumą stwierdzam, że torba do szpitala jest właściwie spakowana (najwyższy czas - jutro zaczynam 38 tydzień - bobas jest już prawie gotowy). Nie ma tam jeszcze czapeczek dla małego i nie mogę znaleźć swoich klapek pod prysznic.
A jeśli chodzi o samego bobasa - u niego wszystko w porządku - przepływy ok, łożysko nadal sprawnie go karmi. Wygląda na to, że sobie niezłego klocka wykarmiliśmy - jego szacunkowa waga to około 3.8kg. Chłopie - opamiętaj się - mu chcemy porodu naturalnego !

2 komentarze:

  1. Współczuje tego remontu w tym czasie, choć domyślam sie, ze efekt zrekompensuje wszystko:)
    No to mały niezłe rosnę.. Moze dobije do 4kg?

    OdpowiedzUsuń
  2. Końca remontu jak na razie nie widać. Ale postanowiłam, że to nie ma prawa zepsuć mi humoru - wynajmujemy mieszkanie na czas remontu i wrzucamy na luz ;) Niech się remontuje bez ciśnienia...
    Zaletą (i wadą) jest podwójna przeprowadzka. Wadą - bo to oczywiście ogromy wysiłek. Zaletą - wymusi filtrację, co naprawdę jest potrzebne.

    Mały pewnie dobije do tych 4kg. Ale mam nadzieję, że niewiele więcej - w sumie ważne by już mu główka nie rosła - póki co ma około 95mm średnicy i 350 obwodu. Tłuszczyk się jakoś przeciśnie ;)
    Wiem, że zewnętrzne wymiary nie koniecznie mają wiele wpólnego z wewnętrznymi - ale patrząc na swoją figurę wątpię bym mogła mieć naprawdę szeroką miednicę...

    OdpowiedzUsuń

Podobne posty