Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenia na brzuszku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenia na brzuszku. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lutego 2013

Leżenie na brzuchu - porady praktyczne - jak my to robimy

Wczoraj przedstawiłam ogólne zasady zachęcania maluchów do leżenia na brzuchu, dzisiaj opiszę jak to w praktyce wygląda u nas. Przede wszystkim nie mamy stałej ilości sesji czy też minut, które Karol spędza na brzuchu. Czasami jest to dosyć znaczny procent aktywności, czasami tylko kilka minut, a bywają takie dni, gdzie oprócz noszenia w pozycji na brzuchu nie ćwiczymy w ogóle. Wszystko zależy od nastroju bobasa i...mojego.
1. Ćwiczenia na macie. Nasza mata wyposażona jest w lusterko oraz w lampki migające gdy włączy się melodyjkę. I właśnie te dwa elementy wykorzystuję do zachęcania Szkraba do spędzania czasu na brzuchu. Na macie bawimy się 2-3 razy dziennie. Po kilku  minutach zabawy zabawkami zawieszonymi na pałąkach kładę bobasa przed lusterkiem lub naprzeciw światełek. Czasami gdy już zaczyna się nudzić własnym odbiciem dodatkowo umieszczam pomiędzy nim, a lusterkiem jakąś zabawkę. Oczywiście nie trzeba mieć takiej maty by w ten sposób ćwiczyć - wystarczy dowolne bezpieczne lusterko, i jakiekolwiek źródła światła, najlepiej migające (mogą to być np. lampki choinkowe). Zarówno lusterko jak i migające światełka to rzeczy, którymi większość niemowlaków jest niezwykle zainteresowana - oferują zmienne widoki i przykuwają uwagę.
2. Leżenie na łóżku. Gdy Karol znudzi się już matą przenosimy się z zabawą na łóżko. Jego zaletą jest to, że powierzchnia jest znacznie większa - dzięki temu łatwiej ćwiczyć turlanie (do pozycji na brzuszku, jak i z powrotem na plecy malucha turlam, a nie przekładam), po za tym można dziecko zostawić na środku w miarę bezpiecznie i zabawiać je spoza łóżka. Ja albo staję naprzeciw łóżka i się gimnastykuję, robię pajacyki, udaję że tańczę (bo moich wygibasów tańcem nie można nazwać), albo kucam przy łóżku i zagaduję, pochylam się, cmokam w czoło, podmieniam zabawki. Czasami też kładę bobasa i obstawiam naokoło zabawkami sprawdzając, którymi się zainteresuje. Gdy ma ciut bardziej (ale niezupełnie) marudny dzień bawimy się na rogalu, kocu, poduszce lub miśku, a nie na płaskiej powierzchni.
Karol oparty o rogala udziela pierwszej pomocy Zośce

3. Zabawy na stole. Na stole kładę Karola gdy chcę zjeść drugie śniadanie, lub gdy mam pranie do powieszenia. W przypadku posiłków siadam na wprost bobasa i jedną ręką jem śniadanie, a drugą trzymam w gotowości by asekurować go, gdyby miał fantazję przeturlać się. Póki co on na brzuchu jest dosyć "stacjonarny" - gdy zacznie się przekręcać pewnie zrezygnujemy z kładzenia go na czymś innym niż podłoga lub szerokie łóżko. Gdy wieszam pranie z jednego boku stołu kładę poduszkę lub rogala, tak by w razie gibnięcia się lądowanie było miękkie, drugą stronę asekuruję samą sobą. Z reguły i mój posiłek i wieszane ubranka są na tyle ciekawe, że nie potrzebuję dodatkowych "zabawiaczy", jednak czasami wspomagam się materiałowymi książeczkami lub wydrukowanym obrazkami (patrz niżej). W ten sposób spędzamy też obiady (o ile akurat przypadną w porze aktywności bobasa) - młody ląduje na środku stołu, a my z talerzami po jego bokach - może sobie wybrać komu w talerz będzie zaglądał. W ten sposób po pierwsze trenuje leżenie, po drugie widzi dobrze, co rodzice ciekawego robią z jedzeniem, a muszę przyznać, że jest to dla niego coraz bardziej fascynujące. Nie wiem, czy to poprawne zachowanie z pedagogicznego punktu widzenia, ale najwyżej później zajmiemy się wykorzenianiem jakiś złych nawyków ;)

