poniedziałek, 21 stycznia 2013

Kraj rzeczy niedokończonych

Polska to kraj rzeczy niedokończonych, lub gorzej - niedorobionych. W różnych dziedzinach - w tym propagowania karmienia piersią.
Muszę przyznać, że do niedawna żyłam w przekonaniu, że u nas panuje wręcz terror laktacyjny - miałam wrażenie, że wszędzie i na każdym kroku kobiety są zachęcane do karmienia naturalnego (to, akurat jak najbardziej na plus) a, te które decydują się na karmienie mlekiem modyfikowanym są wpędzane w poczucie winy, czy też niejednokrotnie traktowane są gorzej (to zdecydowanie na minus). Teraz powoli zmieniam zdanie - naprawdę spora część lekarzy albo jest niedouczona, albo finansowana przez producentów MM. Albo jedno i drugie.
Jakiś czas temu pisałam o dosyć dalekiej znajomej, której chciałam pomóc z problemami z laktacją. Odwiedziłam ją, pogadałyśmy, pożyczyłam jej laktator ręczny, którego nie używam, zostawiłam jej kartkę, na której spisałyśmy co ma robić, by laktację udało się rozkręcić. Miałam zadzwonić za tydzień, by dowiedzieć się, jak jej idzie. W międzyczasie Monika zdążyła odwiedzić pediatrę, ze względu na domniemane kolki, które pojawiły się u jej malucha. Pediatra potwierdził, że opisane objawy sugerują kolkę niemowlęcą i zarządził odpowiednie mleko modyfikowane. Przy czym na pytanie, kiedy należy spodziewać się poprawy stwierdził, że kolka ustępuje z reguły około 3 miesiąca życia. Moim zdaniem sam zaprzeczył swojej poradzie - skoro kolka ma ustąpić samoistnie około 12 tygodnia życia, po co siać zamęt zmianą mleka? Nie mówię, że zmiana mleka nie okaże się być dobrą radą (bo może to alergia, lub jakaś nietolerancja laktozy), ale dlaczego proponować ją na kolkę? Dlaczego nie zasugerował np. zmiany diety matki? Eliminacji nabiału czy substancji potencjalnie alergennych. Dlaczego nie podpytał delikatnie o sytuację w domu? Jako matka dziecka, które nie miało kolek nie chcę tu wkładać za bardzo kija w mrowisko, czy stwierdzać czegoś autorytatywnie, ale wydaje mi się, że w wielu przypadkach, to co jest diagnozowane jako kolka, to po prostu efekt nerwowej atmosfery w domu...
Niedawno kolejnej mojej koleżance urodziło się dziecko i też niestety miała problem z ilością mleka w pierwszych dniach. W szpitalu jeszcze była zachęcana do karmienia piersią, ale gdy po powrocie do domu udała się od razu do pediatry ten zasugerował jej by jeśli w ciągu kilku dni sytuacja się nie poprawi przeszła na MM. I znowu - nie mówię, że to do końca zła porada - przecież chodzi przede wszystkim o to, by dziecko nie było głodne, ale dlaczego nie zasugerował jej chociaż karmienia mieszanego, tylko od razu, bach, 100% mleko modyfikowane?
Gdy pyta się lekarzy o sposób karmienia dzieci wszyscy jak jeden mąż twierdzą, że karmienie piersią jest najlepsze - jednak gdy tylko pojawiają się jakiekolwiek problemy zamiast próbować je rozwiązać sugerowane jest mleko modyfikowane.
Nie rozumiem dlaczego wydaje się miliony na materiały promujące KP - dlaczego starania idą w przekonywanie przyszłych matek, że karmienie piersią jest najlepsze - co prawdopodobnie większość i tak wie, zamiast starać się pomóc tym, które chciałyby karmić piersią, ale z jakiś powodów im nie wychodzi? Jestem przekonana, że odsetek kobiet karmiących dzieci 3 czy 6 miesięczne byłby znacznie większy, gdyby część pieniędzy przesunięto z produkcji ulotek promocyjnych, na kształcenie lekarzy i pielęgniarek środowiskowych.
Sytuacja pewnie i tak jest lepsza niż kilka lat temu, ale nadal brakuje bezpłatnej i łatwo dostępnej pomocy z karmieniem piersią - szczególnie w mniejszch miejscowościach. Niestety mamy takie czasy, gdy ta wydawałoby się naturalna czynność, nie jest już dla wielu kobiet czymś, co przychodzi z łatwością.W szpitalach (ale jeszcze nie wszystkich) są doradcy laktacyjni, którzy z pewnością wielu parom mama-maluszek pomogli, ale niestety po powrocie do domu wiele kobiet zostaje samych z problemem. Niby są jeszcze wizyty pielęgniarek środowiskowych, ale wiem z własnego doświadczenia, że wiele z tych osób ma bardzo ograniczoną wiedzą na temat karmienia - znają oczywiście podstawy, ale ich porady niejednokrotnie nie wystarczają.
Z łatwo dostępnych materiałów kobiety mogą dowiedzieć się o tym, dlaczego karmić piersią warto, ale już trudniej jest o rzetelne informacje na temat potencjalnych problemów - kryzysów laktacyjnych, czasowego zablokowania wypływu mleka spowodowanych np. stresem, zablokowanych kanałów mlecznych.
Ogólnie na pojawienie się jakichkolwiek problemów z karmieniem kobiety nie są w ogóle przygotowane - promocja karmienia piersią ogranicza się z reguły do wymieniania superlatyw - jakie mleko jest zdrowe i jakie karmienie jest wygodne. Gdy okazuje się, że jednak nie wszystko idzie tak jak trzeba kobieta jest zostawiana sama sobie. Oczywiście istnieją poradnie laktacyjne, ale dostęp do nich jest płatny - i niestety cena porady jest dla wielu osób za wysoka. I często zanim do takiej poradni się trafi najpierw można usłyszeć siejące zamęt porady pediatrów i pielęgniarek.

