czwartek, 10 stycznia 2013

Warto karmić piersią I co dalej? Recenzja


Postanowiłam zrecenzować kilka książek dla przyszłych i już obecnych rodziców, które miałam okazję przeczytać. Będę przyznawała im punkty zależne od tego, jak obowiązkową pozycją w biblioteczce rodzica powinny się stać. Na początek książka, która mi bardzo się przydała - "Warto karmić piersią I co dalej?" Magdaleny Nehring-Gugulskiej. Jest to jedna z książek, które określiłabym jako must have mamy karmiącej. Nie znajdziemy tam więcej porad na temat potencjalnych problemów z laktacją niż w Internecie, ale one bardzo dobrze uporządkowane, i jakby nie było -przedstawione przez Międzynarodowego Konsultanta Laktacyjnego, o naprawdę niezłej reputacji. Książka bardzo mi się przydała podczas mojej walki o karmienie piersią, ale także później gdy zatkał mi się kanał mlekowy. Dzięki tej książce udało mi się uniknąć zbędnej paniki i szybko poradzić sobie z zatorem. Nie musiałam wzywać doradcy laktacyjnego, gdyż byłam w stanie sobie poradzić sama.  Nehring Gugulska zawsze podaje przyczyny problemu i różne sposoby, na zwalczenie go. To co mnie trochę denerwowało to case studies ilustrujące poszczególne zagadnienia. Autorka wybrała chyba najbardziej dramatyczne przypadki, z którymi spotkała się w swojej karierze. Celem pewnie było to, by pokazać, iż nawet z największych problemów z laktacją da się wyjść obronną ręką, ale mnie osobiście te historie strasznie irytowały. Kilka z nich miało na mnie wpływ przeciwny do zamierzonego - gdy czytałam o kobietach, które przez naprawdę długi czas nie robiły nic, tylko walczyły o laktację - nie wychodziły z domu, praktycznie nie spały, nie zajmowały się drugim dzieckiem miałam wrażenie, że jest to gra nie warta świeczki; że czasem trzeba się poddać, gdyż starając się karmić piersią zapomina się o innych aspektach macierzyństwa, że pragnąc dla dziecka jak najepiej można zapomnieć o jego potrzebach.
Jednak gdy pominie się te historie książka jest naprawdę przydatna. Z pewnością najbardziej przyda się mamom dopiero zaczynającym przygodę z karmieniem piersią, ale część porad (jak chociażby te o zapaleniu piersi czy zatkanym kanale mlecznym) będzie wartościowa dla mam na różnych etapach laktacji...
Podsumowując - książka dostaje u mnie 9/10 punktów, przy czym uważam ją za pozycję niemalże obowiązkową dla karmiących mam. 
______
Wydawca: Medela
Orientacyjna cena: 28zł
Gdzie kupić? Np: http://sklep.pro-familia.pl/index.php?route=product/product&product_id=78

środa, 9 stycznia 2013

Skarpeciory jak dzwony, czyli...a może szafiarka?

