niedziela, 10 lutego 2013

Kiedy kobieta ma być kobieca?

Wczoraj weszłam na Onet.pl. W sumie nie wiem dlaczego - artykuły, na które można tam trafić są tendencyjne bądź też reprezentują najniższy sort dziennikarstwa. Bądź też jedno i drugie. Uderzył tam mnie jeden tytuł  "Nawet z brzuszkiem można wyglądać bardzo kobieco" traktuje on o tym, że ciężarna Kim Kardashian mimo 5 miesiąca ciąży nadal wygląda pięknie i kobieco.
A ja zastanawiam się, kiedy jak nie w ciąży kobieta jest najbardziej kobieca?


PS. I przypominam - dzisiaj ostatni dzień konkursu:
http://mine-inside-out.blogspot.com/2013/01/mleczny-konkurs-u-szkraba.html

piątek, 8 lutego 2013

Dialogi Rodzinne na bis: o uzależnieniach i tym, że smutasy co ich nikt nie lubi jesteśmy

Wiem, że Dialogi już dzisiaj były, ale pojawił się jeszcze jeden jednak ;)

Mieliśmy jakieś tam plany* na wieczór, ale posypały się ze względu na przeziębienie mojej mamy. W związku z tym nagle okazało się, że piątkowy wieczór spędzimy w domu. Dumny Tata mruczy, że w sumie to mógłby się z kimś tak zwyczajnie wódki napić (mamy butelkę od dobrych kilku miesięcy schładzającą się w zamrażalniku). Dzwonimy do kilkorga znajomych, ale okazuje się, że albo są jeszcze mniej spontaniczni niż my, i w piątkowy wieczór nie będą zmieniać planów na piątkowy wieczór, są zrypani po pracy, są przeziębieni, czy też już do kogoś innego na imprezę jadą. Dumny Tata jakiś smutny chodzi.
JA: To może po prostu naleję Ci tej wódki?
DT: No, co ty, nie będę pił sam i wpadał w alkoholizm tylko dlatego, że nikt nas nie lubi i nie chce do nas przyjść.
JA: To może naleję ci kremu z pomidorów**?
DT: Co? To byłoby jeszcze gorsze - wpaść w uzależnienie od pomidorówki!

*Nie, nie teatr, ani kino. Nawet nie wyjście do znajomych. Mieliśmy objechać kilka sklepów i okap kuchenny wybrać...
**Jak już się jakiś czas nie pije, a właściwie jak się ponad rok nie pije, to się nie wyłapuje niezręczności proponowania zupy komuś kto na % ma ochotę. Nalać, to nalać...

Dialogi rodzinne: o tym świecie

Tym razem tylko jeden - Dumny Tata cały tydzień pracował do późna, a gdy wracał i rozmawialiśmy to system i tak wywalał błąd "memory overflow" - polowy naszych dyskusji najzwyczajniej w świecie nie pamiętam.


Przeglądam blogi kulinarne. DT zagląda mi przez ramię i wskazuje na jeden z wpisów.
DT: Co to jest?
JA: Kawa z marchewki
DT: Co?????....Świat jest zły....
 
Jeszcze następnego dnia przeżywał tę kawę zastanawiając się, czy istnieje karotenoina...

A ja przypominam o mlecznym konkursie - jeszcze tylko 2 dni:
http://mine-inside-out.blogspot.com/2013/01/mleczny-konkurs-u-szkraba.html


czwartek, 7 lutego 2013

Bycie rodziciem byłoby kaszką z mleczkiem gdyby...

...dzieci miały wyłącznik. Takie koło ratunkowe - coś co wyłącza malucha  na 15 minut do zastosowania raz na 3 dni. Myślę, że spokojnie wystarczyłoby gdyby wyłącznik można było stosować raz na tydzień. Wszystko byłoby dużo łatwiejsze, mniej straszne byłyby kolki, własny ból głowy mniej by dokuczał, rzadziej zdarzałyby się chwile słabości. Wystarczyłaby sama świadomość, że w sytuacji awaryjnej można go wcisnąć. Że jeśli już nie będziemy dawać rady zawsze jest możliwość zatrzymania na moment płaczu, ataku histerii, marudzenia. Pewnie niektórzy rodzice nigdy wyłącznika by nie zastosowali, oszczędzając go każdego tygodnia na lepszą okazję.
Iluż dramatów ludzkich można by uniknąć gdyby w krytycznym momencie rodzice mieli możliwość "zatrzymania czasu", chwili oddechu umożliwiającej ujrzenie sytuacji z innej perspektywy. O ileż mniej by było frustracji, wylanych łez, zaciskania zębów. Jakże spokojnie mogłyby upływać trudniejsze dni, skoki rozwojowe, nietypowe sytuacje.
Taki wyłącznik można by przekazywać dziecku na 18 urodziny, albo ciut wcześniej - w zależności od dojrzałości dziecka. Partnerzy, małżonkowie mogliby decydować, czy zachowują własne wyłączniki czy też przekazują je sobie nawzajem - w zależności czy woleliby mieć możliwość wyłączenia się samemu, czy też kontroli nad partnerem.
Ech. Dołączam wyłącznik do listy moich urządzeń marzeń. Mam już tam skrzynkę, która po przekręceniu korbką produkowałaby dodatkowe dwie godziny...

