Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 7 kwietnia 2013
Czyżby tata?
Rozgadało mi się dzisiaj dziecko. Oczywiście słyszę co chcę i dokonuję maksymalnych nadinterpretacji. Ale czyż on nie mówi tam "tata"?
To było rano - od tej pory jego "słownik" poszerzył się kilkakrotnie! Nagrania póki co nie wysłałam głównemu zainteresowanemu, bo jeszcze by pękł z dumy, a jest nam potrzebny.
środa, 6 marca 2013
5 miesięcy
Kilka dni temu Szkrabu skończył 5 miesięcy, a ja jakoś nie mogłam się zebrać by napisać o ty posta - nadrabiam więc zaległości. Zacznę od truizmu - to nie jest to samo dziecko co miesiąc temu. Postęp jest ogromny - mam wrażenie, że Karol już niemalże wszystko kapuje i, że zaczyna mu się tworzyć "charakterek".
Wszystko go ciekawi i do wszystkiego wyciąga ręce. Gdy nie dostanie tego, co mu się akurat spodoba (kubka z kawą, widelca) krzyczy na nas. Głoooośno.
Zębów brak, natomiast objawy ząbkowania ciągle obecne. To co się zmienia to ich natężenie. Kilka dni temu mieliśmy serię niemalże nieprzespanych nocy - teraz znowu jest lepiej - młody śpi od ~20 do 6-7 rano z jedną przerwą na karmienie. Luksus normalnie.
Nadal nie lubi leżeć na brzuchu i kiepsko u niego z przewrotami. Czasami ma takie dni, gdy śmiga bez problemu z brzucha na plecy, a następnego dnia zdaje się o tej umiejętności nie pamiętać, i gdy brzuchowa pozycja mu się znudzi zaczyna narzekać, piszczeć i krzyczeć.
Może i nie przewraca się, ale za to - przemieszcza. W pozycji na brzuchu wykonuje jakieś mikroruchy dzięki którym przekręca się np o 90 stopni + przesuwa o 20 cm i dzięki temu znajduje się w zupełnie innym miejscu na macie. Ponieważ to jednak są mikroruchy chyba nie docenia tej nowej umiejętności i nie zachęca do przekręcenia się na brzuszek.
Z pozycji pół-leżącej siada sam. W siadzie utrzymuje się 20-40 sekund, jeśli to czym się interesuje znajduje się przed nim. Jeśli znajduje się obok - leży po 2-3 sekundach. I strasznie się wtedy złości.
Uwielbia być pionizowany i "latać".
Ukochana zabawka - mama, a dokładniej jej włosy, nos i policzki. Tata też jest niezły, ale ma krótsze włosy, które dodatkowo lepiej trzymają się głowy, a na twarzy ma jakiś zarost, co to łapki drapie...
Na drugim miejscu jeśli chodzi o ulubione zabawki - własne stopy i skarpetki. Wreszcie doczekałam się mojego ulubionego pchania stopy do buzi ;)
Próbował już marchewki i jabłka. Jedzenie to jednak na razie tylko i wyłącznie zabawa i to zabawa, która raczej szybko się nudzi. W związku z tym zjadane ilości są śladowe.
Nie lubi mojego rozmrożonego mleka. I to zaczyna mnie niepokoić. Do pracy wracam za 2 tygodnie, a póki co nie zanosi się by udało się wprowadzić niemleczny posiłek, a na dodatek nie ma sensu robić zapasów mleka. Za kilka dni spróbujemy zrobić kleik na moim rozmrożonym mleku - może w takiej postaci przejdzie. Jeśli nie czeka nas karmienie mlekiem ściąganym na bieżąco - co może być pewnym problemem - moje piersi wyraźnie preferują naturalny, a nie elektryczny laktator - aby ściągnąć mleko na jeden pełen posiłek potrzebuję dwóch sesji...
Mam nadzieję, że w ciągu tych dwóch tygodni problem jakoś sam się rozwiąże, szczególnie, że wolałabym moje mikro-dziecię (ubranka 68-74, 6300g) raczej podtuczyć trochę niż przegłodzić...
Wszystko go ciekawi i do wszystkiego wyciąga ręce. Gdy nie dostanie tego, co mu się akurat spodoba (kubka z kawą, widelca) krzyczy na nas. Głoooośno.
