poniedziałek, 25 marca 2013

Rutinas Diarias

Zawsze byłam osobą, która błyskawicznie dostosowuję się do nowej sytuacji, czy też warunków w których dane jej było mieszkać, czy żyć. Tak było z moją ciążą - mimo, że była dla mnie zaskoczeniem przeszłam nad nią do porządku dziennego w dosłownie kilka godzin. Po ujrzeniu dwóch kresek przez moment byłam w niezłym szoku, następne minuty poświęciłam przemyśleniu co muszę w życiu zmienić. Gdy już to ustaliłam zadzwoniłam do M. by go powiadomić (byłam wtedy w Stanach - i ten jeden, jedyny raz zapomniałam o różnicach w strefach czasowych), pogadaliśmy trochę, poszłam spać, by następnego dnia obudzić się z pełną świadomością swojego stanu. Krótko po tym, gdy brzuch zaczął mi się zaokrąglać byłam już tak do niego przyzwyczajona, że nie pamiętałam, jak to jest żyć bez brzucha. Jak to jest żyć z brzuchem udało mi się zapomnieć w dosłownie dzień po porodzie. Z kolei kilka dni po powrocie do domu nie pamiętałam, jak to jest nie mieć bobasa. Teraz podobnie było z moim powrotem do pracy. Co prawda jeszcze pamiętam, jak to jest siedzieć z dzieckiem cały dzień w domu, i trochę za tym tęsknię, ale tak naprawdę wystarczył ten pierwszy tydzień bym zdążyła przyzwyczaić się do naszego nowego trybu życia. Jak więc wygląda nasz dzień?
Rozpoczyna się wcześnie. Szkrab ostatnio wstaje około 5 rano, i nijak nie daje się przekonać, że to za wcześnie. Ja jestem wtedy jeszcze zupełnie nieprzytomna i szczerze mówiąc nie do końca kojarzę, co się właściwie wtedy dzieje. Młody zjada śniadanko, przez jakiś czas leży grzecznie między nami oglądając sobie kołdrę, a następnie gdy już się znudzi zaczyna piszczeć. Ja w półśnie próbuję się z nim bawić, ale idzie mi to dosyć niemrawo i około 6:15-6:30 M. wykończony popiskiwaniem i pokrzykiwaniem wstaje i zabiera młodego na matę edukacyjną. Gdy młody baraszkuje na macie przygotowuje śniadanie. Ja dosypiam. Wstaję, gdy Szkrabowi znudzi się samodzielna zabawa na macie i zaczyna marudzić. Zjadamy śniadanie, wypijamy kawę podczas której młody ląduje dodatkowo na cycku. Wychodzę z domu o 7:30. Szkrabu jest wyraźnie smutny gdy żegnamy się w przedpokoju. Prawdopodobnie zaczyna się u niego jakiś lęk separacyjny, gdyż przez około pół godziny po moim wyjściu M. nie może mu na chwilę zniknąć z oczu - później mu się na szczęście trochę poprawia i przez krótkie momenty może zająć się sam sobą. Pierwszą drzemkę ucina sobie około 8:30 i trwa ona około godziny. Wtedy też dostaje mleko - zjada różnie - czasami 100, czasami 30ml. Następuje zabawa, spacer, jakieś wyjście do sklepu, lub do remontowanego domu. Kolejna drzemka przypada na 12-12:30 i z reguły jest krótsza - pół godziny, czasami 45 minut. Szkrabu dostaje mleko, lub gdy zje cały zapas, coś niemlecznego. Ja w domu jestem około 14:15 i niezależnie kiedy był poprzedni posiłek cała ja, oraz moje cycki witane są z dużym entuzjazmem. Do wieczora młody nadrabia kalorie, które przepadły mu podczas mojej nieobecności - wyraźnie zwiększyła nam się częstotliwość cycusiowania. Rutyny wieczorne około-bobasowe nie zmieniły się - o 19 kąpiel, masaż, kolacyjka i spać. Nie zauważyłam pogorszenia snu nocnego (ale to może dlatego, że i tak z mojej perspektywy nie jest najlepiej - młody budzi się około 11-12, a następnie 2-3 i niestety zdarza się, że po jedzeniu ma problemy zaśnięciem). Rutyny wieczorne nie-bobasowe trochę się zmieniły - zamiast błogiego leniuchowania próbuję doprowadzić mieszkanie do stanu używalności. Nie wiem, jak to się dzieje, że duet tata + syn produkują kilkakrotnie większy bałagan niż mama + syn...
Czyli podsumowując - nadal jest dobrze i okazuje się, że wiele obaw, które dręczyły mnie przed powrotem do pracy okazało się być bezpodstawne. To, co męczy mnie, to fakt, że z M. prawie się nie widujemy - jesteśmy razem rano, z tym, że ja wtedy albo jestem nieprzytomna, albo biegam po mieszkaniu równocześnie myjąc zęby, ścieląc łóżko i pakując laktator, następnie trochę w środku dnia - gdy ja karmię młodego on odgrzewa lub kończy przygotowywać obiad, który następnie naprędce zjadamy. Po obiedzie M. wychodzi do swojej pracy, a później jeszcze wpada na budowę -  do domu wraca najczęściej podczas pierwszego nocnego karmienia - i ja wtedy z reguły też już jestem nieprzytomna i ciężko ze mną się dogadać. Mam nadzieję, że gdy skończymy z remontem sytuacja trochę się poprawi - co prawda ja wkrótce po tym będę pracować na pełen etat, ale za to obydwoje będziemy mogli pracować z domu - gdzie po prostu będziemy wymieniać się opieką nad bobasem.

