środa, 13 lutego 2013

W co się bawić z niemowlakiem

Nie mam niestety żadnej książki o zabawach z niemowlakiem (a limit zakupionych książek na ten kwartał przekroczyłam gdzieś w połowie stycznia) i momentami mam nie lada problem, w co z tym moim czteromiesięcznym szkrabem się bawić. W dni gdy tryska humorem nasz maluch potrafi całkiem nieźle bawić się sam, czy to na macie edukacyjnej, czy też na łóżku zastawionym zabawkami. Wystarczy co chwilę podejść, pogłaskać, pogiglać lub podać kolejną zabawkę i dziecko jest cały czas uśmiechnięte i zadowolone. Są jednak takie dni gdy zostawienie go na niecałą minutę samego skutkuje pokrzykiwaniem i niezadowoleniem. Wtedy muszę się nieźle nagimnastykować by wykrzesać uśmiech na twarzy mojego malucha. Z pomocą przychodzą nam wtedy dziecięce rymowanki i wyliczanki. Do niedawna byłam przekonana, że nasze dziecię wzgardzi tak prymitywnymi zabawami jak "idzie rak, nieborak..." czy też "koci, koci, łapci". Jednak nie bez powodu zabawy te przekazywane są z pokolenia na pokolenie i sprawdzają się u większości maluchów - rytmiczność, kontakt z rodzicem, możliwość przewidzenia następnego ruchu jest źródłem ogromnej satysfakcji dziecka, i nasze nie jest tu wyjątkiem. Bawimy się więc w raka (czasami nawet dwa raki), kominiarza co idzie po drabinie i "koci, koci, łapci". Kocimy na dwa sposoby. Albo ja na przemian klaszczę i uderzam o rączki szkraba, albo podaję mu swoje małe palce do schwytania i klaszczemy oboje moim rękami. Na próbę daje mu przejąć inicjatywę, ale oprócz przypadkowych klaśnięć jeszcze nie próbuje sterować moimi rękami. Gdy ta  rymowanka się znudzi zastępujemy ją "trąf, trąf, misia bela" lub "ance kabance flore". Z takich rymowanek tylko sroczka co obiadek warzyła jest w pogardzie  - co jakiś czas próbuję  na małej dłoni lub stopie ale ani razu wierszyk ten nie wywołał uśmiechu.
Standardem są "pierdziochy" w brzuch, kolana, rączki, chuchanie na różne części ciała, lekkie gilgotki w boczki malucha.
Codziennie bawimy się także w "cudze chwalicie, swego nie znacie, czyli - poznaj swoje mieszkanie". Podchodzimy z maluchem do różnych sprzętów i przedmiotów i pozwalamy je pomacać. U nas hitem są drzwi balkonowe oraz lodówka (jakiś zimnolubny okaz nam się trafił). Młody lubi także macać nasz żeliwny imbryk oraz dotykać suszące się pranie.
Urządzamy także sesje MMA z dużym puchatym miśkiem. Czasami szkrab sam inicjuje zabawę pociągając miśka za wstążeczkę, którą ma zawiązaną na szyi - wciąga go wtedy na siebie, a następnie zrzuca. Innym razem my kładziemy miśka na brzuchu malucha i obserwujemy jak się z nim siłuje.
Trochę zabaw wspomniałam w poście o leżeniu na brzuchu  - z pośród nich zapalanie i gaszenie światła oraz otwieranie i zamykanie drzwi to ulubione zabawy - chyba dzięki temu, że dają poczucie kontroli.
Ostatnio zaczęliśmy bawić się w "akuku" oraz "małego Houdiniego". Rekwizytem jest pieluszka tetrowa, której używam do zasłaniania i odsłaniania albo mojej twarzy, albo twarzy malucha. Zabawa w Houdiniego polega na przykryciu całego malucha pieluszką i czekanie aż się wyplącze (gdy zajmuje mu to więcej niż kilka sekund sama ściągam pieluchę by się nie przestraszył). Czasami daję u do zabawy ręcznik papierowy - zgniata go, miętosi, liże, pakuje do buzi. Trzeba tylko uważać, gdyż przemoczony ręcznik łatwo się rwie i wtedy mógłby zostać zjedzony - konieczne jest więc uważne obserwowanie stanu ręcznika i jeśli maluch nadal chce się w ten sposób bawić - podmienienie na nowy.
Bawimy się też w pszczołę - jest nią mój palec krążący wokół malucha. Towarzyszy temu bzyczenie. Sadzam pszczołę na różnych częściach ciała malucha głośno wypowiadając jej nazwę.
Inna zabawa związana z poznawaniem ciała to bardzo szybkie dotykanie różnych części ciała bobasa - naprzemiennie z dotykaniem ich u mnie. Czyli robimy bardzo szybkie "nosek, nosek, bródka, bródka, kolanko, kolanko, uszko, uszko". Nasz Szkrab to uwielbia.
W ramach zabawy gimnastykujemy bobasa - prostujemy i zginamy mu ręce, podnosimy i opuszczamy nogi, robimy skręty tułowia.  Często robimy to w rytm piosenek lub wierszyków.
Gdy robi się marudny oglądamy (bardzo szybko) gazety, lub też przekładam przed nim wydrukowane proste obrazki. Gdy marudność sięga zenitu fundujemy mu "latającego bobasa" - podnosimy go wysoko nad głowę udając samolot.
Repertuar zabaw codziennie nam się poszerza - ciągle wymyślamy nowe lub dostosowujemy stare do możliwości i zainteresowań rosnącego dziecka - w ten sposób część z nich starczy nam na długo i mam nadzieję, że dzięki temu unikniemy na jakiś czas kupowania nowych zabawek. 