Nie, nie dostaliśmy żadnych skarpetek do testowania, ale Szkrab uznał, że te, które ma są warte pokazania i podczas zabawy sam podciągnął obie nogawki spodni by je dumnie zaprezentować (chyba docenił to, że mimo, iż są ciut za duże, jako jedyne nie spadają mu od razu po założeniu).
Jakiś czas temu rozważałam, czy nasz maluszek nie wyrośnie na doradcę laktacyjnego (klik!), teraz zaczynam zastanawiać się, czy nie jest to przyszła męska szafiarka ;)
Ogólnie wczorajszy dzień przyniósł sporo zmian - nawet Dumny Tata zauważył po powrocie do domu, że mamy w domu inne dziecko, niż to, które zapamiętał wychodząc rano do pracy.
Po pierwsze - pierwszy głośny śmiech. Co prawda pojedynczy incydent - po obejrzeniu filmu Tiny z śmiejącym się Filipem zaczęłam chuchać młodemu w brzuch na co on zareagował autentycznym śmiechem, który powtarzał się przy każdym chuchnięciu. Niestety od tej pory cisza w tej kwestii - Szkrab nie chciał zaprezentować nowej umiejętności tacie...
Po drugie - Szkrab zauważył, że mama składa się z czegoś więcej niż cycków. Owocuje to koniecznością uśmiechnięcia się do niej, lub spojrzenia w oczy podczas karmienia. A dokładnie - co łyk, maksymalnie co dwa...
Nie mówię, że się nie cieszę, ale muszę przyznać, że jest to ciut kłopotliwe - szczególnie, że Młody uznał, że nie wypada patrzeć na mamę jednym okiem. W związku z tym ściska sutka mocno ustami i odchyla głowę jak najdalej się da i z wyraźną radochą przygląda mi się. Ja próbuję odpowiadać w podobnie radosny sposób, ale ból, który odczuwam lekko w tym przeszkadza. Wolę wersję z puszczeniem sutka i uśmiechem.
Po trzecie - przespał w nocy 9 godzin. Ja byłam tak padnięta, że nie obudziło mnie nawet przepełnianie się cycków. Gdy młody obudził się o 5:30 były twarde chyba aż do szyi. Z jednej strony cieszę się, że Szkrab zaczyna spać dłużej, ale mam nadzieję, że tak długi sen nocny to póki co incydent, i, że raczej będzie przestawiał się stopniowo - tak by laktacja mogła się dostosować. Po za tym, ponieważ dzienne karmienie jest takie przerywane wydaje mi się, że dobrze by było by bobas podjadł sobie spokojnie w nocy...
Po czwarte - zmartwił mnie swoją negatywną postawą ;) Karol dosyć mało głuży - przez większość czasu ogranicza się do pisków, pojękiwań i jakiś przedziwnych dźwięków. Z rzadka słyszymy "gu", "be", "bu", "ke". A wczoraj gdy Dumny Tata go przewijał bardzo wyraźnie powiedział "o, nie!". Dlaczego nie "o, tak!"??? Mam nadzieję, że nie oznacza to, że rośnie nam młody sceptyk czy tam kontraformista ;)
Nie nadążam za tymi zmianami. To jest wprost niewiarygodne jak te moje prawie 5700g szczęścia zmienia się każdego dnia.

PS. On na tym zdjęciu leży - to tylko wygląda tak, jakby siedział.

wtorek, 8 stycznia 2013

Ćwiczenia na 2 brzuszki

Do wagi z przed ciąży udało mi się już wrócić, natomiast figura nadal nie ta... Postanowiłam coś z tym zrobić i zacząć ćwiczyć. Wiele blogowych mam rozpoczęło trening z Ewą Chodakowską, ale ja po przyjrzeniu się ćwiczeniom stwierdziłam, że takim twardzielem to ja nie jestem, i muszę poszukać sobie jakiś ćwiczeń bardziej dostosowanych do mojego trybu życia. I umiłowania gimnastyki.
Postanowiłam ćwiczyć z bobasem. Znalazłam kilka ćwiczeń, w których bobas może grać aktywną rolę - było to w naszym przypadku konieczne, gdyż wbrew zapewnieniom kilku autorów artyukułów o ćwiczeniach, nasz Szkrab nie wpatruje się z zachwytem w gimnastykującą się mamę i położony obok mnie czuje się wyłączony z zabawy i szybko zaczyna skwierczeć.
Mięśnie rąk i nóg ćwiczę podczas usypiania malucha, a mięśnie kręgosłupa podczas kąpieli i czasem przewijania (gdy robię to na łóżku, a nie na przewijaku). W związku z tym postanowiłam skupić się na brzuchu, który oczywiście najbardziej ucierpiał podczas ciąży. Ćwiczeń do wyboru jest mnóstwo; ja najczęściej wykonuję te, w których pozycją wyjściową jest mniej więcej ta ze zdjęcia: kładziemy się na plecach, nogi podnosimy i zginamy w kolanach, tak by uzyskać dwa kąty proste - pomiędzy udami i biodrami, oraz łydkami i udami). Na łydki kładziemy bobasa i przytrzymujemy go obiema rękami. Ruszamy nogami do przodu i do tyłu, na boki, podnosimy i opuszczamy głowę. W tym czasie maluch wzmacnia sobie mięśnie karku i oswaja się z pozycją na brzuchu. Ćwiczenia przerywamy gdy przestają się podobać dziecku. Z mojej perspektywy jest to zaleta, gdyż nie mam podstaw by mieć pretensje do siebie, że nie wytrzymuję 15 minut ćwiczeń...

