Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dokarmianie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dokarmianie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 grudnia 2012

O mlecznej ewangelizacji, doradztwie i ocenianiu innych

Dwa tygodnie temu byłej żonie mojego brata ciotecznego, urodził się maluszek. Z dziewczyną nie utrzymywałabym kontaktów, gdyby nie to, że mają z moim bratem córkę. Ostatnio gdy odwiedziła mnie moja własna siostra, która mieszka niedaleko rzeczonej dziewczyny zapytałam ją, co u niej słychać, czy wszystko w porządku, jak radzi sobie z dzieckiem i czego potrzebuje (mam sporo rzeczy, z których Karol już wyrósł - część z nich nigdy nie używanych). Okazuje się, że szczęśliwie trafił jej się dzieciak o regularnym trybie życia i do tego raczej spokojny. Dobrze - domyślam się jak ciężko byłoby samotnej matce opiekować się trudnym dzieckiem. Siostra dodała, że maluch potrafi ładnie naprawdę długo spać, co pozwala Monice spokojnie wyjść załatwiać swoje sprawy. I tu zapaliła mi się po raz pierwszy czerwona lampka - zostawiać 2 tygodniowe dziecko pod opieką 11-latki?
Zapytałam się o karmienie - i tu druga lampka - Monika ma za mało pokarmu i stopniowo przechodzi na mleko modyfikowane. Moja pierwsza myśl "g... prawda - po prostu za rzadko go karmi". Poczułam autentyczne oburzenie. Kurcze, przecież to wcześniak (urodził się na przełomie 36 i 37 tygodnia), jak można tak go traktować - pozwalać by omijał swoje posiłki i w zamian podawać mu MM. Druga myśl - jak łatwo przyszła mi ocenienie i to negatywnie tej dziewczyny. Od razu założyłam, że konieczność dokarmiania to jej wina, i że robi źle. I robi to osoba, która niecały miesiąc temu sama przestała dokarmiać swoje dziecko, i która z tytułu problemów z laktacją wylała mnóstwo łez. Wtedy świadomość, że jestem oceniana negatywnie na 100% by mi nie pomogła.
Kolejna myśl - trzeba do niej natychmiast jechać wyjaśnić jak działa laktacja i jak ma ją rozkręcić.
I tę moją myśl wyłapał chyba M. i rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie. Przedyskutowaliśmy wtedy sprawę - i uświadomiłam sobie, że zamierzałam zrobić to, co mnie trochę irytowało - ewangelizować i przekonywać do jedynej słusznej racji czyli KP. Może w jej przypadku MM jest lepszym wyjściem? Po pierwsze ma córkę, która ma problemy w szkole, i której należy się sporo uwagi. Dzięki MM maluch będzie dłużej spał i lepiej przesypiał noce - dzięki temu dziewczynka będzie miała większe szanse na wysypianie się i spokojne odrabianie lekcji. Po drugie - nie sądzę by Monika powstrzymała się całkowicie od picia alkoholu. Nie podejrzewam jej o jakieś większe wybryki, ale obawiam się, że jakieś piwo od czasu do czasu wypije. Jestem też prawie pewna, że pali papierosy - gdy odwiedzałam ją jakiś miesiąc temu wyczaiłam popielniczkę na zewnętrznym parapecie w łazience. Może się okazać, że jej mleko wcale nie będzie takie zdrowe dla dziecka. Po trzecie - rzeczywiście może jej być ciężko samej - nie jest to co prawda usprawiedliwienie, gdyż mnóstwo samotnych matek radzi sobie doskonale karmiąc piersią - ale mimo wszystko możliwość zostawienia dziecka pod czyjąś opieką (byleby to była raczej jej matka, niż 11 letnia córka) jest ułatwieniem.
Rozkręcenie laktacji wymaga poświęceń. Jest to pot, łzy i jeśli problemem jest nieprawidłowe przystawianie - także krew. Mi się udało, gdyż oprócz tego, że cechuje mnie upór, wierzyłam, że warto o KP walczyć, umiem czytać ze zrozumieniem, miałam ogromne wsparcie - w domu i w świecie wirtualnym. Możliwe, że bez takiego wsparcia ten trud i tak okazałby się być daremnym...
W związku z tym ostatecznie jutro jedziemy do niej by zorientować się, czy jest nastawiona na KP i wtedy jej doradzać jak zwiększyć produkcję mleka, czy też chce karmić mlekiem modyfikowanym i stopniowo na nie przejść - i wtedy uszanować ten wybór, bo może w jej kontekście rodzinnym jest on lepszy...