24 komentarze:

  1. No to u nas repertuar podobny, śmiać mi się chciało jak to czytałam, bo ja też te wszystkie rzeczy uskuteczniam;-) U nas jeszcze z wyliczanek jest ele mele dudtki, siała baba mak i moja ulubiona ene due rabe bocian połknął żabę a żaba bociana jeszcze tego rana na co mój Mąż za każdym razem jak to śpiewam Mikołajowi oburza się, że jak ja wytłumaczę później dziecku to, że żaba zjadła bociana, no w jaki niby sposób i to jeszcze tego rana, szczególnie, ze poprzedza to fakt, że bocian najpierw zjadł żabę:D faceci...
    Poza tym koło już 18:30, jak już jest nerw duży u mojego dziecka a jak czekam jeszcze do magicznej 19 na kąpiel sprawdza się taka forma rozrywki -> wkładam Mikołaja do gondoli, podsuwam Go z nią pod suszarkę z praniem dowieszam szaliki, chusty i inne wisidła, jaka wtedy radość u dziecka, jak macha tymi swoimi łapkami, tylko ważna kwestia - szmatki musza być cały czas w ruchu;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dzięki za przypomnienie tej z bocianem.
      Pomysł z suszarką mi się podoba, ale nie mam odpowiedniej suszarki - spróbuję z takim wieszakiem na szaliki z Ikei.

      Usuń
  2. masz głowę pełną pomysłów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam wyjścia - mam bardzo niecierpliwego bobasa ;)

      Usuń
  3. takie zabawy najlepsze :) najbardziej rozbawiły mnie drzwi balkonowe, bo swego czasu, Kosta pił mleko wyłącznie wtedy, gdy mógł jednocześnie poruszać drzwiami :) Ale się wtedy nagimnastykowaliśmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja (ale to już gdy byłam sporo starsza od naszego szkraba) jadłam tylko gdy posadziło się mnie w kółku zrobionym z torów i puściło pociąg.
      W sumie mój ojciec był zadowolony bo miał pretekst do dokupowania wagonów i układania kolejki

      Usuń
  4. Oj ja pewnie też będę miała te problemy i wtedy z wielką chęcią wrócę tu i podkradnę coś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja jeszcze trzymając na rękach udaję, że upuszczam - taki rechot odchodzi, że ho ho :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak to robisz? Kucasz gwałtownie z maluchem na rękach? Opuszczasz ręce?

      Usuń
    2. No prawie kucam, raczej lekko uginam nogi, bo za ciężka jest do takich przysiadów. Podnoszę lekko w górę i gwałtownie w dół, ale nie odrywam rąk od niej. I przy okazji takich manewrów coś tam mówię i śmieję się.

      Usuń
    3. Wyprobowałam dzisiaj. Młody rozpłakał się. Coś strachliwe mam dziecko ;)

      Usuń
    4. Może zrobiłaś to za bardzo gwałtownie.
      Spróbuj powoli, ale najważniejsze żeby mówić i śmiać się (np."Wyrzucę Cię..":)
      A powiedz mi kiedy Karol się śmieje? Co wtedy robisz, że się śmieje?