40 komentarzy:

  1. Echhh no jest lipa. Wydaje mi się, że obie formy wywołują równe kontrowersje. Ale fakt faktem - kobietom karmiącym trudniej. Niby tak się to teraz propaguje, a już przy pierwszych problemach ciężko o dobrą radę i pomoc. Trzeba radzić sobie samemu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego postowi nadałam tytuł - "spraw niedokończonych" - mamy propagowanie karmienia piersią wśród kobiet ciężarnych, a następnie gdy taka kobieta na KP już się zdecyduje wsparcia brakuje

      Usuń
  2. Niestety, z mojej perspektywy rzetelnych informacji o kp na pewno nie znajdę u lekarzy.
    Wszystkiego trzeba szukać samemu w internecie. I ta wiedza raczej sama do nas nia przyjdzie - trzeba się nieco wysilić. Natomiast o karmieniu sztucznym - o proszę, info na każdym kroku i kazdy lekarz jest znawcą.
    Nawet w tym słynnym ostatnio poradniku żywienia dzieci wydanym przez Instytut Matki i Dziecka nie ma (ponoć) słowa o kp powyżej roku. Natomiast o sztucznym mleku do 3. roku życia - owszem. Czy tak powinna wyglądać promocja zdrowego zywienia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - wygląda na to, że KP jest "na start". A później martw się człowieku sam...Pomysł na MM do 3 roku życia to już ewidentne lobbowanie przez koncerny produkujące mleko...

      Usuń
  3. Zgodzę się z tym ale tylko troszkę. Nie żyjemy w średniowieczu i dostęp do informacji jest bardzo szeroki. Książki, internet, znajome, rodzina itd. Przestańmy ciągle liczyć na to, że nasze Państwo będzie nas ze wszystkim prowadzić za rączkę. I nie wierzę też w to, że dorosła kobieta, która wychodzi od lekarza z poradą: "podać MM" od razu leci i podaje to MM. Wszyscy mamy swoje głowy i swoje mózgi, jak komuś wygodnie to poda MM a jak naprawdę będzie chciała karmić piersią to i chociażby w aptece się dopyta co ma robić.
    Zawsze jest jakieś wyjście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najucyzłam się już jednego - nie oceniać ludzi patrząc tylko na siebie i najbliższych znajomych - jesteśmy już przefiltrowani przez m.in wykształcenie. Z tym wyszukiwaniem informacji nie jest tak pięknie - naprawdę jest wiele osób, które oprócz Facebooka nie bardzo potrafią coś innego w Internecie zrobić. A lekarz jest autorytetem - i jeśli mówi, że trzeba podać mleko to wiele kobiet poda je.

      Usuń
    2. Dokladnie tak. A jak jeszcze Ci powie, że głodzisz dziecko to prosto od lekarza lecisz kupic MM a nie szukasz w necie porady!