Zębów brak, natomiast objawy ząbkowania ciągle obecne. To co się zmienia to ich natężenie. Kilka dni temu mieliśmy serię niemalże nieprzespanych nocy - teraz znowu jest lepiej - młody śpi od ~20 do 6-7 rano z jedną przerwą na karmienie. Luksus normalnie.
Nadal nie lubi leżeć na brzuchu i kiepsko u niego z przewrotami. Czasami ma takie dni, gdy śmiga bez problemu z brzucha na plecy, a następnego dnia zdaje się o tej umiejętności nie pamiętać, i gdy brzuchowa pozycja mu się znudzi zaczyna narzekać, piszczeć i krzyczeć.
Może i nie przewraca się, ale za to - przemieszcza. W pozycji na brzuchu wykonuje jakieś mikroruchy dzięki którym przekręca się np o 90 stopni + przesuwa o 20 cm i dzięki temu znajduje się w zupełnie innym miejscu na macie. Ponieważ to jednak są mikroruchy chyba nie docenia tej nowej umiejętności i nie zachęca do przekręcenia się na brzuszek.
Z pozycji pół-leżącej siada sam. W siadzie utrzymuje się 20-40 sekund, jeśli to czym się interesuje znajduje się przed nim. Jeśli znajduje się obok - leży po 2-3 sekundach. I strasznie się wtedy złości.
Uwielbia być pionizowany i "latać".
Ukochana zabawka - mama, a dokładniej jej włosy, nos i policzki. Tata też jest niezły, ale ma krótsze włosy, które dodatkowo lepiej trzymają się głowy, a na twarzy ma jakiś zarost, co to łapki drapie...
Na drugim miejscu jeśli chodzi o ulubione zabawki - własne stopy i skarpetki. Wreszcie doczekałam się mojego ulubionego pchania stopy do buzi ;)
Próbował już marchewki i jabłka. Jedzenie to jednak na razie tylko i wyłącznie zabawa i to zabawa, która raczej szybko się nudzi. W związku z tym zjadane ilości są śladowe.
Nie lubi mojego rozmrożonego mleka. I to zaczyna mnie niepokoić. Do pracy wracam za 2 tygodnie, a póki co nie zanosi się by udało się wprowadzić niemleczny posiłek, a na dodatek nie ma sensu robić zapasów mleka. Za kilka dni spróbujemy zrobić kleik na moim rozmrożonym mleku - może w takiej postaci przejdzie. Jeśli nie czeka nas karmienie mlekiem ściąganym na bieżąco - co może być pewnym problemem - moje piersi wyraźnie preferują naturalny, a nie elektryczny laktator - aby ściągnąć mleko na jeden pełen posiłek potrzebuję dwóch sesji...
Mam nadzieję, że w ciągu tych dwóch tygodni problem jakoś sam się rozwiąże, szczególnie, że wolałabym moje mikro-dziecię (ubranka 68-74, 6300g) raczej podtuczyć trochę niż przegłodzić...
niedziela, 27 stycznia 2013
Pękam z dumy
Pewnie wyśmieją mnie mamy, których maluchy niedawno zaczęły siadać, wstawać, chodzić, mówić "mama" i robić inne zaawansowane cuda. Ale co tam. Ja pękam z dumy, gdyż maluch zaczął się obracać! Przedwczoraj zrobił pierwsze nieśmiałe przekręcanie się na boki, a teraz robi to już ze śmiałością, ale i wdziękiem. A jaką ma przy tym radochę! Położony na macie potrafi zrobić na niej 360 stopni jak zegarek przkręcając się kilka razy w lewo (czyli tak naprawdę robi odwrotnie jak zegarek).
I tu muszę się przyznać, że póki co sukces jest połowiczny - obraca się tylko w lewo.
Ale ja i tak wprost nie mogę uwierzyć jaka to zdolniacha.
I tu muszę się przyznać, że póki co sukces jest połowiczny - obraca się tylko w lewo.
Ale ja i tak wprost nie mogę uwierzyć jaka to zdolniacha.
środa, 9 stycznia 2013
Skarpeciory jak dzwony, czyli...a może szafiarka?
Nie, nie dostaliśmy żadnych skarpetek do testowania, ale Szkrab uznał, że te, które ma są warte pokazania i podczas zabawy sam podciągnął obie nogawki spodni by je dumnie zaprezentować (chyba docenił to, że mimo, iż są ciut za duże, jako jedyne nie spadają mu od razu po założeniu).