piątek, 19 października 2012

Dokarmianie

Ktoś, kto czytał ostatnie posty na moim blogu z łatwością zauważy, że nasze życie i mój nastrój nadal przypomina trochę huśtawkę. Dzisiaj będzie pozytywnie ;)
Od wczoraj dokarmiamy naszą kluskę po każdym posiłku - na zmianę moim ściągniętym mlekiem i mlekiem modyfikowanym. Widać, że jest mu to potrzebne, gdyż po opróżnieniu obu piersi zjada całkiem spore porcje. Pierwsze godziny po tym, gdy okazało się, że bobas nie przybiera na wadze to był dla mnie koszmar wypełniony poczuciem winy. Chyba tak już jest, że rodzicielstwo w dużej mierze jest wypełnione tym uczuciem - przynajmniej w przypadku pierwszego dziecka, gdy naprawdę nie wiadomo, co robi się dobrze, a co źle. Gdy już się uspokoiłam zaczęłam patrzeć na sprawy z bardziej pozytywnej strony. I wydaje mi się, że wszystkim nam wyszło to na dobre. Zakładam, że dokarmianie to rozwiązanie tylko tymczasowe i niedługo uda nam się pokonać problemy z laktacją i aktywnym ssaniem i wrócimy do samego karmienia piersią. 
Miałam mieszane uczucia kupując mleko modyfikowane. Ale muszę przyznać, że posiadanie opakowania bardzo pozytywnie na mnie wpływa gdyż redukuje znaczną część stresu - wiem, że na 100% nie głodzę teraz naszego noworodka - i jeśli stwierdzę, że jest głodny zawsze mam zapas. Myślę, że redukcja stresu wpłynie pozytywnie na laktację. Tak więc porada dla mam, które mają podobny problem - nie obawiajcie się mleka modyfikowanego. O ile traktuje się je tylko jako dodatkowy posiłek odciąży was po prostu, co pozwoli na spokojniejszą "produkcję własnego mleka". Ja już zauważyłam, że udaje mi się ściągnąć trochę więcej.
Na ten przejściowy czas trochę zaostrzyliśmy harmonogram naszego dnia. Nasz plan wygląda tak, że po karmieniu (obie piersi, a następnie powrót do tej, od której zaczynałam) następuje butelka. Około 1:15-1:30h po karmienu ściągam mleko laktatorem i spokojnie czekam na pobudkę. Jeśli nie nastąpi po około 3h (w dzień) lub 4h (w nocy) delikatnie budzę malucha i znowu karmimy. 
W poniedziałek idziemy na kontrolę wagi do przychodni, będziemy go także ważyć jutro. Ja mam kontrolować ilość ściąganego mleka. Gdy okaże się, że ściągam pełne porcje, lub gdy młody sam zacznie odrzucać butelkę po kilku łykach wracamy do samej piersi.
Poniżej kilka porad, w co warto się zaopatrzyć w przypadku podobnego problemu jak nasz:
  • laktator. My mamy Medela Mini Electric oraz ręczny laktator Aventu. Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o ilość ściągniętego pokarmu w naszym przypadku laktator elektryczny nie daje jakiejś wielkiej przewagi (wydaje mi się, że to kwestia kształtu piersi i sutka), ale i tak raczej korzystam z elektrycznego, ze względu na własną wygodę - wystarczy przystawić do piersi, nie trzeba się jeszcze namachać)
  • butelka ze smoczkiem aktywnym. U nas Lovi. Butelka nie tylko wymaga aktywizacji mięśni paszczy - dodatkowo ma system odpowietrzający, więc zmniejsza ilość łykanego z pokarmem powietrza. Niestety wbrew zapewnieniom producenta, że smoczek jest tak ukształtowany, że dziecko go nie zagryza nasza klucha mimo braku zębów róbi to. Koniec smoczka zupełnie się spłaszcza i musimy go prostować szczypczykami. Ale i tak z butelki jestem dosyć zadowolona
  • napoje wspomagające laktację. Ja piję herbatkę Hipp i dodatkowo piję napar z kopru włoskiego. Nie jestem przekonana, że rzeczywiście zwiększa to bezpośrednio ilość produkowanego mleka. Zakładam, że działa raczej jak placebo. Ale jak dla mnie jest to w porządku - mam poczucie, że robię coś dla laktacji ;) i liczę, że ona się odwdzięczy zwiększając się...
  • wsparcie :) Będę to powtarzała wielokrotnie - to podstawa pierwszych tygodni z dzieckiem w domu. Miłe słowa,przytulaki i zapewnienia, że jest się super mamą naprawdę wiele dają. Samotnym mamom zalecam założenie własnych blogów - wsparcie od innych mam udzielone w komentarzach także pomagają. Tu chciałabym podziękować wszystkim za słowa otuchy :)

czwartek, 18 października 2012

Chudzinka :(

Byliśmy dzisiaj u pediatry i okazało się, że bobas nie odzyskał wagi urodzeniowej. Ba - gorzej - waży tyle, co przy wypisie ze szpitala :(
Pani pediatra stwierdziła, że dawno nie miała takiego przypadku, i że sprawa jest poważna - młody ma już 20 dni i zdecydowanie jego waga powinna być wyższa. Dostaliśmy przykazanie dokarmiania butelką po każdym karmieniu piersią. Sprawa jest o tyle dziwna, że bobas produkuje przepisową ilość kup i moczy tyle pieluszek ile powinien. Dodatkowo jest w stanie przespać spokojnie 4 h - nic więc, oprócz wagi nie wskazuje na niedożywienie i odwodnienie. Skóra jest w dobrej kondycji, ciemiączko niezapadnięte. Mamy zważyć go ponownie w sobotę i zobaczyć, czy po intensywnym dokarmianiu waga wzrasta. Jeśli nie - mamy zgłosić się na izbę przyjęć szpitala na Niekłańskiej celem zrobienia badań - możliwe, że to jakieś zaburzenia metabolizmu :(
Zobaczymy.
Póki co, po powrocie do domu młody dostał dwa cyce i 60ml mieszanki NAN 1. Zjadł całą, co wskazuje, że rzeczywiście pokarmu może być za mało.
Jutro zgłaszam się do poradni laktacyjnej by sprawdzić, czy jeśli chodzi o karmienie piersią wszystko robię jak należy i co w razie czego trzeba poprawić.
Okropne uczucie wiedzieć, że głodziło się dziecko i, że nie jest mu się w stanie zapewnić odpowiedniej ilości pokarmu...
Podobne posty
Suwaczek z babyboom.pl
Suwaczek z babyboom.pl