wtorek, 11 grudnia 2012

Dialogi rodzinne: dezorientacja kota

Kojarzycie skecz Monty Pythona o dezorientowaniu kota?



Dezorientowanie mnie to ulubiony sport i hobby mojego M.(aka Dumny Tata)

DT: Ślicznie wyglądasz
JA: Acha.. Jestem na wpół łysa i wystaje mi brzuch...
DT: Tak jakoś paradoksalnie działa ta cała ciąża i macierzyństwo. Wyglądasz gorzej, ale mi się bardziej podobasz...

No i znów nie wiem, czy mam strzelić focha czy nie...

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Długa, kręta, ale zwycięska


Moja droga mleczna.


Ten post miał powstać już jakiś czas temu, ale bałam się, że zapeszę i dlatego z dość dużym opóźnieniem informuję - udało się - po wielu tygodniach, licznych próbach, hektolitrach przelanych łez - nasze trudności z karmieniem piersią zostały pokonane. Nie jest idealnie - Karol nadal nie je super-aktywnie i długość naszych posiłków plasowałaby się gdzieś w górze siatki centylowej;), moje piersi cały czas ledwie nadążają z produkcją odpowiedniej ilości pokarmu i w pewnym sensie ciągle żyjemy w lekkim kryzysie laktacyjnym, ale mleko modyfikowane odeszło już dawno w odstawkę, a podawanie mojego ściągniętego mleka przestaje być koniecznością. Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej. W następnym poście napiszę jak dokładnie udało nam się przejść z karmienia mieszanego do samej piersi.
Co mi pomogło?
  • Wiedza. Na pewno nie przeczytałam wszystkiego, co napisano o karmieniu piersią, ale myślę, że byłam blisko ;) Namiętnie czytałam blogi, fora i porady ekspertów zamieszczone w Internecie. zebrałam niezłą kolekcję broszur o karmieniu. Ponadto uważnie przestudiowałam każdy fragment poświęcony KP, który znajdował się w moich książkach o niemowlakach (w tym rozdziały z "Pierwszego roku życia dziecka" H. Murkoff, A. Eisenberg). I przede wszystkim "Warto karmić piersią" Magdaleny Nehring-Gugulskiej. Czy wiedza jest niezbędna do karmienia piersią? Na pewno nie, w normalnej sytuacji - ale mi, osobie, która musi nie tylko czuć, ale i rozumieć, dokładne przestudiowanie literatury na ten temat bardzo pomogło - dzięki temu rozumiałam, skąd się brały niektóre porady doradców laktacyjnych, i co dokładnie jest przyczyną kłopotów.
  • Doradztwo. Korzystałam zarówno z porad profesjonalnych doradców laktacyjnych, jak i blogowych ekspertów oraz osób, które problemów z KP nie miały (duże podziękowania dla Matrioszki). Nie to, że którakolwiek z tych osób powiedziała mi coś zupelnie nowatorskiego lub udzieliła "zwycięskiej" porady, ale pomoc ta utwierdziła mnie w przekonaniu, że jestem na dobrej drodze, że sposoby zwiększenia laktacji, które stosuję mają sens, i, że o ile będę wytrwała - uda się. Przy okazji zorientowałam się także, jak niewie wie większość tzw. doradców laktacyjnych - gdy porada "przystawiać często" nie działa rozkładają bezradnie ręce. Ponadto większość z nich to nie doradcy, a propagatorzy i na dodatek fanatyczni - informacja, że dokarmiam butelką (Medela Calma) powodowała, że przechodzili w tryb "sama jest Pani sobie winna - proszę odstawić butelkę i karmić po palcu a problemy same się rozwiążą. No chyba, że jest już na to za późno". Dokształcenie się samodzielnie pomogło mi decydować, co może zaszkodzić, a co, może pomóc. 