Jakiś czas temu rozważałam, czy nasz maluszek nie wyrośnie na doradcę laktacyjnego (klik!), teraz zaczynam zastanawiać się, czy nie jest to przyszła męska szafiarka ;)
Ogólnie wczorajszy dzień przyniósł sporo zmian - nawet Dumny Tata zauważył po powrocie do domu, że mamy w domu inne dziecko, niż to, które zapamiętał wychodząc rano do pracy.
Po pierwsze - pierwszy głośny śmiech. Co prawda pojedynczy incydent - po obejrzeniu filmu Tiny z śmiejącym się Filipem zaczęłam chuchać młodemu w brzuch na co on zareagował autentycznym śmiechem, który powtarzał się przy każdym chuchnięciu. Niestety od tej pory cisza w tej kwestii - Szkrab nie chciał zaprezentować nowej umiejętności tacie...
Po drugie - Szkrab zauważył, że mama składa się z czegoś więcej niż cycków. Owocuje to koniecznością uśmiechnięcia się do niej, lub spojrzenia w oczy podczas karmienia. A dokładnie - co łyk, maksymalnie co dwa...
Nie mówię, że się nie cieszę, ale muszę przyznać, że jest to ciut kłopotliwe - szczególnie, że Młody uznał, że nie wypada patrzeć na mamę jednym okiem. W związku z tym ściska sutka mocno ustami i odchyla głowę jak najdalej się da i z wyraźną radochą przygląda mi się. Ja próbuję odpowiadać w podobnie radosny sposób, ale ból, który odczuwam lekko w tym przeszkadza. Wolę wersję z puszczeniem sutka i uśmiechem.
Po trzecie - przespał w nocy 9 godzin. Ja byłam tak padnięta, że nie obudziło mnie nawet przepełnianie się cycków. Gdy młody obudził się o 5:30 były twarde chyba aż do szyi. Z jednej strony cieszę się, że Szkrab zaczyna spać dłużej, ale mam nadzieję, że tak długi sen nocny to póki co incydent, i, że raczej będzie przestawiał się stopniowo - tak by laktacja mogła się dostosować. Po za tym, ponieważ dzienne karmienie jest takie przerywane wydaje mi się, że dobrze by było by bobas podjadł sobie spokojnie w nocy...
Po czwarte - zmartwił mnie swoją negatywną postawą ;) Karol dosyć mało głuży - przez większość czasu ogranicza się do pisków, pojękiwań i jakiś przedziwnych dźwięków. Z rzadka słyszymy "gu", "be", "bu", "ke". A wczoraj gdy Dumny Tata go przewijał bardzo wyraźnie powiedział "o, nie!". Dlaczego nie "o, tak!"??? Mam nadzieję, że nie oznacza to, że rośnie nam młody sceptyk czy tam kontraformista ;)
Nie nadążam za tymi zmianami. To jest wprost niewiarygodne jak te moje prawie 5700g szczęścia zmienia się każdego dnia.
PS. On na tym zdjęciu leży - to tylko wygląda tak, jakby siedział.
Jakiś czas temu rozważałam, czy nasz maluszek nie wyrośnie na doradcę laktacyjnego (klik!), teraz zaczynam zastanawiać się, czy nie jest to przyszła męska szafiarka ;)
Ogólnie wczorajszy dzień przyniósł sporo zmian - nawet Dumny Tata zauważył po powrocie do domu, że mamy w domu inne dziecko, niż to, które zapamiętał wychodząc rano do pracy.
Po pierwsze - pierwszy głośny śmiech. Co prawda pojedynczy incydent - po obejrzeniu filmu Tiny z śmiejącym się Filipem zaczęłam chuchać młodemu w brzuch na co on zareagował autentycznym śmiechem, który powtarzał się przy każdym chuchnięciu. Niestety od tej pory cisza w tej kwestii - Szkrab nie chciał zaprezentować nowej umiejętności tacie...
Po drugie - Szkrab zauważył, że mama składa się z czegoś więcej niż cycków. Owocuje to koniecznością uśmiechnięcia się do niej, lub spojrzenia w oczy podczas karmienia. A dokładnie - co łyk, maksymalnie co dwa...
Nie mówię, że się nie cieszę, ale muszę przyznać, że jest to ciut kłopotliwe - szczególnie, że Młody uznał, że nie wypada patrzeć na mamę jednym okiem. W związku z tym ściska sutka mocno ustami i odchyla głowę jak najdalej się da i z wyraźną radochą przygląda mi się. Ja próbuję odpowiadać w podobnie radosny sposób, ale ból, który odczuwam lekko w tym przeszkadza. Wolę wersję z puszczeniem sutka i uśmiechem.