4. Zabawki i Obrazki.  Aby pozycja na brzuchu miała urok nowości staram się, by Karol miał szansę oglądać w niej rzeczy, których jeszcze nie widział, lub które widział już dosyć dawno. W tym celu po pierwsze rotuję zabawki - nie mamy ich zbyt wiele, ale i tak zawsze połowa jest schowana, tak by po tygodniu, czy dwóch były znowu "nowe". Dodatkowo mam całą teczkę wydrukowanych czarno-czerwono-białych obrazków, które rozkładam przed Karolem, a gdy mu się znudzą podmieniam. Zaletą obrazków jest to, że można mieć ich dużo i nie szkoda ich, gdy się zniszczą.
Karol na stole na kocyku z mojego dzieciństwa. W tle bałagan (cały czas jesteśmy trochę na walizkach, stąd np. elementy szafy widoczne na zdjęciu). Obok moje drugie śniadanie. Przed Szkrabem jeden z jego ulubionych motywów z mojej serii kolorowych obrazków.


5. Gimnastyka. Dwie pozycje, które wykonujemy najczęściej już opisałam w poprzednim poście. Lubię ten sposób gimnastykowania się, gdyż oboje na nim korzystamy. To na co trzeba niestety uważać to...ślina. W gotowości mam zawsze pieluszkę, po za tym specjalizuję się w takim manewrowaniem bobasem położonym na nogach, by w razie czego efekt soczystości mojego dziecka wylądował raczej na bluzce niż na twarzy. Karol uwielbia być podnoszony i te "brzuszki" możemy robić także wtedy, gdy nie jest już skory do żadnych innych zabaw.
6. Noszenie brzuchem w dół. Pod koniec dnia Karol robi się bardziej marudy i chętniej spędza czas na rękach niż gdziekolwiek indziej. Muszę przyznać, że dosyć często zdarza mi się Karola "przeciągnąć" poza jego okienko snu - najczęściej gdy czekamy na powrót M. do domu i wspólną kąpiel. W takich momentach noszenie go na przedramieniu brzuchem w dół jest ostatnią deską ratunku i tylko tak jest w stanie doczekać kąpieli. To noszenie też staram się urozmaicić. Dwa sposoby, które ostatnio praktykujemy to:
  • otwieranie i zamykanie drzwi. Staję z bobasem przy uchylonych drzwiach - on łapie za klamkę. Czasami sam za nią pociąga otwierając drzwi, czasami robię to de facto ja - Szkrab trzyma za klamkę, a ja cofam się i w ten sposób razem ciągniemy otwierając drzwi. Podobnie z zamykaniem - zdarza się, że Karol sam popycha drzwi, czasami po prostu robię krok do przodu i mu pomagam
  • zapalanie i gaszenie światła. Mamy jeden włącznik, który chodzi wystarczająco lekko by Karol mógł go obsługiwać. Niestety znajduje się w przedpokoju przy drzwiach. M. śmieje się często, że gdy wraca zastaje nas przy drzwiach wejściowych jak w klasycznych anegdotach, gdzie matka mając już dosyć dziecka czeka z nim w przedpokoju tak, by przekazać go ojcu gdy tylko przekroczy progi domu ;). W każdym razie młody uwielbia tę zabawę. Nie bardzo kojarzy, że aby zgasić światło trzeba przesunąć rękę na włączniku, więc najczęściej on zapala światło, a ja je gaszę. Zdarza się jednak, że udaje mu się wykonać obie czynności.
Zaletą tych zabaw jest to, że maluch nie tylko ćwiczy mięśnie karku, ale także barki i ramiona. I jaka satysfakcja dla rodziców. Obsługa drzwi i kontaktu to nie byle co!


7. Telefon. To moje ostatnie odkrycie. Gdy bawiłam się z młodym na macie zadzwoniła moja mama. Gdy skończyłyśmy rozmawiać odłożyłam telefon obok Szkraba, a sama wstałam po jakąś kartkę papieru, by coś zanotować. Gdy usiadłam z powrotem telefon był już w rękach Karola a on buszował w Internecie ;). Staram się nie dawać mu telefonu zbyt często - dostaje go, gdy już wyczerpiemy wszystkie inne pomysły. Telefon jest tak długo atrakcyjny, jak długo ekran pozostaje dotykowy. Gdy jest już całkowicie obśliniony i przestaje reagować idzie w odstawkę.