  • Wyznaczenie daty. Nie poddałam się w mojej walce o karmienie piersią tylko dlatego, że wyznaczyłam sobie wyraźną datę, do kiedy walczę pełną parą. Na początku było to 7 tygodni, wynikające z tego, że około 6 tygodnia życia organizm dziecka zaczyna być bardziej efektywny w wytwarzaniu własnych przeciwciał. Ponieważ dla mnie największą zaletą KP jest wspomaganie odporności dziecka i przekazywanie mu przeciwciał, uznałam, że muszę koniecznie starać się dostarczyć ich jak najwięcej zanim moja Kluska jest w stanie efektywnie walczyć z zarazami tego świata. Później ten termin przesunęłam na skończone 2 miesiące Karola, i gdy zbliżałam się do tej daty planowałam przesunąć to na 3 miesiące (co okazało się nie być konieczne, gdyż sukces udało się osiągnąć przed dwumiesięcznicą bobasa). Co ważne - te daty nie wyznaczały końca karmienia piersią, tylko koniec walki na 100, czy nawet 120%. Dzięki temu, że miałam wyznaczone jakieś realistyczne terminy łatwiej mi było pokonać chwilowe słabości - mówiłam sobie - jeszcze tylko 3, 2, tygodnie; jeszcze tylko kilka dni. Gdyby nie to myślę, że któregoś gorszego dnia, wykończona i zrezygnowana odpuściłabym zupełnie.
  • Blogi mam karmiących MM. Paradoksalnie blogi i wpisy chwalące KP, mówiące o tym, jakie jest dobroczynne, proste i wspaniałe w ogóle mi nie pomagały. Wręcz przeciwnie - często wywoływały frustrację. Czasami dlatego, że były naiwne, czasami przez zwykłą przyziemną zazdrość. Z kolei czytanie perypetii mam karmiących mlekiem - obserwowanie jakimi są cudownymi matkami, pomogło mi nabrać dystansu do całej sprawy. W ferworze walki łatwo zapomnieć, że karmienie to tylko jeden, i to niekoniecznie najważniejszy element relacji z dzieckiem. Że jeśli mi się nie uda nic się nie stanie - dołączę po prostu do grona matek, które głębszą więź z dzieckiem nawiązują poprzez inne czynności niż karmienie.
  • SNS Medela.  Mleko modyfikowane, którym Karol był dokarmiany podawane było za pomocą buteleczki zawieszonej na szyi, i drenów podlepianych do sutka. Dzięki temu nawet w sytuacji, gdy takie mleko było podawane laktacja w jakimś tam stopniu była stymulowana, a Karol uczył się aktywnie ssać (aby mleko płynęło malec i tak musi ssać, ale płynie ono dosyć szybko co daje bobasowi natychmiastową gratyfikację - jego wysiłek włożony w ssanie jest natychmiast nagrodzony), a ja nie miałam strasznych wyrzutów sumienia, że podaje MM.
  • Spacery. Mój model niemowlaka do "bobas śpiący zewnętrznie". Zabranie go na spacer często było jedynym sposobem by lekko niedojedzony (ale nie umierający z głodu) zasnął. Gdy nie dawałam już rady podawać kolejnych piersi zabierałam go po prostu do lasu, gdzie przez mniej więcej godzinę spokojnie sobie spacerowaliśmy. Pozwalało mi to odetchnąć, mleku zgromadzić się w piersiach, a bobasowi spokojnie pospać. Zbierałam wtedy myśli, relaksowałam się, a mleko samo napływało.  
Teraz bobas ładnie przybiera na wadze i wydaje się być dosyć zadowolony z życia. Karmienia są częste, a ponieważ każdy posiłek też do najkrótszych nie należy, w wielu wypadkach nie ma mowy o tym, by między jednym, a drugim znalazł się czas na drzemkę.  Ale prawie każdego dnia widzę poprawę i teraz podczas karmienia mogę czytać książkę, przeglądać Internet i tylko co jakiś czas sprawdzać, czy Kluska je aktywnie. Nie muszę już skupiać całej mojej uwagi na nim i aktywizować co chwilę. Na razie nie odważyłabym się na karmienie w jakimś miejscu publicznym, nie chciałabym też zająć pokoju do karmienia na czas pozwalający 3 innym bobasom na zjedzenie posiłku, ale mogę już sobie pozwolić na dłuższe wyjścia do znajomych czy rodziny. A za jakiś czas mam nadzieję doświaczyć wszystkich wygód karmienia piersią :)

sobota, 8 grudnia 2012

Mam i ja: Przegląd komórkowy

Wszyscy mają, to ja też - kilka komórkowych fotek z ostatniego tygodnia. 
Zieeew. A jak tylkopołożysz mnie do łóżka to senność przejdzie



Wcale nie ślinię się do Alantanu!