wtorek, 5 lutego 2013

Wracam do pracy

Jeszcze nie dziś, ani jutro, ale jestem pewna, że te pozostałe kilka tygodni macierzyńskiego zleci niesamowicie szybko. Wraz z dodatkowymi 4 tygodniami, które planuję wykorzystać mój urlop kończy się w połowie marca. Czas więc zacząć myśleć o powrocie do pracy i tym, jak wtedy ułożymy sobie życie. Karol trafia w najlepsze możliwe ręce - znajdzie się pod opieką ojca. W związku z tym odpada mi największy stres związany z powrotem do pracy czyli znalezienie kogoś, kto się odpowiednio maluchem zajmie. Tata Karola prowadzi własną firmę i na szczęście profil jego działalności zostawia mu sporą swobodę wyboru czasu pracy. Mamy więc nadzieję, że uda się mu połączyć opiekę nad maluchem wraz z częściową pracą zawodową. Ja w swojej pracy również nie jestem uwiązana od 9 do 17 i o ile muszę zachować 40 godzinny tydzień pracy także mam pewną (ale niedużą) swobodę wyboru godzin, w których będę pracować. Dodatkowo nie muszę koniecznie jeździć do biura - swoją pracę mogę także wykonywać z domu. Pozostaje nam więc ustalić taki tryb mojej pracy, który pozwoli na:
  • jak najłatwiejsze karmienie piersią. To, że po powrocie do pracy zamierzam karmić Karola własnym mlekiem jest póki co dla mnie oczywiste. Jednak doskonale pamiętam godziny spędzone z laktatorem i wiem, że będę musiała tak zorganizować się by Karol jak najczęściej pobierał mleko "bezpośrednio". Obawiam się, że nie będę w stanie dodatkowo wstawać w nocy by ściągać mleko, a poza tym jednak wydajność laktatora jest dużo mniejsza niż dziecka
  • aktywne spędzanie czasu z dzieckiem. Karol jest kąpany około godziny 19, czasem 19:30. Ale bywają dni, gdy senny, a w związku z tym i marudny robi się już po 18. Bardzo szkoda mi M. który wraca do domu albo bezpośrednio na kąpiel, albo jeśli wróci wcześniej - trafia na czas, kiedy młody przestaje być rozkosznym maluchem śmiejącym się z byle powodu, a zamienia się w małego terrorystę o zmienności nastrojów godnych kobiety przechodzącej menopauzę. I właśnie tego bardzo się boję - że po powrocie do pracy nie będę miała czasu na aktywny czas z dzieckiem. Wygospodarowanie go będzie dla mnie kluczowe.
  • częściową pracę zawodową M. Na szczęście jego pracownia będzie w domu, w związku z tym bardzo łatwo będzie mu wyjść i wrócić do pracy
  • nie zachetanie się. Czy to możliwe? Mam nadzieję, że tak.
Aby zrealizować 4 powyższe punkty plan jest taki:
  • wykorzystuję 2 tygodnie zaległego urlopu macierzyńskiego by do połowy kwietnia pracować na pół etatu. Na szczęście mój pracodawca jest dosyć elastyczny i taki układ będzie możliwy. Podczas tego miesiąca będziemy wypróbowywać różne modele pracy i zobaczymy, co okaże się dla nas najwygodniejsze
  • robienie zapasów mleka.Od dziś, codziennie wieczorem będę dodatkowo ściągać jedną porcję mleka, tak by zanim wrócę do pracy zebrał nam się jakiś awaryjny zapas
  • rozszerzanie diety młodego. Jesteśmy nastawienie na BLW, ale jednak na początek będziemy podawać nieduże ilości papek. 20 lutego idziemy na wizytę kontrolą do pediatry aby skonsultować z nią nasz plan rozszerzania diety i pewnie od tego dnia zaczniemy podawać młodemu jakieś nie-mleczne produkty do spróbowania
Póki co mój plan (ale tak jak pisałam -miesiąc próbny może to zweryfikować) to:
Praca z biura w poniedziałki, wtorki i czwartki. Praca z domu w środy i piątki. Powodem dla którego jednak chcę pracować z biura jest fakt, że mam praktykanta, którego muszę nadzorować. Poza tym obawiam się, że mimo pozornej wygody 2 osoby pracujące w domu + dziecko może skończyć się kryzysem rodzinnym.
W dni, gdy będę pracować z biura chcę ustalić swoje godziny pracy na 9:00-15:00 a następnie 20:00-22:00. Oczywiście z dużą dozą elastyczności - w końcu po pierwsze nie mogę założyć, że młody zawsze grzecznie zaśnie wieczorem, a z drugiej strony nie jestem w stanie odmówić uczestniczenia w niektórych spotkaniach odbywających się w godzinach, które chciałabym spędzić z dzieckiem. Teraz pilnie przygotowuję się do rozmów z szefową jak z kolei ona to widzi...
(obrazek z Gackolandii: http://gackolandia.blogspot.com/)