I na koniec 2 sposoby, które są skuteczne, a których ja (już) nie stosuję

8. Telewizor. Podobno najlepszy sposób by utrzymać malucha w dowolnej pozycji. Telewizora nie mam, ale gdy przeczytałam u An. jak świetnie Pingwiny z Madagaskaru działają na Lilkę postanowiłam je wypróbować puszczając film z komputera. Nie powiem - młody był zaciekawiony i chyba obejrzeliśmy 1/3 świątecznej edycji. Później jednak stwierdziłam, że nie wiem jaki wpływ ma częstotliwość odświeżania ekranu na takiego malucha i, że póki co nie będzie oglądał niczego na laptopie.
9. Wskaźnik laserowy. Gdy byliśmy u moich rodziców, gdzie nie mieliśmy naszych zabawek i obrazków szukaliśmy przedmiotów codziennego użytku, które będą nadawały się do zabawiania Szkraba. Wskaźnik laserowy okazał się być hitem tamtego wieczoru. Karol z uwagą wpatrywał się w czerwoną kropkę, którą puszczaliśmy mu na ręce i przedmioty leżące przed nim. Próbował ją także łapać, co jest krokiem na przód w ćwiczeniach na brzuchu, gdyż oznacza machanie rękami. Przez moment nawet rozważałam zakup wskaźnika laserowego aby bawić się nim w domu, ale potem stwierdziłam, że to jednak trochę upokarzające - w końcu mam do czynienia z dzieckiem, a nie kotem... Może to moja schiza - w końcu psom i kotom kupuje się także piłeczki i gumowe zabawki, które piszczą, czyli typowe bobasowe przedmioty. Skoro nie mam żadnych obaw podając Karolowi Sophie, nie powinnam zżymać się na wskaźnik laserowy. Ale ja jednak widzę różnicę. Jeśli ktoś nie ma takiej paranoi wskaźnik polecam - trzeba tylko oczywiście bardzo uważać by nie poświecić maluchowi w oczy.
Karol oparty o rogala szarpie Zośkę jak szczeniaczek swoją gumową zabawkę

To nasza lista na dzień dzisiejszy - cały czas szukam nowych pomysłów na uprzyjemnienie czasu na brzuchu - wszelkie sugestie mile widziane :)

czwartek, 31 stycznia 2013

Jak zachęcić dziecko do leżenia na brzuchu - ogólne zasady

Podobnie (jak się okazuje) wiele bobasów Karol póki co nie przepada za leżeniem na brzuchu. Ponieważ ta pozycja jest niezwykle ważna dla rozwoju maluchów staramy się by mimo wszystko jak najwięcej czasu w niej spędzał, a najchętniej by ją polubił. Każde dziecko jest inne, i to, co pasuje jednemu może być okropnym przeżyciem dla innego, ale mam nadzieję, że te kilka porad poniżej pomoże komuś w ćwiczeniach z własnym maluchem. W tym poście przestawiam ogólne zasady wypracowane przeze mnie przez te 4 miesiące życia Karola. W następnym bardziej szczegółowo opiszę jak wprowadzamy je w życie.