Czy kolor tych spodni to sugestia co mam zaraz zrobić?

Dobra, Wyglądam jak jaszczurka.Może wystarczy już tych upokarzających ćwiczeń?
Mamo,może zasugerujesz rodzinie, że nie chcemy już ubranek w króliczki i misie?
Wiem, że Tobie wydaje się, że wyglądam słodko w tej pozycji, ale mnie to naprawdę męczy
Jeszcze 5 minutek...
Niezłą niespodziankę Ci zrobiłem, co?






piątek, 7 grudnia 2012

Jak zdobyć uznanie babci :)

Odwiedziła mnie prababcia Karola. W kilku sprawach - przywieźć 76 pierogów, pomierzyć Kluskę, co by jej sweter jakiś wymodzić na drutach, ale podejrzewam, że przede wszystkim po to, by sprawdzić, czy dobrze zajmuję się jej prawnukiem.
Czułam się czujnie obserwowana przy wszystkim co robiłam przy malym.  Babcia uważnie sprawdzała czy młody jest dobrze przystawiony do cyca, czy ładnie łyka, czy temperatura w pokoju jest odpowiednia. Ale nie padly żadne słowa komentarza; wyłapałam tylko kilka dyskretnych skrzywień gdy dosyć bezpardonowo przewieszałam sobie niemowlaka przez ramię do odbicia. Gdy wyraźnie było słychać, że czas na zmianę pieluszki poczłapała za mną do sypialni zobaczyć jak młody jest przewijany. Tu także odbyło się bez komentarzy. Dopiero gdy sięgnęłam po mąkę ziemniaczaną co by posypać zadek Karola na twarzy babci zagościł uśmiech. Zostałam poklepana po ramieniu i babcia stwoerdziła, że już może jechać do domu.
Test wypadł pozytywnie - babcine geny są w dobrych rękach!
Mimo wszystko mam  nadzieję, że kolejna wizyta nie nastąpi zbyt szybko...

środa, 5 grudnia 2012

Dialogi rodzinne: Bolszewicy i subtelnie o karmieniu piersią

Ja próbuję zasnąć, Dumny Tata usypia malucha. Trwa to, i trwa, i trwa...Zrozpaczony i zrezygnowany ojciec przychodzi do mnie się wyżalić.
DT: Nic nie działa. Bujanie, zającowanie, przytulanie, poklepywanie po pleckach, szumienie, cicho-szanie, śpiewanie piosenki o Bolszewikach
JA (półprzytomnie): Może on nie lubi Bolszewików
DT: Ale ta piosenka (*) przedstawia Bolszewików w negatywnym świetle
JA (zupełnie nieprzytomnie): Malutki jest. Mógł nie zrozumieć złożoności tekstu

* Kult - Sowieci






Drugi dialog nie jest rodzinny, ale pracowy. W zeszłym tygodniu musiałam pojechać do pracy pozałatwiać jakieś formalności. Pojechaliśmy we trójkę co by młodego zaprezentować. Wszyscy oczywiście zachwycają się jakie to ładne i spokojne dziecko mamy. Padają różne standardowe pytania o sen, kupy, i inne przyziemności. W końcu mój praktykant (P) wypala:
P: A jak tam...? I tu gest dłoni obrazujący piersi/
Ja ( Totalne zdziwko, bo nie wiem o co on w sumie pyta - czy mi urosły?, czy bolą, czy podoba mi się karmienie piersią (wcześniej mieliśmy sporo rozmów o problemach jego siostry)
Yyyy...?
Młody chyba zrozumiał moje zdziwienie i milczenie jako zaklopotanie niezbyt taktownym pytaniem. Już chciał jakoś wybrnąć z tego faux pas gdy wyręczyła go słynąca z dyskretnego kobiecego czaru i subtelności koleżanka Gabi (G):
G: Młody chciał zapytać, czy Karol siorbie cyca
Ja: (jeszcze bardziej osłupiała): Tak, siorbie :)