poniedziałek, 4 lutego 2013

Dialogi Rodzinne: O cyckach. Znowu.

Obawiam się, że mamy cyckową obsesję. Nie wiem jak to się stało, ale muszę z przykrością stwierdzić, że nasz humor stał się bardzo monotematyczny. Mam nadzieję, że kiedyś wyrośniemy i będziemy śmiać się z innych tematów niż gimnazjaliści (mamy szanse, gdyż żadne z nas gimnazjalistą nie było). A póki co tylko cycki i cycki.

Przed południem:
Młody rozpoczyna swój drugi poranny posiłek. Dumny Tata krąży wokół nas jakoś niepewnie - jest jeszcze półprzytomny i nie wie, co ze sobą zrobić.
DT: Mam zacząć przygotowywać śniadanie?
JA: Może przy drugim cycku? A przy pierwszym jeszcze sobie poleż?
DT: Jak? Przy pierwszym leży młody!!!


Po południu:
DT znowu gimnastykuje młodego śpiewając Foggowe "cztery nogi". A że zaczyna mu się to nudzić modyfikuje różnie tekst.
DT: Ach gdybym ja miał cztery cycki, dwa długie cycki, dwa...
JA: Cztery cycki byłyby nawet niegłupie. Moglibyście się podzielić - Szkrabu by dostał dwa i Ty mógłbyś się dwoma zajmować:
DT: Młody dostałby te dłuższe. Jemu i tak jest wszystko jedno, a mógłby sobie w tym czasie na macie edukacyjnej leżeć...

Wieczorem:
Szkrabu wciąga kolację, DT zagląda przez ramię. Śmiejemy się z min jakie młody strzela.
DT: Ale trąbkę z języka robi. Normalnie...TRĄBOCYC!






piątek, 1 lutego 2013

Leżenie na brzuchu - porady praktyczne - jak my to robimy

Wczoraj przedstawiłam ogólne zasady zachęcania maluchów do leżenia na brzuchu, dzisiaj opiszę jak to w praktyce wygląda u nas. Przede wszystkim nie mamy stałej ilości sesji czy też minut, które Karol spędza na brzuchu. Czasami jest to dosyć znaczny procent aktywności, czasami tylko kilka minut, a bywają takie dni, gdzie oprócz noszenia w pozycji na brzuchu nie ćwiczymy w ogóle. Wszystko zależy od nastroju bobasa i...mojego.
1. Ćwiczenia na macie. Nasza mata wyposażona jest w lusterko oraz w lampki migające gdy włączy się melodyjkę. I właśnie te dwa elementy wykorzystuję do zachęcania Szkraba do spędzania czasu na brzuchu. Na macie bawimy się 2-3 razy dziennie. Po kilku  minutach zabawy zabawkami zawieszonymi na pałąkach kładę bobasa przed lusterkiem lub naprzeciw światełek. Czasami gdy już zaczyna się nudzić własnym odbiciem dodatkowo umieszczam pomiędzy nim, a lusterkiem jakąś zabawkę. Oczywiście nie trzeba mieć takiej maty by w ten sposób ćwiczyć - wystarczy dowolne bezpieczne lusterko, i jakiekolwiek źródła światła, najlepiej migające (mogą to być np. lampki choinkowe). Zarówno lusterko jak i migające światełka to rzeczy, którymi większość niemowlaków jest niezwykle zainteresowana - oferują zmienne widoki i przykuwają uwagę.
2. Leżenie na łóżku. Gdy Karol znudzi się już matą przenosimy się z zabawą na łóżko. Jego zaletą jest to, że powierzchnia jest znacznie większa - dzięki temu łatwiej ćwiczyć turlanie (do pozycji na brzuszku, jak i z powrotem na plecy malucha turlam, a nie przekładam), po za tym można dziecko zostawić na środku w miarę bezpiecznie i zabawiać je spoza łóżka. Ja albo staję naprzeciw łóżka i się gimnastykuję, robię pajacyki, udaję że tańczę (bo moich wygibasów tańcem nie można nazwać), albo kucam przy łóżku i zagaduję, pochylam się, cmokam w czoło, podmieniam zabawki. Czasami też kładę bobasa i obstawiam naokoło zabawkami sprawdzając, którymi się zainteresuje. Gdy ma ciut bardziej (ale niezupełnie) marudny dzień bawimy się na rogalu, kocu, poduszce lub miśku, a nie na płaskiej powierzchni.
Karol oparty o rogala udziela pierwszej pomocy Zośce