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Moje dziecko

Poproszono mnie o przetestowanie aplikacji Moje Dziecko wydawanej przez Medycynę Praktyczną. Do testów przystąpiłam z ochotą, gdyż jestem wielką fanką aplikacji dla rodziców. Muszę przyznać, że różnych aplikacji ściągnęłam już sporo, jednak większość została ze mną krótko - po kilku godzinach zabawy z reguły je usuwałam ze swojego telefonu. Moje Dzieko póki co cały czas jest zainstalowane, co można uznać za silną rekomendację by tę aplikację sobie ściągnąć.
Moje Dzieko to przede wszystkim mobilna wersja poradnika "Pierwsze dwa lata życia dziecka” pod red. prof. Alicji Chybickiej, prof. Anny Dobrzańskiej, prof. Jerzego Szczapy oraz prof. Jacka Wysockiego, ale dodatkowo jest uzupełniony o kilka dodatkowych funkcjonalności - dzienniczek dziecka, apteczka - lista leków na różne przypadłości, które mogą dotkąć nasze maluszki, oraz baza danych lekarzy.
Z tych dodatkowych funkcji podoba mi się dzienniczek - głównie ze względu na siatki centylowe. Już kilka razy udało mi się "zabłysnąć" podczas rozmów z innymi mamami, gdy mówiłam im, w którym centylu jest ich dziecko jeśli chodzi o wagę i wzrost. Fajne jest także to, że wymiary dziecka są zapisane i wykreślone na siatce, możemy więc obserwować, czy dziecko rośnie zgodnie ze swoją krzywą wzrostu. Dzienniczek ma także opcję kalendarza szczepień, ale albo nie umiem z niego korzystać, albo aplikacja nie jest dopracowana - teoretycznie powinien wyskakiwać jakiś monit o zapisanej dacie szczepienia - w naszym przypadku nic takiego nie nastąpiło. Po za tym, z reguły ma się do zapamiętania tylko jedną datę szczepienia na raz i chyba lepiej użyć do tego kalendarza, którego używa się na co dzień.
Z apteczki jeszcze nie miałam (na szczęście) okazji korzystać, ale wydaje mi się być bardzo solidnie przygotowana. Możemy znaleźć leki po prostu korzystając z indeksu alfabetycznego, albo wybierając odpowiedni objaw np. katar lub atopowe zapalenie skóry. Dostajemy wtedy listę leków wraz z szczegółowym opisem opartym na ulotce leku. Aplikacja podaje także orientacyjną cenę leku.
Dział "gdzie leczyć" także póki co tylko przejrzałam, gdyż póki co, oprócz wizyt lekarskich związanych ze szczepieniami, nie było potrzeby wyszukiwania ani placówki medycznej, ani konkretnego lekarza. Nie wiem, na ile pełna jest baza danych lekarzy i wydaje mi się, że akurat ta część aplikacji ma najmniej sensu - myślę, że większość rodziców w sytuacji awaryjnej raczej albo pojedzie od razu do szpitala, albo przy mniej awaryjnej do swojego lekarza pierwszego kontaktu. A specjalisty raczej będzie szukać przez Internet, gdzie nie tylko dane będą bardzie aktualne, ale gdzie można także przeczytać opinie o lekarzach. Sprawdziłam, jak aplikacja poradzi sobie z wyszukaniem placówek medycznych w mojej miejscowości i muszę przyznać, że znalazła wszystkie, o których wiem, i kilka, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Dodatkowo, każda placówka jest opisana - możemy znaleźć tam telefon, mail, dokładny adres, a po przejściu na stronę wydawnictwa - mapkę pokazującą gdzie obiekt się znajduje. Ogólnie jest więc nieźle, z tym, że podobnie jak w przypadku lekarzy ja raczej skorzystam z Internetu niż aplikacji, by znaleźć takie dane.
Jeśli chodzi o sam poradnik to jest on naprawdę dobry - bardzo szczegółowy, z mnóstwem ciekawych informacji. Mogę się przyczepić jedynie do sposobu uporządkowania materiału, oraz spisu treści - sprawia wrażenie lekko chaotycznego, dodatkowo  rozdziały różnią się stopniem ogólności. Dlatego korzystając z poradnika używałam głównie funkcji "szukaj", a nie nawigacji po rozdziałach.