      Usuń
    3. A do lekarza dołączy się MAMUSIA-TEŚCIOWA, która przychodzi po pracy w odwiedziny i widząc, że dziecko woła jeść np. co godzinę to ci powie, że masz "mało wartościowy pokarm" oraz "dziecko się nie najada". I co młoda niedoświadczona matka stwierdzi...no chyba mają rację, przecież wychowała dwoje albo więcej dzieci, to wie lepiej. A tym czasem MAMUSIA, dzieci wychowywała 30lat temu a do tego, o zgrozo, NIE KARMIŁA PIERSIĄ! Mamusia więc nie wie, że mleko naturalne jest lepiej i szybciej przez organizm trawione, dlatego dziecko może wołać jeść częściej. I nie wie również, że popołudnia bywają trudniejsze, bo dziecko naładowane doznaniami z nowego dla niego świata może nie radzić sobie ze wszystkimi bodźcami. Dlatego grymasi, marudzi, nie chce efektywnie ssać, albo najzwyczajniej nie ma na to czasu, bo nachylająca się nad nim "nowa" twarz babci jest ciekawsza...possie więc chwilę a za godzinę zawoła znowu.

      Ech te fachowe porady... :)

      Usuń
  4. Tylko, że nie każdy ma czas i chęć na edukację. A od personelu medycznego jednak dobrze by było wymagać podstawowej znajomości zagadnień dot. kp. A tej znajomości nie ma - powielają dziwne poglądy, wręcz zabobony (że mleko po któryms tam mis. nie ma juz żadnych wartości, żeby daleko nie szukać). Na studiach ich tego nie uczą, a resztę wiedzy serwują im producenci sztucznej karmy.
    Nie jest dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wcięło mi wpis, fak...

    Nie chodzi o to, żeby państwo kogokolwiek wyręczało. Ale możemy chyba oczekiwac, że personel medyczny będzie posiadał sensowną wiedzę na temat kp, a nie rozpowszechniał jakieś dziwaczne poglądy, w stylu "po którymś tam mies. mleko nie ma już żadnej wartości".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to już ewidentnie świadczy o tym, że lekarze nie dokształcają się i powtarzają to co uszłyszeli kiedyś...

      Usuń
  6. Też myślałam, że karmienie jest proste...i myślę tak do tej pory, bo problemów z karmieniem nie miałam i nie mam.
    Ale gdyby takowe były to pewnie sięgnęłabym po mm, bo wiedzy nt: jak sobie radzić - nie posiadam konkretnej..

    Zapraszam do obserwowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam do obserwowanych i zaczynam kibicować nowemu blogowi ;)
      I na tym właśnie polega problem - na szczęście w większości przypadków wszystko idzie ok, ale kobiety nie są przygotowane na potencjalne problemy. Myślę, że bardzo wiele matek nawet nie wie, że istnieją poradnie laktacyjne...

      Usuń
  7. Moja droga trudno się dziwić, że wielu lekarzy i położnych propaguje ostatecznie karmienie mm, z prostej przyczyny: po co robić problemy sobie i innym? Na początku każdy namawia do kp, ale gdy tylko pojawiają się problemy i podstawowe środki zapobiegawcze takie jak np. częste przystawianie do piersi zawodzą - wielu załamuje ręce. A jak kobieta nie otrzymuje wsparcia, ukierunkowania od lekarza, czy poloznej, no to sama walki się nie podejmie, czemu się nie dziwię wcale. Poza tym porady laktacyjne darmowe nie są, co też stanowi przyslowiowy gwóźdź do trumny dla kp.
    Aktualnie mam przykład z własnej rodziny. Moja siostra zaciekle walczy od 2,5 miesiąca o kp. Niestety jej mała cierpi dodatkowo na kolki więc łatwo nie jest. Nadal karmi w sposób mieszany, bo mala miała problem wagowy i pediatra zaleciła dokarmianie. Siostrze doradzał doradca laktacyjny - połozna - ktora po niecalych dwoch miesiącach konsultacji zaleciła odstawic dziecko od piersi i karmic butla mm, ewentualnie ściągać mleko laktatorem, ale to i tak cyt "już za późno, bo laktacja się nie rozwinęła". Moja interpretacja sytuacji - kobieto, mam cię dosyć, przejdz na mm i wszyscy będą mieli święty spokój, a ty mi glowe zawracasz (polozna doradca jest finansowana przez szpital i juz jej przestalo zależeć). Pediatra także straciła nadzieję i zaleca zwiększyć dokarmiane. Wiec gdyby nie opór mojej siostry, która jeszcze ma nadzieję idąc moim przykładem - walczy. Niestety jej przypadek utrudniają dodatkowo kolki, ktore sa niestety bardziej nasilone po kp. Otrzymała jednak wsparcie od lekarki - doradcy ktora mi pomogla i uważa, ze kp u niej jest na dobrej drodze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za siostrę. Podziwiam, 2.5 miesiąca karmienia mieszanego może wykończyć. Swoją drogą ciekawa jestem skąd ta położna wytrzasnęła pomysł, że skoro do tej pory laktacja się nie rozkręciła to już nic z tego nie będzie, skoro podobno laktację da się rozkręcić nawet u matek adopcyjnych. Nie mówię, że musi się udać - ja sama do końca nie byłam przekonana, że u mnie się uda. Wiadomo, że z czasem szanse maleją - dziecko je coraz więcej, a stres i zmęczenie działają hamująco na laktację