Po trzecie - przespał w nocy 9 godzin. Ja byłam tak padnięta, że nie obudziło mnie nawet przepełnianie się cycków. Gdy młody obudził się o 5:30 były twarde chyba aż do szyi. Z jednej strony cieszę się, że Szkrab zaczyna spać dłużej, ale mam nadzieję, że tak długi sen nocny to póki co incydent, i, że raczej będzie przestawiał się stopniowo - tak by laktacja mogła się dostosować. Po za tym, ponieważ dzienne karmienie jest takie przerywane wydaje mi się, że dobrze by było by bobas podjadł sobie spokojnie w nocy...
Po czwarte - zmartwił mnie swoją negatywną postawą ;) Karol dosyć mało głuży - przez większość czasu ogranicza się do pisków, pojękiwań i jakiś przedziwnych dźwięków. Z rzadka słyszymy "gu", "be", "bu", "ke". A wczoraj gdy Dumny Tata go przewijał bardzo wyraźnie powiedział "o, nie!". Dlaczego nie "o, tak!"??? Mam nadzieję, że nie oznacza to, że rośnie nam młody sceptyk czy tam kontraformista ;)
Nie nadążam za tymi zmianami. To jest wprost niewiarygodne jak te moje prawie 5700g szczęścia zmienia się każdego dnia.
PS. On na tym zdjęciu leży - to tylko wygląda tak, jakby siedział.
poniedziałek, 31 grudnia 2012
3 miesiące
Przedwczoraj Karol skończył 3 miesiące. Nie mogę w to uwierzyć - z jednej strony to tak długi okres, że ledwie pamiętam jak to było "przed", a z drugiej nie wiem, kiedy ten czas minął. Martwi mnie także, że oznacza to, że już większość mojego urlopu macierzyńskiego minęła - nie wiem, jak ja w marcu rozstanę się z naszym szkrabem.
Jest nam razem we trójkę fantastycznie i naprawdę nie wiem, jak my sobie bez bobasa radziliśmy ;)
Karol jest bobasem niemalże idealnym (co innego mogę powiedzieć, jako matka ;)). W ostatnich dniach mieliśmy okazję spotkać się z różnymi dzieciatymi znajomymi i muszę nieskromnie przyznać, że Karol rozwija się trochę szybciej niż większość dzieci, która nas odwiedziła. Opanował już bardzo dużo czynności, które według "Pierwszego roku życia dziecka" Heidi Murkoff przypadają na 4 miesiąc - spionizowany (co bardzo lubi) trzyma sztywno główkę, położony na brzuszku utrzymuje się na przedramionach (czego jednak nadal nie lubi), chwyta przedmioty położone na brzuszku lub trzymane przed nim, wyciąga rączkę po przedmiot. Zdarza mu się też przewrócić z brzucha na plecy, ale robi to czysto przypadkowo, gdy akurat korzystnie mu się łapka ułoży. W większości przypadków pozostawiony na brzuszku piszczy niezadowolony by go przekręcić na plecy. Tworzy zbitki samogłosek ze spółgłoskami - ale dosyć rzadko - woli ograniczać się do pisków i do francuskiego "rrrr". Kilka razy gdy podałam mu palce wskazujące i lekko przesuwałam je do siebie zaczął podciągać się do siadu (ale tylko w przypadku gdy był głową oparty o rogala do karmienia, z pozycji leżącej zawsze stawia opór, w związku z tym nawet przestałam mu taką zabawę proponować). Wierzga nogami jak szalony - próbuje unieść je jak najwyżej; odkrył także, że ma kolanka, na które można położyć rękę, co wyraźnie sprawia mu przyjemność.
W porównaniu z rówieśnikami jest natomiast raczej drobny (5,5 kg, wzrost gdzieś między 62 a 68 cm - w każdym razie takie ubranka na niego pasują - mierzony będzie w przyszłym tygodniu) - po pierwsze ze względu na zażegnane już kłopoty z karmieniem, po drugie pewnie ze względu na nadmierną wręcz aktywność. Wydaje się, że te kalorie, dzięki którym powinien rosnąć idą w rozwój psychomotoryczny. W przyszłym tygodniu mamy kolejną dawkę szczepionki i związaną z tym wizytę u pediatry - dowiem się wtedy, czy tą małą wagą powinnam się martwić. Z drugiej strony co mam zrobić - przecież nie zwiążę mu rąk i nóg i nie będę pasła jak gęsi...