3. Zabawy na stole. Na stole kładę Karola gdy chcę zjeść drugie śniadanie, lub gdy mam pranie do powieszenia. W przypadku posiłków siadam na wprost bobasa i jedną ręką jem śniadanie, a drugą trzymam w gotowości by asekurować go, gdyby miał fantazję przeturlać się. Póki co on na brzuchu jest dosyć "stacjonarny" - gdy zacznie się przekręcać pewnie zrezygnujemy z kładzenia go na czymś innym niż podłoga lub szerokie łóżko. Gdy wieszam pranie z jednego boku stołu kładę poduszkę lub rogala, tak by w razie gibnięcia się lądowanie było miękkie, drugą stronę asekuruję samą sobą. Z reguły i mój posiłek i wieszane ubranka są na tyle ciekawe, że nie potrzebuję dodatkowych "zabawiaczy", jednak czasami wspomagam się materiałowymi książeczkami lub wydrukowanym obrazkami (patrz niżej). W ten sposób spędzamy też obiady (o ile akurat przypadną w porze aktywności bobasa) - młody ląduje na środku stołu, a my z talerzami po jego bokach - może sobie wybrać komu w talerz będzie zaglądał. W ten sposób po pierwsze trenuje leżenie, po drugie widzi dobrze, co rodzice ciekawego robią z jedzeniem, a muszę przyznać, że jest to dla niego coraz bardziej fascynujące. Nie wiem, czy to poprawne zachowanie z pedagogicznego punktu widzenia, ale najwyżej później zajmiemy się wykorzenianiem jakiś złych nawyków ;)

4. Zabawki i Obrazki.  Aby pozycja na brzuchu miała urok nowości staram się, by Karol miał szansę oglądać w niej rzeczy, których jeszcze nie widział, lub które widział już dosyć dawno. W tym celu po pierwsze rotuję zabawki - nie mamy ich zbyt wiele, ale i tak zawsze połowa jest schowana, tak by po tygodniu, czy dwóch były znowu "nowe". Dodatkowo mam całą teczkę wydrukowanych czarno-czerwono-białych obrazków, które rozkładam przed Karolem, a gdy mu się znudzą podmieniam. Zaletą obrazków jest to, że można mieć ich dużo i nie szkoda ich, gdy się zniszczą.
Karol na stole na kocyku z mojego dzieciństwa. W tle bałagan (cały czas jesteśmy trochę na walizkach, stąd np. elementy szafy widoczne na zdjęciu). Obok moje drugie śniadanie. Przed Szkrabem jeden z jego ulubionych motywów z mojej serii kolorowych obrazków.