30 komentarzy:

  1. z ta pracą w domu...mhmm ja nie mogłam, jak jestem w domu to mam milion zajęć domowych i praca była robiona na "pół gwizdka".Co mały piardnął lub pisknął już do niego leciałam, tak sie nie dało pracować. Więc z mężem przez pół roku wymienialiśmy się tzn. np. ja jechałam rano do biura i w domu byłam 12-13 i jechał maż lub na odwrót. Jak musiałam to byłam cały dzień w pracy a poźniej mąz itd. Teraz zajmuje się moim synkiem moja mama, więc luz blus;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zobaczymy jak to będzie u nas. Do biura na pewno i tak będę musiała jeździć, ale póki co zakładam, że nie bedą to jakieś ściśle ustalone godziny. Po to m.in. pracuję teraz na pół etatu by na bardziej spokojnie ustalić, co nam najbardziej pasuje. Możliwe, że skończy się na takim modelu jak u Was, gdyż póki co, nawet gdy nie miałam dziecka ostatecznie wolałam jeździć do biura, gdyż tam po prostu efektywniej pracowałam.

      Usuń
  2. No nie jest widzę lekko, ale pewnie to kwestia przyzwyczajenia. Twój mąż ma teraz konkretne obowiązki przy dziecku, które z pewnością zaoowocują pogłębieniem ich więzi. W ogóle spadło na niego sporo obowiązków. Szacunek dla niego :)
    Podziwiam determinację odnośnie karmienia. Zresztą nie dziwię się :) Odnośnie lęku separacyjnego to zwykle występuje około 8-go miesiąca, gdy dziecko jest jeszcze bardziej świadome sytuacji, ale z pewnością młody coś już kuma. Trzymajcie się dzielnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki prawdziwy lęk separacyjny to rzeczywiście chyba 8 miesiąc - teraz mamy raczej takie preludium - ale zobaczymy, może dzięki stopniowemu przyzywczajaniu ten właściwy lęk przejdzie jakoś łagodniej.

      Usuń
    2. Na pewno. Za dwa miesiące to już będziesz ekspertem, więc lęk Ci nie będzie straszny :-)

      Usuń
  3. O kurcze, no niezle sobie dajecie rade! 5 rano to tragiczna pora na wstawanie także bardzo was podziwiam;) my na razie przekonalismy Zoske do wstawania ok 7 rano ale w kazdej chwili pewnie znów się odmieni:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja codziennie próbuję przekonać bobasa, że lepiej by mu było, gdyby jeszcze sobie pospał. Ale on jakoś nie może tego skumać.