Karol wydaje się być także bardziej uspołeczniony niż inne dzieci, które poznaliśmy - niestety pod warunkiem, że za definicję uspołecznienia uznamy potrzebę kontaktu z ludźmi i niechęć do wszystkiego, co ma tych ludzi zastępować. Nie dla niego karuzelki, projektory, mobile, leżaczki- bujaczki. Takie urządzenia co najmniej go nie interesują, a częściej frustrują. Nie ma mowy, by inne wibracje czy bujanie niż wywołane ruchem rąk były go w stanie uspokoić. Nie ma mowy by zasnął przy jakiejś odtwarzanej muzyce - jeśli coś ma go uspokoić lub pozwolić mu zasnąć, musi być wykonane przez człowieka. Jeśli chodzi o kołysanki to tłumaczę to sobie potrzebą urozmaicenia - z moim talentem i głosem, żadna piosenka nie brzmi zawsze tak samo...Niby DT ma lepszy słuch (w końcu kiedyś tam za młodu był basistą w jakimś tam garażu), ale też ma raczej luźne podejście do melodi...
Jeśli chodzi o rytm dnia - jedzenie co 3, czasami 2 godziny; jako tako śpimy w nocy, gorzej w dzień. Przez jakiś czas Karol miał fazę na przesypianie nocy praktycznie w całości, teraz budzi się około 3 w nocy - na szczęście wtedy nakarmiony i odłożony do łóżeczka zasypia prawie od razu.
Chciałabym napisać, że problemów ze spaniem nie mamy, ale nie byłaby to prawda - od świąt, które Karol ciężko zniósł, zasypianie wieczorne, które do niedawna odbywało się niemalże bezproblemowo, przedłuża się i przedłuża. I frustruje. Oj, frustruje... Dwa wieczory tuż po świętach spędziliśmy podając sobie płaczące dziecko z rąk do rąk do północy. Cieszę się, że Karol ma ojca, który ma odpowiednie poglądy na wychowanie dzieci - muszę przyznać, że miałam takie momenty desperacji, że kusiło mnie by zostawić płaczącego bobasa w łóżku, bo nie miałam już siły oraz pomysłów na to, jak go uśpić. Na szczęście DT wybijał mi takie myśli z głowy.
Dzienne drzemki też wychodzą nam różnie - dzisiaj np. Karol śpi cudownie (zasypia w ciągu 2 piosenek i potrafi przespać całą godzinę), natomiast wczoraj miał tylko jedną krótką drzemkę rano i dłuższą wczesnym popołudniem - wieczorem był więc dosyć marudny ze zmęczenia. Nie mamy chyba odpowiedniego rytuału drzemek dziennych, co w połączeniu z nadmierną ciekawością i aktywnością szkraba powoduje, że ciężko mu zasnąć. Dodatkowo mieszkamy w bloku, w którym zamieszkałych jest chyba z 7 mieszkań, a w pozostałych trwają dopiero prace wykończeniowe. Szkrab nie jest jakoś straszliwie wrażliwy na dźwięki, ale nagle włączająca się wiertara lub młot udarowy potrafią go zupełnie rozbudzić.
Podsumowując krótko
Co Karol lubi?
Jest nam razem we trójkę fantastycznie i naprawdę nie wiem, jak my sobie bez bobasa radziliśmy ;)
Karol jest bobasem niemalże idealnym (co innego mogę powiedzieć, jako matka ;)). W ostatnich dniach mieliśmy okazję spotkać się z różnymi dzieciatymi znajomymi i muszę nieskromnie przyznać, że Karol rozwija się trochę szybciej niż większość dzieci, która nas odwiedziła. Opanował już bardzo dużo czynności, które według "Pierwszego roku życia dziecka" Heidi Murkoff przypadają na 4 miesiąc - spionizowany (co bardzo lubi) trzyma sztywno główkę, położony na brzuszku utrzymuje się na przedramionach (czego jednak nadal nie lubi), chwyta przedmioty położone na brzuszku lub trzymane przed nim, wyciąga rączkę po przedmiot. Zdarza mu się też przewrócić z brzucha na plecy, ale robi to czysto przypadkowo, gdy akurat korzystnie mu się łapka ułoży. W większości przypadków pozostawiony na brzuszku piszczy niezadowolony by go przekręcić na plecy. Tworzy zbitki samogłosek ze spółgłoskami - ale dosyć rzadko - woli ograniczać się do pisków i do francuskiego "rrrr". Kilka razy gdy podałam mu palce wskazujące i lekko przesuwałam je do siebie zaczął podciągać się do siadu (ale tylko w przypadku gdy był głową oparty o rogala do karmienia, z pozycji leżącej zawsze stawia opór, w związku z tym nawet przestałam mu taką zabawę proponować). Wierzga nogami jak szalony - próbuje unieść je jak najwyżej; odkrył także, że ma kolanka, na które można położyć rękę, co wyraźnie sprawia mu przyjemność.