5. Gimnastyka. Dwie pozycje, które wykonujemy najczęściej już opisałam w poprzednim poście. Lubię ten sposób gimnastykowania się, gdyż oboje na nim korzystamy. To na co trzeba niestety uważać to...ślina. W gotowości mam zawsze pieluszkę, po za tym specjalizuję się w takim manewrowaniem bobasem położonym na nogach, by w razie czego efekt soczystości mojego dziecka wylądował raczej na bluzce niż na twarzy. Karol uwielbia być podnoszony i te "brzuszki" możemy robić także wtedy, gdy nie jest już skory do żadnych innych zabaw.
6. Noszenie brzuchem w dół. Pod koniec dnia Karol robi się bardziej marudy i chętniej spędza czas na rękach niż gdziekolwiek indziej. Muszę przyznać, że dosyć często zdarza mi się Karola "przeciągnąć" poza jego okienko snu - najczęściej gdy czekamy na powrót M. do domu i wspólną kąpiel. W takich momentach noszenie go na przedramieniu brzuchem w dół jest ostatnią deską ratunku i tylko tak jest w stanie doczekać kąpieli. To noszenie też staram się urozmaicić. Dwa sposoby, które ostatnio praktykujemy to:
  • otwieranie i zamykanie drzwi. Staję z bobasem przy uchylonych drzwiach - on łapie za klamkę. Czasami sam za nią pociąga otwierając drzwi, czasami robię to de facto ja - Szkrab trzyma za klamkę, a ja cofam się i w ten sposób razem ciągniemy otwierając drzwi. Podobnie z zamykaniem - zdarza się, że Karol sam popycha drzwi, czasami po prostu robię krok do przodu i mu pomagam
  • zapalanie i gaszenie światła. Mamy jeden włącznik, który chodzi wystarczająco lekko by Karol mógł go obsługiwać. Niestety znajduje się w przedpokoju przy drzwiach. M. śmieje się często, że gdy wraca zastaje nas przy drzwiach wejściowych jak w klasycznych anegdotach, gdzie matka mając już dosyć dziecka czeka z nim w przedpokoju tak, by przekazać go ojcu gdy tylko przekroczy progi domu ;). W każdym razie młody uwielbia tę zabawę. Nie bardzo kojarzy, że aby zgasić światło trzeba przesunąć rękę na włączniku, więc najczęściej on zapala światło, a ja je gaszę. Zdarza się jednak, że udaje mu się wykonać obie czynności.
Zaletą tych zabaw jest to, że maluch nie tylko ćwiczy mięśnie karku, ale także barki i ramiona. I jaka satysfakcja dla rodziców. Obsługa drzwi i kontaktu to nie byle co!


7. Telefon. To moje ostatnie odkrycie. Gdy bawiłam się z młodym na macie zadzwoniła moja mama. Gdy skończyłyśmy rozmawiać odłożyłam telefon obok Szkraba, a sama wstałam po jakąś kartkę papieru, by coś zanotować. Gdy usiadłam z powrotem telefon był już w rękach Karola a on buszował w Internecie ;). Staram się nie dawać mu telefonu zbyt często - dostaje go, gdy już wyczerpiemy wszystkie inne pomysły. Telefon jest tak długo atrakcyjny, jak długo ekran pozostaje dotykowy. Gdy jest już całkowicie obśliniony i przestaje reagować idzie w odstawkę.

I na koniec 2 sposoby, które są skuteczne, a których ja (już) nie stosuję

8. Telewizor. Podobno najlepszy sposób by utrzymać malucha w dowolnej pozycji. Telewizora nie mam, ale gdy przeczytałam u An. jak świetnie Pingwiny z Madagaskaru działają na Lilkę postanowiłam je wypróbować puszczając film z komputera. Nie powiem - młody był zaciekawiony i chyba obejrzeliśmy 1/3 świątecznej edycji. Później jednak stwierdziłam, że nie wiem jaki wpływ ma częstotliwość odświeżania ekranu na takiego malucha i, że póki co nie będzie oglądał niczego na laptopie.
9. Wskaźnik laserowy. Gdy byliśmy u moich rodziców, gdzie nie mieliśmy naszych zabawek i obrazków szukaliśmy przedmiotów codziennego użytku, które będą nadawały się do zabawiania Szkraba. Wskaźnik laserowy okazał się być hitem tamtego wieczoru. Karol z uwagą wpatrywał się w czerwoną kropkę, którą puszczaliśmy mu na ręce i przedmioty leżące przed nim. Próbował ją także łapać, co jest krokiem na przód w ćwiczeniach na brzuchu, gdyż oznacza machanie rękami. Przez moment nawet rozważałam zakup wskaźnika laserowego aby bawić się nim w domu, ale potem stwierdziłam, że to jednak trochę upokarzające - w końcu mam do czynienia z dzieckiem, a nie kotem... Może to moja schiza - w końcu psom i kotom kupuje się także piłeczki i gumowe zabawki, które piszczą, czyli typowe bobasowe przedmioty. Skoro nie mam żadnych obaw podając Karolowi Sophie, nie powinnam zżymać się na wskaźnik laserowy. Ale ja jednak widzę różnicę. Jeśli ktoś nie ma takiej paranoi wskaźnik polecam - trzeba tylko oczywiście bardzo uważać by nie poświecić maluchowi w oczy.
Karol oparty o rogala szarpie Zośkę jak szczeniaczek swoją gumową zabawkę

To nasza lista na dzień dzisiejszy - cały czas szukam nowych pomysłów na uprzyjemnienie czasu na brzuchu - wszelkie sugestie mile widziane :)

Podobne posty
Suwaczek z babyboom.pl
Suwaczek z babyboom.pl