      Usuń
    2. Czytałam na ten temat prawie każdy artykuł i książkę będąc niedawno w podobnej desperacji i wszędzie pisze ze problem wczesnych pobudek dziecka jest najtrudniejszym problemem do rozwiązania.
      No bo biologicznie na takie pobudki dzieciaczki są własnie zaprogramowane. NIe przetrzymasz też dziecka np płaczem czy głaskaniem, przytulaniem jak np przy nocnej pobudce bo o tej 5 juz jest na tyle wyspane, że wcale nie myśli o ponownym zasypianiu. Myśmy odryli, że jeżeli godzinę przed planowaną pobudką Zosi (np jak budziła nam sięo 5:20 rano) nakarmimy ją przez sen i damy smoczka, to przesypia tą porę pobudki i śpi do 7. Dosłownie nastawiamy sobie zegarek na to karmienie. Czasem Zoska sie przebudzi a zcasem na śpiocha ją karmimy. domyślam się ze błogi stan nakarmienia i smoczek sprawia ze gdy przebudzi się o tej 5 to jest jej zbyt dobrze aby wstawać i zasypia ponownie. Natomiast gdzy dziecko zwykle o 5 przebudza się mogłoby jeszcze w sumie pospac bo wcale do konca nie jest wyspane ale po pierwsze jest głodne a zanim się nakarmi to już jest na tyle wybudzone ze snu ze tak szybko spowrotem nie zaśnie (stad ta bardzo wczesna ranna drzemka). Ciężki problem do przełknięcia:D aż się bojęco to będzie jak będziemy chcieli w końc uto jedno karmienie wycofać.

      Usuń
    3. A weekend zmiana czasu - to dopiero będzie sajgon!!!

      Usuń
    4. Dobrze, że zmiana, jest we właściwą stronę - da nam to w pewnym sensie dodatkową godzinę czasu.
      Jeśli chodzi o te pobudki o nieludzkiej porze - Aga pewnie masz rację. W weekend spróbuję nakarmić przez sen - szczerze mówiąc w ciągu tygodnia się boję - a nuż okaże się, że Szkrabu zamiast pójść spać uzna, że 4 nad ranem to też niezła godzina by rozpocząć dzień? A w świąteczny weekend nawet jak tak się stanie, to potem sobie odeśpię u rodziców.
      Z drugiej strony Szkrabu przez bardzo długi czas spał od 20 do 6-7 rano z jedną tylko nocną pobudką To kwestia ostatniego miesięca, gdy nie tylko zaczął wstawać wcześniej, ale robi to po większej ilości posiłków w nocy...

      Usuń
  4. A ja uważam ze szacunek należy sie Tobie, za te cała organizacje.... Bravo! Pieknie ze M pomaga, ale tak przecież musi byc, bo szkrab ma oboje rodzicow:-)
    Milka przez ostatnie dwa tyg tez budzi sie przed 6 rano,,, masakra.. Przesuwamy powoli porę kąpieli...zobaczymy czy coś sie zmieni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, my też próbowaliśmy przesuwać porę kąpieli i spania i u nas to wcale nie przekładało się na poranne wstawanie;/ Może u Was będzie inaczej!

      Usuń
    2. my też próbowaliśmy przesunąć porę kąpieli i nie miało to wpływu na poranne wstawanie. Ja mam nadzieję, że wyrośnie...