W porównaniu z rówieśnikami jest natomiast raczej drobny (5,5 kg, wzrost gdzieś między 62 a 68 cm - w każdym razie takie ubranka na niego pasują - mierzony będzie w przyszłym tygodniu) - po pierwsze ze względu na zażegnane już kłopoty z karmieniem, po drugie pewnie ze względu na nadmierną wręcz aktywność. Wydaje się, że te kalorie, dzięki którym powinien rosnąć idą w rozwój psychomotoryczny. W przyszłym tygodniu mamy kolejną dawkę szczepionki i związaną z tym wizytę u pediatry - dowiem się wtedy, czy tą małą wagą powinnam się martwić. Z drugiej strony co mam zrobić - przecież nie zwiążę mu rąk i nóg i nie będę pasła jak gęsi...
Karol wydaje się być także bardziej uspołeczniony niż inne dzieci, które poznaliśmy - niestety pod warunkiem, że za definicję uspołecznienia uznamy potrzebę kontaktu z ludźmi i niechęć do wszystkiego, co ma tych ludzi zastępować. Nie dla niego karuzelki, projektory, mobile, leżaczki- bujaczki. Takie urządzenia co najmniej go nie interesują, a częściej frustrują. Nie ma mowy, by inne wibracje czy bujanie niż wywołane ruchem rąk były go w stanie uspokoić. Nie ma mowy by zasnął przy jakiejś odtwarzanej muzyce - jeśli coś ma go uspokoić lub pozwolić mu zasnąć, musi być wykonane przez człowieka. Jeśli chodzi o kołysanki to tłumaczę to sobie potrzebą urozmaicenia - z moim talentem i głosem, żadna piosenka nie brzmi zawsze tak samo...Niby DT ma lepszy słuch (w końcu kiedyś tam za młodu był basistą w jakimś tam garażu), ale też ma raczej luźne podejście do melodi...
Jeśli chodzi o rytm dnia - jedzenie co 3, czasami 2 godziny; jako tako śpimy w nocy, gorzej w dzień. Przez jakiś czas Karol miał fazę na przesypianie nocy praktycznie w całości, teraz budzi się około 3 w nocy - na szczęście wtedy nakarmiony i odłożony do łóżeczka zasypia prawie od razu.
Chciałabym napisać, że problemów ze spaniem nie mamy, ale nie byłaby to prawda - od świąt, które Karol ciężko zniósł, zasypianie wieczorne, które do niedawna odbywało się niemalże bezproblemowo, przedłuża się i przedłuża. I frustruje. Oj, frustruje... Dwa wieczory tuż po świętach spędziliśmy podając sobie płaczące dziecko z rąk do rąk do północy. Cieszę się, że Karol ma ojca, który ma odpowiednie poglądy na wychowanie dzieci - muszę przyznać, że miałam takie momenty desperacji, że kusiło mnie by zostawić płaczącego bobasa w łóżku, bo nie miałam już siły oraz pomysłów na to, jak go uśpić. Na szczęście DT wybijał mi takie myśli z głowy.
Dzienne drzemki też wychodzą nam różnie - dzisiaj np. Karol śpi cudownie (zasypia w ciągu 2 piosenek i potrafi przespać całą godzinę), natomiast wczoraj miał tylko jedną krótką drzemkę rano i dłuższą wczesnym popołudniem - wieczorem był więc dosyć marudny ze zmęczenia. Nie mamy chyba odpowiedniego rytuału drzemek dziennych, co w połączeniu z nadmierną ciekawością i aktywnością szkraba powoduje, że ciężko mu zasnąć. Dodatkowo mieszkamy w bloku, w którym zamieszkałych jest chyba z 7 mieszkań, a w pozostałych trwają dopiero prace wykończeniowe. Szkrab nie jest jakoś straszliwie wrażliwy na dźwięki, ale nagle włączająca się wiertara lub młot udarowy potrafią go zupełnie rozbudzić.