Poradnik w formie aplikacji mobilnej przyda się przede wszystkim kobietom w ciąży, oraz rodzicom podczas pierwszych tygodni życia dziecka. Kobietom w ciąży umili czas w poczekalniach gabinetów lekarskich (myślę, że warto poszerzać swoją wiedzę czekając np. na badanie glukozy...). A dlaczego podczas pierwszych tygodni życia dziecka? Po pierwsze dlatego, że wtedy jest najwięcej wątpliwości, co do zdrowia i rozwoju dziecka, a dodatkowo ma się najmniej czasu, gdyż opieka nad maluszkiem jest bardzo absorbująca. Później w sprawie własnych dzieci powoli stajemy się już ekspertami i konieczność uzupełniania wiedzy zdarza się rzadziej, ponadto bardziej uporządkowany dzień powoduje, że jest więcej czasu na przeglądanie bardziej tradycyjnych źródeł wiedzy - książek, czy Internetu. Podczas tych pierwszych tygodni często jedyne "luźniejsze" momenty, to czas karmienia - a wtedy dużo łatwiej jest utrzymać telefon, niż książkę lub komputer.
Trochę żałuję, że nie miałam poradnika podczas pierwszego kryzysu laktacyjnego - z młodym przy piersi spędzałam wtedy praktycznie całe dnie, i bardzo dużo korzystałam z Internetu próbując znaleźć jakieś informacje na temat karmienia piersią. Poradnik bardzo by mi się wtedy przydał, szczególnie, że zawiera dodatkowe filmiki na temat prawidłowego przystawiania do piersi, wygodnych pozycji do karmienia, dokarmiania dziecka. Oczywiście nie jest to nic takiego, czego nie znajdziemy w Internecie, ale dobrze jest mieć takie rzeczy w jednym miejscu, oraz mieć pewność, że zostały przygotowane przez ekspertów. Filmiki trochę długo się ładują (przynajmniej na moim telefonie), ale i tak polecam je obejrzeć.

Gdy zaczęłam testować poradnik młody miał już prawie 3 miesiące i większość informacji nie była dla mnie wielką nowością. Ale muszę przyznać, że i tak nam się przydał - przeczytałam, że  jeśli po 3 miesiącu pojawia się jakikolwiek, nawet przemijający zez należy zgłosić się do lekarza. Wydaje mi się, że młodemu trochę oko "ucieka". Do tej pory wszyscy przekonywali mnie, że to norma u takich maluchów i że mam się tym nie przejmować - nie przejmowałam się więc. Dzięki poradnikowi zwróciłam na to uwagę i porozmawiałam na ten temat z pediatrą, a pod koniec tygodnia idziemy do okulisty...
Zainteresował mnie także rozdział o pielęgnacji jamy ustnej i od czasu przeczytania odpowiednich rozdziałów zaczęłam delikatnie myć dziąsełka i jamę ustną szkraba - wcześniej (na podstawie tego, co usłyszałam w szkole rodzenia i od pediatry) zakładałam, że zacznę to robić gdy pojawią się już zęby.  Mycie buzi już teraz zmniejsza ryzyko pleśniawek,ponadto wyrabia nawyk dbania o higienę jamy ustnej.
Podsumowując -  bardzo polecam poradnik na telefon i cieszę się, że takie aplikacje powstają i do tego dostępne są za darmo!!!
Aplikację można bezpłatnie pobrać ze Sklepu Play ( https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.mp.twoyears&hl=pl ) oraz z AppStore'a ( https://itunes.apple.com/app/id574403799 ).

niedziela, 6 stycznia 2013

Przeziębienie

Znowu złapaliśmy lekkie przeziębienie. Karol ma katar i leciutko podwyższoną temperaturę, a ja uczucie rozbicia i mechate gardło. Chyba muszę być nieźle osłabiona, skoro łapią mnie takie rzeczy - moja odporność była do tej pory wręcz legendarna (gdy w 9 miesiącu ciąży poszłam w końcu na zwolnienie lekarskie nie wiedziałam co z nim należy zrobić, gdyż w całej swojej karierze nigdy nie byłam chora). Ominęło nas w związku z tym szczepienie, które zostało przełożone na za 10 dni.
Siedzimy w domu i się kurujmy. Karol - woda morska w sprayu Marimer, do której w końcu się przekonałam, i której aplikacja nie stanowi już dla nas problemu. Młody zaakceptował już zabieg - nie jest może szczęśliwy, ale też nie płacze.

