czwartek, 13 grudnia 2012

Mama chodzi sama :)

Zaliczyłam pierwsze samodzielne, bezbobasowe wyjście. Nic ekscytującego - musiałam pojechać do lekarza, a mamy zepsuty samochód, więc niemogliśmy wybrać się rodzinnie. Pierwszy raz od 2 miesięcy samodzielnie przemaszerowałam ulicami prowadzącymi do stacji, zapakowałam się do SKM (która wydawała mi się tym razem naprawdę szyba) i udałam się do centrum Warszawy. Pierwszy szok - przejście podziemne między Śródmieściem a Centralnym - ile sklepów, ile ludzi ;) W jednym z butików kupiłam sobie czapkę gdyż w całym zamieszaniu przedwyjściowym zapomniałam o jakimś nakryciu głowy. Później jazda tramwajem - przez okno wyglądałam podekscytowana jak przedszkolak. Wizyta u lekarza trwała dosłownie kilka minut - gdy wyszłam z budynku nie wiedziałam co zrobić z czasem - z jednej strony apteka - kusi mnie by wejść i popytać o kilka preparatów wymienianych przez Srokę, obok Rossmann ( którego nie ma w naszej wiosce) - przypomina mi się, że kończą nam się niektóre kosmetyki, tuż obok Coffee Heaven, którego normalnie nie odwiedzam, ale tym razem żołądek, w którym nic nie było od 20 dnia poprzedniego sugeruje, że w tym miejscu możnaby coś wciągnąć), rozum podpowiada, że jak tylko przejadę 2 przystanki będę mogła wejść do Złotych Tarasów, gdzie nie tylko mam szansę coś kupić, ale skąd już będę miała blisko do pociągu. W międzyczasie przypomina mi się bobas, który pierwszy raz został sam z tatą. I włącza się kolejny strumień świadomości - kurcze, zostawiłam im tak mało mleka (od kilku dni Klusek porzucił dobry zwyczaj przesypiania nocy i budzi się kilkakrotnie dopominając się jedzenia, co ogranicza moje możliwości laktatorowania), sąsiad z wiertarką pewnie znowu szaleje i młody nie może usnąć, zapomniałam M. powiedzieć by nie smarował mu przed spacerem buzi kremem Flosleku, bo wczoraj zorientowałam się, że zawiera wodę. Decyzja - wstępuję tylko do sklepu spożywczego po coś na obiad i wracam. Szybko znajduję się z powrotem w pociągu i po 3h od wyjścia jestem już w domu. A tam - Bobas i tata zadowoleni. Mleko nie było potrzebne - Klusek nie dopominał się, i grzecznie poczekał na powrót cycków do domu. Okazuje sie, że sprawował się wzorcowo i nawet uciął sobie w międzyczasie drzemkę.
Jedyny problem to fakt, że tata nie raczył tego wykorzystać w sposób, w jaki ja bym to zrobiła. Zastałam niepościelone łóżko, niepozmywane naczynia, ubranka młodego walające się po podłodze i błoto w przedpokoju...Zaczynam się obawiać jak będzie wyglądał nasz dom, gdy ja wrócę do pracy i Karol przejdzie pod opiekę taty. Mam nadzieje, że nie będę musiała zaczynać od odgruzowania mieszkania...

15 komentarzy:

  1. piękny opis dnia mamy "która zerwała się z łańcucha"

    nie polecam wizyty w Złotych przed świętami, mój niewyspany mózg jest obecnie w każdym CH przerażony

    a co do taty to klasyka, jak nie wydasz wyraźnych poleceń, to inicjatywy brak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odwiedziłam Zlotych. Już przejście podziemne z butkiami to było dla mnie za dużo.

      Usuń
  2. No właśnie! zadziwia mnie fakt, że jak zostawiam Męza z Miko to też nic nie jest zrobione a jak ja jestem z Młodym to i obiad jest i posprzątane;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mamy jesteśmy po prostu czarodziejkami ;)

      Usuń
  3. Musisz częściej tak sama wychodzić, bo to dobre dla samego dobrego samopoczucia i żeby odetchnąć chociaż na chwilę od dziecka, przewijania, karmienia itp.
    A co do tatusia to musisz trochę przeszkolić. Jeśli już nie ma zamiaru nic nie robić to chociaż niech dalej nie bałagani.

    Też mam bałaganiarza w domu i jest podobnie jak zostawiam taką dwójkę w domu.
    Nie zrobi nic w sensie posprzątania, ale w tej chwili jest już trochę przeszkolony i np. wie, że trzeba brudne ubranka wrzucić do kosza na bieliznę, a nie gdzieś indziej..

    Niestety to jest taki typ faceta, który nie umie robić kilku rzeczy na raz, tzn., że jak pilnuje dziecko to już nie pościeli, nie pozmywa i nie poprasuje ;)
    Kobiety górą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy podobny model ;) Jednozadaniowy :)
      Rzeczywiście będę musiała częściej wychodzić, aby powoli przygotowywać się do sytuacji, gdy to ja chodzę do pracy a M. siedzi z bobasem w domu.

      Usuń
  4. Haha :) Niezły szok - wyjść pierwszy raz z domu, nie? Najlepsze jest to, że większość z nas wychodzi dopiero, gdy jest zmuszona coś załatwić - bank, lekarz, itd :) p.s. też mam model jednozadaniowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Totalny. Poczułam się, jak w zupełnie innym świecie.

      Usuń
  5. Kochana, a od czego są telefony.. . Trzeba było zadzwonić i sruuu do złotych na zakupy :-)
    Chcociaz z 2 strony, pewnie jakbyś zadzwoniła to okazałoby sie ze jestes PILNIE potrzebna :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korciło mnie by zadzwonić. Ale oprócz tego, że bałam się, że będę natychmaist potrzebna, to w pierwszej chwili byłabym posądzona o bycie matką-wariatką, co 120 minut bez informacji o stanie bobasa nie jest w stanie wytrzymać...

      Usuń
  6. Teraz człowiek na nowo odkrywa rzeczywiste rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak. Trzeba się cywilizować na nowo...

      Usuń
  7. Wbrew pozorom faceci dobrze radzą sobie z dziecmi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z bobasem M. radzi sobie świetnie (jest dużo lepszy ode mnie w szybkim uspakajaniu).

      Usuń
  8. Ja też w chwilach "wolności" miałam wizję katastrofy (że dziecko głodne a tata jak mleka w cycu nie ma, tak nie miał; zwłaszcza że syn antybutelkowy) i zawsze były to czcze obawy:)

    OdpowiedzUsuń

Podobne posty