Podsumowując krótko
Co Karol lubi?
- Swoje ręce, a właściwie dłonie. Lizać, podgryzać, ciamkać. Sprawdzać ile paluchów wejdzie na raz do buzi (wydaje mi się, że 6), który jest najsmaczniejszy (chyba wskazujący), i jak głęboko da się łapkę wsadzić do buzi (cała piąstka do drugiego paliczka paluchów)
- Kauczukowe lub silikonowe zabawki, które miło bada się jęzorem
- Leżeć na przewijaku. Najlepiej bez ubrania
- Uśmiechać się i piszczeć
- Być w innych pozycjach niż leżąca
- Wszystkie zabiegi pielęgnacyjne - czesanie, mycie buzi wacikiem, przecieranie oczu. On nawet lubi wyciąganie glutów aspiratorem (ale nie zawsze)
- Słuchać, jak śpiewamy (mam nadzieję, że fakt że usypia przy wykonywanych przez nas kołysankach oznacza, że mu się to podoba, a nie, że jest tak straszne, że musi się wyłączyć)
- Dostawać witaminy (od wczoraj tylko D, bez K)
- Dużo ludzi u nas w domu
- Spać w dzień
- Zakładania kombinezonu
- Zakładania czapki (to powinna być kategoria - nienawidzi)
- Dużo ludzi poza domem
- NIESTETY!!! - jeździć samochodem. Nie wiem, co się stało, ale jakiś tydzień temu fotelik i samochód najwyraźniej przeszły według Karola na ciemną stronę mocy i wyjazdy gdzieś przestały być przyjemnością. Należy nastawić się na co najmniej 20 minut płaczu - później biedak zasypia ze zmęczenia...
czwartek, 20 grudnia 2012
Przemianowanie - witajcie na szkrabowym blogu
Gdyby więcej dni byłoby takich ja te kilka ostatnich myślę, że zdecydowałabym się na stadko dzieci ;) Wiem, że nie potrwa to długo - niewiele brakuje nam do kolejnego skoku rozwojowego - ale póki co moje dziecię jest chodzącym (no, w sumie raczej leżącym, bądź też wczepionym na małpiatkę) aniołem. Dużo się śmieje - do niedawna każde przebudzenie oznaczało płacz, a w najlepszym wypadku skwierczenie - teraz wita nas uśmiech. Nie zawsze, ale zdarza mu się także z uśmiechem zasypiać. Ogólnie ładnie śpi - w ciągu dnia drzemki są krótkie, ale jest ich kilka, tak więc udaje się razem zebrać te zalecane 3h. Dzięki temu większość posiłków jemy razem (tzn. my rodzice, nie ja i bobas - chociaż uczciwie przyznam, że i to się zdarza). Wieczorem usypianie także udaje się dosyć bezboleśnie.
Poza tym niesamowicie wydoroślał - jestem w szoku jak w ciągu kilku dni dziecko potrafi wybystrzeć. Wiem, że to typowy syndrom matki, ale naprawdę widzę inteligencję w oczach mojego maluszka. Karol zaczyna już coraz świadomiej patrzeć na świat - uwielbiam obserwować jak zaczyna uważnie oglądać przedmioty i je badać. Ruchy rąk są póki co nadal nieskoordynowane - ale zdarza mu się złapać przedmiot, przytrzymać go ręką, dotyka mojej twarzy i, tu już będzie nadinterpretacja - nadstawia łapki do cmokania ;) Uwielbia słuchać piosenek, a właściwie wszystkiego co ma rytm.
Bardzo dużo się bawimy i rozmawiamy. Razem mówimy wierszyki - w tym o koziołeczku wysyłanym przez ojca do miasteczka Karol mówi kwestię koziołka - tzn płacze ;) Wiadomo koziołek dostawał lanie od ojca - Karol już wie, że dzieci nie wolno bić, nawet jeśli są kozami. W wierszyku o lokomotywie mówi kwestie lokomotywy - czyli sapie i dyszy. Musimy tylko jeszcze popracować nad tym by mówił te kwestie we właściwych momentach wiersza.