Po kilku minutach od aplikacji wody w ruch idzie Frida. Ja nadal mam odruch wymiotny podczas odciągania (czysta paranoja - doskonale wiem, jak działa aspirator, ale nic nie mogę na swoje odruchy poradzić. Odruchu nabawiłałam się gdy po jakiejś sterylizacji urządzenia nie wysuszyłam rurki, co spowodowało, że przy kolejnym użyciu zassałam wodę), ale też mam już niezłą wprawę w odciąganiu glutów. Potem maść majerankowa. Pediatra przepisałam nam także witaminę C dla dzieci - Cebion. Na początku wpuszczałam kropelki do ściągniętego mleka, teraz aplikuję witaminę bezpośrednio do pyszczka. Bobas otwiera buzię gdy tylko coś do niej zbliżamy, więc nie ma z tym problemu. Jest trochę zdziwiony kwaśnym smakiem, ale nie protestuje.
Obydwoje się inhalujemy - w garnku zagotowuję wodę z łyżeczką majeranku i taki gorący napar stawiam koło łóżka, na którym spędzamy prawie cały dzień - ja próbuję spać lub czytać, a bobas mnie na przemian maltretuje (szarpie za ubranie lub włosy) i przymila się (uśmiecha się szeroko i dzieli się obślinioną łapką).


Teraz czekam na powrót DT, który wiezie dla mnie babciny soki: malinowy i z czarnego bzu, oraz suszone kwiaty lipy do robienia naparów. Pewnie dobrze by było, gdybym zjadła czosnek, ale nie wiem, czy młodemu to posmakuje (z drugiej strony w ciąży nie stroniłam od czosnku, cebuli i innych przypraw, więc powinien być przyzwyczajony).



piątek, 4 stycznia 2013

Zasypianie, usypianie, ech...

Zasypianie, metody usypiania, problemy ze snem to chyba najczęściej poruszane tematy wśród świeżo upieczonych rodziców. I, o ile dziecko jest zdrowe jedyny obszar życia niemowlaka w pierwszych miesiącach życia, który w ogóle sprawia jakieś problemy. Jeśli chodzi o sen Karola i łatwość jego usypiania to ma on "fazy". Są takie dni, tygodnie gdy śpi cudownie - my z łatwością wyłapujemy moment kiedy należałoby go oddać w objęcia Morfeusza, usypianie trwa krótko, a dziecko spokojnie przesypia zalecaną mu ilość godzin. Ale bywają też takie, gdy nie ma mowy o śnie w ciągu dnia i dopiero późnym popołudniem dziecko pada nam ze zmęczenia. Jeśli chodzi o nocne zasypianie jest dosyć dobrze, chociaż zdarzyły nam się takie dni, że trwało 3 h i młody zasypiał dopiero około północy.
Szczerze mówiąc nie wiem, jaka byłaby najlepsza metoda usypiania Szkraba - niby w poradnikach jest sporo na ten temat, ale albo nie zgadza się z moją filozofią życiową (jakikolwiek pozwalanie na płacz), albo po prostu nie działa u nas (może brakuje nam wytrwałości).
Nasz szkrab śpi we własnym łóżeczku, u nas śpi co najwyżej nad ranem, gdy on już byłby gotowy do rozpoczęcia dnia, a my jeszcze nie - leżenie w naszym łóżku rozwiązuje ten problem połowicznie - młody raczej nie śpi, ale też nie płacze patrząc na nas, lub też nas dotykając, czy też kopiąc. Trochę kusiło mnie "łóżko rodzinne" i spanie z bobasem, ale w naszym przypadku byłoby to co najmniej trudne, jeśli nie niebezpieczne - nasze łóżko ma 1,2m  - jest ok dla dwóch dosyć szczupłych osób, które i tak śpią z reguły przytulone, ale nie dla bobasa, któremu należałoby zrobić więcej miejsca.
Wieczorem mamy ustalony rytuał - kąpiel, ewentualnie masaż (w zależności od tego, o której nam kąpiel wypadnie i humoru Szkraba), cycuś, odbicie i łóżeczko - ze smokiem-uspokajaczem w pogotowiu. Czasami młody zasypia od razu odłożony do łóżeczka, czasami trzeba wetknąć smoka, poszumieć, poszeleścić, poklepać lub chociaż potrzymać rękę na plecach. Czasami zaczyna od razu płakać, albo - wersja której najbardziej nie lubię - po klepaniu i szeleszczeniu, gdy wydaje się, że zaraz zaśnie, zaczyna nagle płakać.Wtedy wyciągamy Szkraba z łóżeczka i lulamy - najczęściej wystarczy około minuty, dwóch noszenia i zaczynają mu się oczka zamykać. Wtedy procedurę powtarzamy ponownie - w jednej ręce smoczek - delikatne odłożenie do łóżeczka i sprawdzanie czy smoczek jest, czy też nie jest potrzebny. Po kilkunastu minutach od zaśnięcia wracam do pokoju i chowam smoczka. Ten sposób sprawdza się u nas w 90% i póki co nie narzekam. Cała procedura trwa długo (głównie ze względu na czas jaki Szkrab potrzebuje na opróżnienie piersi), ale jest dosyć przyjemna. Zobaczymy do kiedy będzie się sprawdzać (coraz częściej zdarzają nam się te trudniejsze dni)
Jeśli chodzi o sen dzienny, to tutaj nie mamy chyba dobrego rytuału, a ja nie mam pomysłu jaki on powinien być. Gdy widzimy, że młody robi się marudny i senny zawijamy go w lekki kocyk, tak by miał skrępowane łapki i nosimy śpiewając balladę "Wróci wiosna baronowo". Dlaczego akurat ten kawałek? - lubię go, jest wystarczająco długi i by dziecko zaczęło zasypiać, a ponadto jest dobrym wyznacznikiem czasu usypiania. Zanim śpiewałam miałam wrażenie, że usypiam Szkraba godzinami. W rzeczywistości nie trwa to tak długo. Z reguły upłynąć muszą 2 piosenki by młody zaczął zasypiać (czasami 3) - w tym czasie przechodzi przez wszystkie możliwe stany czuwania, w tym ogłuszający płacz.Gdy widzę, że oczy mu się zamykają układam w łóżeczku i natychmiast podaję smoczka. Efekt jest różny - płacz, skwierczenie, uśmiech, lub z rzadka - zaśnięcie. W zależności od efektu staram się uśpić w łóżeczku bądź też maluch wraca na ręce. Jeśli ta ostatnia opcja, z reguły powtórne zasypianie następuje dosyć szybko - dochodzę do Pawła Geraldiego, albo do zwrotki o tym jaki to baron był zły. Jeśli muszę dośpiewać do tej o jamniczku, wiem, że będzie ciężko i, że nawet jeśli Szkrab zacznie zasypiać zaraz się rozbudzi i całość trzeba będzie powtórzyć od początku. Po tym, jak zaśnie młody albo przesypia całą drzemkę i wtedy trwa ona około 45 minut, bądź też budzi się po około 20 minutach. Wtedy najczęściej wystarczy wetknąć smoka i trochę poklepać i zasypia ponownie. Czasami trzeba wyjąć z łóżeczka i znowu nosić. Co ciekawe - jeśli ma taki sen przerwany po 20 minutach śpi dłużej - 1.5h, czasami, ale bardzo rzadko - dwie...
Metoda ta sprawdza się jako tako teraz - gdy bobas waży 5.5kg. Nie wiem, co my zrobimy później...