      Usuń
    2. Dokładnie tak. Dlatego moja siostra nadal ma nadzieję, a nie podaje dużo mm.
      Ta położna po prostu miała już dosyć... Niestety problem z doradcami jest moim zdaniem taki, że ograniczają się do porad w kilku pierwszych tygodniach, niewielu ma doświadczenie z takimi zdeterminowanymi matkami, które walczą o kp przez wiele tygodni, im często nie potrafią pomóc. Zresztą w książkach o kp też o tym jest mało. Trzeba dobrze trafić...

      Usuń
  8. No ja akurat doznałam terroru laktacyjnego. Moje dziecko było głodne, ciągle płakało, a nie chcieli mi go dokarmić w szpitalu (naprawdę dużo jadł). Potem nasłuchałam się, że jak to tak, karmię mieszanie? Tymczasem nie bardzo miałam wyjście, bo jako mama czteromiesięczniaka MUSIAŁAM wrócić na uczelnię (bo gdybym nie wróciła musiałabym zapłacić dużo pieniędzy). Dla mnie to było dobre wyjście, karmiłam jak byłam w domu, bo co jak co na uczelni nie da rady ściągać pokarmu (bo gdzie, w brudnej toalecie??), a ja jeździłam ponad godzinę pociągiem w jedną stronę 4 albo 5 razy w tygodniu, nie było mnie z reguły 6-10 h. Pokarmu było więc coraz mniej i dziecko zaczęło odstawiać cyrki, nie chciało jeść, szczególnie mleka mm z butelki. Powoli dojrzewałam więc do odstawienia, ale co ja się nasłuchałam u pediatry... i jak skończył pół roku to całkowicie odstawiłam i powiem tyle:nie żałuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To i tak długo dawałas radę! Niektorzy poddają się bez walki. Jak jeszcze musiałas wrócić na uczelnie, to nie ma o czym mówic. Super i tak!

      Usuń
    2. Zgadzam się z Salomeą - i tak gratulacje, że karmiłaś tak długo. Po za tym trzeba pamiętać o tym, że sposób karmienia to tak naprawdę sprawa drugorzędna. Karmienie piersią jest najlepsze, o ile przebiega bezproblemowo.

      Usuń
  9. Zgadzam się z każdym słowem. Od siebie dodam jeszcze tylko jedną rzecz... gdy po porodzie leżałam w szpitalu, jakoś na 2 dzień neonatolog patrząc jak karmię małego w pozycji leżącej poleciła, że jeśli czuję się na siłach to żebym spróbowała karmić na siedząco lub spod pachy. Spróbowałam, oczywiście nic z tego nie wyszło. Wtedy zawołałam doradcę laktacyjną. Przyszła dziewczynka, na oko dwudziestokilkuletnia i stwierdziła, że skoro dziecku tak wygodnie nie ma sensu zmieniać.Chciałam, żeby mi pokazała jak przystawić.. stwierdziła, że na łóżku szpitalnym mija się to z celem, bo niewygodnie, bo zapadnięte. Itp... No ok, zgodzę się, ale pokazać chociaż mogła..
    Dziewczynie, która leżała ze mną na sali zaproponowano 5ml mm, bo dziecko płakało głodne. Zamiast pokazać jak dobrze przystawić najzwyczajniej w świecie przyniesiono 5ml bebiko :( I tak postępują Ci, którzy wspierają akcje kp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas akurat w szpitalu byla walka. Trzy noce darcia w nieboglosy i prob przystawiania mlodej do piersi. Położne walczyły, ale po kolejnej nocy, podczas której Lucy nie dała im spokoju, same przyznały, ze dokarmic trzeba. Ja też tak uważam. Zmęczenie matki i dziecka nie sprzyja poprawie laktacji. Ja musiałam dłużej poczekać.