Faceta, który jest już tak dorosły i już tyle w życiu osiągnął nie można nadal nazywać Kluskiem. Po prostu nie wypada nazywać tak kogoś, kto już zupełnie świadomie może sobie wsadzić pół ręki do buzi. Od dzisiaj więc przemianujemy Kluska na Szkraba. Zastanawiałam się, czy tej zmiany nie dokonać gdy Karol skończy 3 miesiące, ale myślę. że by się obraził, że nie doceniamy jego postępów. Witamy więc na szkrabowym blogu, od tej pory nasz blog nazywa się "All about Szkrab" :)
A poniżej pierwsza szkrabowa historyjka - gastronomiczna ;)
Poza tym niesamowicie wydoroślał - jestem w szoku jak w ciągu kilku dni dziecko potrafi wybystrzeć. Wiem, że to typowy syndrom matki, ale naprawdę widzę inteligencję w oczach mojego maluszka. Karol zaczyna już coraz świadomiej patrzeć na świat - uwielbiam obserwować jak zaczyna uważnie oglądać przedmioty i je badać. Ruchy rąk są póki co nadal nieskoordynowane - ale zdarza mu się złapać przedmiot, przytrzymać go ręką, dotyka mojej twarzy i, tu już będzie nadinterpretacja - nadstawia łapki do cmokania ;) Uwielbia słuchać piosenek, a właściwie wszystkiego co ma rytm.
Bardzo dużo się bawimy i rozmawiamy. Razem mówimy wierszyki - w tym o koziołeczku wysyłanym przez ojca do miasteczka Karol mówi kwestię koziołka - tzn płacze ;) Wiadomo koziołek dostawał lanie od ojca - Karol już wie, że dzieci nie wolno bić, nawet jeśli są kozami. W wierszyku o lokomotywie mówi kwestie lokomotywy - czyli sapie i dyszy. Musimy tylko jeszcze popracować nad tym by mówił te kwestie we właściwych momentach wiersza.
Faceta, który jest już tak dorosły i już tyle w życiu osiągnął nie można nadal nazywać Kluskiem. Po prostu nie wypada nazywać tak kogoś, kto już zupełnie świadomie może sobie wsadzić pół ręki do buzi. Od dzisiaj więc przemianujemy Kluska na Szkraba. Zastanawiałam się, czy tej zmiany nie dokonać gdy Karol skończy 3 miesiące, ale myślę. że by się obraził, że nie doceniamy jego postępów. Witamy więc na szkrabowym blogu, od tej pory nasz blog nazywa się "All about Szkrab" :)
A poniżej pierwsza szkrabowa historyjka - gastronomiczna ;)
niedziela, 28 października 2012
4 tygodnie
Nasza kluska jest już z nami 4 tygodnie. I dużo, i mało. Z jednej strony mam wrażenie, że to były najdłuższe 4 tygodnie mojego życia, z drugiej tak naprawdę minęły błyskawicznie. Wszystko zależy od perspektywy, z której się patrzy na czas. Każy dzień był dosyć podobny do poprzedniego - karmienie, przewijanie, robienie min, usypianie, a z drugiej strony każdy był zupełnie niepowtarzalny i przynoszący coś nowego. Nasze postępy póki co:
Pogodziłam się z prasowaniem...
- młody polubił kąpiele. Pierwsze kilka razy to czarna rozpacz - krzyk, wyginanie się, a przynajmniej wyraźne niezadowolenie. Okazało się, że nasz synek jest ciepłolubny - gdy zwiększyliśmy temperaturę do 38, a nawet więcej stopni okazało się, że kąpiel może być przyjemna
- mniej darcia się przy przewijaniu. Płacz słyszymy teraz mniej więcej co 2-3 kupę ;)
- Młody potrafi już skupić uwagę na czymś przez dłużej niż kilkanaście sekund
- Mamy pierwszą zabawkę - słonika Lamaze. Bardzo kolorowy i zdecydowanie wzbudza zainteresowanie naszego małego człowieka
- Waga - około 3850g - czyli w końcu udało się przekroczyć wagę urodzeniową. Mam nadzieję, że teraz będziemy już obserwować ładne przyrosty ;)
- zaliczyliśmy pierwszą imprezę z małym. Co prawda bez szaleństw - były to urodziny 11 letniej bratanicy, więc atmosfera raczej spokojna i rodzinna. Klucha poskwierczała trochę po dotarcie na miejsce, a pozostały czas przespała w ramionach wujka robiąc do niego słodkie minki i udając, że już się uśmiecha ;)
Pogodziłam się z prasowaniem...
Subskrybuj:
Posty (Atom)