czwartek, 3 stycznia 2013

Dialogi rodzinne: znowu o cyckach, korupcji i genetyce

O cyckach i korupcji:

Odpakowuję cycka, co by młodemu drugi obiad podać. Dumny Tata siada obok i przygląda się:
DT: Śliczny cycuś
Wyciągam rękę i głaszczę go po klacie.
JA: Twój też jest niezły
DT: Eee tam. Do d..y z takim cyckiem co mleka nie daje.
JA: Wiesz, moje też nie będą dawały mleka w nieskończoność. Kiedyś Karol przestanie się nimi żywić. I co wtedy? Rzucisz mnie ze względu na dodupne cycki? (tak wiem, głupie droczenie się)
DT: Nie. Zrobię Ci kolejnego bobasa.
JA: Ja nie jestem pewna, czy będę chciała kolejne bobasy
DT: A co jeśli powiem, że będziesz mogła sama wybrać imię?
JA: Nie wiem, czy ta propozycja nie podpada pod ustawę antykorupcyjną.
DT: Ty to umiesz zepsuć każdą chwilę...
JA: Jaką chwilę?
DT:No, romantyczną!
JA: Uważasz, że gdzieś w zwrocie "zrobię Ci bobasa" czai się romantyzm????
DT: No...tak...taki...techniczny

Inżynierowie psia mać.


Genetyczny:

Sprzątam.
JA: Już nie mogę się doczekać, aż Karol będzie mógł pomóc w sprzątaniu
DT: Jak będzie to robił chętnie to ja żądam testów genetycznych...
Podobne posty
Suwaczek z babyboom.pl
Suwaczek z babyboom.pl