      Usuń
    5. Wydawało mi się, że zrobiłam to dosyć łagodnie - ale zobaczymy - dzisiaj M.będzie próbował. Karol śmieje się z "pierdziochów" w brzuch, niektórych moich min, wirowania z nim ( z tym, że to akurat dla mnie za ciężkie ćwiczenie...)

      Usuń
  6. otagowałam Cię :) http://kitkaipompon.blogspot.com/2013/02/its-only-picture-tag.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak córa była mała to też wymyślałam przebierałam się a to różowy kapelusz, a to kowbojski ona miała ubaw, teraz przy drugim mi się nie chce niestety przyznaję, poza tym córka jest zazdrosna jak młodemu za dużo czasu poświęcam. Na szczęście synek już pięknie "bawi się" z siostrą... czasami :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ta osławiona różnica pomiędzy pierwszym, a drugim dzieckiem ;)

      Usuń
  8. Z tym 'upuszczaniem' to u nas tez hit i rechot na całą dzielnicę. Wiesz co myślę ze sobie świetnie radzisz!! ja pamiętam ze gdzies koło 4 - 5 miesiąca z desperacji puszczałam już nawet Baby TV, którą Zosia pokochała wielką miłośćią. Malo edukacyjne wiem, ale za to miałam chwilę gdy np dziecko marudne, aby coś w kuchni zrobić a i wiem ze z językiem się osłuchuje. Ale tak poza tym to uskuteczniałam podobne wygibasy co Ty, choc powiem Ci ze wyliczanki ani raczki u nas sie zupełnie nie przyjęły, może coś zle robiłam:) za to np wtedy hitem były wszelkie szeleszczące opakowania - po chusteczkach higienicznych, po ciastkach, po zakupach itd itd. Również polecam jeżeli macie taką możliwość np wygłupianki przed lustrem, zwykle to bardoz malucha rozśmiesza gdy widzi "inne" dziecko przed sobą:D Teraz tęsknię do tuch czasów, kiedy zastawiona zabawkami Zośka zajmowała się na dłużej sobą. OBecnie każda zabawka nudzi się po paru sekundach i następuje próba dopełzania do następnej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. młody chyba nie ufa mi, że na tych wątłych rękach go utrzymam i gdy dzisiaj spróbowałam upuszczania zdecydowanie mu się nie spodobało. Może gdy tata to zrobi będzie lepiej.
      Telewizora nie mam i ogólnie staram się zostawić puszczanie jakiś bajek na "specjalną okazję" - gdy już będę tak zdesperowana, że przy marudzącym dziecku nie dam rady nic wymyślić. Boję się, że jeśli już teraz zacznę mu pokazywać filny wzgardzi moimi analogowymi zabawami.
      Przed lustrem też się wygłupiamy. Wyliczanek używamy od niedawna - nawet nie spodziewałam się, że mogą mu się spodobać. Gdy bolała mnie głowa i z trudem poruszałam się wypróbowałam "raka" - tylko tyle mogłam leżąc obok synka - ku mojemu zdziwieniu - przestał marudzić i się roześmiał

      Usuń
    2. U nas kanał muzyczny załączam i kładę na leżaczku:)
      Nawet widać, że już skupia uwagę na poszczególnych piosenkach

      Usuń
    3. Ja włączam czasami radio Bajka (odbiera w Warszawie i Krakowie). Niektóre piosenki są nawet fajne. Niestety część to totalny szajs - niektórym wydaje się, że jak śpiewają dla dzieci to wystarczy, że zrobią to piskliwym głosem i bzdetny tekst i prymitywna oprawa muzyczna przejdą niezauważone.

      Usuń
  9. Też niedługo będzie czekało mnie wymyślanie zabaw... I na pewno skorzystam z tego posta! Póki co 'gadamy' sobie na przewijaku, a w leżaczku Zosia zajmuje się swoimi łapkami lub wpatruje w zwierzaki na pałąku. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. O, latający bobas, lub gaszenie, zapalanie oraz drzwi balkonowe plus roleta na nich i lodówka też sa u nas hitem.

    Zapraszam do mnie na super rozdanie :http://mamajaga.blogspot.com/2013/02/bizuteria-dla-mam-dostepna-juz-w.html
    Piękna biżuteria dla mam, bezpieczna i przyjazna dla najmłodszych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mamy jeszcze rolet, ale już domyślam się ile uciechy młody będzie z nich miał.

      Usuń

Podobne posty