wtorek, 4 grudnia 2012

Ćwiczenia brzuszka

Nasz bobas bardzo niechętnie leży na brzuchu - wystarczy kilka minut w tej pozycji i z roześmianego niemowlaka zamienia się w małego skrzecza. Ponieważ wiem, jak ważne są ćwiczenia w tej pozycji staram się go położyć na brzuszku chociaż na kilka minut w ciągu dnia - wyłapuję momenty, kiedy już pobawił się w innych pozycjach, ale nie jest jeszcze zmęczony i przekręcam go wtedy na brzuszek cały czas zagadując. Uważnie obserwuję i czekam na pierwsze oznaki niezadowolenia by zanim negatywne emocje się rozkręcą przekręcić malucha z powrotem na plecy. Czasami te sesje trwają minutę, czasami dłużej. Ogólnie staram się by na brzuchu malec spędził przynajmniej 10 minut dziennie.Dodatkowo leży na brzuszku podczas wieczornego masażu.

W bardziej marudne dni stosuję ćwiczenia zastępcze. Układam malucha brzuchem w dół na swoich kolanach, przy czym kolano od strony główki bobasa musi być wyżej, tak by kręgosłup był w linii prostej. Zagaduję i zabawiam malucha pokazując mu zabawki - łatwiej to ćwiczenie wykonać w dwie osoby - jedna trzyma bobasa, a druga klęka na podłodze i gada z nim. Dodatkowo noszę bobasa brzuchem w dół - również w takiej sytuacji odpowiednie grupy mięści wzmacniają się.

Widać efekty ćwiczeń - Karol ma dosyć silne mięśnie karku i w większości pozycji sztywno trzyma głowę, a podczas leżenia na brzuchu potrafi ładnie podeprzeć się na ramionkach. 
Poniżej zdjęcie z wczorajszej brzuszkowej sesji:
 

A tak Kluska wygląda chwilę po ćwiczeniach. Bidulek ;)
 

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Katarek

Niestety katar dopadł też Karola. Nie jest na szczęście jakiś silny ale i tak daje się we znaki. Praktycznie cały dziń bobas spędza w chuście, gdyź inaczej strasznie marudzi i nie może zasnąć.. Musieliśmy wyciągnąć z szuflady Fridę. Przez pierwsze kilka razy udało nam się utrzymać atmosferę zabawy i wyciąganie smarków nawet się Karolowi podobało. Teraz już niestety zaczyna płakać już po wkropleniu soli fizjologicznej. Próbowaliśmy używać soli w sprayu Merimar, ale próba aplikacji wywołała histerię więc wpuszczamy po prostu kilka kropel ze zwykłej ampułki soli fizjologicznej. Ponadto robimy inchalacje z rumianku - stawiam miseczkę z naparem koło łóżeczka. Nie wiem, czy to na pewno coś daje. 
Mały nie ma gorączki i oprócz kataru nic mu nie dolega - zastanawiam się czy wyjść z nim na spacer - zimne powietrze może ładnie obkurczyć naczynia krwionośne, ale wilgotność powietrza jet dosyć duża i łatwo o dodatkową porcję zarazków.
A co poza tym? Kluska wreszczie przekroczyła 5kg! Ja podczas wizyty u rodziców też się zważyłam - 52.5 kg. Czyli jeszcze 2 kg i wracam do wagi z przed ciąży. Jeśli Karol będzie tak ładnie przybierał na wadze jak w ostatnich tygodniach myślę, że to szybko nastąpi...
W związku z tym bez krępacji obżeram się szarlotką z babcinych jabłek ;)
Karol już ładnie utrzymuje się na łapkach keżąc na brzuchu. Nadal nie lubi tej pozycji więc długo nie trenuje, ale i tak widać postępy. Chłopak nam mężnieje. Zaczął też używać spółgłosek - teraz coraz częściej słyszę a-gu, zamiast a-u. Jest już na etapie gdy można odwrócić jego uwagę, łatwiej więc o przejście od skwierczenia czy nawet płaczu do śmiechu. Moja mama twierdzi, że ani ja, ani moja siostra nie byłyśmy tak kapujące w jego wieku - nie wiem czy cieszyć się, czy obrażać ;) Ale racze cieszyć -  końcu mimo wszystko jakoś wyszłyśmy na ludzi...
 
Podobne posty
Suwaczek z babyboom.pl
Suwaczek z babyboom.pl