      Usuń
    2. Ja tez musiałam dłużej poczekać ale udało sie..i mała tez byka dokarmiana w szpitalu i jeszcze ze dwa dni w domu ale urodziła sie duża, wiec mało mleczka miałam i jeszcze po CC. Wolałem dokarmić i patrzeć na nią jak słodko spi niż męczyć nas obie przy cycu. Na szczescie udało sie i kocham jak mała ssie pierś:-)

      Usuń
    3. Poza tym, jeśli dziecko płacze z głodu wprowadza to stres, który dodatkowo negatywnie wpływa na laktację. Trzeba znaleźć złoty środek. I chodzi o to by mleko modyfikowane podawać świadomie - wiedząc, że może to spowolnić rozkręcanie laktacji

      Usuń
    4. Nie, no jasne. Tylko problem w tym, że to była pierwsza doba. Obie urodziłyśmy w poniedziałek, a w nocy z pon/wtorek jej synkowi podano mm nie proponując nawet pomocy. Fakt, darł się na całego. Uważam jednak, że trochę zbyt pochopnie podano butelkę. Mój mały przez 1 noc też nic nie zjadł, ale stale go przystawiałam, żeby pobudzał brodawkę.

      Usuń
    5. Karol też zaczął jeść dopiero w 2 dobie. Podobno dzieci mają zapas jeszcze z życia płodowego i nic się im nie stanie jeśli nie zjedzą nic w pierwszej dobie

      Usuń
    6. Zapas to po pierwsze, a po drugie maluszki mogą mieć jeszcze dużo wód płodowych i póki nie wydalą ich z organizmu problemy mają prawo występować. Moja mała na początku nie chciała za bardzo cyca, poprosiłam o radę położną, gdzieś ją zabrała a jak przyszła powiedziała, że ma jeszcze w brzuszku dużo wód, jak się ich pozbędzie apetyt i chęć do cycusia się zwiększy. I tak właśnie było :)

      Usuń
  10. Bardzo mądry post !
    Mnie już w szpitalu namawiali na dokarmianie Jaska z uwagi na duża wagę urodzeniowa, stwierdzili ze sie nie najada.
    Nie zgodziłam sie oczywiście chciałam karmic sama i tego sie trzymam !
    Choć współczuje mamom które karmią butelka nie wyobrażam sobie wstawania w nocy i przygotowywania butli muszą być dzielne !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to nie jest przyjemne (nie było).

      Usuń
    2. Jeśli z takiego powodu namawiają do dokarmiania to jest gorzej niż myślałam...

      Usuń
    3. Moja Młoda tez urodziła się wielka (ponad 4 kg) i chyba podczas pierwszej wizyty w naszej przychodni, jedna z pielęgniarek rzuciła komentarzem "Oj, ona taka duża, niedługo trzeba będzie zacząć dokarmiać".
      Więc to parcie na dokarmiania dużych dzieci nie jest przypadkiem odosobnionym. czyli - urodzi się małe - dokarmiać, bo na pewno się nie najada, duże - też dokarmiać. Nie dogodzisz tym "fachowym doradcom".

      Na szczęście nasza pediatra jest w miarę sensowna pod względem kp i nigdy nie usłyszałam od niej takich rad.

      Usuń
  11. Jestem szalenie ciekawa, jak to się u nas ułoży i.. liczymy, że pozytywnie dla matczynego mleka:)

    OdpowiedzUsuń
  12. i dlatego ja kupiłam sobie książki i sama się uczyłam, a jak mi w szpitalu kazali dokarmiać mm to wzięłam lakatator i dokarmiałam swoim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym, że dla wielu kobiet lekarz jest takim autorytetem, że nie odważy się działać wbrew jego zaleceniom. I trudno się dziwić - te pierwsze kilka dni nie jest łatwych i prawie każda kobieta jest wtedy trochę zdezorientowana - nie jest pewna czy to co robi, robi dobrze, więc gdy ktoś przychodzi z poradą slucha się jej.
      Wynikałoby z tego, że kobieta powinna iść do szpitala z bardzo dużą wiedzą na temat karmienia piersią - a ze względu na to, że jest ono propagowane jako piękne, naturalne i wygodne nie ma motywacji by dokształcać się na ten temat.

      Usuń
  13. mleko...temat rzeka.. piękny post! podpisuję się pod tym

    OdpowiedzUsuń
  14. i dołączam do podglądaczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Niestety to problem powszechny. KOlki? Nutramigen lub coś tam Pepti z apteki a potem się okazuje że dziecko wcale nie było uczulone na białko mleka tylko kurz i roztocza. Nie rozumiem tego podejscia lekarzy a zalecenie odstawienia od piersi jest powszechne. Moja mała miała kolki, dieta eliminacyjna nic nie pomogła. Kolki minęły po 3 miesiącach jak ręką odjął.

    OdpowiedzUsuń

Podobne posty