sobota, 23 lutego 2013

Jak "uzdrowić" marchewkę - rzecz o azotanach

Gdy rozmawialiśmy z pediatrą o rozszerzaniu diety zasugerowała ona, by póki jest zima i niełatwo o ekologiczne warzywa, maluchowi który dopiero rozpoczyna przygodę z warzywami podawać raczej warzywa ze słoiczka, chyba, że mamy jakieś zaufane źródło zdrowych jarzyn. Lekarka poszerzyła naszą wiedzą na temat akumulacji azotanów w żywności i  opisała nam dokładniej gdzie w poszczególnych warzywach gromadzi się ich najwięcej, i czego w związku z tym raczej nie powinno się dawać małym dzieciom (a właściwie, czego w związku z tym powinno w ogóle się unikać). Może tylko dla mnie jest to jakaś nowość, ale na wszelki wypadek dzielę się:
  • marchewka - dolna część korzenia. Odcinamy dolne 1/3 korzenia przed przygotowaniem marchewki dla dziecka
  • pietruszka - górna część korzenia. Odcinamy górne 1/4 korzenia
  • ziemniaki – skórka. Wczesne odmiany ziemniaka mogą zwierać ponad dwukrotnie więcej azotanów niż średniowczesne i ponad pięciokrotnie więcej niż późne. Unikamy więc podawania pierwszych krajowych ziemniaków maluchom - trudno - lepiej niech jedzą "stare". I jednak ziemniaki obieramy, a nie przygotowujemy w mundurkach
  • kalafior, brokuły - łodygi. Dzieciom podajemy same róże
  • kapusta biała, sałaty – głąb oraz zewnętrzne liście
  • ogórki, kabaczki, patisony – skórka oraz część przylegająca do ogonka,
  • rzodkiewka – skórka (najlepiej jadać rzodkiewki normalnych rozmiarów oraz okrągłe. Duże i podłużne zawierają dużo więcej azotanów)
Pediatra zaleciła także by warzywa (głównie liściaste - sałata, szpinak) przed podaniem dzieciom wystawiać na słońce. Nie pamiętam nazwy, ale jest jakiś enzym odpowiedzialny za redukcję azotanów w roślinach i jego aktywność jest regulowana m.in przez światło. Rośliny hodowane w nasłonecznionych miejscach będą miały mniej azotanów.
Zanim na poważnie zaczniemy rozszerzać dietę malucha postaram się jeszcze na ten temat doczytać - jeśli odkryję coś jeszcze na pewno napiszę o tym.

23 komentarze:

  1. O tego nie wiedziałam, super informacje!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ups, w takim razie moje dziecko jest ostro nafaszerowane azotanami, bo ja marchewki i pietruszkę często mu daje i nic nie odkrawam... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym, że zarówno marchew, jak i pietruszka są warzywami o średniej zawartości azotanów. Znacznie więcej mają ich sałata, rzodkiewka i burak. O ile tych 2 pierwszych raczej nie podaje się niemowlakom, to pewnie buraki zdarza się. Taka "nieobcięta" marchew czy pietruszka i tak będą miały ich mniej niż buraki.
      I pewnie najważniejsze jest źródło warzyw i ich prawidłowe przechowywanie, niż odcinanie lub nie.

      Usuń
  3. Przydatne! Zachowuję na zaś!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie też nowość! Na pewno się przyda, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe , przydatne info. dziękuje

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo przydatny post i w ogóle to fajną musicie mieć tę lekarkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co byliśmy u niej na jednej wizycie, ale od razu ustawiłam sobie ją jako "domyślną", gdyż była pierwszym lekarzem od którego dowiedziałam się czegoś nowego

      Usuń
  7. Ja o tym wiedziałam, dlatego małemu dziecku dawałam słoiczki a jak się zaczął sezon to tylko warzywka z własnej hodowli-od babci i od rodziców ;)
    Zamroziłam pół wielkiej zamrażary więc i w zimie mam warzywa eko na zawołanie, zresztą moja córka np. kupionych w sklepie ziemniaków czy marchewki nie chce jeść-widocznie coś jej nie pasuje.

    A lekarke macie kumatą, nasza to by nawet na to nie wpadła ;)
    8-miesięcznej Zuzce zalecała dawac Danonki a na tekst, że ona je jogurty naturalne odpowiedziała, że dzieci wola słodkie. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę własnych warzyw. Moi rodzice mają nawet bardzo duży ogród, w którym kiedyś uprawialiśmy jakieś warzywa. Teraz nie miałoby to sensu z punktu widzenia zdrowych warzyw, gdyż jest w Warszawie...

      Usuń
  8. dobry post! jestem przeciwniczką słoiczków, więc taka wiedza bardzo mi się przyda!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też raczej nastawiałam się na samodzielne gotowanie i zakładałam, że słoiczków nie będę kupować, ale taraz jednak się do nich przekonuję - o tej porze roku wcale nie jest łatwo kupić ekologiczne warzywa - pewnie dopiero późną wiosną będzie to możliwe

      Usuń
  9. O, bardzo pomocne rady, zapiszę sobie. Póki co lecimy słoikami, ale za parę miesięcy przechodzimy na warzywa z rynku i to będzie bardzo ważne, które części mają najmniej szkodliwych związków.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przydatny post nie miałam pojęcia aż wstyd sie przyznać

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak ja lubię taki lekarzy, którzy coś wiedzą. Moja lekarka była za to zszokowana wiadomością o MOM w słoiczkach dla dzieci :/

    OdpowiedzUsuń
  12. Ok, ale co powodują azotany?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same azotany same w sobie nie są szkodliwe lub są szkodliwe w znikomym stopniu. Problem w tym, że się kumulują w organiźmie i mogą się redukować do azotynów, które już groźne są - szczególnie dla niemowlaków. Są m.in. przyczyną sinicy (uszkadzana jest hemoglobina co powoduje niedotlenienie tkanek).
      Poza tym pod wpływem mikroflory jelit może dojść do powstania nitrozoamin, które to z kolei sprzyjają rakowi żołądka (i tu akurat są również niebezpieczne dla dorosłych)

      Usuń
  13. mądre porady dla niesłoikowych mam;) czyli dla mnie bo ja niesłóikowa jestem


    aczkolwiek i tak nie ufam niczemu co se sama nie wyhodują. a nic nie hodują bo nie mam warunków. teściowa czasem załatwia od kuzyna męża, co ma wszystko swoje naturalne i niepryskane;)

    ale większość i tak kupuję

    OdpowiedzUsuń
  14. mail mi od Ciebie wraca :( napisz do mnie na hafija.baby@gmail.com w sprawie wygranej KappAhl :(

    OdpowiedzUsuń
  15. czlowiek cale zycie sie uczy;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. :) Jeśli chodzi o zdezorientowanie w sprawie rozszerzenia diety niemowlęcia, to nie jesteś w tym jedyna, zapewniam Cię! Synek ma prawie pół roku i jak na razie mamy za sobą: jabłko, gruszkę, banana, marchew, ziemniak. Do tego kleiki: ryżowy i kukurydziany, same lub z dodatkami: odrobina dżemiku własnej produkcji (teściowej konkretniej), lub w.w owoce. W zasadzie staram się kierować zdrowym rozsądkiem. Chrupki zwykłe, kukurydziane, ale o "profilu stworzonym do małych rączek", zaczęłam podawać jakiś tydzień temu.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń

Podobne posty