      Usuń
    3. Ja myślę, że pory kąpieli nie warto przesuwać jeśli już to porę karmienia i snu.
      Dziecko pod koniec dnia jest zmęczone, marudzi (piszę to na własnym przykładzie).
      Lepiej je wykąpać tak jak zawsze. Odpręży się, przynajmniej na jakiś czas i dzięki temu może pora karmienia i potem snu przesunie się.
      Spróbuj poczekać z karmieniem, no chyba, że Karol jest głodny to wtedy wiadomo.
      Wiem, że chciałabyś mieć czas dla siebie wieczorem, ale może warto spróbować.
      Ja karmię po 18, a kąpię o 19 i staram się małą przetrzymać do minimum 20 z karmieniem, po którym usypia. Trze oczka, ale trzyma się dzielnie. Jeśli nie uśnie to czekam z pół godziny i karmię znowu - wtedy już usypia.
      Domek sobie urządzacie? Pochwal się :)

      Usuń
    4. On po kąpieli raczej jest już głodny. I nie ukrywam - ta godzina wieczorem jest mi bardzo potrzebna...

      Usuń
  5. Kurde, muszę jutro o 5 rano pomysleć o Tobie, czuję, że będzie mi z tym ciut lepiej o ile będę w pełni świadoma, bo faktycznie cieżko o tej porze ogarnąć co się dzieje;/ No i cudnie sobie wszyscy radzicie!!
    U nas też jak Tata zostaje z Mikołajem to jest mega sajgon, wracam np. po godzinie i żaluje, że wyszłam;] niby Tata zajmuje się dzieckiem, tak, jak ja a ja potrafię w tym czasie posprzątać a Tata nabałaganić!
    Co jeszcze dajesz Karolowi nie mlecznego? My zatrzymaliśmy się na marchewce, dyni i jabłku i nie wiem co teraz za bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tych niemlecznych rzeczy też się zatrzymaliśmy - marchewka, ziemniak, rozgotowany ryż i jabłko. Jesteśmy w takim zawieszeniu pomiędzy wczesnym wprowadzaniem diety, a czekaniem aż Szkrab będzie gotowy na BLW.
      Myślę, że tak na poważnie zaczniemy rozszerzać dietę, gdy już się przeprowadzimy do domu i trochę zwolnimy tempo życia ;)

      Usuń
  6. Wyrazy uznania za taka organizacje !

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli wszystko tak jak być powinno.
    Brawo:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nas też wykańcza to poranne wstawanie. Niebawem zmiana czasu- może to pomoże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie - dobrze, że to już w ten weekend. Chociaż jest ryzyko, że dziecko się już zupełnie rozreguluje.

      Usuń
  9. Ale macie fajnie wszystko poukładane:))))U nas w sumie też powoli można się dopatrzec jakiegoś rytmu dnia u małego szkraba u tego wiekszego rytm jest stały i rzadko się zmienia:)))))
    PS.Ja podobnie jak Ty bardzo szybko się odnajduję w nowych sytuacjach:))))

    OdpowiedzUsuń
  10. mam nadzieję, że rzeczywiście będzie lepiej. Czasem warto się przemęczyć żeby potem zbierac zyski, a i tatus się trochę poduczy co zrobić przy dziecku :)

    OdpowiedzUsuń
  11. oklaski i medal dla Was, dobrze Wam idzie

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja kładę małego w okolicach 21i wstaje o 7, jakbym go zaczęła wcześniej kłaść, to by też się budził o 5, a ja sobie tego nie wyobrażam hehe :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesteś bardzo zorganizowaną osobą, dasz radę! W ogóle, rodzinka na medal! Z czasem będzie już tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Praca w domu z dzieckiem jak wszystko ma swoje plusy i minusy. Niestety często bywa tak, że praca jest odkładana na później bo trzeba zrobić to czy tamto i kończy się robotą w środku nocy :/

    OdpowiedzUsuń
  15. Mów mi tak jeszcze, przydadzą mi się pozytywne relacje z powrotu do pracy. Mała A. wstaje teraz o 6.00 i tak się zastanawiam jak to będzie po zmianie czasu na letni, czy będzie wstawała o 5 czy da się to jakoś uregulować.

    OdpowiedzUsuń
  16. świetnie sobie radzisz, ja osobbiście wole rano wczesnie wstać niż wieczorem długo sie z maluchem bujać

    OdpowiedzUsuń

Podobne posty