1. Kończymy zanim dziecko będzie chciało skończyć. Tę zasadę przeczytałam u Domana i uświadomiłam sobie, że nieprzestrzeganie jej w pierwszych tygodniach ćwiczeń było moim największym błędem. Starałam się by Karol jednorazowo leżał na brzuchu jak najdłużej, co często kończyło się jęczeniem. Robił postępy, ale równocześnie prawdopodobnie pozycja na brzuchu zaczęła mu się źle kojarzyć - jako coś co męczy, i co trzeba robić dopóki mama się nie zlituje. Teraz nasze brzuchowe sesje trwają do momentu pierwszego najmniejszego niezadowolenia - zniknięcia uśmiechu, opadu głowy, dziwnego tonu pisku. Być może wiele razy reaguję przedwcześnie i skracam te sesje tak naprawdę długo zanim bobas chciał skończyć, ale mam pewność, że nie przetrzymuję go w tej pozycji za długo. Jeśli sesja jest krótka po prostu za jakiś niedługi czas próbujemy ponownie.
2. Ekscytujemy. Ostatecznie pewnie każde dziecko polubi pozycję z brzuchem na dole - daje mu ona po prostu nowe możliwości. Zanim samo odkryje, że leżenie na brzuchu jest fajne, trzeba je fajnym uczynić. Jak to zrobić?
  • nowe perspektywy.  Kładziemy dziecko na brzuchu w takich miejscach by miało zupełnie nowe widoki, niż te, które poznaje leżąc na plecach. Matę, kocyk, na którym ćwiczymy leżenie na brzuchu układamy w pokoju, gdzie dziecko z reguły nie przebywa, w kuchni, w przedpokoju, a nawet w...łazience. Dajemy mu spojrzeć na świat z różnych wysokości (oczywiście bardzo dbając o bezpieczeństwo) - stołu, blatu kuchennego, pralki.
  • nowe przedmioty. Nowe zabawki oraz bezpieczne dla dziecka przedmioty codziennego użytku podajemy niemowlakowi gdy leży na brzuchu. Dzięki temu pozycja ta zaczyna się lepiej kojarzyć
  • nowe wrażenia. Włączamy muzykę, tańczymy, śpiewamy, gimnastykujemy się, przytulamy - dajemy okazję by dziecko zobaczyło nas w nowych sytuacjach
  • nowe faktury. Zmieniamy "materiał" na którym dziecko leży na brzuchu. Niech to raz będzie szorstki,  ręcznik innym razem puchaty kocyk lub mięciutka kołderka
3. Wspomagamy rozwój mięśni.  Leżenie na brzuchu jest problemem dla wielu dzieci, gdyż kojarzy im się z wysiłkiem. Im łatwiej dziecku leżeć w tej pozycji tym chętniej to robi. Warto wprowadzić więc trochę ćwiczeń usprawniających mięśnie niezbędne przy podnoszeniu głowy i prostowaniu przedramion. Nośmy dziecko w pozycji z brzuchem do dołu oparte na naszym przedramieniu. Sprawdzi się to i w przypadku najmniejszych maluchów. Dziecko oswaja się z pozycją a wykonując mikroruchy głową wzmacnia się. Gdy już trochę podrośnie w takim zwisie na ramieniu rodzica może też już zacząć manipulować rękami. Mięśnie  możemy także wzmacniać symulując leżenie na brzuchu, np. opieramy dziecko na naszych kolanach brzuszkiem do dołu - głaszczemy, pokazujemy zabawki, masujemy. Wykorzystujemy przedmioty - kładziemy bobasa opartego o rogala do karmienia lub jakiegoś pluszaka. Dzięki temu główka malucha będzie od razu na tej wysokości, na której by się znalazła gdyby leżał oparty na przedramionach - dziecko ma szanse zobaczyć korzyści płynące z tej pozycji ;)

4. Bawimy się razem z dzieckiem.Niech ćwiczenia na brzuchu będą jak najbardziej wspólnym doświadczeniem. Gdy dziecko leży na brzuchu na macie - kładziemy się naprzeciw niego - mówimy, robimy miny, podmieniamy zabawki. Inną opcją są wspomniana przeze mnie wcześniej gimnastyka - gdy dziecko aktywnie uczestniczy w gimnastyce mamy, leżąc na brzuchu. Oprócz wspomnianej w tamtym poście pozycji inną którą polecam to zwykłe leżenie na plecach, bobasa kładziemy sobie na brzuchu (na brzuchu ;)) i podnosimy i opuszczamy głowę. Cały czas zagadujemy dziecko, cmokamy je i robimy miny
5. Uczymy samodzielności. Kolejnym powodem, dla którego dzieci niechętnie leżą na brzuchu to poczucie bezradności - muszą liczyć na naszą pomoc by się z tej pozycji wykaraskać. Nie podnosimy dziecka leżącego na brzuchu tylko je delikatnie i powoli obracamy, tak jak kiedyś samo będzie to robiło w przyszłości. Minie trochę czasu zanim malec opanuje samodzielne obroty, ale będzie miał już jakąś świadomość, że da się to zrobić inaczej niż prosząc mamę na pomoc.

Podobne posty
Suwaczek z babyboom.pl
Suwaczek z babyboom.pl